Witam Was serdecznie

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam Was serdecznie

przez antoine 31 sty 2007, 08:18
Ja nie wiem co mi jest już kompletnie, czasami mam wrażenie że to jednak nie depresja a jakaś
nerwica. Zdiagnozowano to jako depresje przez psychiatrę ( pod koniec grudnia ) , która
wcześniej się rozpoczynało - od braku spelnienia w pracy - pracuje bowiem w banku , ktory
powoduje we mnie niepokoj i nerwowosc :/
Wszystko jest tak złozone ze trudno to ogarnac. Po zerwaniu dziewczyny ze mna ( na poczatku
grudnia ) po tym 2 dniach po tym jak jej wyjawilem jak wiele dla mnie znaczy , poglebil sie
strasznie moj stan, nie moge spac juz od przeszlo miesiaca. Wszystko wlasnie dotyczy jej
chyba i zwiazku ze mna. Wiem ze nie raz bylem dla niej oschly i raz nawet doszlo do
przepychania z nia, kiedy chcialem zeby sobie poszla, bo chcialem spac . Mieszkam sam, nie
jestem z wroclawia, ona jest. Przychodzila do mnie codziennie do domu a ja od pewnego
momemntu stalem sie dla niej bardzo oschly , nie cieszyly mnie spotkania z nia u mnie w domu,
sam nie wiem dlaczego. Byc moze tez bylem troche zly na to ze nigdy mnie do siebie nie
zaprasza , czulem sie troche nieakceptowany albo balem sie ze sie mnie wstydzi. Kocham ja i
kochalem, ale moze czasem nie wiedzialem co czuje. Mysle ze jesli mniej zabiegalaby byloby
lepiej i ja wiedzialbym co naprawde czuje. To jest okropne, ze nie korzystalem z tego co mi
mowila, okazywala. Nie raz zdarzalo sie ze nie chcialem seksu z nia ( a moze to byl juz objaw
jakiejs nerwicy, depresji ?), choc naprawde byla atrakcyjna. Byla naprawde fajna dziewczyna ,
wartosciowa, inteligentna (moze troche histeryczna czasem), nie za bardzo akceptowala moich rodzicow i chyba
moj ojciec jej rowniez.
Moi rodzice sa po rozwodzie i troche mam niemile wspomnienia z przeszlosci, teraz po analizie
zaburzen, dochodze do wniosku ze byc moze to tez po czesci przyczyna tego wszystkiego.
Ojciec i mama, przekonywali mnie ze powinienem miec lepsza, po lepszych studiach i inne takie
pierdoly : / [ ja jestem po informatyce, ona byla na licencjacie z PR ]. Ojciec chcial mnie
poznac z pewna prawniczka, a ja pamietam tez zrobilem mojej dziewczynie kiedys zarzut ze powinna cos
robic, albo studiowac 'lepsze' studia. Cos calkowicie chorego! Tak bardzo ja skrzywdzilem
takim gadaniem :/
Az mi sie niedobrze robi jak moglem takich glupot sluchac. Tak bardzo potrzebuje czulosci ,
trzymania za ja reke i bycia, a sam wiem ze to zaniedbywalem : ( Czasami dochodze do wniosku
ze moze nie zdawalem sobie sprawy ze tak ja ranie, a to chyba wynikalo z mojej nerwowosci,
wolalem samemu zostac w domu i siedziec przed tv. Generalnie jestem niedostepny i ciezko
nawiazuje nowe znajomosci, bardziej cenie sobie stare, jestem raczej skryty przy zawieraniu
nowych znajomosci. Najbardziej drecza mnie wlasnie te wyrzuty ze szarpalem sie z nia i byla
we mnie agresja :/ Sam brzydze sie tym i ciagle mnie mecza te wyrzuty, ktore nie daja mi spac.
Wiem ze bedzie mnie miala za prostaka i wszystkim o tym mowic, bo juz mnie o tym
poinformowala ironicznie. Na sylwestra gdy przeslalem jej zyczenia, przyslala mi troche
ironiczna odpowiedz : ' nawzajem, ode mnie i mojego narzeczonego :)' . Chcialem popelnic
samobojstwo , glownie z uwagi na to jaki jestem okropny i co stracilem przez swoja zrabana
'psyche'. Nie dziwie jej sie ze odeszla ode mnie, bo faktycznie bylo to okropne. Do dzis nie
moge sie z tym wszystkim pozbierac. Nigdy taki nie bylem i nie moglbym podniesc na kobiete
reki, a jednak to zrobilem : / Pani psycholog doszukiwala sie u mnie juz zaburzen
depresyjnych wlasnie zwiazanych za raz po tym jak rozpoczalem prace w banku. Ona czesto do
mnie dzwonila itd a ja nie chcialem z nia rozmawiac. Nie wiem czemu?

