Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Ja miałam 3 dni doła Ale dzisiaj kupiłam torebkę i wcześniej rodzinka poprawiła mi trochę humor dzięki czemu stwierdziłam że będzie mi łatwiej udawać szczęśliwą w internacie i potem przyjechały przyjaciolki i faza na nielubienie ich i rodziny momentalnie przeszła i teraz jestem szczęśliwa :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19ruda87, dzięki, kiedyś na pewno. Wiesz, ja też piszę. Bardzo, bardzo podobnie. Od dawna.

Teraz staram się dystansować pisząc, nie tylko wywalać emocje i przemyślenia ale i na bieżąco je rozważać, analizować.

 

Jestem smutna, wyczerpana i rozdrażniona. Weekend byl intensywny i naprawde bardzo dobry ale przyniósł też wiele przemyśleń. Niezbyt dobrych, dla równowagi. Poczytam troche i idę spać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naemo, powodzenie u lekarza. Powiedz mu to o czym piszesz tutaj na forum. O swoich odczuciach, checiach samookaleczen itd. Wspolnie uda Wam sie cos pomyslec aby to przezwyciezyc

 

 

Chojrakowa, owszem te chwile sa czasem potrzebne aby ochlonac ale rowniez sa bardzo zdradliwe. Mna kieruja impulsy. Spontan

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki :) Ale tak szczerze to nie wierzę w to, żeby mi pomogła.

U mnie to też są w większości impulsy.

 

Tak czytam swoje posty i leżę ze śmiechu :D Takie huśtawki, ze to jest aż śmieszne i wygląda to jakbym byla nacpana momentami, albo bawiła sie w opowiadanie jakiejś niesamowitej historii...

 

Sama nie wiem co ja jej powiem... I znowu stres mam przed psychiatra, chodzę do niej od września, mniej więcej co miesiąc. Znaczy oczywiście jest dużo mniejszy, raz to miałam derealizacje jadąc do niej :D Teraz to tyko boję się ze sie rozczaruje albo będę potem zalowala ze czegoś nie powiedziałam.

 

A propos niestabilnych relacji międzyludzkich, to nawet z psychiatra tak mam, były momenty ze jej nie cierpiałam i chciałam ja zmienić ale powstrzymywala mnie myśl, ze będę musiała komuś znowu to wszystko opowiadać. W tym momencie prawie ją kocham :D

 

Kocham to uczucie, gdy praktycznie mi nie zależy za osobach przez które przeżywałam straszne rzeczy, przez które ryczalam, miotalam się, chodziłam do szpitala, chciałam sie zabić, jechać do Krakowa... itd itd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze nigdy nie rozmawiało mi się z nią tak dobrze, z godzinę gadałyśmy :D Podejrzewa mnie o chad lub cyklotomię (? jakos tak) i każe mi pisać dzienniczek jak emocje u mnie danego dnia, jak aktywność, jak sen itd itd. Leki zostawiła jakie są, tylko to trittico nie działa na mnie na sen więc mam próbowac zwiększyć do 150 (najpierw 125) i jak nie będzie działać usypiająco to mam drugą receptę na chlorprothixen. I ogólnie czuję się mega dobrze :great: Już przed przyjściem do niej. A tak wgl to spałam dzisiaj 3 godziny i mam pełno energii i to nie pierwszy raz (w zeszłym tygodniu miałam tak 2 dni), więc pewnie dlatego pod katem tych chorob mnie bada ^^ Ale jeśli ja mam doły lub górki to z powodu czegoś zewnątrz, więc myślę że możaby to wykluczyć, ale tym bardziej ją cenię, że na zakłada, że może się też pomylić, więc woli się upewnić ze wszystkim <3

 

19ruda87 zgrałyśmy się :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy każdego bordera podejrzewają o chad?;)

 

Naemo, dobrze, że dobrze. Rozmowa przede wszystkim.

Ruda, Carica a u Was co?

 

Ja cały dzień słabiutko, spacer nic nie dał, ale za to jak poćwiczyłam chwilę to mi nieco oddało.

Chociaż nadal nie znajduję przyczyny takiego pogorszenia, no ale ale :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Carica daj żyć, nade mną też nauka wisi... :roll: Ale -chwalić boga - termin odległy (materiału za to w chooj...)

Jaki koncert?

 

Naemo, otóż to, ma się co sie ma się no ;)

 

Diagnoza to imo wskazówka, nie etykietka.

