Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez zobojętniony 26 sie 2015, 11:07
Jest też pytanie retoryczne, bądź za sto punktów: czy heiloskopia powiedziała nieszczęsnemu M., że tęskni za byłym czy było tak, że wieść ta spadła na M. niczym grom z jasnego nieba, gdy sam (pewnie na wpół nieświadomie) zajrzał na jej forum.

Bo jeśli przyznałaś mu do nostalgii i lawiny wspomnień się zanim Cię "przejrzał", to brzemię winy spada na jego barki zupełnie sprawiedliwie i może mieć tylko do siebie pretensje, że drążył dalej i głębiej. Ale jeżeli ukrywałaś to przed nim, i zrobił to bo nie dawało mu spokoju dlaczego go odepchnęłaś, to Ty, cheiloskopia, wychodzisz na hipokrytkę mając żal za brak zaufania podczas gdy sama ominęłaś prawdę.

Może gościu powinien jednak wiedzieć jak jest tutaj bluzgany mianem np. niegodnego (tudzież: nie gotowego) związku, głupka podczas gdy jednak się trochę po męsku starał skoro autorka wyznała, że mogła na niego liczyć.

Choć z drugiej strony, chyba szlag trafiłby każdego faceta, który dowiedział się, że jest większym złem od poprzednika, który stosuje przemoc cielesną i seksualną i czytał porady porzucenia go, bez chwili wahania.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
21 sie 2015, 12:43

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 11:12
NN4V napisał(a):Niedotykalskość dziś nie oznacza, że tak samo będzie jutro.


Gwoli ścisłości - nie do końca jestem "niedotykalska"; lubię się czasem przytulić, lubię głaskanie i smyranie... ale ile można się przytulać i całować? Poza tym dla mnie pocałunek, podczas którego języki idą w ruch ma wymowę erotyczną i nie jest to wyraz czułości.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 26 sie 2015, 11:14
cheiloskopia napisał(a):....
Kiedy powiedziałam, że nie lubię się całować (bo nie lubię i na pewno nie jestem w tej kwestii wyjątkiem) - zwyczajnie się rozpłakał. Poczułam się okropnie, bo go tak mocno uraziłam. I teraz pytanie - mówić, że czego czegoś nie chcę, skoro moja odmowa wywołuje reakcje skutkujące wyrzutami sumienia i poczuciem winy?

Oczywiście, że mówić. Jego urażenie jest jego chorym problemem, nie Twoim. Myślący koleś zastanowiłby się:
1. Czy możesz to zmienić i chciałabyś spróbować. Jeśli tak, jak to zrobić.
2. Czy stan ten jest dla niego akceptowalny jesli próby się nie powiodą.

Na tej podstawie podjąć decyzję co do trwania związku.
On natomiast pokrętnie wzbudza w Tobie poczucie winy za coś, na co być może nie masz wpływu.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4326
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 11:18
zobojętniony napisał(a):Jest też pytanie retoryczne, bądź za sto punktów: czy heiloskopia powiedziała nieszczęsnemu M., że tęskni za byłym czy było tak, że wieść ta spadła na M. niczym grom z jasnego nieba, gdy sam (pewnie na wpół nieświadomie) zajrzał na jej forum..


Owszem, miał świadomość, że nie poradziłam sobie ze wspomnieniami dotyczącymi K. Prawdopodobnie wysunął wniosek, że dręczą mnie tylko te negatywne, dot. przemocy psychicznej, natomiast wieść o tęsknocie na pewno spadła na niego jak "grom z jasnego nieba".
Gdy zaczynaliśmy się spotykać, nie szukałam pocieszenia w ramionach innego - w ogóle nawet przez myśl mi to nie przeszło. Problem zrodził się dopiero później (gdybym cały czas była w takiej emocjonalnej rozsypce - nie zawracałabym sobą nikomu głowy).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 11:22
NN4V napisał(a):Oczywiście, że mówić. Jego urażenie jest jego chorym problemem, nie Twoim. Myślący koleś zastanowiłby się:
1. Czy możesz to zmienić i chciałabyś spróbować. Jeśli tak, jak to zrobić.
2. Czy stan ten jest dla niego akceptowalny jesli próby się nie powiodą.

Na tej podstawie podjąć decyzję co do trwania związku.
On natomiast pokrętnie wzbudza w Tobie poczucie winy za coś, na co być może nie masz wpływu.


No, właśnie - a ja popełniłam kolejny karygodny błąd, bo zaczęłam wszystko dusić w sobie. Po prostu nie miałam sumienia po raz kolejny wywołać w nim smutku, żalu i poczucia odtrącenia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 26 sie 2015, 11:27
cheiloskopia napisał(a):....Owszem, miał świadomość, że nie poradziłam sobie ze wspomnieniami dotyczącymi K. Prawdopodobnie wysunął wniosek, że dręczą mnie tylko te negatywne, dot. przemocy psychicznej, natomiast wieść o tęsknocie na pewno spadła na niego jak "grom z jasnego nieba". ...

