Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Moja niska samoocena wcześniej przejawiała się tylko w niektórych sytuacjach. Zazwyczaj gdy byłam z jakąś obcą osobą 'sam na sam' lub gdy miałam rozmawiać z nauczycielem na osobności. Od ponad trzech lat czuję,że dzieje się ze mną coś nie tak. Sporadycznie się tnę, biję się po ciele, uderzam rękoma w ściany, kopię w co popadnie, w sytuacjach stresowych, zazwyczaj na lekcji mam niekontrolowane ruchy nogami. Zaczynam nimi 'machać' i nie mogę skończyć. A ostatnio doszło nawet wyrywanie włosów.Także wygląd stanowi dla mnie ogromny problem. Czuję się źle w swoim ciele. Nienawidzę tej szpetnej twarzy, tłustych ud.. A jednocześnie nie mam tak silnej woli, by coś z tym zrobić. Głodzę się dzień, dwa, a potem wiem,że muszę coś zjeść, bo inaczej nie dam rady na treningu. A tam liczy się siła i wytrzymałość..

A wiecie co jest w tym zabawnego? Że wcale nie oczekuję od nikogo pomocy. Dobrze mi z tym. Odreagowanie bólu, złości na sobie w pewien sposób mi pomaga. To, co się ze mną dzieje, siedzi w środku i jest czymś osobistym. Nikt w to nie ingeruje, bo nie ma jak. Cieszę się,że ludzie nie potrafią czytać w myślach:). Dawniej,nie miałam problemu rozmawiania z innymi na temat swoich uczuć,wręcz przeciwnie. Zawsze byłam osobą otwartą. A teraz? Dzień w dzień marzę o odizolowaniu się od świata, mocy robienia wszystkiego na przekór sobie. Rozmyślam nad tym, jakby to były gdybym nie istniała. Zapewne wszystko byłoby łatwiejsze. I dla rodziny i dla mnie samej.

O moim samookaleczaniu itd. nie wiedział nikt aż do zeszłego piątku. Szkolna pani pedagog wzięła mnie do siebie na rozmowę dotyczącą rodziny.. I tak od słowa do słowa opowiedziałam jej w skrócie o wszystkim. Co ona teraz o mnie pomyśli?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ihatemyself,witaj pedagog pomyśli,że masz poważne problemy i potrzebujesz wsparcia.Musisz zacząć się leczyć,samookaleczanie,myśli samobójcze nie są oznaką zdrowia.Sama sobie z tym nie dasz rady..Widzisz siebie w krzywym zwierciadle myśli przepełnionych chorobą.Mam nadzieje,źe ta Pani pedagog pomorze Ci jakoś..chwilowa ulga po samookaleczeniu nie załawia sprawy.Psychiatra,psycholog są Ci niezbędni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ihatemyself, sama niska samoocena nie doprowadza do myśli samobójczych, autoagresji, samookaleczania się itp. Rozumiem, że można nie chcieć uzewnętrzniać się ze swoimi intymnymi i prywatnymi problemami, ale nie mówiąc nic, nie dajemy sobie szans na to, by ktokolwiek mógł nam pomóc. Samookaleczanie się i zadawanie sobie bólu może być jednym z objawów depresji. Więcej na ten temat pod linkiem: http://abcdepresja.pl/samookaleczanie-sie-a-depresja

Podobnie jak Noopii wierzę, że pedagog w szkole nie zbagatelizuje twoich problemów i udzieli ci potrzebnego wsparcia albo poleci specjalistyczną pomoc z zewnątrz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ihatemyself ten nick musisz zmienić bo sam w sobie może wywołać chorobę. Ja kilkanaście lat temu też zastanawiałem się co pomyśli o mnie psycholog. To jest mniej więcej tak: co pomyśli o mnie chirurg jak przyjdę z złamaniem. Chyba tylko że trzeba mi pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Weszłam tutaj po długim czasie i ku mojemu zaskoczeniu, widzę jakieś posty. Dziękuję,że zwróciliście na mnie uwagę..

Wszystko wyszło na jaw. Do szkoły przyszedł anonimowy mail do pani dyrektor, w którym ktoś napisał,że się okaleczam. Wychowawca wziął mnie na rozmowę, następnie zaprowadził do p.dyrektor. Ta za moją prośbą obiecała,że dowie się o tym tylko szkolna pedagog. Miałyśmy zawrzeć taki jakby kontrakt.. ja pokazuję zaufanej, dorosłej osobie raz w tygodniu swoje okaleczenia, a ona, jeśli nie dowie się o nowych ranach, nie informuje mamy. Pasował mi ten układ. Byłam w stanie zrobić wszystko, byle tylko nie dowiedziała się o tym mama. Na drugi dzień miałam kolejne wezwanie do p. dyrektor. W jej gabinecie siedziała już p. pedagog, p. w-ce dyrektor [która jednocześnie uczy mnie lekcji wychowania fizycznego]. Powiedziały,że nie mogą tak zostawić tej sprawy, i że o tym wszystkim musi dowiedzieć się moja mama. I dowiedziała. Zaczął się koszmar.. kłótnie w domu, wyzwiska, które padały z jej ust w moją stronę. Zero zrozumienia. Dołujące jest w ogóle jej myślenie.. myśli,że robię to żeby ją za coś ukarać. Nigdy, przenigdy nie dojdę z nią do porozumienia. Pedagog wysłała mnie do psychologa, ten chce mnie wysłać do psychiatry po jakieś tabletki na uspokojenie. Koszmar

