Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Magg11

zaburzenie osobowości... jakie??? proszę o pomoc!

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Zwracam się do Państwa z prośbą o zdiagnozowanie mojego problemu, przeszukałam liczne fora, natknęłam się tutaj na kilka wpisów na ten temat i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo być może wreszcie uda mi się dowiedzieć co mi jest. Otóż od dzieciństwa nęka mnie pewna sprawa, a mianowicie ,, zaczynanie wszystkiego od nowa". Zaczęło się to już w szkole podstawowej, kiedy to kupowałam nowe zeszyty, zabawki siadałam i mówiłam sobie, że od teraz już będę grzeczna, dobra, będę się dobrze uczyć itd.... Po pewnym czasie, gdy coś to zaburzyło np. kłótnia z rodzicami czy zła ocena, znów mówiłam sobie zaczynam od nowa.... Wiem, że może to banalne i śmieszne, ale tak było ciągle i trwa do dziś.... Dodam, że wiąże się to z moim wyglądem... Teraz np. gdy ,,zaczynam od nowa"... najpierw muszę zadbać o siebie, najlepiej gdy kupię nowe rzeczy kosmetyki, ubrania.... Umyć włosy, lakierować paznokcie itd... Dodam, też że muszę mieć wszystko wysprzątane bo inaczej też uznam, że jeszcze nie zacznę nowego życia dopóki nie będzie czysto, wertuje fotki na fb czy sa idealne itd... ehhh I znowu gdy coś się nie powiedzie, nieudane związki, kłótnie, moje dziwne zachowanie, znów mówię jestem do dupy, już taka nie będę zacznę od początku....zapomnę o przeszłości!!! Wiąże się to też z lenistwem, czasem taki marazm zanim zacznę od nowa trwa kilka tygodni np siedzę w rodzinnym domu i kiedy wiem, ze zycie nie wymaga ode mnie wyszykowania się wyjscia do ludzi(pochodzę z malego miasta i znajomych praktycznie juz tu nie ma, bo sa na studiach w duzych miastach) mowie sobie nie bede kolo siebie robic, spedzam czas przed komputerem, nadmiernie spie, nie dbam o siebie i nie chce mi sie wychodzic do swiata....Potem znow szykuje mi sie wyjazd wyprowadzka, gdzie wiem ze bede spotykac nowych ludzi pracowac i zaczynam od nowa:( i tak w kolko.... Zaczęło mnie to bardzo męczyć i postanowiłam poszukać jakiejś pomocy... Na co dzień mam wielu przyjaciół, dobrą rodzinę... Jedyne co mogę powiedzieć to mój tato przez pewien czas gdy byłam dzieckiem pił... Później wszystko się zmieniło, nigdy nas nie zaniedbywał, zawsze miałam to co chciałam i czego pragnęłam... Czasem jedynie nie mogłam spełnić jakichś marzeń np o tańcu itp...Pamiętam też, że gdy byłam dzieckiem to często porównywałam się z innymi dziewczynami i uważałam, że są ,,lepsze". Sama nie wiem dlaczego tak było:( mialam sporo kompleksow itp... czulam, ze faceci nie interesuja sie mna tak jak innymi dziewczynami, czulam sie jakas gorsza... Dodam, że mam problemy ze związkami z mężczyznami... Słyszę od wszystkich, że jestem bardzo atrakcyjna, pracowałam nawet w modelingu, mialam zawsze powodzenie... W tym momencie zniknęło mi poczucie tego, że jestem gorsza od innych dziewczyn i nie mam jakichs wielkim kompleksów, jednak juz kilkakrotnie zdarzylo mi się, że zostalam porzucona, sytuacje sa analogiczne (zwykle gustuje i podobam sie przystojnym męzczyznom), spotykam kogos, jest zauroczenie z jego strony, umawiamy się na spotkanie jedno, drugie... Potem zawodze się bo ta osoba znika bez slowa bez wyjasnienia.... Nigdy nie mialam powaznego związku, a mam 25 lat!!! Dodam, ze te porazki z mezczyznami przezywam potem bardzo dlugo i licze, ze oni jednak zmienią zdanie i się odezwią, analizuje co zrobiłam zle w swoim zachowaniu, czytam fora książki o związkach itd...... Nie wiem co robie zle, nie tak! Czasem moze oni odkrywaja we mnie cos takiego, ze szybko sie angazuje, moze robie cos nieswiadomie....:( To tez mnie martwi, trace ciagle nadzieje, ze uda mi się ulozyc sobie zycie z kims, pomimo ze gdy mowie to komus rodzinie znajomym to wysmiewaja mnie i mowia TY?? mozesz miec kazdego... Ale ja mam cos takiego, ze gdy kogos poznaje to juz boje sie podswiadomie i wiem, ze zle się to skonczy i sie nie odezwie do mnie ten koles znow po spotkaniu i czesto tak jest....:( Konczy się to tym, ze usuwam ich z zycia, wyrzucam z portali spolecznosciowych itd.... Ponadto często martwię się przesadnie krytyką ludzi, gdy np. jestem w nowym miejscu zalamuje mnie gdy nie poznaje nowych ludzi, bądź gdy nie zwracają na mnie uwagi... czasem np w grupie nie potrafię włączyć się do rozmowy i ludzie mnie ignorują( a zdarza się to) znow bardzo się przejmuje i obwiniam siebie i myślę co jest nie tak, dlaczego tak jest.... i znow zaczynam od nowa licząc, że się zmienię i nie powtórzą się te sytuacje... Chce miec dobry kontakt z ludzmi ze znajomymi z rodziną. Wazne jest dla mnie uznanie przyjaciol, znajomych.... Mam ich sporo, ale nie osmielilabym sie powiedziec im o takich problemach....Ostatnio otworzylam się przed mama i powiedzialam jej troche, chce mnie zapisac do psychologa, ale sama nie wiem...Czasem w duzej grupie się stresuje np pracowałam w kawiarni za barem i gdy przychodziło duzo ludzi i patrzyli na to co robie, bylo mi gorąco i trzęsły mi się ręce... Stres i trzęsące ręce pojawiają się czasem przy kontaktach z facetami!!! np nowy facet spotkanie, a stres mnie zżera... Przykrywam się taka przykrywką, ze wszystko jest ok, nie mam problemów, kompleksów, jestem super, ale we wnętrzu kotłują się właśnie te emocje, o których piszę i to ciągłe zaczynanie od nowa, nie daje mi to spokoju!!! Wiem, ze jest tu wiecej takich osob jak ja, dlatego bardzo Was proszę o pomoc o próbę zdiagnozowania mojego problemu, metod leczenia itd....Nie myślcie, o mnie że jestem nienormalna, ukonczylam studia z dobrym wynikiem, odnosze sukcesy, wiele podrozuje, ale w moim wnętrzu wiem, ze nie jest tak jak powinno być,pomimo tego iż kazdy mysli, ze jest inaczej.... Chcę sobie pomóc i zyc normalnie!!! Wybaczcie za tak dlugi post, mam nadzieje, ze ktos to przeczyta przeanalizuje i da mi jakis trop na to jakie to zaburzenie, a wtedy ja zrobie wszystko, aby podjąc terapie i z tego wyjsc!!! Bardzo o to proszę!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Heja.

