Autodestrukcja

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Autodestrukcja

Avatar użytkownika
przez jakasia 18 sie 2010, 20:24
Witam!
Pisze do Was niespełna 24-letnia dziewczyna, kończąca studia, mająca od dłuższego czasu satysfakcjonującą pracę w zawodzie. Niegdyś radosna spontaniczna, pełna pasji, pomysłów, rozwijająca swoje talenty - teraz wrak człowieka....

Kiedy zaczął się mój problem z nerwicą? Nie wiem.... Prawdopodobnie było to wczesne dzieciństwo - wygórowane wymagania rodziców odnośnie zachowania, ocen, znajomych a do tego wieczny terror mojego ojca, który zawsze chciał mieć wszystko pod swoje dyktando. Nie byłam dzieckiem, które miało wszystko, ale nie żyłam też w biedzie. Jedyne czego nie miałam to zrozumienia.... Zawsze kiedy pamiętam żyłam w ciągłym stresie, czy to chodzi o szkołę (zawsze miałam wyrzuty sumienia, że jestem niedostatecznie przygotowana) czy moje małe błędy w życiu codziennym. Ja jako dziecko nie miałam prawa do popełniania błędów i przypominano mi o tym za każdym razem bardzo dosadnie....

Z domu wyprowadziłam się zaczynając studia, chciałam jak najszybciej odciąć się od rodziców, którzy strasznie mnie ograniczali i trzymali pod kloszem. Pod koniec drugiego roku studiów załapałam się na dobry staż w dużej korporacji, gdzie później podjęłam pracę i pracuję tam do dziś.Udało mi się zwalczyć nieśmiałość, zaczęłam dobrze dogadywać się z ludźmi, podbudowała się moja samoocena, miałam swoje pieniądze, byłam niezależna.

Zawsze pasjonowałam się sztuką - miałam iść na studia artystyczne, co z wielu względów się nie udało. Ale zajęłam się projektowaniem biżuterii z zamiarem rozwijania się w tej dziedzinie po studiach. Taki kolejny przejaw mojej zaradności - zawsze lepiej mieć opcję na czarną godzinę....

Tak żyłam sobie raz w większym, raz w mniejszym stresie, z rozmaitymi problemami - ale kto nie ma problemów. Kiedy moja nerwica odebrała i życie? Zaczęła jakoś w połowie zeszłego roku? Nagle wyzwania przestały motywować a zaczęły przerażać. Ciągłe przeświadczenie że robię coś źle zaczęło doprowadzać mnie do szału. Ciągle bałam się, że stracę pracę, pieniądze, partnera, mój świat się zawali. Irracjonalne? Oczywiście!!! Ale czyja nerwica jest racjonalna....

Ciągle byłam spięta, niewyspana, bóle brzucha, głowy, mięśni, omdlenia, itd.... No i oczywiście coraz częściej powtarzające się napady paniki, nawet z tak błahych powodów jak niepewność czy wyłączyłam prostownicę.

Przeszłam chyba przez to co każdy...poszukiwałam mojej choroby: przerabiałam migrenę, niedobory magnezu, itd. Ale wszystkie wyniki wychodziły dobrze a ja czułam się coraz bardziej jak wrak...

Pod koniec roku czułam się już tak źle, że postanowiłam sobie przestać szukać kolejnych chorób i poszłam do psychiatry. Dostałam Cital i zalecenie psychoterapii. Powoli, małymi kroczkami odzyskiwałam wolność... Co łatwe nie było, gdyż cały świat z moim partnerem na czele starał wybić mi z głowy leczenie, bo po co, przecież jestem tylko przewrażliwiona....

Moja terapia trwała 4 miesiące, odstawiłam też leki. Czułam się cudownie. Pełna radość z życia. Kiedy świeciło słońce, wychodziłam wcześniej do pracy, żeby pospacerować, kiedy padał deszcz biegałam ze znajomymi po kałużach. Odzyskałam moją spontaniczność i cieszyłam się z każdej pierdoły, powróciła wena twórcza - zaczęłam znowu tworzyć, w pracy dopinałam z sukcesami ciężkie projekty.

