To wszystko mnie przerasta...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

To wszystko mnie przerasta...

Avatar użytkownika
przez SadSlav 09 sty 2012, 13:44
Wchodziłem w nowy rok z nowymi nadziejami ale już sam początek mnie dobija. W grudniu skończyła mi się umowa-zlecenie, nie było to nic genialnego ale miałem pracę. W piątek moja dziewczyna oznajmiła mi, że nie chce ze mną być. Podobno mnie kocha ale nie chce już tak ze mną żyć. Chciałem zdobyć jakąś pracę na dłużej, najlepiej na umowę o pracę i chcieliśmy abym się do niej wprowadził. Nasz związek trwa(ł) ponad 6 lat. Przez ten czas niewiele pracowałem, nie myślałem o przyszłości, cieszyłem się chwilami z dziewczyną, studiowałem. Po studiach zaczęły się schody. Koniec końców: mam 29 lat, nie mam pracy, nie mam wiele doświadczenia zawodowego, mieszkam u rodziców, boję się o swoje zdrowie (zarówno fizyczne - choroby z sercem w rodzinie a ja jestem ciągle czymś zestresowany + ciągłe bóle głowy + wysokie ciśnienie rozkurczowe; jak i psychiczne - nic mi się nie chce, nie mam motywacji do wstania z łóżka, zawsze myślałem, że to dla niej i że się uda + choroba otępienna u mojej babci i jej sióstr). Dzisiaj widziałem się z nią, chcieliśmy pogadać ale jak ona obstawała przy tym, że musimy zakończyć nasz związek i ona to właśnie robi, nie zapanowałem nad sobą i podnieśliśmy głos na ulicy. Wysłałem jej potem SMS-a, że nie chciałem tak postąpić. Boję się, że już nigdy się do mnie nawet nie odezwie. Nie potrafię się pogodzić z tym co się dzieje. Myślałem, że łączy nas naprawdę wiele, tymczasem ona dusiła się w naszym związku. Wieczorami ryczę, w nocy nie mogę spać, rano nie mogę się nawet wywlec z łóżka. Wszystko w co wierzyłem - zawaliło się.

Wiem, że powinienem zgłosić się do specjalisty bo długo tak nie pociągnę. Zrobię to ale na razie nawet na to nie czuję się na siłach. Chciałbym pogadać na forum z osobami o podobnych doświadczeniach. 'Tylko' i 'aż' tyle. Ponadto obawiam się, że mam nerwicę natręctw. Już kiedyś wszystko musiało być u mnie idealnie położone na biurku, zawsze wszystko poprawiałem. Zawsze pisałem dokładnie SMS-y, żeby nie było w nich błędów, i martwiłem się jak moja dziewczyna mi nie odpisywała - zawsze byłem niespokojny, lękliwy. Jak pisałem teksty na zajęcia to wszystko często poprawiałem. Ostatnio często myję ręce, chyba za często i nawet bez powodów. Kiedyś leczyłem się bo miałem lęk przed rozmowami o pracę, bałem się ludzi, nie wychodziłem z domu. Związek "wyciągnął" mnie z tego bagna ale teraz znów czuję się tak jak przed siedmioma laty - samotny, bez nadziei, sparaliżowany strachem, że nie dam tak dłużej rady. Nie umiem już tak żyć...

-- 12 sty 2012, 18:36 --

Jak głupi siedzę teraz przed kompem, wpatrując się w GG i czekam aż ona coś do mnie napisze. Przez 4 minuty pisałem z nią jakąś godzinę temu. Napisałem, że chcę porozmawiać. Wiem, że mnie zbywa, ale jeszcze kilka dni temu mówiliśmy sobie, że chcemy utrzymywać ze sobą kontakt. Potrzebuję rozmowy z nią, o czymkolwiek...

Zauważyłem, że nie potrafię już rozmawiać z moimi rodzicami, nie chcę tego, brzydzę się kontaktu z nimi. Wiem, że wychowywali mnie nadopiekuńczo ale dopiero ona mi to uświadomiła. Powiedziała mi jakieś pół roku temu, że nie chce się z nimi widzieć. Od tamtego czasu nie potrafię już z nimi w ogóle rozmawiać, chociaż już wcześniej tak miałem, to jednak nigdy w takim stopniu. Jestem wyrodnym synem, zawsze się nimi wysługiwałem i dawałem się rozpieszczać a teraz nawet odwdzięczyć się nie potrafię. Nienawidzę siebie.

Czy to normalne, że wypełniają mnie teraz takie uczucia?
Czy trwałem w toksycznym związku, czy to ja byłem słabym ogniwem?
Jak to wszystko rozwiązać?

Potrzebuję rozmowy...

-- 12 sty 2012, 21:40 --

Dobra, piszę w tym temacie ostatni raz.
W końcu chwilę gadaliśmy na GG ale chciałem za dużo wiedzieć o niej i wywaliła mnie z GG. Zadzwoniłem i porozmawialiśmy trochę. Niewiele się dowiedziałem ale wiem, że... to wszystko moja wina (sam do tego doszedłem), chociaż starałem się i zmieniałem pracę na lepszą... I tak wylądowałem jako bezrobotny w tym nowym roku.
Między nami się już nie ułoży. Powoli przyzwyczajam się do tej myśli. Postanowiliśmy, że czasami będziemy jeszcze ze sobą rozmawiać. Wciąż słyszę jej słowa sprzed ponad godziny: "pamiętaj, życie toczy się dalej". Dla mnie życie się zatrzymało, ostatni tydzień to była dla mnie męczarnia, nie wiem jak tak dalej dam radę.

Wypożyczyłem wczoraj książkę "Pozytywnie o samotności" Very Peiffer i jeszcze nie zacząłem jej nawet czytać.
Ktoś ją czytał i uważa, że to dobra pozycja? Może coś innego byście polecili osobie w moim stanie?
I'm diggin' my way to somethin' better,
I'm pushin' to stay with something better,
I'm sowing the seeds I take for granted,
This thorn in my side is from the tree I've planted,
It tears me and I bleed...

http://chwilepisanemuzyka.blogspot.com/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1269
Dołączył(a)
01 paź 2011, 18:40
Lokalizacja
Silent Hill

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do