Biore od tygodnia xanax 0.5mg po pol tabletki rano i wieczorem, i od dzisiaj bioxetin, ale
nie wiem czy to pomoze. Od poczatku grudnia mam taki stan, ze lepiej nie mowic. Nie moge sie
na niczym skupic, w pracy wszystko psuje, nie moge zebrac mysli, stalem sie strasznie
malomowny, itd.ciagle mysle o niej, o tym jaki jestem podly, nie chce jesc, bo w sumie po co,
i tak jestem przegrany. Nie moge sobie spojrzec w lustro, brzydze sie soba. wiem ze juz sie
nigdy tak nie zakocham jak w niej, w kazdej dziewczynie szukam jej.
Moje zycie jest tak szare, wszystko mnie denerwuje jak nigdy, nie moge sie na niczym skupic ,
nawet na ogladaniu tv, bo zaraz o niej mysle i o tym co zrobilem : (
Czy mozna faktycznie stwierdzic co mi jest i czy to depresja? Od czego powinienem zacząć?

pozdrawiam cieplo i dziekuje za wysluchanie 'moich problemow'
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

Avatar użytkownika
przez gina 31 sty 2007, 10:08
Witaj Antoine ! No,przecież byłeś u psychiatry, ja ani nikt z tego forum nie jest lekarzem, a u Ciebie stwierdził depresję i pewnie ma rację. Bierzesz leki od tygodnia zaledwie, więc musisz dać im czas,żeby zaczęły działać jak należy.. ale psychiatra to trochę moim zdaniem za mało,powinieneś pójść do psychologa, psychoterapia może Ci bardzo pomóc...a co do dziewczyny... co się stało, to się nie odstanie, musi minąć trochę czasu aż się z tym pogodzisz... wiem, że ból jest ogromny, ale z tego co napisałeś,niewiele Cię obchodziły jej uczucia... teraz może być już za pózno choć życzę Ci, żeby tak nie było... więc proponuję, idz do psychologa,to powinno pomóc,pozdrawiam,gina
na próżno to wszystko co dzisiaj jest bólem....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
382
Dołączył(a)
21 paź 2006, 11:47
Lokalizacja
jeszcze nie stąd

przez antoine 31 sty 2007, 15:15
dziekuje za odpowiedz,
tak masz racje, nie obchodzily mnie jej uczucia w tym momencie za bardzo, bo tak mnie zdenerwowala, mysle ze bylem w tym momencie bez uczuc i bylem egoista , bo chcialem spac i rano wstac do pracy. Nie wiem co ze mna zaczelo sie dziac , ( byc moze to byly juz poczatki depresji ), zaczalem byc taki nerwowy , narzekajacy .
Od pewnego czasu przestalo mnie cieszyc cokolwiek, najchetniej zapadlbym sie pod ziemie, nie mam sily na nic, po tych lekach czuje sie strasznie skolowany, chyba jest jeszcze gorzej niz przed braniem, bo jestem taki otepialy i czuje ze jestem obok wszystkiego nadal. zycie bez usmiechu bez czulosci jest dla mnie bezsensu. NIe chce mi sie nic, nie mysle juz o zmianie pracy na lepsza bo i tak sobie nie poradze, czy nawet zakup czegokolwiek nie za bardzo mi pomoze. Wokol tyle szczesliwych ludzi a ja tylko narzekajacy i wiedzacy ze w nikim sie nie zakocham , a tym bardziej nikt mnie nie pokocha . Moje dawne zainteresowania juz mnie nie ciesza, kiedys gralem, teraz czuje ze to bezsensu bo i tak sie nikomu nie spodoba . Czy bede jeszcze kiedys szczesliwy ?
Strasznie brzydze sie siebie. Ja boje sie ze to moze byc jednak cos powazniejszego typu zaburzenia osobowosci ?!

Tak bardzo chcialbym dac komus czulosc, trzymac sie za reke, wspierac, widziec usmiech i planowac wspolnie zycie, szalec i czuc ze jestem ok, ale sam nie moge juz byc taki jak kiedys, wesoly, zadowolony z siebie, cieszacy sie z glupstw, czuje sie okropnie. Pale fajke za fajka - bo one mnie troche moze odprezaja, w glowie mam metlik, nie moge sie na niczym skupic, nogi mam z waty i tylko zmusilbym sie do jakis wyjsc czy aktywacji, typu sport itd. Bylem ostatnio w teatrze ale okropnie sie czulem , widzac wszystkich ludzi szczesliwych smiejacych sie na pewne gagi, ja czulem jedynie smutek i dramat smutnego watku tej sztuki .

