Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 27 sie 2015, 14:00
Mae napisał(a):Musisz wyjść ponad swoje stany lękowe (ja to nazywam depersonalizacją), spojrzeć obiektywnie na swoje problemy oraz przypadłości i przeanalizować je dogłębnie.

Myślałam, że po trzech miesiącach spędzonych na analizie własnych lęków i emocjonalnych ułomności (w ramach terapii na dziennym oddziale psychiatrycznym) już potrafię nieco bardziej obiektywnie patrzeć na swoje problemy - nazwijmy to wprost - psychiczne, a tu się okazuje, że jestem - za przeproszeniem - w czarnej dupie ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 27 sie 2015, 14:01
NN4V napisał(a):
Mae napisał(a):NN4V, myślę, że wśród takich intro jak my spokojnie by się odnalazła. ;)

Tia - utopilibyśmy jej poczucie winy w winie. Przekręciłaby się ze śmiechu przy nas. :lol:

Jeśli na cmentarzu, to przynajmniej miałabym blisko do nowego domu ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

przez Mae 27 sie 2015, 15:18
cheiloskopia napisał(a):Myślałam, że po trzech miesiącach spędzonych na analizie własnych lęków i emocjonalnych ułomności (w ramach terapii na dziennym oddziale psychiatrycznym) już potrafię nieco bardziej obiektywnie patrzeć na swoje problemy - nazwijmy to wprost - psychiczne, a tu się okazuje, że jestem - za przeproszeniem - w czarnej dupie ;)

Dopóki nie odizolujesz się od toksycznego środowiska i nie pozwolisz sobie na niezależność, zarówno materialną, jak i psychiczną, to będziesz tkwiła w stagnacji.
Piszę z doświadczenia. Chodziłam do psychoterapeutki, ale to nic nie pomagało, bo znajdowałam się wśród negatywnie wpływających na mnie ludzi. Po przerwaniu/ograniczeniu niszczących mnie relacji czuję się znacznie lepiej i myślę, że przyszły terapeuta będzie miał znacznie miękciejszy orzech do zgryzienia. ;)
Trolololololo
Mae
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
06 sie 2013, 22:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 27 sie 2015, 15:54
Mae napisał(a):Dopóki nie odizolujesz się od toksycznego środowiska i nie pozwolisz sobie na niezależność, zarówno materialną, jak i psychiczną, to będziesz tkwiła w stagnacji.


Z toksycznego domu wyprowadziłam się już jakiś czas temu, materialnie niezależna jestem od 18 roku życia (poza kilkoma miesiącami na "chorobowym" opiewającym na kwotę 250 zł, kiedy to utrzymywał mnie K.)... Musze wyzbyć się jeszcze chronicznego poczucia winy i będzie git, bo poczuciem winy właśnie jestem chyba teraz najbardziej skażona.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

przez Mae 27 sie 2015, 16:25
Hmm... Muszę się nad tym zastanowić.
Polecam Tobie tę samą książkę co Eragon: ,,Toksyczni rodzice" Susan Forward. ;)
Trolololololo
Mae
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
06 sie 2013, 22:22

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

przez bonsai 27 sie 2015, 16:31
cheiloskopia, tylko nie wyzbywaj się tego poczucia winy tak do końca, bo ono też jest potrzebne by być w pełni ludzkim. Żadne skrajności nie są dobre, ale czasem warto zastanowić się, czy oby na pewno jesteśmy w porządku (nie nawiązuję teraz do tematu wątku, bo już uleciały ze mnie szczegóły pożycia z Twoim chłopcem, tylko tak ogólnie konstatuję).
bonsai
Offline

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 27 sie 2015, 17:03
bonsai napisał(a):cheiloskopia, tylko nie wyzbywaj się tego poczucia winy tak do końca, bo ono też jest potrzebne by być w pełni ludzkim. Żadne skrajności nie są dobre, ale czasem warto zastanowić się, czy oby na pewno jesteśmy w porządku (nie nawiązuję teraz do tematu wątku, bo już uleciały ze mnie szczegóły pożycia z Twoim chłopcem, tylko tak ogólnie konstatuję).


