Nie radzę sobie po odejściu partnera. Ciągła nadzieja zabija

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nie radzę sobie po odejściu partnera. Ciągła nadzieja zabija

przez ramoneskaeska 07 lut 2013, 21:45
Jest mi bardzo ciężko i nie wiem co mam robić. Moja sytuacja pewnie będzie wydawała się banalna, ale dla mnie jest koszmarem. Za parę dni minie drugi miesiąc, odkąd zostawił mnie mój ukochany. Nie mam do niego o to żalu i rozumiem go. Dopiero teraz gdy jest już za późno wszystko zrozumiałam. Gdy już wszystko straciłam, zdałam sobie sprawę jakie błędy popełniałam. Zero wsparcia z mojej strony, ciągłe pretensje o nic, krzyki, fochy, po prostu nie mogłam zrozumieć tego wszystkiego. Wiele razy miały miejsca rozstania i powroty, niestety moje zachowanie się nie zmieniło i to wykończyło nasz związek. Nie mogę powiedzieć, że się nie starał, był kochany. Przy takim człowieku jak ja i tak długo wytrzymał, jednak coś w nim pękło podczas mich ostatnich pretensji i nie chciał już do mnie wrócić. Nie chciał nawet ze mną rozmawiać.
Ja wiem, że moje zachowanie nie jest normalne. Nie panuję nad sobą, nad swoimi słowami. Zdecydowałam się, że pójdę do psychologa. Podczas wizyty zalecił mi niezbędną terapię, na którą idę niebawem. Odkąd On dowiedział się o tym, zmienił stosunek do mnie, po rozstaniu nie chciał mieć ze mną do czynienia, nie chciał nawet ze mną rozmawiać. Teraz nasze kontakty się poprawiły, jednak ja bardzo chciałabym żeby do mnie wrócił. Wiem, że jeśli się nie zmienię to nie ma szans na to.
Najgorsze jest to, że ja każdego dnia od rozstania myślę o Nim. Budzę się rano i widzę go przed oczami, idę spać i jest to samo. To jest taka tęsknota, która rozrywa mnie od środka. Każda wiadomość od Niego jest dla mnie jak ukojenie, obniża ten ból. Nie mogę opisać tego słowami. To jest okropny ból w klatce piersiowej, w sercu. Całymi dniami ,,noszę tam kamień", który tak bardzo mnie uciska. To jest okropne. Dostaje też ataków paniki, cała się trzęsę, płaczę... to jest nie do wytrzymania. Dzisiaj nie spałam całą noc. Podejrzewam, że On ma już kogoś ,,na oku", wkręcam się. Nie chodzi o to, że nie dopuszczam do siebie takiej myśli i dlatego tak reaguję. Ja wiem, że nie można nikogo zmusić do miłości, że On jest wolnym człowiekiem. Chodzi o to, że to oznaczałoby koniec. Mój koniec, koniec moich nadziei, koniec kontaktu z nim, koniec rozmów, wiadomości, koniec Jego dla mnie. Ta myśl mnie zabija.
Nie wiem co mam robić, nie mogę cofnąć czasu. Nie wiem, jak można tak strasznie cierpieć, tęsknić i odczuwać ból fizyczny związany z brakiem drugiej osoby. Próbowałam sobie już to tłumaczyć, lecz na krótko cokolwiek skutkowało.
Nie jestem złym człowiekiem, nie wiem dlaczego mnie to spotkało. Tym bardziej, że On naprawdę mnie kochał, naprawdę. Świata nie widzę poza Nim, oddałam moje serce na dłoni i najgorsze, że on go chyba już nie chce. Staram się być inna, staram się panować nad swoimi emocjami, staram się mu nie narzucać. To nie jest tak, że ja myślę tylko o sobie, że jestem egoistką. Po prostu martwię o Niego, zastanawiam się jak sobie radzi na co dzień, jak spędza czas, gdzie jest, czy wrócił.
Obawiam się, że moje zachowanie nie jest do końca normalne. Najgorszy jest ten ból. To jest okropne! Próbuję to tłumić, ale naprawdę nie było dnia, w którym chociaż przez godzinę nie pomyślałam o nim. Zastanawiam się, co da mi ta terapia, skoro moje serce i moja psychika jest wrakiem. Myślę, że mam jakąś nerwicę lękową, nie wiem co to może być. Lekarstwo na mój ból jest tak niedaleko, potrzebuję jego wsparcia i modlę się o to prawie każdego dnia. Nie wiem dlaczego tak musi być. Staram się zmienić, idę na terapię, rozumiem swoje błędy. To jednak nic nie zmienia. Chciałabym żeby On to zauważył, żeby wiedział, że robię to dla Niego, nie tylko dla siebie. Bez Niego to nie ma głębszego sensu...
Już chyba popadłam w jakąś depresję. Ze strachu nie śpię, albo śpię cały dzień. Odliczam sekundy do końca dnia. Dużo czytam, modlę się. Mam nadzieję, której nie da się zabić.
Proszę, niech nikt mi nie pisze, żebym zajęła się sobą, żebym gdzieś wyszła itd... ja już próbowałam wszystkiego. Nic nie pomaga. On jest tak głęboko w moim sercu, że widzę Go non stop. Nie mogę go zastąpić nikim i niczym.
Ten ból mnie niedługo zabije, myślę o samobójstwie. Boję się, że gdy stracę nadzieję i dostane ataku, w którym czuję się jak w amoku, wszystko rozrywa się we mnie na strzępy to zrobię to. Zabiję się, nie wiem jak, wtedy będzie to mało istotne. Przy życiu trzyma mnie jeszcze nadzieja, że to wszystko się odmieni.
Proszę, niech mi ktoś pomoże. Może doradzi mi co mam robić, może powie mi jak mam wobec Niego postępować. Ja już sama nie wiem, tak bardzo chciałabym Go odzyskać, boję się, że straciłam Go na zawsze.