Nie wiem w czym on ma problem. Moja przyszła-niedoszła również doświadcza tęsknoty za byłym - mimo, że ją skrzywdził. Normalnie rozmawiamy o tym. Dla mnie nie ma w tym nic niezwykłego (bo sam podobnych uczuć doświadczałem) i nijak mnie to emocjonalnie nie rusza. Dopiero ruszają mnie rzeczywiste zagrożenia, np. kiedy były budzi się ze snu niedźwiedziego po kilku miesiącach i wyskakuje z propozycją powrotu. W połączeniu z jej tęsknotą niebywale trudną była dla niej decyzja, by jednak do niego nie wracać. A jednak się udało. :D
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4326
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

przez bonsai 26 sie 2015, 11:28
cheiloskopia, przepraszam, nie przebrnąłem przez osiem stron tej rozprawki związkowej, ale dlaczego Wy w ogóle jesteście razem (czy już nie jesteście)? Nie chcę wchodzić w buty M., ale, gdybym widział jak bardzo kobieta się ze mną męczy, to przecież sam skończyłbym ten związek, żeby również i sobie dać wolność oraz szansę na szczęście (z kimś innym).

Czy może w bohaterach tej opowieści drzemią po prostu pokłady masochizmu?
Ostatnio edytowano 26 sie 2015, 11:31 przez bonsai, łącznie edytowano 1 raz
bonsai
Offline

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez zobojętniony 26 sie 2015, 11:29
cheiloskopia napisał(a):Owszem, miał świadomość, że nie poradziłam sobie ze wspomnieniami dotyczącymi K. Prawdopodobnie wysunął wniosek, że dręczą mnie tylko te negatywne, dot. przemocy psychicznej, natomiast wieść o tęsknocie na pewno spadła na niego jak "grom z jasnego nieba".


Więc może zasługuje na szansę, jeśli go jeszcze nie znienawidziłaś, bo są okoliczności, które go trochę usprawiedliwiają. Tylko trochę, ale jednak zdejmują z niego część winy za tę, nazwijmy to: chwilę słabości. Tracił grunt pod nogami, to męskie, że chciał dojść dlaczego?

Masz do niego pretensje za nadmiar czułości. A może po prostu wiedząc o Twoich perypetiach zwyczajnie dawał Ci jej więcej byś poczuła się bezpieczniej, i bardziej doceniona? Może to i niezbyt wyrafinowane: chcieć okazać poczucie bezpieczeństwa przytulaniem i głaskaniem. Ale nawet ja sam uznałbym, że delikatność jest pewnego rodzaju lekiem na pomiatanie - jeśli o tym wiedział.

A co jeśli on Cię naprawdę kocha i się zmieni?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
21 sie 2015, 12:43

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 26 sie 2015, 11:34
cheiloskopia napisał(a):...No, właśnie - a ja popełniłam kolejny karygodny błąd, bo zaczęłam wszystko dusić w sobie. Po prostu nie miałam sumienia po raz kolejny wywołać w nim smutku, żalu i poczucia odtrącenia.

Błąd nie tyle karygodny, co powrzechny. Moim dziewczynom wciąż powtarzam, że mają mi mówić, co im się nie podoba w moim zachowaniu. Maja mówić, jeśli coś we mnie wywołuje w nich negatywne emocje. Dzięki temu czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Każde spotkanie gromadzi pulę dobrych wspomnień. Te wspomnienia wygenerują przywiązanie (przez niechęć do utraty miłych chwil w przyszłości). Taką więź możemy już przekuć w związek - kiedy oboje tego zechcemy.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4326
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 11:46
bonsai napisał(a):cheiloskopia, przepraszam, nie przebrnąłem przez osiem stron tej rozprawki związkowej, ale dlaczego Wy w ogóle jesteście razem (czy już nie jesteście)? Nie chcę wchodzić w buty M., ale, gdybym widział jak bardzo kobieta się ze mną męczy, to przecież sam skończyłbym ten związek, żeby również i sobie dać wolność oraz szansę na szczęście (z kimś innym).

Czy może w bohaterach tej opowieści drzemią po prostu pokładu masochizmu?


