Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Milutki

Samokrytyka = przyczyna NN ?

Rekomendowane odpowiedzi

Zacznę od tego, że bardzo chciałbym znaleźć przyczynę mojej nerwicy natręctw.

 

Moje obsesje dotyczą poczucia bezpieczeństwa i sprawdzania wszystkiego:

- urządzenia (czy są wyłączone),

- napisanego tekstu (czy nie ma w nim bzdur/błędów, których bym się wstydził),

- zamykanie/pakowanie rzeczy (obawy że coś jest źle zamknięte, niezabezpieczone, itp.).

 

Można by to uogólnić w ten sposób, że większość moich kompulsji dotyczy tego, CZY DANA RZECZ JEST: PRAWIDŁOWA, W DOBRYM STANIE (ZABEZPIECZONA), ZGODNA Z NORMAMI.

 

Czy jest możliwe, że przyczyną nerwicy natręctw u mnie byłby zbyt duży krytycyzm i wymagania wobec siebie ?

 

Mogłoby to być spowodowane nadmierną kontrolą w dzieciństwie ze strony rodziców, co utrwaliło we mnie poczucie konieczności dokładnego wykonywania czynności, a ponieważ kiedyś przywykłem, że niczego nie robiłem dobrze (wiele razy słyszałem lub dostawałem informacje niewerbalne, że jestem do niczego), więc teraz ten schemat sam powielam wobec siebie, ewentualnie: łatwo poddaję się krytycyzmowi ze strony innych ludzi (jest to bardzo możliwe).

 

Jeżeli tak by było, to można wyjaśnić, w jaki sposób powstały u mnie KOMPULSJE...

 

Otóż, jeżeli by założyć, że jestem mocno krytyczny i wymagający wobec siebie, to zauważam głównie swoje NIEPRAWIDŁOWE ZACHOWANIA (jak napisałem wyżej - wskutek niskiej samooceny, braku pochwał). Zatem mam, w zasadzie naturalny, LĘK O KONSEKWENCJE tego złego zachowania (lęk pierwotny). Ten lęk tłumię w sobie, bo nie chcę, żeby moje złe zachowanie wyszło na jaw. A ponieważ ten lęk - tak jak każdy inny - musi się gdzieś uwolnić, więc PRZENOSZĘ go na LĘK O STAN codziennie używanych przedmiotów, jako łatwiejszy do zniesienia (lęk wtórny).

I teraz już na poziomie przedmiotów: próbując ZNEUTRALIZOWAĆ LĘK o stan tych przedmiotów, zabezpieczam je (zakręcam słoik, sprawdzam zamek w drzwiach itp.), przy czym ponieważ jest to dość silny lęk, więc muszę to zrobić wiele razy, no i w efekcie pojawiają się te KOMPULSJE. Wydaje mi się, że im więcej ich wykonam, tym bardziej zneutralizuję lęk: ten wtórny, a w konsekwencji - ten pierwotny...

 

Jeżeli ktoś wytrzymał do tego miejsca ;) , to może zechciałby ocenić to powyższe rozumowanie... ?

Czy nie ma w nim jakiegoś błędu, przeoczenia, fałszywego tropu ?

 

Gdyby ten samokrytycyzm był główną przyczyną u mnie, to myślę, że w ramach jakiejś psychoterapii udało by się go zmniejszyć, ale podstawowe pytanie, czy to jest rzeczywiście to ?

Może ktoś miał podobne przemyślenia ??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

Generalnie po iluś tam letniej psychoterapii doszedłem do podobnych wniosków

 

Po pierwsze zasadniczą i pierwotną przyczyna jest fakt że moi rodzice sami są bardzo anankastyczni- kontrolujący, lękowi, bardzo wymagający zarówno w stosunku do siebie i tak tez wychowują potomstwo, to się prawdopodobnie toczy od iluś tam pokoleń - popatrz np na swoich kuzynów, ciotki - itd

 