Ale co... się zesrało.... zaczynałam mieć coraz więcej ciężkich dni... no ale kto ich nie ma? Pewnego dnia czułam się bardzo źle (ale tylko somatycznie), lekarz zlecił mi badania wysłał na 2 dni zwolnienia i wtedy już tylko równia pochyła... Na drugi dzień jak zaczęły się lęki, nie wiadomo skąd, trwało to jakieś 2-3 tygodnie. Zrozumiałam wtedy że przegrałam.

Teraz znowu nie mogę trzeźwo myśleć w pracy, moja praca magisterska leży i kwiczy przez co boję się że zawalę studia. Od trzech dni jestem znowu na lekach więc doszły do tego skutki uboczne....

I co? już nic mi się chce...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
16 sie 2010, 20:51

Re: Autodestrukcja

Avatar użytkownika
przez Valeria 18 sie 2010, 20:40
witaj kochana:)jestes wsrod swoich.....Twoj post,dziecinstwo,brak mozliwosci popelnianai błedów,perfekcjonizm..skąd ja to znam......:)ale wydaje mi sie ze ludzie nadwrazliwi tak jak my boimy sie nie zycia,nie wymagan,nie obowiazów tylko zła na tym swiecie..fałszu i obłudy,dwulicowosći...ignoramncji,braku szacunku,uczuc wyzzych,spontanicznych reakcji....nas hamuje ten haos na swiecie,ktory byłby cudowny jesli wszycy byliby tacy jak my:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
455
Dołączył(a)
03 sie 2010, 19:13
Lokalizacja
Cymeria

Re: Autodestrukcja

przez wiola 18 sie 2010, 22:05
Valeria święte słowa!!!:D
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
18 sie 2010, 17:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Autodestrukcja

Avatar użytkownika
przez jakasia 18 sie 2010, 23:26
Valeria na pewno jest dużo prawdy w tym co piszesz :) Nie zmienia to jednak faktu, że przypadłość jaką jest nerwica jest wyjątkowo męcząca, nieprzyjemna i jest bagatelizowana przez ogół społeczeństwa...
Dzisiaj ogólnie mam lepszy dzień, więc moje postrzeganie świata jest nieco lepsze...ale przez ostatnich kilka dni musiałam się zmuszać, żeby wstać z łóżka, wychodziłam z domu bez makijażu (bo po co) z przeświadczeniem, że wszystko co dobre już za mną...

Mam nadzieję że tym razem bitwy nie przegram...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
16 sie 2010, 20:51

Re: Autodestrukcja

przez eufrozyna 18 sie 2010, 23:50
jakasia, Witaj na forum

jakasia napisał(a):nerwica jest wyjątkowo męcząca, nieprzyjemna i jest bagatelizowana przez ogół społeczeństwa...


nasunęła mi się myśl, że wielu ludzi słysząc słowo "nerwica" myśli o zwykłym poddenerwowaniu, tak samo jak mówi się o depresji w odniesieniu to zwykłej chandry, obniżonego nastroju...
eufrozyna
Offline

Re: Autodestrukcja

Avatar użytkownika
przez Valeria 19 sie 2010, 09:49
Jakasia..
wiem co to jest miec nerwicę..lęki..wiem jak to jest zygac jak kot..wiem jak to jest stawiac sobie poprzeczke tak wysoko ze pozniej sama jej nie moge przeskoczyc..w imie czego??
Tak ta choroba jest wyniszczajaca ,frustrująca i innych epitetów uzyłabym do jej opisania ale nie moge bo cenzura:) i zaden "normalny " człowiek nigdy nie zrozumie co w nas siedzi...my sami czesto nie wiemy:)
pozdrowka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
455
Dołączył(a)
03 sie 2010, 19:13
Lokalizacja
Cymeria

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do