 

 

Wg mnie dzieciństwo z ojcem który nadużywał alkoholu

zawsze odbija się na psychice i warto to sprawdzić więc

na początek zapisz się na terapię DDA, i zobacz czy

coś ci to daje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

diagnozować może psychiatra, a nie użytkownicy forum.

na odpowiednią terapię również kieruje psychiatra bądź psycholog a nie użytkownicy forum.

więc nie oczekuj tutaj diagnozy, tylko zapisz się na wizytę u psychiatry. możesz wydrukować sobie swój post i przeczytać na pierwszej wizycie, żeby Ci było łatwiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Magg11, internetowa diagnoza to rzeczywiście nie najlepsze rozwiązanie. My możemy jedynie prezentować nasze sugestie czy domysły, ale ostateczne rozpoznanie musiałby postawić psychiatra. Ale czy twój przypadek jest rzeczywiście kliniczny? Nie wydaje mi się... Możliwe, że masz jakieś tendencje w kierunku osobowości unikającej, o której możesz przeczytać pod poniższym linkiem, ale i tak diagnozę musiałby postawić lekarz:

 

http://portal.abczdrowie.pl/osobowosc-unikajaca

 

A być może to zwykła nieśmiałość czy jakieś deficyty w zakresie komunikacji? Jeżeli chcesz więcej dowiedzieć się, jak radzić sobie w relacjach damsko-męskich, poczytać o DDA, jak podrywać, zachowywać się na pierwszej randce, jak radzić sobie z nieśmiałością, jak pozbyć się kompleksów albo jak porozumiewać się w związku, to zapraszam cię na stronę http://portal.abczdrowie.pl/psychologia do działu Psychologia.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wychowana w czystej w miare spokojnej rodzinie, mama od 14 roku mojego zycia pije alkohol,kiedys wodka teraz jest to piwo, 1-2 dziennie,nie raz wiecej... tata pracuje za granica od tamtego czasu,widywalam go co 4-6 tygodnii, problem z mezczyznami wiem ze mialam i mam przez to ze brakowalo mi ojca, do tego po latach doszlam sama(stracone dziewictwo z byle kim,natarczywa chec bycia kochana i robienie w tym kierunku wszystkiego) maly kontak z bratem,zerowy z mama...wlasciwie nie zerowy... byl okres ze snila mi sie martwa i z krzykiem budzialam sie przerazona,byl okres ze zamykalam drzwi na klucz i robilam meblami blokade bo bylam pewna ze w nocy przyjdzie zadzgac mnie nozem... nigdy przez nia nie czulam sie i juz nie bede kochana...mam 30 lat... 2 wspanialych dzieci,meza,zyjemy poza granicami kraju,maz jest obcokrajowcem.matka bardzo sie stara by wnukom nic nie zabraklo,dba o nich z daleka,tylko tak. przyjezdzawszy do nas nie dawala rady byc dluzej niz 3 tygodnie bo w domu u siebie czula sie wolna,mogla pic ile chciala,lenic sie,i w ogole... to tez dluga hostoria...pisze o moim zyciu i o tym co ze mna nie tak bo zyje w innym kraju,boje sie tu zwrocic do psychologa bo mam dziwne wrazenie ze jak cos wykryja w mojej psychice to zabiora nam dzieci(nie wiem czy tak jest ale boje sie tego). nie wiem czy jestem jak kazdy dorosly zmeczona zyciem czy poprostu jestem nienormalna.... od 15 lat sie odchudzam... kiedys bylam szczupla! ale nadal mi bylo malo,bo koelzanki to plaskie deski byly,bo bluzeczki nie moglam kupic bo mialam wiekszy biust itd.... wiec doszlo do efektu jojo i przez te wszystkie lata waze teraz 84kg! (zgubilam 7 kg podczas(podczas nie po!) ostatniej ciazy...i trwa to nadal,mamzaburzenia jedzenia,uwazam ze zajmuje za duzo miejsca w swiecie i jestem nic nie warta wiec rowniez jak bede niewiele jadla to dzieki temu jakos bede czula sie lepiej:jedzenie kosztuje,wiec nie bede marnowac pieniedzy na siebie,bede chudsza to bede zajmowala mniej miejsca na swiecie i ludzie beda na mnie patrzec z litoscia a nie obrzydzeniem itd....) mam dobre i