Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Jowka

DDD a powroty do domu rodzinnego

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem właśnie po wizycie w domu, w którym nie było mnie 2 miesiące. Zawsze jak wyjeżdżam, to mimo wszystko tęsknię, mówię sobie, że to przecież moja mama, kiedyś była tyranem, ale teraz jestem dorosła, wiele się zmieniło, na pewno będzie dobrze jak przyjadę następny raz. Po czym jak wracam (cieszę się na ten powrót cholernie, tęsknię), to jest jak zawsze... czyli po kilku godzinach "rozmowy" z mamą czuję się jak totalne dno, bezwartościowy, zły człowiek, nie chce mi się żyć, winie siebie za wszystko, mam dość życia, jestem bezsilna...

 

A jak to jest z Waszymi powrotami do domu DDD? Jak sie czujecie? Czy macie jakieś nadzieje, że może tym razem Wasi rodzice będą normalni, zmienią się? I jak sobie z tym potem radzicie, z powrotem do rzeczywistości i z tymi uczuciami?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz świadomość DDD, to zrób coś z tym, jak odbierasz postawę swych rodziców wobec Ciebie. Dobrze wiesz, że jest to urojone w pewnym sensie. Można każdemu coś takiego powiedzieć, kto ma nerwicę, deprechę etc. i nic to nie da i nie o to w sumie chodzi. Ale znam pewną osobę, która ma podobną sytuację do Ciebie, lecz bardziej DDA. Wg mnie trzeba tłuc rodzicom do "usranej" o sytuacji. Rodzinę też trzeba wychowywać, a fakt, że rodzice są starsi nie oznacza, że są mądrzejsi. Sam swoim tłukę codziennie, żeby tego, czy tamtego nie robili, bo to daje odwrotny efekt i nie spowoduje, że poczuję się lepiej, a jaki jest sens w tym, żeby do tego dążyli? I tak wg nich robią dobrze. Wiecznie słyszę - depresja? Leń jesteś!!! Super po prostu. Zmień swoje nastawienie do nich, na ich zmianę nie zawsze można liczyć, ale można też próbować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A jak to jest z Waszymi powrotami do domu DDD? Jak sie czujecie? Czy macie jakieś nadzieje, że może tym razem Wasi rodzice będą normalni, zmienią się? I jak sobie z tym potem radzicie, z powrotem do rzeczywistości i z tymi uczuciami?
Nie łudź sie, że starzy sie zmienią /no chyba że chodza na terapię ;) . Nie lubię wracać do domu, bo predzej czy później zostaje potraktowana jak gówniara i cały schemat znany z dzieciństwa wraca. Razem z towarzyszącymi temu emocjami. Jeśli odwiedzam stare smieci to bardziej jako turystka, oddaje sie swoim zajęciom i przyjemnością, nie szukam kontaktu uczuciowego z rodziną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prawie rok mieszkam znowu w domu. :? Najgorsze jest to, że czasami załamuję się, ryczę nad kompem, że chcę się wyprowadzić teraz, zaraz, już, szukam na gwałt pracy przez 1-2 dni, potem nagle robi mi się lepiej, przestaję szukać, zaczynam zajmować się znowu swoimi "sprawami" i tak scenariusz powtarza się w kółko przez ten prawie rok za każdym razem jak mam jakieś starcie głównie z matką. Ojciec się dość mocno zmienił. Nawet można powiedzieć bardzo mocno. Choć czasem jest jeszcze nerwowy i nie odpuszcza, ale to i tak nic w porównaniu do tego jaki kiedyś był. Zachowywał się jak jakiś rodzinny tyran. A matka jaka była, taka jest. Nigdy się z nią nie dogadywałam i często są spięcia. Ona mnie zwyczajnie nie lubi, bo nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę taka jak ona. Czasami wyjeżdżam gdzieś na kilka dni jak mam już dość jej zrzędzenia. Wróciłam tu, bo zrezygnowałam z pracy, nie wyrabiałam w niej ze stresu, tęskniłam za wsią, przyrodą, podwórkiem, psem, lasem, moim łóżkiem... Właściwie nie tęskniłam za rodzicami. A z matką najlepiej rozmawiać tylko przez gg. ;) Cholera, muszę się stąd wyprowadzić, tylko nie mogę się zebrać znowu do tego szukania pracy, chcę ale się boję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to zależy, czasami świrują a czasami jest dobrze... mam metodę by nie jeździć za często...raz na 2 miesiące? i jeżdżę głownie dla brata... jestem właśnie podczas pobytu w domu i jak na razie nic się złego nie stało, zostaniemy z narzeczonym do jutra...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to zależy, czasami świrują a czasami jest dobrze... mam metodę by nie jeździć za często...raz na 2 miesiące? i jeżdżę głownie dla brata... jestem właśnie podczas pobytu w domu i jak na razie nic się złego nie stało, zostaniemy z narzeczonym do jutra...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odnośnie powrotu do domu,

