Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

giani

Użytkownik
  • Zawartość

    35
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Wujku, jeżeli moge się wtrącić Sam też byłem w Klinice Nerwic IPiN na terapii całodobowej i mam zupełnie odmienne spostrzeżenia Po pierwsze - 10 tygodni to wbrew pozorom wcale nie jest długo. Problemy psychiczne - nerwice i depresje - rodzą się latami, większość znanych mi osób miała juz kłopoty w dzieciństwie Dwa - na wstępie tam była mowa że leczenie w KN to dopiero poczatek walki o siebie. Terapecui nie raz prostowali poglądy pacjentów, że po 10 tygodniach z osób ledwo funkcjonujących nagle staną się doskonale przystosowani i zadowoleni z siebie. To smutne ale takie przekonanuia świadczą o pewnej niedojrzałości.. Ja dopiero po latach uświadomiłem sobie jakim sk....., dramatem, cierpieniem jest zaburzenie psychiczne i walka z tym . Zrobienie przy tym doktoratu naprawdę nie robi wrażenia Oczywiscie całkowicie inną sprawą jest to jak taka psychoterapia jest u nas prowadzona. Tu sam mam przykre doświadczenia Pozdrawiam
  2. Jestem pewien że doradzasz i pomagasz sto razy lepiej niż większość psychiatrów i psychologów. Oni problemy psychiczne znają głównie z książek, wykładów, rozmów z pacjentami. Niemała część z nich swoimi pacjentami w duszy pogardza jako ludźmi słabymi i frajerami, inna chcę podejmować decyzję w stylu " ja wiem lepiej, ty masz słuchać", jeszcze inni klepią swoje godziny byle szybciej do 16.00 lub innego etatu, a tu pacjent człowieka męczy........... Natomiast ty się chyba naprawdę angażujesz - stąd te lęki, niepewność tego co robisz itd. Czasem to może prowadzić do zbyt pochopnych decyzji, braku spojrzenia z dystansu. Nie sądze natomiast abyś miałą popaść w rutynę Jako pacjent naprawdę wolałbym trafić na ciebie niż na najzdrowszego, najlepiej wykształconego specjalistę, który zwyczajnie miałby mnie w głębokim poważaniu Amen
  3. Ja mniej więcej wiem, co wcale nie ułatwia sprawy Pokrótce- rygorystyczni, lekowi rodzice; kłotnie i wojny w domu, zły kontakt z rówieśnikami, uciekanie w świat marzeń i książek, tendencja do podporządkowywania się innym itd Nie jest to konkretne, jakieś jedno zdarzenie - raczej całe dzieciństwo gdzie raz było lepiej raz gorzej, ale to trwało całymi latami i pogrążałem się w róznych złych nawykach, lękach i rytuałach To tak pokrótce
  4. Ja może już wiecie jestem po studiach i walczę z moją nerwicą i niesmiałościa od ładnych paru lat Ostatnio mocno nurtuje mnie temat partnerstwa, bliskości i nie da się ukryc seksu też. DO tej pory nie miałem dziewczyny, w sumie do dziś sie ich boję więc sex raczej do tej pory nie wchodził w grę Zastanawiam się jak wy widzicie rolę seksu w zyciu. Konkretnie - czy wzbudza w was on poczucie winy, że jest to coś "niedobrego", " zakazanego"? CZy macie obawy z tym jakbyście sobie dali radę w takiej sytuacji ? Czy brak seksu dla osób 20-kilku letnich jest czymś dziwacznym, śmiesznym ?