zle dni... te zle to sa bardzo zle,bywalo tak ze po klotni powaznej z mezem plakalam godzinami,myslalam o tym jakby wspanaile bylo gdybym mogla umrzec,najlepiej na jakas bolesna chorobe by odpokutowac za grzechy jeszcze za zycia,jakbym odciazyla wtedy swiat,na pocztaku wszyscy by plakali ale potem kazdy bo oddychal z ulga. itd. Nie raz z mezem doprowadzalaam do takie sytuacji swoja osoba ze on mnie juz nienawidzil i wtedy ja plakalam,zamykalam sie w lazience bo wstydzilam sie tego a on juz przywykl ze wiecznie wyje,i nie raz sie smial ze mnie... jest tak znudzony mna po 5latach bycia razem ze godzinami dzien w dzien gada z kolegami przez telefon albo czyta na internecie. nie raz mysle: lepiej gdyby mnie nie bylo(ale zaraz potem pamietam dzieci moje i mija mi to) choc codzienie modle sie do Boga by jak dzieci beda dorosle i sile psychiczne, zabral mnie juz do siebie. nie mam z kim rozmawiac,moj maz jakos nigdy nie moglby rozmawiac ze mna tyle godzin i mysle nie raz ze ja nawet go irytuje jak zaczne jakis fajny czy ciekawy temat. (ktoregos razu myslalam o tym by odciac sobie jezyk!!!!!!!! bo p oco mi on skoro nie mam z kim rozmawiac a meza irytuje nawet gdy hest ten "dobry dzien")... od pierwzej ciazy spadlo mi libido,w lozku wszystko udaje a nie czuje nic! chcialabym,caluje go,dotykam,ale nic podneicajacego nie czuje!!!!!!!! ;( jest tego tak duzo... nie raz boje sie przyszlosci... wiem ze jak sie zestarzeje nie bedzie nikogo by ktos podal szklane wody....procz dzieci oczywiscie. nienawidze swojej twarzy,uwazam ze jest obrzydliwa,okropna...przypominam moja babcie,ktorej nie cierpie,ale mam po niej cechy fizjonomiczne i nie cierpie na siebie patrzec. babci nie cierpie i nikt jej nie lubi,bo traktuje i zawsze traktowala mojego tate po sierocemu.ale to inna historia... teraz majac dzieci musze ukrywac emocje i nie moge wybuchac,opanowuje sie,ale to siedzi we mnie... rozmawiam z wyimaginowanym aniolem od nastolatki! ktos mi kiedys powiedzial,ze jak jest mi zle i robi mi sie zimno(a ja w stresie tak mam,ze nie raz prawie wrzatkowa kapiel musialam brac bo mialam drgawki z zimna) to znaczy ze to aniol stroz przychodzi i nas przytula.i jak tak to wlasnie czuje. nienawidze siebie w calosci za wyglad. moglabym pisac i pisac... nie raz wyobrazam sobie ze nagrywam tasme wideo pozegnalna przed smiercia dla bliskich... ze musze im powiedziec i nie zranic,przeprosic za jestestwo i tyle. nie raz opadam z sil i tylko dla dzieci ledwo chodze,nie raz mam pelno energii.. myslalam ze brak mi witamin,mineralow,ze cos z hormonami...JA NIE WIEM KOGO PROSIC O RADE.POMOZCIE...jako tako zdefiniujcie mnie bo nie wiem kim jestem....do lekarza czy do psychologa mam isc? boje sie o dzieci,bo mi ich nikt nie zabral :( ps. przypomnialo mi sie,wieczorami nie moge zasnac mam milion mysli na sekunde,planow,itd.zauwazylam ze obsesyjnie robie zakupy przez internet,hamuje sie,ale zawsze cos wynajde co sie moze przydac,dzieciom lub w domu,bo sobie nie kupuje nic,uwazam ze zaden stroj,makijaz nie poprawi mojego wygladu czy samooceny lub samopoczucia. meczy mnie to bo nie raz godzine nie moge zasnac,za dnia czasem tez ale mi to nie przeszkadza ale wieczorem tak...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prawdopodobnie przejawiasz cechy DDA - nikt tu jednak nie postawi diagnozy, to może jedynie doświadczony profesjonalista - psycholog, psychoterapeuta, psychiatra. Jeśli chcesz sobie pomóc, a tym samym swoim dzieciom i małżeństwu - nie zwlekaj ani chwili dłużej z wizytą u specjalisty! Na podstawie Twojej wypowiedzi bardzo ciężko jest wysnuć jakieś wiążące wnioski, trudno też jednoznacznie ocenić sytuację. Jedno jest pewne - jeśli nic z tym nie zrobisz, problem niestety nie zniknie, przeciwnie - prawdopodobnie będzie coraz gorzej. Nie bój się sięgnąć po pomoc z zewnątrz, nikt Ci dzieci nie odbierze - do dzieła!