ja najgorzej czułam się tam podczas choroby i kiedy nie mogłam znaleźć pracy. Nie mogłam się wtedy dokładać do rachunków, czułam się jak najpaskudniejszy pasożyt chociaż oddam sprawiedliwość rodzinie, niespecjalnie wypominali mi że biorę jedzenie czy korzystam z opłacanych energii, wody itd.

Uważam, że znalezienie konstruktywnego zajęcia jest w tym przypadku najlepszą receptą - jest się względnie niezależnym i co najistotniejsze, każdego dnia człowiek budzi się z określonymi celami. Może to być pójście na 9 do biura, napisanie pism i przesłanie ich mailem,umówienie terminów korepetycji czy posprzątanie łazienki. Wiem, że sytuacja na rynku pracy nikogo nie rozpieszcza i że kobietom trudniej jest podjąć decyzję o zmianach w życiu zawodowym (nie pójdziemy odśnieżać, pracować na budowie itd.) ale może jakaś firma internetowa. Nie ma z tego kokosów ale to chyba nie wielka kasa jest w tym wypadku najważniejsza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odnośnie powrotu do domu,

ja najgorzej czułam się tam podczas choroby i kiedy nie mogłam znaleźć pracy. Nie mogłam się wtedy dokładać do rachunków, czułam się jak najpaskudniejszy pasożyt chociaż oddam sprawiedliwość rodzinie, niespecjalnie wypominali mi że biorę jedzenie czy korzystam z opłacanych energii, wody itd.

Uważam, że znalezienie konstruktywnego zajęcia jest w tym przypadku najlepszą receptą - jest się względnie niezależnym i co najistotniejsze, każdego dnia człowiek budzi się z określonymi celami. Może to być pójście na 9 do biura, napisanie pism i przesłanie ich mailem,umówienie terminów korepetycji czy posprzątanie łazienki. Wiem, że sytuacja na rynku pracy nikogo nie rozpieszcza i że kobietom trudniej jest podjąć decyzję o zmianach w życiu zawodowym (nie pójdziemy odśnieżać, pracować na budowie itd.) ale może jakaś firma internetowa. Nie ma z tego kokosów ale to chyba nie wielka kasa jest w tym wypadku najważniejsza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam podobny dylemat,przed którym teraz stoję-czy po 1,5 roku i polepszeniu wprowadzić się z powrotem na trochę innych warunkach (osobne wejście),męczy mnie to strasznie i czuję przez to lęk. Z drugiej strony nie chce się tułać wiecznie po wynajmowanych mieszkaniach sama..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam podobny dylemat,przed którym teraz stoję-czy po 1,5 roku i polepszeniu wprowadzić się z powrotem na trochę innych warunkach (osobne wejście),męczy mnie to strasznie i czuję przez to lęk. Z drugiej strony nie chce się tułać wiecznie po wynajmowanych mieszkaniach sama..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja po 2 latach sie przelamalem i poszedlem z bratem i z moja dziewczyna do mojego domu w tym roku w styczniu, na zaproszenie ojca... pogadalismy... bez uczuc.. ale zmienil nastawienie... pogodzil sie z tym ze nie bede juz z nim pracowal.. i ze to nie on bedzie wybieral mi dziewczyne... i ze przy zakupie auta nie wybiore tego jakie jemu sie podoba... chcial mi zaplanowac wszystko a zepsul mi dziecinstwo i lata dorastania... hmm... ale wiem i mama mi nawet mowila ze ojciec zaluje i sumienie go boli ze stracil nas poprostu gdy zaczelismy dorastac do teraz... a teraz juz za pozno.. bo mamy juz swoje zycie zdala od domu... a mama.. do mamy nie mam zalu o nic chociaz tez nas nie umiala wychowac bo byla pod ciagla presja ojca... bardzo ja kocham