Druga przyczyna- właśnie brak możliwości budowy własnej wartości- ciągłe zwracanie uwagi że gdzieś jestem zły(leniwy, nieuzyty, niedokładny itd) plus przeświadczenie że aby to zwalczyć cały czas coś muszę bo w końcu to wyjdzie na wierzch- i to niezależnie od faktu że już teraz zaszedłem dalej niz 80% moich kolegów

 

trzy - ślepe, lękowe posłuszeństwo wobec rodziców i wobec innych - fakt że oni moga nie mieć racji jest nawet nieuświadamiany, to ja mam się ukorzyć, ustąpić i zmienić. Jak tego nie zrobię to poczucie winy i lęk wbijają mnie w glebe i w końcu "muszę"

 

Moja recepta- po pierwsze po latach doszedłem do wniosku że tak naprawdę o tym jaki jestem decyduje sam i to bycię sobą jest ważniejsze niż bycie moralnym, dobrym czy akceptowanym(choć na tych rzeczach też mi zależy). Mogę byc w pewnych fragmentach egoistyczny, nieuprzejmy, nieudany - i to też jestem ja tak samo jak ten który stara się właśnie zrobic doktorat i pomagać rodzicom oraz rodzeństwu (też NN)

 

Tyle że to nawet teraz nie do końca mi wychodzi choc staram się mocno to moje JA wzmacniać

 

Ale fakt że w dooopę dostałem bardzo zdrowo przez ostatnie lata

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z wszystkim.W moim odczuciu fundamentalną sprawą jest tutaj brak poczucia bezpieczeństwa.Druga rzecz do brak odczucia jakiegoś ładu wewnętrznego-poszukiwanie go w tych zachowaniach.Ja staram się zaradzić temu przez wiarę,choć tu czekają człowieka porażki,bo wiadomo,to strasznie delikatna materia.Oczywiście,ładu wewnętrznego nie znajdę,ale może chociaż zgodę na nieład.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki, że odpisaliście :smile:

 

doszedłem do wniosku że tak naprawdę o tym jaki jestem decyduje sam

Wygląda na to, że rzeczywiście wszystko kręci się wokół tych samych spraw: bycie sobą, poczucie własnej wartości, akceptacja własnej niedoskonałości.

Ich brak powoduje inne problemy - np. brak poczucia bezpieczeństwa, wyimaginowane zagrożenia.

Pierwotne przyczyny mogły być różne (rodzice, wychowanie, niekorzystne warunki rozwoju), ale aktualnie - przyczyna tkwi w nas samych i chyba tylko my sami możemy temu zaradzić :?

 

Oczywiście,ładu wewnętrznego nie znajdę,ale może chociaż zgodę na nieład.

Tak, ja bym to nazwał akceptacją własnej niedoskonałości...

bo to że tacy jesteśmy, to nie ulega wątpliwości, ale problem w tym, że to trzeba w sobie zaakceptować...

 

Powiem Wam, że ja już kiedyś - właśnie poprzez akceptację - wyzbyłem się jednego życiowego problemu - była to wada wymowy: jąkanie. To był po prostu koszmar, strasznie odbierający chęć do życia. Pierwotne przyczyny tego są nadal dla mnie niejasne, ale dzięki akceptacji tej mojej ułomności (chodziłem kiedyś na psychoterapię), udało mi się to ograniczyć do stopnia, w którym da się z tym żyć. Nie zniknęło całkowicie, ale teraz jest już mało uciążliwe.

Tak więc, przydałaby mi się chyba kolejna podobna, "dowartościowująca" psychoterapia, ale tym razem w kontekście NN ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Milutki, jąkanie się jest urocze.

 

Myślę o mojej nerwicy i w chwilach, kiedy wierzę sobie, że ją mam, widzę wyraźnie, że być może rodzice trochę za dużo ode mnie wymagali i wymagają. Ale to raczej nie jest ich wina, tylko ja nie radzę sobie z tym. Reaguję nie tak, jak się powinno. I rzeczywiście, to my powinniśmy jakoś się pozbierać pod tym względem. Polubić bycie sobą i zaufać, że tylko ja wiem, czego pragnę, co mi da szczęście.

 

Tylko to strasznie trudne... Poza tym, ja ciągle przez większość czasu nie wierzę w to, że mam problem. A tak to sobie pomóc nie można.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Milutki, jąkanie się jest urocze.