[ Dodano: Sro Sty 31, 2007 2:08 pm ]
chyba jestem egoista albo jej nie kochalem wtedy , skoro nie moglem zniesc sprzeciwu i narzekania ze juz spie i musze rano isc do pracy : /
ehh nienawidze siebie za to

[ Dodano: Sro Sty 31, 2007 2:15 pm ]
prosze napiszcie cos, poradzcie co powinienem zrobic, od czego zaczac, nie chce tak nigdy zareagowac jak wtedy : / bylem jak na razie 2 razy na psychoterapii , ale chyba wlasnie wiem ze to tez jest powod mojej depresji.
poza tym mam teraz straszne leki , o to jak zareagowalem i ze juz sam zaczalem siebie bac, nie potrafie sie pozbierac , nie chce mi sie zyc bo jestem faktycznie nerwowy i agresywny jak widac w momencie sprzeciwu, drecza mnie wyrzuty sumienia, nie wiem jak sie uspokoic , zyc normalnie, moc sie cieszyc , nie potrafie...
Czy leki tu pomoga cokolwiek , przynajmniej aby funkcjonowac normalnie i powrocic do normalnosci ?
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez ewab 31 sty 2007, 17:51
witaj
Dla mnie to jest depresja ,poniewaz sama ja przeszlam .Koleżanka ma racje trzeba troszke poczekac na dzialanie lekow .Ja ze swoja depresja (a mialam gorsze objawy )walczylam niecale 10 miesiecy a moze nawet dluzej ,martwilam sie ze z tego nie wylecze ,ale czas tez zrobil swoje ..Wiem ze w czasie depresji trudno jest przekierowac mysli na inny tor na pozytywny tor ,ale warto ,ja zaczelam intensywniej czytac ksiazki ,choc tresc lektur przypominywala mi pewne wspomnienia lub wystarczylo ze jedno slowa przeczytalam i juz naprowadzalo mnie na wspomnienia ,ale jak powiedzialam do depresji i jej zwalczania potrzeba czasu .ponadto warto sie czyms innym tez zajac ,znalezc pasje ,organizowac sobie czas w sposob ciekawy i przede wszystkim starac sie zapomniec o dziewczynie .A wiem (z wlasnego doswiadczenia ) ze bedzie trudno, do dzis mysle o nim tylko juz nie w tak emocjonalnym natezeniu ,bardziej jako zwyklego czlowieka ,i jestem z tego zadowolona bo mi sie udalo .I tobie tez sie uda ,nie tylko ja w to wierze ale i pozostali forumowicze tez .
trzymam za ciebie kciuki. zobaczysz uda sie tylko badz cierpliwy
powodzenia

"Pamietaj,co masz do zrobienia i zapomnij czego juz dokonaleś"
ewa
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
15 sty 2007, 14:12
Lokalizacja
z południa