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja po 2 latach sie przelamalem i poszedlem z bratem i z moja dziewczyna do mojego domu w tym roku w styczniu, na zaproszenie ojca... pogadalismy... bez uczuc.. ale zmienil nastawienie... pogodzil sie z tym ze nie bede juz z nim pracowal.. i ze to nie on bedzie wybieral mi dziewczyne... i ze przy zakupie auta nie wybiore tego jakie jemu sie podoba... chcial mi zaplanowac wszystko a zepsul mi dziecinstwo i lata dorastania... hmm... ale wiem i mama mi nawet mowila ze ojciec zaluje i sumienie go boli ze stracil nas poprostu gdy zaczelismy dorastac do teraz... a teraz juz za pozno.. bo mamy juz swoje zycie zdala od domu... a mama.. do mamy nie mam zalu o nic chociaz tez nas nie umiala wychowac bo byla pod ciagla presja ojca... bardzo ja kocham

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Za każdym razem kiedy wracam do domu, mój ojciec skacze wokół mnie jak wokół małego dziecka. Kiedy ostatnio odprowadzał mnie na dworzec pytał co chwila: a masz rękawiczki? A nie zimno ci w głowę? A będziesz miała co zjeść po powrocie? To fajnie, że teraz się troszczy, szkoda, że tak późno i nieadekwatnie do mojego wieku. Taka sytuacja utrzymuje się praktycznie od momentu kiedy dowiedział się, że jestem chora. Zmienił się bardzo, za co go podziwiam... tylko nie wiem jak sobie z tą zmianą poradzić, widzę, że bardzo tłumi swoje wybuchy gniewu i to nie jest dla niego dobre.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Za każdym razem kiedy wracam do domu, mój ojciec skacze wokół mnie jak wokół małego dziecka. Kiedy ostatnio odprowadzał mnie na dworzec pytał co chwila: a masz rękawiczki? A nie zimno ci w głowę? A będziesz miała co zjeść po powrocie? To fajnie, że teraz się troszczy, szkoda, że tak późno i nieadekwatnie do mojego wieku. Taka sytuacja utrzymuje się praktycznie od momentu kiedy dowiedział się, że jestem chora. Zmienił się bardzo, za co go podziwiam... tylko nie wiem jak sobie z tą zmianą poradzić, widzę, że bardzo tłumi swoje wybuchy gniewu i to nie jest dla niego dobre.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jednak życie zweryfikowało

byłam chora i musiałam parę dni przeleżeć w domu,i wyszło szydło z worka,dostałam rozstrojenia nerwowego.poszło o lekarstwo-mama przy ojcu powiedziała mi że ten chciał od niej połowy ceny lekarstwa (którego koszt wynosił 14zł). ojciec więc się wkurzył,ja się z nim pokłóciłam. jednak załagodziłam sytuacje,bo on juz się zdazyl pogniewac na mnie jak to mial w swoim zwyczaju,a ja jestem podatna na jego manipulacje,choc wiedzialam ze to nie moja wina..później natomiast ojciec zmienił strategię i powiedział że on pokaże jakim to dobrym ojcem jest i najpierw zaadoptuje właśnie ten budynek,w którym miałabym mieszkać a później swoje tam inne zamierzenia. niech robi co chce,oby jak najdalej od niego! teraz tylko się zastanawiam na jaką terapię iść w wakacje (pewnie grupowa znów..). I kiedy będę zdrowa,bezpieczna,pewna siebie:(

natomiast meczy mnie to ze ojciec jest podejrzliwy i do moich slow dopisuje inne znaczenia-bo zauwazylam ze ja rowniez tak robie,ale tylko w bliskich relacjach. kuzwa,nie dosc,ze nerwy mam zniszczone,to jeszcze jakies chore nawyki tez przejelam.

chyba potrzebuję iść do psychologa,jednak tak naprawdę jest to tylko zwykła rozmowa,którą sama mogę też przeprowadzić sobie w głowie.może chodzi o inny punkt widzenia..ale po co stale interpretować stare rzeczy..chyba,że tym razem terapia będzie nastawiona na teraźniejszość.może behawioralna by coś dała..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja nie mam swojego pokoju, mama mi rzeczy pozabierała, w sumie to wg mnie nikt się mną nie interesuje, może już za stara jestem, bo mam 20 lat. To wszystko takie sztuczne i chłodne, te pytania co u mnie. A kiedyś było inaczej. Myślałam, że mam rodzinę kiedyś. Ale jednak nie, wszystko wyszło jakoś.