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Już dostrzegam jakiś problem w rodzinie, reakcja Twojej matki idiotyczna i współczuję, napisz coś więcej o domu rodzinnym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ihatemyself, uważam, że bardzo dobrze, że szkoła nie zbagatelizowała Twoich problemów. Twoją sytuacją zainteresowała się Pani dyrektor, zastępca dyrektora, wychowawca i pedagog szkolny. Szkoła jako placówka jest zobowiązana do reagowania na takie sytuacje i musi powiadomić rodziców. Najbardziej niepokojąca jest reakcja Twojej matki, która zamiast Cię wesprzeć i szukać dróg pomocy dla Ciebie, robi Ci wyrzuty i pretensje. Śmiem przypuszczać, że Twoje problemy wynikają po części właśnie z trudności w porozumieniu się z matką. Trzymam kciuki za Ciebie i liczę, że pomoc psychologiczna i/lub psychiatryczna przyniesie rezultaty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję ekspert_abcZdrowie. Ja jednak w siebie nie wierzę. Psycholog także uważa, że moje problemy wynikają z trudności w porozumieniu się z matką. Za nic jej nie obwiniam. Może czasami brakuje mi w niej dostrzeżenia tego,że jednak nie jest człowiekiem idealnym i jak każdy popełnia błędy. Z tego, co mówi, wynika,że nie ma sobie nic do zarzucenia. Ale nie chodzi tu o mnie. Ja sobie daję jakoś radę z jej uwagami, humorami. Mojej mamy obecny partner jest na skraju wykończenia psychicznego. Sądzę,że zniszczyła go. Non stop wysłuchuje,że do niczego się nie nadaje. Pamiętam kiedy się poznali. Był zupełnie innym człowiekiem. Rozmowny, wesoły. A teraz? Prawie w ogóle nie ma z nim kontaktu. Trzeba powtarzać wszystko po kilka razy za nim cokolwiek do niego dotrze.. to nie ten sam człowiek. Jak mam mu pomóc?

Co do domu rodzinnego.. Może zacznę od tego,że rodzice rozwiedli się, gdy miałam 4 lata. Matka związała się z nowym partnerem [psychopatą]. Po kilku latach rozstała się z nim, razem z mamą i siostrą mieszkałyśmy same. W późniejszym etapie naszego życia pojawił się nowy mężczyzna, facet, z którym mama jest do dzisiaj. Z ojcem nie utrzymuje kontaktu, nie mam takiej potrzeby. Nic do niego nie czuję, nie zależy mi na nim. Jestem na siebie oto wściekła. Powinnam kochać swojego ojca, nie powinien być dla mnie obcy, powinnam go wspierać [choruje na depresję i schizofrenię].. a jednak nie mogę, nie potrafię.

Chyba już dosyć mojego zrzędzenia..

:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ihatemyself, nie wierzysz w siebie i masz niską samoocenę, bo otrzymałaś taki "wdruk" od matki, która nieustannie Ci powtarzała i powtarza, że do niczego się nie nadajesz. Super, że jesteś w stanie sobie radzić z jej "humorami" i wytworzyłaś coś na kształt pancerza ochronnego, by chronić się przed jej obelgami, wyzwiskami czy poniżaniem. Widać jednak, że negatywne emocje, które siedzą w Tobie, muszą znaleźć gdzieś ujście, stąd np. samookaleczanie się, o którym wspomniałaś wcześniej. A to nie jest konstruktywny sposób na radzenie sobie z frustracją. Wydaje mi się, że Twoja mama jest przykładem toksycznego człowieka - nie tylko zatruła życie Tobie, ale swojemu partnerowi także. Wcześniej facet tryskał humorem, był rozmowny, towarzyski, a teraz - zamknięty w sobie, wyizolowany, stłamszony. Co gorsze, Twoja mama nie widzi potrzeby zmiany czegokolwiek w sobie, bo przecież wszyscy inni są "be", a ona jest nieomylna i nieskazitelna. Bardzo dobrze, że poszukujesz pomocy dla siebie u psychologa. Trzymam za Ciebie kciuki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie jest tak. Kolejna osoba, która myśli,że moja mama jest wszystkiemu winna. Nie jest ideałem, popełnia błędy jak każdy. Ona też sporo w życiu przeżyła. Powiedziała mi,że obiecała sobie,że nigdy nie okaże słabości, może stąd jej zachowanie. To, co robię siedzi w mojej psychice, tylko ja jestem temu winna. Nie potrafię wytłumaczyć tego, co siedzi mi w głowie. Wiem,że nie jestem zdrowa. A do pójścia do psychologa zostałam zmuszona, nie chciałam tam iść. Nikt nie jest w stanie mi pomóc. Non stop powtarzam,że tak jak jest jest dobrze [bynajmniej dla mnie]. Potnę się, czuję ulgę, mogę iść dalej. Czuję się wielu rzeczom winna, może dlatego to robię? Muszę siebie w jakiś sposób ukarać, a ten jest dla mnie satysfakcjonujący. Do tego ten wstyd. Wstyd i strach przed poznaniem nowych osób, skrępowanie wśród nieznanych dorosłych. Mam siebie dosyć. Niech się to już skończy...