przez Welwiczja 31 sty 2007, 19:09
Każdy człowiek popełnia błędy, to normalne.. napewno każdy z nas zrobił w życiu coś, czego strasznie żałuje i brzydzi się sobą za to.. ale na szczęście zawsze możemy to naprawić, zrobić coś żeby nie czuć się tak parszywie.. Zwróciłeś się o pomoc do psychologa- to dobrze, bierzesz leki to chyba teć dobrze nie wiem bo nie jestem w tych sprawach ekspertem.. ale uważam że sam sobie możesz bardzo pomóc. Najważniejsze żebyś zrozumiał to że nie musisz byc ideałem i jak kazdy możesz popełniać będy, ważne żeby coś z tym robic. Nie jeteś beznadziejny ani zły tak jak myślisz, jesteś tylko bardzo zagubionym człowiekiem który potrzebuje pomocy, czułości, ciepła i miłości. Wszystko w życiu da się naprawić, wystarczy tylko czasami spojrzeć na wszystko nieco inaczej, bardziej optymistycznie. Myślę że nie wszystko stacone z ta dziewczyną. Z tego co piszesz wnioskuje że bardzo ją kochasz, być może na swój nieco inny sposob ale zawsze. Chiałeś dobrze ale nie zawsze wszystko idzie po naszej mysli... Ale możesz jeszcez wszystko naprawić. Możesz ją przeprosić i wszystko może się odmienić. Sama jestem dziewczyną i wiem że nie łatwo się odkochujemy. Myślę że Twoja dziewczyna nadal Cie kocha, bo nie rani się ludzi ktorzy nic dla nas nie znaczą, a to że napisała Ci właśnie takie życzenia- że ma narzeczonego, to właśnie chodziło o to zeby Cie zranić... Może wogóle to nie prawda a ona czeka na to az ją przeprosisz i znowu bedzie mogła Cie przytulić... Może moglibyście się jeszcze pogodzić... tylko najwazniejsze żebyś napisał jej szczerze to co czujesz i że żałujesz i poprosił o jeszcze jedna szansę. I nie powinieneś wstydzić się swej szczerości bo chodzi tu tylko o Ciebie o Twoje zycie i Twoją miłość.. Myślę że żadna dziewczyna nie pozostałaby obojętna na szczere, płynące prosto z serca przeprosiny, skruchę i chęć naprawienia wszystkiego... To nie będzie napewno łatwe ale co w zyciu jest łatwe... Uważam że powinienes spróbować żebyś nigdy w życiu nie żałował że tego nie zrobiłeś jeśli to nic nie da to sytuacja będzie taka jak teraz ale jeśli się uda to sam pomyśl tylko... Więc nie masz nic do stracenia, walcz o nią! A jeśli się jednak nie uda to nie zalamuj się, nie probój targnąć się znow na swe życie, bo być może tak miało być... Byc może teraz z nią Ci nie wyszło żebyś kiedyś mógł odnaleźć ta swoją prawdziwa połówkę i choć teraz nie wyobrażasz sobie żebyś mógł byc z kimkolwiek innym to wierz mi- czas leczy rany... boli, bardzo ale jesteś w stanie sobie poradzić. Ja sobie tez poradzilam choć jestem tylko młodą zakompleksiną nastolatką to Ty- mężczyzna tez sobie poradzisz, musisz tylko odnaleźć w sobie wewnętrzną siłę, bo jest w Tobie jak w każdym! I choć teraz wszystko wydaje Ci się szare, beznadziejne i bez sensu to uwierz mi jest sen żeby żyć... Choćby nic dobrego już Cie mialo w życiu nie spotkać ( a napewno tak nie będzie) to warto życ żeby po latach powiedzieć sobie - przynajmniej próbowałem! Bo zycie jest tylko jedno, nie dostaniesz niczego lepszego, nie dostaniesz drugiej szansy... warto spróbować. Prosze Cie abyś nie potraktował moich słów jak zwykłej paplaniny, bo ja naprawdę wiem co mówię. Jeszcze rok temu moje zycie nie miało sensu i nie raz chiałam z tym skończyć a jednak udalo mi się i wiesz co? Popełniłabym największy błąd w życiu gdybym rok temu się poddała! Bo życie jest cholernie trudne ale i piękne... I nie powiem że wszystko przez ten rok odmnieniło się jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, wiele spraw zawaliłam, spaprałam i wiele popełniłam błędów, ale nie poddaje się! Jeśli zasypiań ze wstrętem do samej siebie to tym mocniej chcę juz wstać żeby sprobować wszystko naprawić i przeżyć ten jeden dzień dobrze. Bo najważniejsze jest aby się starać... Zyjesz co dzień od nowa. każdego wieczora postaw kropkę i przekręć kartkę, nie przygniataj się błędami które popełniłeś, ale myśl o tym ile dobrago możesz zrobić następnego dnia, nie tylko dla siebie ale i dla innych... Pan Bog wiedzial co robi gdy Cie stwarzał! Nie myśl że powstałeś zupelnie bezurzytecznie. Jesteś po to bo jesteż potrzebny. Nie jesteś beznadziejny, bo Bóg kocha Cię takiego jakim jesteś. Stworzył Cię z wszystkimi Twoimi wadami to jakby Cię mógł teraz odrzucić takiego... Ty powinieneś się tylko starać żyć jak najlepiej i nie ranic innych, a jeśli już to zrobiłeś to trudno, czasu nie cofniesz, ale zawsze mozesz zrobic cos aby to naprawić! Wierz mi po nocy przyjdzie dzień :) wiesz ile przez ten rok zycia który sobie podarowalam bylo pięknych chwil, ile promyków słońca, szumów wiatru w liściach ile uśmiechów dostalam od zycia? Dla tych drobiazgów warto żyć... Bo albo to albo... NIC. Mam nadzieję że choć odrobinkę pomogą Ci moje slowa. I jeszcze jedno: wiedz że nie jesteś sam, na świecie jest wielu cierpiących ludzi, napewno niektorzy cierpią bardziej niż Ty czy ja ale pomimo to zyją... zastanawiałeś się kiedyś dlaczego taki człowiek bezdomny nie odbierze sobie życia? To by bylo przeciez najprostsze... A on żyje, w glodzie, brudzie, upokorzeniu, bez bliskich, besz ciepła ludzkiego i miłości sam w tym októtnym świecie i żyje z dnia na dzień- bo kocha to cholerne życie, bo ma nadzieję że coś się zmieni, nie ma nic do stracenia, jedynie może zyskać... daj sobie czas a zobaczysz że i ciebie czeka szczęście... ale może najpierw musisz sobie tym cierpieniem na nie zapracować...
Pozdrawiam i życzę dużo siły i wytrwałości :)
Bo nie ma ludzi lepszych i gorszych, są tylko ludzie różni, mniej i bardziej doświadczeni...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
31 sty 2007, 17:06