A co do nerwicowych... Wszystkie zeby mnie bolą, mało ze zgrzytam i zaciskam, one bolą jakby same się ściskały, znacie to? (przypomnę, ze nie wiem jaki tego powód i nie, na codzien/przewlekle tak nie mam...)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ta, ja też natręctwa od dzieciństwa, w szpitalu zdziwili się, że nikt wcześniej się tym nie zainteresował :D Od przynajmniej 7 lat skubi skórki przy palcach do krwi, do paru centymetrów poniżej paznokci... Najgorzej, że ja tego nie kontroluję, bo nie zauważam. I za każdym razem jak sobie znowu je rozwalę porządnie po jakiejś stresującej sytuacji mówię sobie DOBRA, teraz zapanuję nad tym! I wychodzi jak zwykle :D

Symetryczność.. i takie tam. Dochodziło do tego, że cięłam się symetrycznie, gdy dotknęłam przez 1,5 seksundy czegoś zimnego jedną częścią palca, to musiałam szybko w drugiej ręce tak samo, ten sam palec itd. To już się ogarnęło, ale musze jeść symetrycznie, tyle samo jedzenia na lewą i prawą stronę i jak mam 3- częściowy obiad to po kolei: mięso jakieś, węglowodany i warzywa [ w sensie kęsy tak po kolei i w kółko].

 

chojrakowa ja znam :)

 

Carica, Twój podpis "Życie powstaje w uniesieniu i niszczeje w nudzie." jest przerażający, bo prawdziwy i przez to niszczący najbardziej na swiecie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chojrakowa, ja znow w prace zaczelam uciekac by nie myslec. Odcinam sie od uczuc i emocji by nie cierpiec. Ogolnie nie jest zle, nic sie nie dzieje ale czuje jakis niedosyt, pustke. Czegos mi brak. Doznan? Sama nie wiem. Nie potrafie tego przetrawic. Ogolnie jest nijak, dziwny spokoj i to mnie przeraza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ehh... Ch#jowa nocka w pracy. Dzis sie dowiedzialam ze moja wspolpracowniczka wraca po 4 miesiacach na zaklad. Z poczatku nie zrobilo to na mnie wrazenia, dopoki nie uswiadomilam sobie pewnych spraw. Zanim "uciekla" ode mnie, bylysmy nierozlaczne, rozumialysmy sie bez slow. Jedna druga rozumiala i wspierala. Ufalysmy sobie i moglysmy na sobie polegac. Po prostu zzylysmy sie ze soba. Przynajmniej tak mi sie wydawalo.

W pracy staralam sie jej pomagac, brac na siebie wiecej obowiazkow, wyreczalam ja itd. Po prostu zalezalo mi na tej relacji. Chociazby z tego powodu ze przy niej moglam byc tak naprawde soba i bez problemu moglam sie przed nia otworzyc, bez obaw o ocene, wysmianie itp.

Po zwolnieniu lekarskim zalatwilam jej powrot na nasz dzial bo mnie o to prosila. Po dwoch dniach kierownik postanowil przeniesc dwie osoby w inne miejsce pracy. Bez zawahania sie zglosila, nie zwracajac uwagi na mnie. Zrobilo mi sie smutno ze odchodzi, w koncu traktowalam ja jak przyjaciolke. Powiedzialam jej o swoich odczuciach, a ona mnie zlekcewazyla, twierdzac ze przesadzam itd. Mialysmy do siebie dzwonic, normalnie utrzymywac kontakt jak dotychczas. Czulam sie odrzucona. Przykro mi bylo. Przywiazalam sie do niej. Wszyscy sie dziwili ze tak mnie potraktowala, starali sie pocieszyc. Od tego momentu widzialysmy sie 3 razy i rzadko ze soba rozmawialysmy. Kontakt powoli urywal sie. Spotkania byly inne niz zwykle. Nie wiedzialam o czym mam z nia rozmawiac. Trzymalam dystans. W dalszym ciagu bolalo mnie jak mnie potraktowala.

Dzis wspomnienia odzyly, emocje na nowo sie pojawily. Uswiadomilam sobie, ze nic nie dzialo sie bez przyczyny. Jestem beznadziejnym i zlym czlowiekiem, ktory nie ma po prostu nic do zaoferowania. Nikt nie jest w stanie mnie lubic, tak po prostu. Kazdy widzi mnie jak cos potrzebuje, w innym wypadku jestem jak powietrze. Nienawidze siebie. Jestem nikim, totalnym zerem. Nie zasluguje na nic pozytywnego w zyciu. Nikogo nie obchodzi moje marne zycie. Czuje sie jak porzucona zabawka, wykorzystana i zdeptana. Musze byc potworem ze mnie to spotyka. Nikomu wiecej nie zaufam, nie dam sie zranic. Nikogo nie dopuszcze do siebie. Mam dosc.

Moja terapeutka zapewne tez mnie toleruje tylko i wylacznie z tego powodu ze tak musi i jej place. W innym przypadku wywalilaby mnie na zbity pysk. Powinnam zrezygnowac z terapii. Szkoda jej czasu. Nie potrzebnie jej go marnuje. Nie zasluguje na niczyja pomoc. Moje miejsce jest na cmentarzu. W ciszy i spokoju. Nikt i tak by nie zauwazyl ze mnie nie ma. Nikogo to nie obchodzi. Czuje sie jak smiec. Mam ochote zniknac na zawsze. Nienawidze tego popieprzonego zycia. To tak wszystko boli. Umieram. Lzy splywaja po policzku. W myslach tresci bombarduja mnie. Wyzwiska kieruje w swoja strone. Chaos. Jestem w piekle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×