Teraz znowu ściska mnie serce, tak mocno, że aż szumi mi w głowie. Znowu chciałam z nim porozmawiać i czekałam na to cały dzień. Zamienił ze mną parę zdań i poszedł. Jestem mu tak obojętna, zwariuję niedługo. Nie wiem co mam robić. Nie mam siły, boję się.

Proszę o cokolwiek.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
07 lut 2013, 21:36

Nie radzę sobie po odejściu partnera. Ciągła nadzieja zabija

Avatar użytkownika
przez bittersweet 07 lut 2013, 22:11
ramoneskaeska, niestety Kochana, znam ten ból który przechodzisz. Mam tendencje do uzależniania się od partnerów, a tez łatwa we współzyciu nie jestem, i wszystko sie zwykle kończyło z wielkim hukiem :? Takie rozstanie przypomina odwyk i z czasem wypracowałam pewne zasady jak go przejść : pełny detoks - żadnych kontaktów, rozmów, pamiatek, robienie sobie nadzieji... trzeba przyznac przed sobą, że to koniec. Dopóki tego nie zrobisz, nie odetniesz sie od ex całkowicie. Dalej, czasami "odwyk" trwa kilka miesięcy i niewiele mozna zaradzić. Ja staram sie ten czas jakos sensownie wykorzystać, mimo że jest strasznie cięzko. Ale przeciez mozna pracowac, uprawiac sport, itd. skoncentrowac sie na działaniach, a nie na rozmyslaniach o byłym. Spoko, wszystko mija z czasem.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Nie radzę sobie po odejściu partnera. Ciągła nadzieja zabija

Avatar użytkownika
przez Candy14 08 lut 2013, 01:42
Ja moge napisac z perspektywy kogos kto odszedl. Nie liczylabym na powrot. Przychodzi taki moment , ze czlowiek ma dosc . To narasta miesiacami, latami dzien po dniu druga strona zabija milosc az w koncu nie ma juz nic. Dobrze, ze wiesz gdzie popelnilas bledy..moj eks maz nie wyciagnal zadnych wnioskow i powtarza je na nastepnych partnerkach.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do