Powiem Ci, że w niektórych "lajtowych" jego wersjach tak rzeczywiście może być :D

Ja miałem spory hardcore... :hide:

 

Jest właśnie ten problem, żeby to zaakceptować, "zaprzyjaźnić się" z tym, może nawet obrócić na swoją korzyść... :smile:

niestety, kiedyś tego nie umiałem i dlatego to był koszmar...

och, jak sobie przypomnę, co przeżyłem... :cry:

Na szczęście teraz tylko od czasu do czasu mnie straszy, ale już nie ma tej dawnej siły, nie pozwalam mu :pirate:

 

Polubić bycie sobą i zaufać, że tylko ja wiem, czego pragnę, co mi da szczęście.

Dokładnie tak! Bardzo dobrze to ujęłaś, podoba mi się to zgrabne zdanie :D

(jakiś esteta się we mnie odzywa, czy co?)

 

Poza tym, ja ciągle przez większość czasu nie wierzę w to, że mam problem.

Trochę nie rozumiem, co to znaczy "nie wierzę w to, że mam problem" ?

Ignorujesz istnienie problemu, czy raczej chciałabyś, żeby jeżeli ewentualnie on istnieje, to że powinien się jakoś sam rozwiązać... ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Milutki, jakieś problemy ze sobą mam na pewno od 9 roku życia, niezbyt pamiętam, jak było wcześniej, ale zawsze byłam trochę zbyt wrażliwa. Teraz mam 20 lat, czyli od 11 coś jest ze mną nie tak, to ciągle się zmienia. Zawsze to wiedziałam, ale dopiero miesiąc temu do mnie to naprawdę dotarło.

 

 

Nie wiem, jaka bym była bez tego, przywykłam, dla mnie to, co jest ze mną nie tak, jest w pewnym sensie normalne. I czasem myślę, że sobie wmawiam, innym razem umiem sobie wytłumaczyć, że jest kiepsko. Nie byłam jeszcze u lekarza, pewnie jakbym dostała na piśmie, że mam problem ze sobą i czytała to codziennie, to by to w końcu do mnie dotarło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę o mojej nerwicy i w chwilach, kiedy wierzę sobie, że ją mam, widzę wyraźnie, że być może rodzice trochę za dużo ode mnie wymagali i wymagają. Ale to raczej nie jest ich wina, tylko ja nie radzę sobie z tym. Reaguję nie tak, jak się powinno.

 

Wiecie mówienie o winie w NN i osobowości anankastycznej jest jak dla mnie dośc problematyczne- z jednej strony każdy ponosi odpowiedzialnośc za swoje czyny i ma wolną wolę, a z drugiej właśnie wolność jest w nerwicy natręctw wyśmiana, A niestety osoby z natręctwami przeważnie wychowują następnych anankastów, z tym że uczniowie przerastają w tym mistrzów

 

U mnie problemem wciąż jest dostrzeganie własnych potrzeb- tego że tak jak każdy mam prawo czasem być zły czy złośliwy albo ulżyć sobie na innej osobie i to wcale nie oznacza od razu że jestem zły w ogólności i muszę się natychmiast pokajać i ukorzyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

giani,

U mnie problemem wciąż jest dostrzeganie własnych potrzeb- tego że tak jak każdy mam prawo czasem być zły czy złośliwy albo ulżyć sobie na innej osobie i to wcale nie oznacza od razu że jestem zły w ogólności i muszę się natychmiast pokajać i ukorzyć.

 

Ja też mam taki problem. Tylko we mnie się to jakoś zbiera i zdarza mi się mocno wybuchnąć, krzyczeć albo czymś rzucić. Oczywiście jest mi wstyd później, że zareagowałam tak "dziecinnie i idiotycznie". I jakoś nie mogę sobie wytłumaczyć, że każdy ma prawo czasem nawet do takiej reakcji.

 

btw, moja mama bardzo nie lubi, jak trzasnę drzwiami w złości czy czymś walnę o stół i zawsze mam objazd za coś takiego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×