 

Nie czuję się dobrze w domu rodzinnym dlatego. Teraz powinnam pomóc mamie, bo jest chora, wszystko powinnam. Ale rozmawiać nikt ze mną nie chce, nie mogę się otworzyć. Nawet nie wiem co jest nie tak, ale nie lubię mojej mamy - mam żal z jakiegoś powodu. Szkoda...

 

Chciałabym żeby było jak kiedyś, kiedyś zajęłabym się mamą i w ogóle. Ale skoro nikt mnie nie chce, to dla mnie jest poniżające żebym ja ciągle zabiegała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuję za ten wątek, od 2 dni poszukuję w sieci podobnego, aby w końcu się wygadać. Zawsze łudzę się, że mój powrót do domu na święta będzie inny niż poprzednie. Że nie dojdzie do awantury z powodu pominięcia szafki podczas sprzątania, czy nieprzesuniętego krzesła podczas odkurzania. Że może matka nie będzie krytykować moich włosów, cery, chodu, postawy, tego jakie robię miny podczas rozmowy, jak się ubieram. Że nie będzie mnie porównywać do innych dziewczyn, ciągle powtarzać tylko jakie są piękne, wysokie, dobrze ubrane, w jakich to korporacjach pracują. Że w końcu nie będzie mnie upokarzać na każdym kroku wmawiając mi jak to do niczego się nie nadaję, że chłopak mnie zostawi, że jestem głupia, nie poradzę sobie w życiu.

Studiuję w mieście oddalonym o 220km, tak więc moje wizyty w domu są ograniczone do minimum. Na dobrą sprawę mogłabym przyjeżdżać co weekend, jednak decyduję się na 3-4 wyjazdy na rok, co i tak okazuje się pomyłką. Od 7 lat cierpię na nerwicę lękową, z czasem udało mi się złagodzić objawy, a nawet na 2 lata z niej wyjść, jednak po jakimś czasie wróciła ze zdwojoną siłą. Mieszkam z chłopakiem, z którym jestem od 2 lat, układa nam się wspaniale i (co najbardziej zadziwiające) przy nim moje objawy nerwicy niemalże całkiem ustępują. Ostatni raz byłam w domu w styczniu, wcześniej na Boże Narodzenie (jednak byłam zmuszona wyjechać szybciej z wiadomego powodu). Od lutego do ostatniego tygodnia marca całkiem się uspokoiłam, nie brałam żadnych leków, nie przerażały mnie całodniowe przechadzki po mieście, zajęcia, podróże. W środę całkiem spokojnie pokonałam te 220km z nadzieją, że tym razem musi być przecież normalnie.

Wytrzymałam do piątku.

Moja matka jest gorliwą katoliczką. Całe Święta Wielkanocne najchętniej spędziłaby w kościele i tego samego oczekuje ode mnie. Typowa dewotka, której codzienne postępowanie nie ma nic wspólnego z wyznawaną religią. Niestety o tym wiem tylko ja i całkiem zdominowany przez nią ojciec. Mam 23 lata, w związku z czym powinnam mieć prawo decydowania o mojej wierze (której wciąż poszukuję), o tym czy chcę iść do kościoła, czy nie. Wykluczone. Każda moja próba przekonania jej, że może jednak odpuszczę sobie mszę kończy się dziką histerią. Od przyjazdu muszę meldować każde włączenie komputera i TV (''bo przecież Wielki Tydzień, nie potrafisz poszanować nawet śmierci Pana Jezusa''). Od wczoraj zaczęło się najgorsze -odmówiłam pójścia na poranną Drogę Krzyżową, tłumacząc, że przecież wieczorem (po uroczystościach Wielkiego Piątku, rzecz jasna) będę w niej uczestniczyć. Przestała się odzywać, co jest typową zagrywką. Czekała tylko, aż zacznę przepraszać i zgodzę się pójść z nią do kościoła. Tym razem jednak postawiłam na swoim, wywołując tym samym prawdziwą burzę. W furii zaczęła sprzątać łazienkę, wiedząc dobrze, że dzień wcześniej ja się tym zajęłam. Na moje pytanie, czemu to robi usłyszałam znowu, że do niczego się nie nadaję, nic nie potrafię dobrze zrobić. Wystarczyło jedno moje ''nie'', aby przez cały dzień mnie poniżać, wydzierać się, upominać ciągle albo w ogóle się nie odzywać, a na koniec oznajmić mi tylko, że jestem żałosna i potrafię zniszczyć każde święta. Wróciły moje stany lękowe, znowu boję się wychodzić z domu, a przecież MUSZĘ iść do kościoła (dzisiaj oberwało mi się nawet za to, że zbyt krótko się modliłam przy grobie), robi mi się słabo, boję się omdlenia - klasyczne objawy nerwicy. Zaciskam jednak zęby i powtarzam sobie, że jeszcze tylko 2 dni, dam radę. Powróciłam do tabletek uspokajających, mimo że jeszcze 3 dni temu wracałam tutaj z dumą, że już mi nie są do niczego potrzebne. Matka wyssała ze mną całą dobrą energię, z którą przyjechałam i którą gromadziłam od miesięcy. Nikomu nie życzę podobnych powrotów do domu, a już na pewno nie powrotów na święta.