Dobre pytanie - jesteśmy razem czy tez nie jesteśmy... Szkoda, że nie potrafię na nie odpowiedzieć.
Myślę, że ja w takiej sytuacji zrobiłabym to, co powiedział Zobojetniały - odeszła bez słowa. On jednak uparcie twierdzi, że chce być ze mną. Poprosiłam go o czas do pozbierania myśli, do złapania oddechu, równowagi (a emocjonalnie byłam zupełnym wrakiem; otarłam się zamknięty oddział psychiatryczny - znowu - z powodu obsesyjnych myśli samobójczych, nasilonych stanów lękowych i ataków paniki). Zamiast pozwolić mi dojść do siebie, zasypywał mnie tekstami jak widać powyżej, napisał list do mojego 12 letniego brata i w ogóle dostarczał mi trochę niepotrzebnej adrenaliny. Za każdym razem prosiłam o czas - trochę cholernego czasu, bo tylko to mi było potrzebne. Ale jak grochem o ścianę...
Prosiłam, żeby nie zadawał mi pytań typu "chcesz być ze mną?", bo póki co jestem na etapie walki z samą sobą - żyć czy nie żyć, oto jest pytanie. Cóż, i w tym wypadku nieco się rozminęliśmy, bo pytania tego typu do wczoraj wieczorem regularnie się pojawiały.

Poniekąd go rozumiem - powoduje nim strach przed utratą. Jestem jego pierwszą dziewczyną, co tez chyba nieco inne światło na całą sprawę rzuca. Momentami miałam nawet wrażenie, że akurat się trafiłam i jestem - bardzo odbiegam od nakreślonego przezeń ideału kobiety, a mimo wszystko M. nie widzi we mnie żadnych wad (bo spytałam wprost, dlaczego mówi o mnie "idealna" - odpowiedź: bo nie mam wad, co wydaje mi się nienormalne, by u kogoś żadnych niedociągnięć nie widzieć).
Chwilami myślę, że pod płaszczykiem miłości w jego przypadku kryje się strach przed samotnością (zresztą często w naszych ostatnich rozmowach, dla mnie niesamowicie męczących, podkreślał, iż całe życie był sam).

Bardzo się boję, że wyszedłszy z roli ofiary - wchodzę w rolę oprawcy; teraz to M. jest w stanie znieść wszystko i zrobić wszystko, byle tylko mieć mnie obok siebie; tak jak ja kiedyś.... Tym razem to ja mogę skrzywdzić. Nie chcę tego.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 11:47
NN4V napisał(a): wciąż powtarzam, że mają mi mówić, co im się nie podoba w moim zachowaniu. Maja mówić, jeśli coś we mnie wywołuje w nich negatywne emocje. Dzięki temu czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Każde spotkanie gromadzi pulę dobrych wspomnień. Te wspomnienia wygenerują przywiązanie (przez niechęć do utraty miłych chwil w przyszłości). Taką więź możemy już przekuć w związek - kiedy oboje tego zechcemy.


Bardzo spodobało mi się to, co napisałeś, wiesz? :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 26 sie 2015, 11:53
cheiloskopia napisał(a):...Bardzo się boję, że wyszedłszy z roli ofiary - wchodzę w rolę oprawcy; teraz to M. jest w stanie znieść wszystko i zrobić wszystko, byle tylko mieć mnie obok siebie; tak jak ja kiedyś.... Tym razem to ja mogę skrzywdzić. Nie chcę tego.

Raczej zostajesz wmanipulowana w rolę przez jego niedojrzałość połączoną z własnym brakiem asertywności.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4326
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 26 sie 2015, 11:56
cheiloskopia napisał(a):
NN4V napisał(a): wciąż powtarzam, że mają mi mówić, co im się nie podoba w moim zachowaniu. Maja mówić, jeśli coś we mnie wywołuje w nich negatywne emocje. Dzięki temu czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Każde spotkanie gromadzi pulę dobrych wspomnień. Te wspomnienia wygenerują przywiązanie (przez niechęć do utraty miłych chwil w przyszłości). Taką więź możemy już przekuć w związek - kiedy oboje tego zechcemy.


Bardzo spodobało mi się to, co napisałeś, wiesz? :)

Napisałem prawdę. Nie mogę inaczej, przecież Mae najprawdopodobniej to przeczyta i, na ile ją znam, natychmiast sprostuje niezgodności. :D
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4326
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez zobojętniony 26 sie 2015, 11:58
cheiloskopia napisał(a):Myślę, że ja w takiej sytuacji zrobiłabym to, co powiedział Zobojetniały - odeszła bez słowa


Nie, cheiloskopia, ja jestem chyba jedynym bohaterem tego wątku, który "radzi" Ci by nie przekreślać M.

A co jeśli ten jego strach, który tak Cię rozstroił, jest powodowany obawą, że bez niego rozpadniesz się jeszcze bardziej czego on może np. nie chcieć?
Czy dla Ciebie to nie jest "objaw" prawdziwej miłości a nie jego strachu przed samotnością?
Bardzo go dewaluujesz. Naprawdę masz go za kogoś, kto wybrał Cię jako zapychacz życia?

Może nie zapominaj o nim przez ten czas, gdy go nie będzie.
Jeśli wróci do Ciebie, nie będzie to o nim świadczyło źle.
Może ten wyjazd to właśnie czas, którego tak pragniesz?
Czy naprawdę nie uszanował Cię ani razu?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
21 sie 2015, 12:43

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 10 gości

Przeskocz do