  5. Witam, od pewnego czasu bardzo interesuje mnie wątek jak my neurotycy radzimy sobie w pracy Ja osobiście mam 25 lat, jestem po studiach i zawsze byłem osobą zalęknioną, niesmiała i niepewną swojej wartości. Te cechy chyba spowodowały że jestem osobą bardzo pracowitą, świadomość że siedzę w pracy i "nic" nie robię ( Facebook, uczenie się na studia podyplomowe, wyjścia do sklepu, łażenie w kółko) wzbudza we mnie paniczny lęk i poczucie winy - a że cierpię na nerwicę natręctw to jest to dla mnie ogromny życiowy problem. Pewnie to wynika z postawy w dzieciństwie - zawsze starałem się zadowolić rodziców, rozładować ich wzajemne kłótnie, być takim jakim oni by mnie chcieli widzieć, dopada mnie panika że ktoś mógłby mnei ukarać Drugim problemem jest fakt że mam doświadczenie pracy w "budżetówce", w ministerstwie w Wawie - gołym okiem widzę że większość osób stara się tutaj nie narobić, żeby cośkolwiek uzyskać trzeba prosić kilka razy i sam często w sobie odczuwam złość że ja tak nie potrafię, że nie umiem powiedzieć sobie że będe robił tylko tyle ile już absolutnie muszę, bo ktoś stoi mi nad łbem. Tak naprawde nie za bardzo wiem jak taka praca powinna wyglądać - ile ludzie mają pracować a ile zajmować się swoimi własnymi sprawami, czy przeglądanie for w pracy jest czymś nagannym, czy jeżeli nikt mnie nie naciska to uczciwe jest nicnierobienie Dodam że zarabiam dosyć marnie - około 2400 zł brutto, wychodzi na łapkę trochę ponad 1700 zł, co pewnie też mnie frustruje bo często zdarza mi sie wyczytywac ile zarabiają ludzie po technicznych( ja jestem po prawie)> to we mnie wzbudza myśli - marnie zarabiasz, nie przemęczaj sie - ale zaraz za chwilę znowu dopada mnie ten lęk "niocnierobienia", "oszukiwania pracodawcy" - i an siłe staram się znaleźć sobie jakieś zajęcie Jak jest u was?
  6. U mnie bardzo długo odczuwałem poczucie winy w stosunku do rodziców, nadal wzbudzają we mnie lęk, pamiętam że jako dziecko starałem się ich "godzić" gdy się bardzo często kłócili i ten model bycia "grzecznym dzieckiem" mam do dziś, podświadomie staram się ich zadowolić Generalnie rodzina nie jest ci w stanie za bardzo pomóc bo sami są mocno znerwicowani
  7. W moim przypadku także chyba moge powiedziec że psychoterapia działa, choć odkręcanie spraw z całego dzieciństwa jest bardzo trudne i bardzo sie przed tym broniłem U mnie jakimś przełomem było uświadomienie sobie tego jak bardzo byłem pokrzywdzony jako dziecko - za mało uwagi, za dużo kłotni rodziców i strachu że się rozejdą, złe traktowanie w szkole i nieumiejętnośc odnalezienia się w grupie, akceptacja bycia ofiarą itd Generalnie cięzko mi to przeboleć, uświadomić sobie że nie taka jest moja rola życiowa, w jakimś sensie się otworzyć na drugiego człowieka ze świadomością stawiania granic ale staram się choć róznie wychodzi
  8. Ale nie za bardzo łapię jakiej odpowiedzi szukasz..... Bo jeżeli faktycznie sprawia ci to tak duzy dyskomfort to po 4 latach terapii może warto byłoby poświęcic 1 czy 2 spotkania na omówienie tego jak się czujesz w takiej sytuacji, dlaczego terapeutka tak robi, czy można to jakoś naprawić i dopiero wtedy podjąc jakąs sensowną decyzje. Nikt tu do końca twojej sytuacji nie zna Takie nagłe "ucieczki" z powodu złości na jakieś zachowania po tylu latach dla mnie są troche nieopłacalne- znowy będziesz musiał budowac więź, tracić czas na powtarzanie wielu spraw itd Co nie oznacza że jestem za trwaniem na siłe w "niedobrej" terapii
  9. giani