przez antoine 05 lut 2007, 08:48
dziekuje Wam za wypowiedzi, na pewno nie wroci, nie do takiego egoisty jak ja , ktory ja zniewazyl . I miala racje, prez te moje chore jazdy.
Teraz tylko mam straszny lek, przed spaniem, robieniem czegokolwiek, nie moge sie na niczym skupic, wydaje mi sie ze to tylko ja jestem taki okropny, mam wstret do siebie, nie moge popatrzec nikomu prosto w oczy, czuje sie podle, wszystko mi sie z nia kojarzy, proste czynnosci mnie nawet nie odciagaja od tych mysli, dlatego nawet unikam wychodzenia gdziekolwiek , najchetniej przespalbym wszystko. Czuje ze nie mam teraz nic do powiedzenia w grupie , wsrod znajomych. NIe jestem za bardzo silny emocjonalnie, ale czuje ze nie chce prowadzic takiego zycia jak moi koledzy,ktorzy podchodza troche przedmiotowo do dziewczyn.

Boje sie ze troche mam urojenia lub cos na ksztalt natretnych mysli, o swojej podlosci, o niej, o leku takiego ogolnego, albo jest we mnie zlosc, albo wlasnie nie moge sie niczym wyluzowac ( stale z trudnoscia przelykam sline itp.) Nie wiem czy sobie wkrecam czy nie ale nie moge ogladac filmow, tv, nie moge sie skupic a poza tym totalnie przestalo mnie interesowac i nie moge sie zmusic. W piatek bedzie kolejne spotkanie z psycho i byc moze zostanie zmienione leczenie glownie z uwagi na sen i ciagle myslenie

[ Dodano: Pią Lut 02, 2007 2:47 pm ]
czy to mozliwe ze mam schizofrenie lub jakas psychoze, (juz pominmy to ze bylem taki nieczuly i nie wiedzialem czego chce) bo czuje sie strasznie przez te ciagle nawracajace mysli , mysle o niej i o tym co zrobilem chyba po 1000razy na dzien? Totalna hanba ktora przerasta mnie calkowicie , czuje sie jak smiec.
Caly czas mysle o tym co zrobilem i jaki jestem, mam takie wyrzuty sumienia ze nie daja mi one spokoju. Mam wrazenie ze wszystkim powie jaki jestem i wszyscy sie ze mnie beda smiac albo szydzic, nie moge nawet kolegom spojrzec w twarz, ze bylem taki okrutny az boje sie ze faktycznie taki jestem choc to pierwszy raz sie zdarzylo i bede za wszelka cene walczyl ostatni! Nie moge spac, czuje ciagle lek, nie moge sie na niczym skupic . Czy te moje ciagle mysli o tym i urojenia o chorobie psychicznej sa normalne ? Typowe dla depresji ?

[ Dodano: Pon Lut 05, 2007 7:48 am ]
nie moge spac kochani, nawet ten xanax nie pomaga, ciagle w mojej glowie klebia sie mysli, lek, wyrzuty sumienia, moja beznadziejnosc i wiem ze juz mnie nic w zyciu dobrego nie spotka, nie poprawie juz swoich bledow.
Mam nawet takie mysli ze zawsze bylem ponurakiem,malkontentem, leniwcem, mam problemy z praca i zadnej juz dziewczyny fajnej nie poznam : (
Ciagle klebia mi sie w glowie te mysli, ktore powoduja ze ledwo moge sline przelknac ... : ( Serce wali mi jak oszalale : (
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do