Przepraszam, że tak się rozpisałam jednak nic nie przynosi większej ulgi niż ''wyżycie się'' na klawiaturze. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

annabel-lee, to smutne, co napisałaś... Mam bardzo podobną babcię... pozdro...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

annabel-lee moja mama i babcia są podobne...

Ja na święta, jak tu wcześniej pisałam, nie pojechałam. Zjadłam śniadanie z rodziną którą, założyłam parę lat temu i jestem z tego powodu zadowolona. Kiedy moja babcia się

o tym dowiedziała stwierdziła, że już się więcej do mnie nie odezwie... Do siostry nie odzywa się też, za jakąś totalną głupotę...

Stwierdziłam że, koniec zmuszania się do czegokolwiek. To moje życie i ja decyduje co jest dla mnie najlepsze. Nie zamierzam być kłębkiem nerwów, zmuszając się do tych wizyt, aby przypodobać się komukolwiek. Nie mam takiego obowiązku.

Współczuję Ci świąt. Ja bym tego nie wytrzymała :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

annabel-lee, ja Cię rozumiem doskonale, mam bardzo podobnie. Najgorsze jest właśnie to, jak na każdym kroku chcą CI udowodnić, że jesteś do niczego, że nie ma w niczym racji, bo jesteś głupia, a na pewno głupsza od nich, mierzą siebie swoją miarą, wszystko należi się im, oni mają prawo coś zrobić, a Ty oczywiście nie, bo Ty jesteś młoda i masz siedzieć cicho i robić co Ci się karze.

Mnie nie było w domu ponad miesiąc. Oczywiście już się przyzwyczaiłam,że mama po mnie nigdy na dworzec nie wyjedzie, mimo, że jadę z walizką a mieszkamy na obrzeżach miasta, a autobus jedzie raz na godzinę. W każdym razie jade tym autobusem, wysiadłam i ide ulicą do domu. Ide już tak z 15 min, brnąc w śniegu dochodze do sklepu i patrze - akurat moja matka wychodzi. I nawet sie ze mną nie przywitała, tylko jej pierwsze słowa, wypowiedziane głośno na pół ulicy: a dlaczego nie masz tego ładnego szarego płaszczyka, który ci tatuś kupił, tylko tę czarną kurtkę?

:shock::shock:

a co do awantur, to moja matka jest mistrzem w tworzeniu super sytuacji, by tylko sie na mnie powydzierać i powiedzieć znów jaka ja jestem okropna. Ja nie rozumeim, czy jej to sprawia przyjemność? Wchodzę na górę w domu, otwieram jeden z pokoi, a tam niewietrzone chyba z rok, więc sie pytam czemu tu jest taki zaduch, że otworzę okno chociaż na trochę. No i poszła lawina. Cooooo??? Dom rodzinny Ci śmierdzi?? Matka ci śmierdzi? Noo pewnie, ty byłabyś najszczęśliwsza gdybym umarła. I sie zaczyna histeria...

 

Ah jak ja bym chciała,żeby wreszcie w mojej rodzinie było normalnie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jowka, nie chcę nic mówić... mam podobnie... ale czytając ten post zaśmiałam się. Ja w sumie często ze złości się już po prostu śmieję z takich sytuacji... A one często są yyy... chore... ; )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strzyga, ja też się często śmieję, szczególnie jak komuś coś opowiadam o tym. Tylko śmieszne byłoby to w telewizji, a niestety to moja rzeczywistość... :hide:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziwne jest to uczucie martwoty,czuję się jakbym znieczulała się,zastygała w obawie przed kolejnymi złośliwościami które mogą wystąpić na majówce...ale tak chcę do brata...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×