    [WARSZAWA]

    Co myślicie na temat terapii tam prowadzonych, macie jakieś doświadczenie?
  10. To jest niestety duzy problem - darmowa psychoterapia jest właściwie tylko albo grupowa w PZP, albo w trybie Klinik Nerwic - przynajmniej tak to działa w Warszawie, nawet na taką jest sie ciezko dostać A co do dodatkowego ubezpieczenia - nie wiem czy takowe znajdziesz gdzie będa refundowac psychoterapię, zasadniczo cynicznie patrząc im się to nie opłaca finansnowo , zreszta mam kolege ktory ma takowe wykupione za kolo 180 zl/miesiecznie i przysługuje mu tylko kilka wizyt u specjalisty na rok, w tym wliczając psychiatrę Tak więc obawiam się że to ciezki temat
  11. giani

    Tłumienie uczuć

    Zasadniczo się uważa że tłumienie złości, frustrajci, własnych potrzeb przez długi czas prowadzi do lęku - a to potem do natręctw Ja sam mam z tym bardzo duży problem, prawie zawsze jestem cichy i tłumię a raz na jakiś czas wybucham i wyrzucam z siebie wsyztskie złe uczucia i to się zmienai w agresję, całe szczęscie że nie fizyczną , ale i tak otoczenie uważa chyba że jestem lekko niezrównoważony i histeryzuje Mi pomaga na to terapia, ale to trudne sprawa jak się taki schemat mialo od dziecinstwa
  12. A mówiłeś swojej terapeutce jak się czujesz, odbierasz to że ona się wzrusza? Wydaje mi się że warto by było to po prostu przedyskutować zanim się podejmie decyzję o zmianie, może masz z tym ( okazywaniem uczuć przed 2 osobę) jakiś problem, kompleks. To rzecz jasna jeżli jesteś w stanie to poruszyć na terapii, jezeli się nie czujesz an siąłch to faktycznie może lepiej poszykac kogoś innego
  13. Ja coraz bardziej mam wrażenie że działania Rosji w Czeczenii, Chnczykow w Tybecie a to co robi USA i Zachód w Iraku czy Libii tak naprawdę zasadniczo się nie róznia. I tu i tam kwestią podstawową jest przepchnięcie własnych interesów. I te tylko 3% ropy nie robi na mnie wrażenia - to dalej są mld $ rocznie, a pewnie to wydobycie mozna zwiększyc. Rózni się natomiast wykonawstwo. Państwa otwarcie uznane za "niedemokratyczne" nie musza się aż tak trudzić w ukryciu swoich intencji - mogą otwarcie stosować zaczystki, przymusowe aborcje czy walic do wiosek z czołgów. Pewnie także dlatego że mimo wszystko militarnie i technologicznie stoją niżej niz Zachód
  14. Tak sie zastanawiam Generalnie od łądnych paru lat cierpię na nerwicę natręctw, pewnie mam tez poważne zaburzenia osobowości, autoagresję - momentami zapominam juz że kiedys zdarzało mi się funkcjonowac, czytać, chodzić po ulicy bez lęku, bez obsesji, poczucia winy. Teraz juz się nie zastanawiam nad tym czy takowe życie w lęku jest "normalne" - znaczy się strach stał się dla mnie naturalnym elementem dnia - jak sikanie, jazda autobusem, jedzenie - czasem się az łapie na zastanawianiu się dlaczego inne osoby są coś w stanie zrobic - gdzie jest KURDE ich lęk? Nie wiem już sam czy każdy sie tak boi tylko daje sobie radę, czy to ja faktycznie jestem az tak poraniony, czy może popadam w histerię bo tak mi wygodniej
  15. Szczerze? Ja mam/miałem bardzo podobnie - też uwielbiałem musiec się uczyć, wkręcać sie w wyrabianie min 150 % normy we wszystkim, mieć poczucie że jestem wybitnie zdolny(i nierzadko dostawać an to potwierdzenie) przy jednoczesnym poczuciu że jestem zerem, totalnym nieudacznikiem towarzyskim i poniekąd czerpać radochę z zamartwiania i dołowania . Tyle że u mnie zawsze najgorzej bylo w wakacje Akurat to nie przeszkodziło mi w zrobieniu juz teraz niezłej drogi zawodowej i byciu w czubie peletonu rówieśników ( a mam 25 lat) ale jednocześnie od kilku lat mam bardzo duże problemy sam ze sobą, jestem odludkiem i momentami mam ostre fazy depresji, generalnie rzadko jestem w stanie dać se radę sam ze sobą. Ale i tak zrobiłem duży krok naprzód w terapii, tyle że to wymaga czasu Tak więc - raczej ani ja, ani nikt tu na forum, ani ty sama nie jesteś w stanie sobie sama w 100 % dać rady z włąsną psychiką, bo to naprawdę skomplikowana sprawa. Wydaje mi się że warto byloby iśc do jakiegoś psychologa, choćby spróbowac ruszyć temat ( jesli masz takie mozliwości, wiadomo $). taka terapia naprawdę może bardzo duzo pomóc, ja nie maiłem bladego pojęcia jaka to może być zmiana Natomiast dla mnie to absolutnie nie wyklucza faktu że mozesz tą medycyne skończyć, zostac lekarzem i świetne sobie dawac radę w tym trudnym zawodzie . Byleby to nie bylo na zasadzie " muszęęęęę' ale racze chce, ja z perspektywy czasu widzę że iście na "musze " jest bez przysłości Choć może nie mam racji i u ciebie jest totalnie inaczej, lepiej - nie chciałbym cię zdołowac ( a z góry zaznaczam że zdarza mi się to często,) Pozdrawiam
×