Nie chcę stać się potworem - wiem, że sumienie czasem bywa przydatne ;)
Mam tutaj na myśli poczucie winy wynikające z dążenia do zaspokojenia własnych potrzeb - np. teraz, bo potrzebuję spokoju, a w celu jego uzyskania musiałam kogoś zranić.
O wyrzutach sumienia odnośnie rodziców nawet nie wspomnę, bo choć nie myślę o tym i nie rozkminiam wciąż jak niedobrym dzieckiem byłam, wiem, ze to też jest w mojej ułomnej podświadomości głęboko zakorzenione.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez refren 28 sie 2015, 00:50
cheiloskopia napisał(a):
bonsai napisał(a):cheiloskopia, tylko nie wyzbywaj się tego poczucia winy tak do końca, bo ono też jest potrzebne by być w pełni ludzkim. Żadne skrajności nie są dobre, ale czasem warto zastanowić się, czy oby na pewno jesteśmy w porządku (nie nawiązuję teraz do tematu wątku, bo już uleciały ze mnie szczegóły pożycia z Twoim chłopcem, tylko tak ogólnie konstatuję).


Nie chcę stać się potworem - wiem, że sumienie czasem bywa przydatne ;)
Mam tutaj na myśli poczucie winy wynikające z dążenia do zaspokojenia własnych potrzeb - np. teraz, bo potrzebuję spokoju, a w celu jego uzyskania musiałam kogoś zranić.
O wyrzutach sumienia odnośnie rodziców nawet nie wspomnę, bo choć nie myślę o tym i nie rozkminiam wciąż jak niedobrym dzieckiem byłam, wiem, ze to też jest w mojej ułomnej podświadomości głęboko zakorzenione.


To nie jest egoizm, że ratujesz swój spokój, tylko konieczność. Równowaga psychiczna to coś, czego nie można poświęcać tylko po to, żeby ktoś nie czuł się odrzucony. Gdy jedna osoba chce związku, a druga nie chce, to nie mogą obie spełnić swoich potrzeb. Twój były chłopak może zaspokoić swoje potrzeby związane z miłością z kimś innym. Gdybyś była gotowa na związek i gdyby on był obiecujący, to nie musiałabyś go przerywać, tylko czułabyś się w nim dobrze albo miała siłę i chęć, żeby nad nim pracować.
Jeśli nie chcesz nigdy nikogo zranić, to masz przed sobą perspektywę spełniania masy dziwnych żądań, noszenia pomarańczowo-różowego sweterka od cioci, przytakiwania wszystkim we wszystkim, tylko nie wiem co zrobisz jak zakocha się w Tobie dwóch facetów jednocześnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3273
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 28 sie 2015, 04:06
refren napisał(a):...tylko nie wiem co zrobisz jak zakocha się w Tobie dwóch facetów jednocześnie.

Nietrudno przewidzieć. ;)
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4344
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 28 sie 2015, 06:49
refren napisał(a):Równowaga psychiczna to coś, czego nie można poświęcać tylko po to, żeby ktoś nie czuł się odrzucony.

Nie potrafię siebie i swoich potrzeb postawić nad innych - ot, taki tam wymuszony altruizm; zawsze starałam się spełniać oczekiwania ludzi dla mnie ważnych - głownie z obawy przed ich utratą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 28 sie 2015, 06:54
cheiloskopia napisał(a):
refren napisał(a):Równowaga psychiczna to coś, czego nie można poświęcać tylko po to, żeby ktoś nie czuł się odrzucony.

Nie potrafię siebie i swoich potrzeb postawić nad innych - ot, taki tam wymuszony altruizm; zawsze starałam się spełniać oczekiwania ludzi dla mnie ważnych - głownie z obawy przed ich utratą...