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bylabym wdzieczna gdyby ktos mi pomogl zrozumiec ten syndrom DDA,jakie sa glowne cechy charakterystyczne lub cos podobnego... mnie sie wydaje ze ja albo mam wszystkie choroby ogolnie opisane na forum albo zadnej i sobie tylko urajam... choc z drugiej strony patrzac na kolezanki nie umialabym im powiedziec tego co wyzej napisalam ze wstydu... moja mama nawet jak nie pila a ja bylam mlodsza w 6-7 klasie podstawowki (nie mialam wtedy chlopaka,nie calowalam sie jeszcze itd...) gdy dostalam miesiaczke pierwsza to potem pare miesiecy po zaczal sie inny koszmar o ktory zapomnialam wspomiec wyzej... a mianowicie od tamtego czasu bylam dla niej ta najgorsza,wyzywala o dziwek,kurw... itd bo ktos mnie widzial jak z sasiadem rozmawialam itd. a ja od zawsze mialam niska samoocene,za mna sie chlopcy nie ogladali,chyba ze na basenie bo mialam spory biust 75C -dla nastolatki to olbrzymi.... no wiec tylko dlatego na mnie poatrzyli a wlasciwie na moj biust ktorego nienawidze do teraz.... no wiec mama mnie wyzywala i upokarzala,zmyslala ze pale papierosy bo mnie sasiadka widziala a ja wtedy NIGDY nie mialam papierosa w ustach(zaczelam palic w 1 klasie liceum i papieros to moja odskocznia,jedyny ratunek,nie umiem bez nich zyc,rzucalam palenie tylko na okres ciazy i karmienia piersia). no i wyzywala mnie... nie akceptowala ZADNEGO chlopaka.mialam potem baaaardzo dluuugi zwiazek z kims ponad 5 lat a mimo to gdy mial pojawic sie u nas w domu on ,mama robila awanture rano po to by nie gotowac,niesprzatac,zamknac sie w sswoim pokoju i narobic mi wstydu,zniechecic go. jak go rzucialam znow to wpadla w szal bo spotkalam kogos kto naprawde mnie kochal,chyba dlatego! nie wiem co robic,dzien w dzien o tym mysle,mam wizyte na cytologie pod koniec miesiaca na ktora pojde sama wiec moze poprostu poprosze o jakas prywatna wizyte z lekarzem ogolnym i jakies skierowanie... boje sie ze cos ze mna jest powaznego i ze zamkna mnie albo zabiora mi dzieci.zapomnialam tez dodac ze 2 razy probowalam popelnicn samobojstwo,1 malutkie dwie sznyty na nadgarstku,wyparlam to z pamieci tak dobrze ze nie pamietam w jakim wieku sie to stalo i dlaczego i jak... drugi raz jak bylam wtedy w tym zwiazku stalym,i tez nie pamietam dlaczego ,lyknelam jakies tabletki... wiem JESTEM PEWNA ze nigdy takiego bledu nie popelnie,ale chcialabym umrzec naturalnie szybko ,tylko z woli Boga a nie swojej,bo uwazam ze jestem zbedna na tym swiecie a bynajmniej bede gdy dzieci dorosna... nie moge na siebie patrzec,zawsze mowiono mi ze TAKA JUZ JESTES NADPOBUDLIWA...pamietam jak ze wszystkim musialam sobie radzic sama a przecieranymi szlakami kroczyl moj brat potem z latwoscia i bez problemow z rodzicami. boje sie ze mnie ktos tu rozpozna... nie umiem sie szanowac,nie wiem jak w ogole jeszcze moj maz wytrzymuje ze mna!sama nie moge ze soba wytrzymac. najgorszy jest poranek,nie wiem czemu. nie mgoe sie obudzic!mam milion snow w nocy i nie moge sie wyspac,mimo iz moj maly budzi mi sie na butelke tylko nad ranem...jak juz wstane jest ok. ale potem przyjdzie wieczor,gonitwa mysli,pelno planow,mysli i tak w kolko.... czy ktos jest tak porabany jak ja na tym swiecie?! watpie ;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Danielle, o syndromie DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików) możesz przeczytać między innymi pod linkiem:

 

http://portal.abczdrowie.pl/dorosle-dzieci-alkoholikow

 

To, że nie radzisz sobie ze swoimi emocjami może mieć związek z traumatycznym dzieciństwem - nadużywaniem alkoholu przez matkę, brakiem stałej obecności ojca, brakiem akceptacji i miłości ze strony matki itp. Dom rodzinny wyposażył Cię niestety w wiarę w swoją bezwartościowość i zbędność na tym świecie, stąd niska samoocena, skrajny samokrytycyzm, chęć zmieniania swojego wyglądu, dezorientacja w zakresie swojej tożsamości, nieudane wcześniejsze związki, poczucie bezsensu życia, myśli i próby samobójcze. Na Pani miejscu nie bagatelizowałabym swojego stanu psychicznego, ale szybko udała się do psychologa lub psychiatry, który będzie mógł precyzyjnie zdiagnozować Pani przypadek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panie Psycholog,

dziekuje za odpowiedz i powazne potraktowanie moich postow!!!! nawet nie wiem Pan ile to dla mnie znaczy... Przepraszam tylko ale mam jeszcze jedno pytanie: CZY JA BEDE JESZCZE KIEDYS NORMALNA?(mam zamiar na koniec miesiac porozmawiac z lekarzem przy okazji wizyty i pewnie dostane skierowanie) czy to jest uleczalne? czy bede musiala zyc na prochach??i jak zaczac rozmowe z lekarzem by zrozumial ze potrzebuje psychologa/psychiatre???

ps. niestety bede musiala na poczatku walczyc z tym sama bo boje sie ze powiedziawszy mezowi on nie zrozumie i podczas jakiejs klotni bedzie rzucal teksty w stylu: a nie mowilem,ze wariatka jestes i trzeba ci lekarza? itd. strasznie sie tego boje. podobnie robila moja mama jak z czegos sie wierzalam to potem obracala to przeciwko mnie. a ja chce byc normalna i byc normalna mama dla swoich dzieci! nie chce by mowiono o mnie DDA nie nadaje sie na matke ;(

pozdrawiam cieplo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Danielle, a co to w ogóle znaczy "nienormalność"? :) Pani jest jak najbardziej normalna, tylko ma problemy emocjonalne, osobowościowe, które trzeba przepracować. Choroby duszy musi Pani potraktować jak choroby ciała - i te pierwsze, i te drugie daje się leczyć. Problemy natury psychologicznej wymagają czasem tylko więcej wysiłku - nie wystarczy łyknąć pastylki, by minęły objawy, ale trzeba popracować nad zmianą w życiu, która będzie zmianą konstruktywną. Nie musi Pani żyć "na prochach". Jak zacząć rozmawiać z lekarzem o swoich problemach? Najlepiej najprościej, mówiąc wprost, że borykała się Pani w dzieciństwie z problemem alkoholowym w domu i czuje, że teraz ten problem rzutuje na Pani dorosłe życie, dlatego chciałaby się Pani skonsultować z psychiatrą w sprawie DDA.

 

Najbardziej martwi mnie fakt, że nie może Pani za bardzo liczyć na wsparcie najbliższych. Warto by było, by mąż wsparł Panią w tych trudnych chwilach, a nie wykorzystywał tych trudnych momentów jako możliwości dodatkowego zranienia Pani. Proszę spróbować porozmawiać z mężem o swoich emocjach i o tym, że chciałaby Pani czuć jego wsparcie i pomoc, że czasem trudno jest się Pani w tym wszystkim odnaleźć. Może akurat uda się Pani wzniecić w mężu odrobinę empatii...

 

Powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

 

Postanowiłam napisać, ponieważ od jakiegoś czasu zastanawiam się nad wizytą u specjalisty tylko niestety nie wiem czy lepiej na początek wybrać się do psychiatry, czy może zgłosić się na terapię.

 

Może zacznę od początku.

Od dłuższego czasu nie czuję się najlepiej, jestem permanentnie zmęczona i zniechęcona. Czuję się tak, jakbym tkwiła w jakimś uciążliwym letargu, który skutecznie hamuje odbiór przeróżnych bodźców zewnętrznych. Nie potrafię się już cieszyć tak jak kiedyś, moje przeulubione komedie przestały mnie śmieszyć i tylko wywołują na mojej twarzy lekki uśmiech, a po 30min. zaczynają mnie nużyć. W zasadzie czuję, że wiele rzeczy i spraw mi zobojętniało, a na innych przestało mi zależeć. Wszystko jest takie męczące...

Ograniczyłam kontakty ze znajomymi i przyjaciółmi, bo i tak po 1-2h czuję się zmęczona i w zasadzie nie mam ochoty na dalszą rozmowę. Przekładam i odwołuję spotkania. Z jednej strony myślę sobie, że jeśli się obrażą to trudno, ale z drugiej nie chcę by tak było, bo jednak mi na nich zależy. Ale później sobie myślę, że przecież oni nie potrzebują takiej nudziary jak ja, która na dodatek ostatnio mało się odzywa.

 

I te wszystkie symptomy byłyby do wytłumaczenia, gdybym była przemęczona pracą. Sęk w tym, że miałam 1,5 roczną przerwę od pracy i dopiero niedawno znalazłam taką, w której się raczej nie przemęczam. Myślałam, że gdy pójdę do pracy, wyjdę w końcu z domu (który przez ten dosyć długi czas, stał się moim azylem przed męczącym światem), poznam nowych ludzi, będę w ciągłym ruchu, to ten stan minie. Niestety nie mija, a wręcz jest gorzej... Nie potrafię nawiązać kontaktu z ludźmi z pracy. Co prawda zawsze byłam nieśmiała i wstydliwa, ale pomimo tego nie cierpiałam na brak przyjaciół i nowych znajomych. Nowe osoby akceptowały to jaka jestem i zwykle dosyć szybko zyskiwałam ich sympatię.