Przepraszam za chaos w moich wypowiedziach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ihatemyself, nie czynię odpowiedzialną za Twój stan tylko i wyłącznie Twojej matki, ale myślę, że trochę ją usprawiedliwiasz. Zdaję sobie sprawę, że nie ma osoby, która nie popełniałaby błędów. Każdy je popełnia - Twoja mama także. Robienie jednak pretensji córce z powodów emocjonalnych i sugestie, że zachowujesz się w ten sposób, żeby ją za coś ukarać, nie są zbyt konstruktywnym zachowaniem i nie świadczą o Twojej mamie najlepiej. Twoje poczucie winy, autoagresja, wstyd, lęk przed nowymi osobami mogą wskazywać na różne zaburzenia - Twoja mama powinna Cię wspierać i Ci pomóc. Twoja mama jednak uczy Cię, że trzeba być twardą, nie pokazywać słabości, nie ujawniać uczuć... Najłatwiej powtarzać stałe, znane schematy działania - mimo iż nieskuteczne czy wręcz krzywdzące, to dobre, bo znajome, sprawdzone. Tyle tylko, że często przyczyniające się do pogłębienia zaburzeń...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ihatemyself oj usprawiedliwiasz mamusię, usprawiedliwiasz. też robiłam podobnie, tylko u mnie jest zupełnie inna sytuacja w domu. ale... "ona też w życiu sporo przeżyła" dokładnie, ona przeżyła, to nie nie znaczy, że musi też dawać Ci 'coś' przeżywać. Przeczytaj to, co tu napisałaś. Przeczytaj to tak, jakby ktoś inni to napisał. Co takiej osobie byś powiedziała? Co byś sobie powiedziała? Twoja mama nie jest normalna (sądzę, że zmienił ją facet-psychopata ... ? poza tym wspominasz, że miała też źle... w domu - tak? musi cierpiec na jakąś chorobę, to jest wyczuwalne), nie jesteś niczemu winna, to mama wpędza Cię w taki stan. Sorry, ale jeśli swojego partnera poniża, to wiem, że Ciebie również. A jeśli Cię wyzywa, poniża, to stąd Twoja niska samoocena, przez niską samoocenę masz depresję, a przez depresję i przez wyrzuty sumienia samookaleczasz się. Skąd biorą się Twoje wyrzuty sumienia tak się zastanawiam. Czy myślisz o sobie tak przypadkiem: To ja muszę robic coś źle, skoro mama jest ze mnie niezadowolona. Masz wyrzuty, że nie jesteś dobrą córką... ? Karzesz się, sama to napisałaś. Że samookaleczasz się, bo w ten sposób wymierzasz sobie karę. Tylko za co?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Karzę siebie za to jakim jestem człowiekiem, za swoje błędy.. sama nie potrafię dokładnie określić. Ale wiem,że muszę to robić. Poprzez robienie tego czuję się.. jakby oczyszczona? W jakimś sensie tak. Nie staram się jej usprawiedliwiać. Postawiłam ją chyba na początku w złym świetle i może tylko to tak wygląda. To wszystko jest takie dziwne. Dlaczego z osoby wesołej, otwartej na ludzi, pewnej siebie, chętnej na wystąpienia publiczne stałam się tego totalnym przeciwieństwem? Może to przez zmianę szkoły?

Mam kolejny problem.. Pisałam Wam,że nie chcę utrzymywać kontaktów z ojcem, że nie interesuje mnie co się z nim dzieje. Dzisiaj widziałam go na mieście. Człowiek śmierć.. Zapadnięte oczy, strasznie chudy, szedł jakby zaraz miał upaść. Widząc go w takim stanie automatycznie łzy naleciały mi do oczu, serce zaczęło szybciej bić. Powtarzam,że nic dla mnie nie znaczy, a mimo tego tak reaguje na jego widok. Chcę mu jakoś pomóc, bo wiem,że nie ma nikogo na kim mógłby polegać, kto pomógłby mu się podnieść. Ale jak?! Od kilku lat choruje na depresję, do tego schizofrenia. Odstawił leki, nic nie je. W ciągu ostatniego półrocza był trzy razy w zakładzie psychiatrycznym. Wracał, tydzień, góra miesiąc w porządku i znowu ta sama bajka..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Sama się okaleczam. Wiem, co wtedy się czuje. To sprawia ulgę. Ale tylko na chwilę. Czuję się winna całej sytuacji w domu, to się tnę, wymierzam sobie karę. ;)

Otóż to. Uważasz się za złego człowieka, karzesz się za swoje błędy. A jakie niby są tu Twoje błędy? Wymień je proszę. Poza tym nawet jeśli... To pamiętaj, że każdy je popełnia. No... "Błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. " ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×