To się naucz. To coś jak jazda traktorem. ;)
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4344
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 28 sie 2015, 07:25
NN4V napisał(a):To się naucz. To coś jak jazda traktorem. ;)

Myslę, że traktorem byłoby mi się łatwiej nauczyć ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez Eragon 28 sie 2015, 10:04
cheiloskopia napisał(a):
Mae napisał(a):Dopóki nie odizolujesz się od toksycznego środowiska i nie pozwolisz sobie na niezależność, zarówno materialną, jak i psychiczną, to będziesz tkwiła w stagnacji.


Z toksycznego domu wyprowadziłam się już jakiś czas temu, materialnie niezależna jestem od 18 roku życia (poza kilkoma miesiącami na "chorobowym" opiewającym na kwotę 250 zł, kiedy to utrzymywał mnie K.)... Musze wyzbyć się jeszcze chronicznego poczucia winy i będzie git, bo poczuciem winy właśnie jestem chyba teraz najbardziej skażona.


Wyprowadzka od toksycznych rodziców, to dopiero początek drogi do lepszego życia. Prawda jest taka, ze rodzice potrafią oddziaływać na swoje dzieci nawet po śmierci, a wszystko dzięki utartym i zatrutym schematom, które w nas zaszczepili. Cheiloskopia jest na dobrej ścieżce do tego by znaleźć szczęście w sobie, bo potrafi w jakimś stopniu ocenić swoje uczucia i jest ich świadoma, choć nie do końca rozumie źródła niektórych emocji. ;)

Skoro padł tytuł książki Susan Foward, to myślę, ze każdy z naszego forum kto jeszcze jej nie przeczytał, powinien to zrobić! :idea:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
80
Dołączył(a)
12 cze 2015, 10:50

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 28 sie 2015, 10:12
Perypetii z M. ciąg dalszy.
Sto razy prosiłam, żeby mnie już nie przepraszał, nie prosił o wybaczenie, bo to tylko wzmaga we mnie poczucie winy i nasila lęk przed czymś bliżej niezidentyfikowanym (a może przed samą sobą?); oczywiście przeprosinami, wzbogaconymi o miłosne wyznania i wyrazy tęsknoty, wciąż zasypuje mnie każdego dnia, dodatkowo każdego dnia nadmieniając, że wyjeżdża, znika z mojego życia ("żegnaj"), ale to byłabym w stanie przeżyć (jakoś, choć ciężko, bo moje sumienie chyba ma wrzody i dlatego tak mi dokucza).
Wczoraj wieczorem przeszedł samego siebie - smsem poinformowal mnie, że na naszej huśtawce (takiej przed blokiem, dla dzieci, na której lubiliśmy przesiadywać) zostawił ostatnią rzecz, jaka mu po mnie została oprócz wspomnień. Było ciemno i nie chciało mi się dyrdać na dół w poszukiwaniu kolejnej "niespodzianki", zresztą łazić pod blokiem po ćmoku trochę się boję.
Rano wyjrzałam przez okno - rzeczywiście we wskazanym miejscu leżało białe zawiniątko.
Dosłownie dziesięć minut później zawiniątka już nie było... Prawdopodobnie ktoś je sobie zabrał.
Również przez smsa zapytałam M., cóż takiego ważnego było w paczce, że aż musiał mi to oddać w tak głupi sposób, mimo moich próśb o nieodpierdalanie cyrków. Odpisał, że... moje CZARNE STRINGI, które zaplątały się w jego rzeczach, kiedy sie wyprowadzał... Pewnie było tam coś jeszcze, bo paczuszka rozmiarom nie odpawiadała kawałkowi szmtaki - znając M. list z przeprosinami i wyznaniami.
Zje*ałam go. Nerwy mi pusciły i zje*alam go jak burą sukę. A on? Przeprosił mnie po raz setny, po raz setny ignorując to, co mu nieustannie od dwóch tygodni nakreślam - im bardziej on mnie przeprasza, tym bardziej czuję się potwór, który potrafi jedynie krzywdzić...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do