Natomiast teraz jest na odwrót. Pomimo tego, że jestem miła, staram się zagadać, to nie potrafię nawiązać dłuższej rozmowy, bo czuję, że wszystko to, co chcę powiedzieć, zaciska moje gardło od środka (a do tego ta myśl, że w zasadzie nie mam nic ciekawego do powiedzenia) i w rezultacie moi "znajomi" rozmawiają i śmieją się tylko między sobą, a ja zostaję na uboczu. Początkowo też mnie zagadywali, ale już przestali i w zasadzie czuję się przezroczysta. Jest to dosyć frustrujące i już myślę o tym, by się zwolnić.

Może nie dołowałabym się tym faktem, ale tak jak wspomniałam na początku, nie czuję się najlepiej i do tego doszła niska samoocena, która przez te problemy w pracy, zaczyna się poglębiać. Jak już wspomniałam, nie potrafię się cieszyć jak dawniej i nawet gdy dostanę jakiś prezent, to mam ochotę zalać się łzami niż zacząć skakać z radości, ale to tylko dlatego, bo nie uważam, że na cokolwiek zasługuję.

 

Jeśli chodzi o wsparcie bliskich, to nikt nie wie co mnie trapi. Co prawda powiedziałam o tym swojej mamie, ale ona zawsze komentuje to jednakowo, że wymyślam i ona nie widzi w czym jest problem. Do tego często dodaje, że to wszystko przez to, że nie mam chłopaka :/ Nie muszę dodawać, że rodzi to we mnie jeszcze większą frustrację i bezsilność.

 

Wiem, że ucieczka od problemu w niczym mi nie pomoże i dlatego chciałabym to jakoś rozwiązać. Może moje pytanie jest naiwne czy lepiej iść do psychiatry czy do psychologa, ale pomimo mojego złego samopoczucia, frustracji, wycofania i smutku nie płaczę każdego dnia w poduszkę, nie mam problemów ze snem. Nie wiem, może to jest wynikiem tego zobojętnienia i przytępionych reakcji. W każdym razie nie chciałabym zawracać głowy psychiatrze jeśli mój problem nie wymaga takiego leczenia. Dlatego byłabym wdzięczna za odpowiedź!

 

-- 15 lut 2012, 20:14 --

 

Witam,

 

 

Postanowiłam napisać, ponieważ od jakiegoś czasu zastanawiam się nad wizytą u specjalisty tylko niestety nie wiem czy lepiej na początek wybrać się do psychiatry, czy może zgłosić się na terapię.

 

Może zacznę od początku.

Od dłuższego czasu nie czuję się najlepiej, jestem permanentnie zmęczona i zniechęcona. Czuję się tak, jakbym tkwiła w jakimś uciążliwym letargu, który skutecznie hamuje odbiór przeróżnych bodźców zewnętrznych. Nie potrafię się już cieszyć tak jak kiedyś, moje przeulubione komedie przestały mnie śmieszyć i tylko wywołują na mojej twarzy lekki uśmiech, a po 30min. zaczynają mnie nużyć. W zasadzie czuję, że wiele rzeczy i spraw mi zobojętniało, a na innych przestało mi zależeć. Wszystko jest takie męczące...

Ograniczyłam kontakty ze znajomymi i przyjaciółmi, bo i tak po 1-2h czuję się zmęczona i w zasadzie nie mam ochoty na dalszą rozmowę. Przekładam i odwołuję spotkania. Z jednej strony myślę sobie, że jeśli się obrażą to trudno, ale z drugiej nie chcę by tak było, bo jednak mi na nich zależy. Ale później sobie myślę, że przecież oni nie potrzebują takiej nudziary jak ja, która na dodatek ostatnio mało się odzywa.

 

I te wszystkie symptomy byłyby do wytłumaczenia, gdybym była przemęczona pracą. Sęk w tym, że miałam 1,5 roczną przerwę od pracy i dopiero niedawno znalazłam taką, w której się raczej nie przemęczam. Myślałam, że gdy pójdę do pracy, wyjdę w końcu z domu (który przez ten dosyć długi czas, stał się moim azylem przed męczącym światem), poznam nowych ludzi, będę w ciągłym ruchu, to ten stan minie. Niestety nie mija, a wręcz jest gorzej... Nie potrafię nawiązać kontaktu z ludźmi z pracy. Co prawda zawsze byłam nieśmiała i wstydliwa, ale pomimo tego nie cierpiałam na brak przyjaciół i nowych znajomych. Nowe osoby akceptowały to jaka jestem i zwykle dosyć szybko zyskiwałam ich sympatię.

Natomiast teraz jest na odwrót. Pomimo tego, że jestem miła, staram się zagadać, to nie potrafię nawiązać dłuższej rozmowy, bo czuję, że wszystko to, co chcę powiedzieć, zaciska moje gardło od środka (a do tego ta myśl, że w zasadzie nie mam nic ciekawego do powiedzenia) i w rezultacie moi "znajomi" rozmawiają i śmieją się tylko między sobą, a ja zostaję na uboczu. Początkowo też mnie zagadywali, ale już przestali i w zasadzie czuję się przezroczysta. Jest to dosyć frustrujące i już myślę o tym, by się zwolnić.

Może nie dołowałabym się tym faktem, ale tak jak wspomniałam na początku, nie czuję się najlepiej i do tego doszła niska samoocena, która przez te problemy w pracy, zaczyna się poglębiać. Jak już wspomniałam, nie potrafię się cieszyć jak dawniej i nawet gdy dostanę jakiś prezent, to mam ochotę zalać się łzami niż zacząć skakać z radości, ale to tylko dlatego, bo nie uważam, że na cokolwiek zasługuję.

 

Jeśli chodzi o wsparcie bliskich, to nikt nie wie co mnie trapi. Co prawda powiedziałam o tym swojej mamie, ale ona zawsze komentuje to jednakowo, że wymyślam i ona nie widzi w czym jest problem. Do tego często dodaje, że to wszystko przez to, że nie mam chłopaka :/ Nie muszę dodawać, że rodzi to we mnie jeszcze większą frustrację i bezsilność.

 

Wiem, że ucieczka od problemu w niczym mi nie pomoże i dlatego chciałabym to jakoś rozwiązać. Może moje pytanie jest naiwne czy lepiej iść do psychiatry czy do psychologa, ale pomimo mojego złego samopoczucia, frustracji, wycofania i smutku nie płaczę każdego dnia w poduszkę, nie mam problemów ze snem. Nie wiem, może to jest wynikiem tego zobojętnienia i przytępionych reakcji. W każdym razie nie chciałabym zawracać głowy psychiatrze jeśli mój problem nie wymaga takiego leczenia. Dlatego byłabym wdzięczna za odpowiedź!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miss Cellophane,

Może moje pytanie jest naiwne czy lepiej iść do psychiatry czy do psychologa, ale pomimo mojego złego samopoczucia, frustracji, wycofania i smutku nie płaczę każdego dnia w poduszkę, nie mam problemów ze snem.

Psycholog ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Miss Cellophane!

 

Niestety na podstawie Twojego postu trudno mówić czy Twój przypadek to jest sytuacja wymagająca "klinicznej interwencji", czy po prostu chwilowe obniżenie nastroju wskutek kilku czy kilkunastu niezbyt sprzyjających okoliczności. Osobiście, radziłabym udać się na konsultację psychologiczną. Wydaje mi się, że Twoja sytuacja nie wskazuje na zaburzenia, które wymagałyby leczenia psychiatrycznego. Permanentne zmęczenie, zobojętnienie, brak radości z życia, unikanie znajomych i ludzi, poczucie niedopasowania do środowiska pracy, niska samoocena, poczucie bezwartościowości to katalog symptomów, który może, ale nie musi świadczyć o depresji. Czasem są to po prostu reakcje na kryzysowe i trudne momenty w naszym życiu. Zachęcam, by zajrzeć pod poniższe linki:

 

http://abcdepresja.pl/depresja-a-smutek-czy-wiesz-jak-je-odroznic

http://abcdepresja.pl/zalamanie-nerwowe

http://abcdepresja.pl/obnizony-nastroj

 

Niewykluczone, że w wyniku kumulacji niezbyt komfortowych czynników przestałaś wierzyć we własne możliwości. Półtora roku bez pracy, brak partnera, zasiedzenie w domu niestety nie sprzyjają dobremu samopoczuciu. Mam nadzieję, że wizyta u psychologa pomoże uporządkować Ci niektóre sprawy w Twoim życiu i sprawi, że na nowo odzyskasz dawną radość życia.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję bardzo za odpowiedź!!

 

Wiem, że opisałam swoją sytuację dosyć pobieżnie, ale pewnie gdybym wdała się w szczegóły, to niestety mój post byłby bardzo długi ;)

Nie mniej dziękuję za pomoc i linki, które rozjaśniły mi co nie co w głowie. Również mam nadzieję, że konsultacja psychologiczna pomoże mi uporządkować pewne sprawy:)

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam straszny problem nie mogę na siebie patrzeć, mam wrażenie że jestem obrzydliwa, od dłuższego czasu okłamuje rodziców o mojej sytuacji na studiach która jest coraz gorsza bo zamiast się uczyć piję ito w strzasznie dużych ilościach codziennie, chyba jestem alkocholiczką i nie wiem co mam ze sobą zrobić jest strasznie. niech mio ktoś pomoże

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałem trochę podobnie.

Zanim pierszwy raz poszedłem do psychiatry, na początku studiów, ostro popijałem, miało mi to pomóc ogarnąć siebie, ułatwić trwanie wśrod ludzi itd.

Nie wiem, jaki masz właściwie problem, bo nie sprecyzowałaś, czy chodzi o kontakty z ludźmi, czy zawalone egzaminy itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jkj, na podstawie tak krótkiego opisu sytuacji, a do tego drogą wirtualną trudno cokolwiek wnioskować i Ci poradzić. To, że oceniasz siebie jako osobę obrzydliwą, może wynikać z niskiej i nieadekwatnej samooceny. Niewykluczone też, że cierpisz na dysmorfofobię, czyli jesteś przekonana o swoim nieestetycznym wyglądzie i sylwetce. Być może kompleksy na tle własnego wyglądu zewnętrznego czy swojej osoby spowodowały, że zaczęłaś nadużywać alkohol i dalej sytuacja potoczyła się lawinowo - kłopoty na studiach, coraz częstsze zaglądanie do kieliszka, nawarstwianie się problemów, unikanie ludzi, okłamywanie rodziców, wstyd przez przyznaniem się do porażek itp. Osobiście, radziłabym udać się do poradni zdrowia psychicznego na konsultację u specjalisty - psychologa lub psychiatry. O skutkach alkoholizmu nie będę się rozpisywała, bo chyba zdajesz sobie sprawę, co oznacza choroba alkoholowa. Być może Twój sposób picia klasyfikuje się bardziej jako picie ryzykowne niż pierwsze symptomy alkoholizmu, ale to musi zdiagnozować lekarz. Więcej na temat leczenia alkoholizmu możesz przeczytać tutaj:

 

http://portal.abczdrowie.pl/leczenie-alkoholizmu

http://portal.abczdrowie.pl/leczenie-uzaleznienia-od-alkoholu

http://portal.abczdrowie.pl/alkoholizm-u-kobiet

http://portal.abczdrowie.pl/picie-ryzykowne

http://portal.abczdrowie.pl/fazy-alkoholizmu

 

Pozdrawiam serdecznie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałbym podpiąć się pod temat

 

Witam serdecznie. Jestem Marcin mam 24 lata. Od dawna miewałem zmiany nastrojów lecz podejrzewałem różne rzeczy. Ostatnio niestety się rozstałem i postanowiłem coś zmienić w swoim życiu. Moje życie opanowały lęki przed ocena społeczeństwa, bylem zamknięty w sobie. Teraz udaje mi się to przezwyciężać jednak nadal wydaje mi się coś nie tak . Wczoraj zacząłem się zastanawiać, dlaczego w życiu nic nie osiągnąłem , miałem tyle planów, marzeń zainteresowań i nic z tego. Nie cierpię bezruchu, cały czas muszę być czymś zajęty. W pracy wykonuję swoje obowiązki automatycznie, cały czas myśląc o czymś. Niekiedy od tego myślenia boli mnie głowa. Co chwile są nowe myśli i wtedy wydaje mi się, tak to jest to to pomoże mi być szczęśliwym i za chwilę zapominam o tym. Bywam chaotyczny, łatwo wypadają mi rzeczy z głowy, dlatego muszę robić sobie przypomnienia, w domu uważają ze jestem leniwy, a ja siedzę i zajmuje się tym co mnie interesuje, nie patrząc na wszystko co obok. Nie maj jakiejś jednej pasji. Cały czas się to zmienia, to myślę o fotografii, później komputery itd itd, cały czas musi mnie coś wciągać, coś nowego. Gdy byłem na studiach i wykład był nudny to aby się czymś zająć to kreśliłem po zeszycie (wcześniej tez tak było) a później rozpisywałem kombinacje bitów na parę stron. Gdy rozmawiam i mam jakąś myśl to od razu się wtrącam, bo wiem ze w przeciwnym razie ją zapomnę. Miewam zmiany nastrojów, od euforii do bezsensu, np gdy zobaczę ze nigdy nie zrealizowałem swoich planów. Wiele rzeczy zaczynam ale ich nie realizuję, zazwyczaj kończy się na fazie pogłębiania wiedzy, szybko się nudzę daną rzeczą. To tak w skrócie. Nie wiem może ktoś powie mi co to może być?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marcinmce, obawiam się, że przez Internet nikt nie postawi Ci diagnozy. Poza tym Twój opis objawów jest dość mało precyzyjny i tak naprawdę można brać pod uwagę wiele jednostek chorobowych, np. cyklotymię, CHAD (chorobę afektywną dwubiegunową) czy ADHD, którego nie zdiagnozowano Ci w dzieciństwie. Być może wcale nie chorujesz na żadną chorobę, tylko najzwyczajniej w świecie jesteś "roztrzepany". Jeżeli odczuwasz, że coś z Tobą subiektywnie jest nie tak, że źle Ci z samym sobą, najlepiej skonsultować się ze specjalistą. Huśtawki nastrojów, lęki, zamknięcie się w sobie, potrzeba bycia w ruchu, zaburzenia koncentracji i pamięci mogą wskazywać na wiele problemów natury psychicznej i są zbyt mało charakterystyczne i wymowne, by szafować tutaj na forum określonymi rozpoznaniami. Myślałeś o wizycie u lekarza psychiatry albo psychologa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak myślałem. I tutaj pytam tylko z ciekawości. Kiedyś zdiagnozowano u mnie zaburzenia osobowości, ale wątpię zęby to było to. Za mało wiedziałem wtedy o sobie, za mało było mojego wkładu podczas psychoterapii grupowej.Niekiedy te myśli powoduję ze zwariuję, cały czas są ze mną, a znowu gdy ich brakuje to czuję ze coś jest nie tak. Wczoraj zrodziła się u mnie myśl ze to może być ADHD, zwłaszcza ze gdy mnie coś interesuje to pochłania mnie bez reszty, nie mogę z tym czekać, to jest najważniejsze i tak bez przerwy. Gdzie w Krakowie znajdę dobrego psychiatrę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

marcinmce, akurat nie jestem z Krakowa, więc trudno mi Ci kogoś personalnie polecić. Zajrzyj jednak tutaj :szukam:topic-t11717.html. Pod tym linkiem powinieneś znaleźć propozycje różnych psychiatrów/psychoterapeutów z Krakowa i województwa małopolskiego. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×