Nieszczęśliwa miłóść

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nieszczęśliwa miłóść

Avatar użytkownika
przez Ahmed 01 mar 2011, 16:48
powiedz mi jeszcze jaka jest miedzy nimi odległośc ... bo moze mam jeszcze jeden pomysł.
Ja tu jeszcze wrócę ;))))))))))))))))))))))))))))))))
K.
Avatar użytkownika
Offline
Kwadratullah
Posty
1437
Dołączył(a)
18 lis 2010, 21:36
Lokalizacja
Panjshir

Nieszczęśliwa miłóść

przez tomal 01 mar 2011, 18:09
Między kim?
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
13 lip 2006, 07:35

Nieszczęśliwa miłóść

Avatar użytkownika
przez Ahmed 01 mar 2011, 18:17
między Twoim przyjacielem a ta dziewczyną...w której się lubuje

hmmmm ...chyba coś popieprzyłem ?? Oni sa z jednego miasta a Ty jesteś gdzieś z daleka i na odległośc próbujesz mu pomóc tak ??
sorki mam dziś pustke w e łbie ....
Ja tu jeszcze wrócę ;))))))))))))))))))))))))))))))))
K.
Avatar użytkownika
Offline
Kwadratullah
Posty
1437
Dołączył(a)
18 lis 2010, 21:36
Lokalizacja
Panjshir

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nieszczęśliwa miłóść

Avatar użytkownika
przez Pinkii 01 mar 2011, 19:51
Wydaje mi się że niewiele możesz poradzić na to- nie sprawisz że ona zacznie go kochać, albo że on się odkocha... Jeśli ona wie o jego uczuciu i nie chce go to sprawa jest prosta. ALE- nie od dziś wiadomo że od przyjaźni do miłości może być blisko. Być może jak pobędą trochę razem to ona coś do niego poczuje. Ale Ty nie możesz się w to wtrącać. Poradź mu aby nie naciskał, niech sprawy toczą się swoim rytmem. Jedyne co dla niego możesz zrobić to wyrywaj go z domu- czemu siedzi sam? Skoro mieszkasz daleko to nakłoń go aby gdzieś wyszedł, a może Ty go odwiedź?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
903
Dołączył(a)
01 lut 2011, 23:00

Nieszczęśliwa miłóść

przez tomal 01 mar 2011, 21:37
To jest tak, że my wszyscy mieszkamy w innych miastach, każde z nas w innym :)

Może to i dobry pomysł z tymi odwiedzinami.
Dlatego założyłem ten temat...w moim życiu to pierwsza taka "gruba" sprawa a chcę być porządnym "pomocnikiem", więc stąd moje pytania :)

Doradzałem mu, żeby pozwolił sprawą toczyć się samemu, bo i tak to nic nie da skoro jedna strona chce a druga nie...serce nie sługa:)

Dlaczego siedzi sam...na studiach mniej zajęć to i w domu siedzi...mieszka w małym mieście, więc szanse, żeby gdzieś pójść np. klub, kino są praktycznie zerowe. Również 90% naszych znajomych studiuje i nie ma ich na miejscu.
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
13 lip 2006, 07:35

Nieszczęśliwa miłóść

Avatar użytkownika
przez soulfly89 02 mar 2011, 02:37
Allah napisał(a): Dziżas ...sorki ale to nie realne. Jak facet jest zakochany to przepadł ...i tyle!! Tylko czas może to uleczyć.
Może uciec w pracę, w sport czy diabli wiedzą w co jeszcze ale to nie spowoduje że przestanie cierpieć. Bedzie cierpiał ale po cichu gdy nikt nie bedzie widział i nie pomożesz mu.


Wiesz mi to na przykład pomogło.

Można swoje cierpienie zamienić w energię, kiedy przestaniesz płakać i porządnie się wkurzysz... na swoją głupotę i tracenie czasu na kogoś kto ma gdzies Twoje uczucia. Jasne, są takie rzeczy, które bolą długo, ale moim zdaniem zamiast czekać aż czas Cię uleczy zająć się sobą. Bo może się tak zdarzyć, że czekanie zajmie kilka lat. To nie ma sensu. Na początku przez łzy, ale trzeb zacząć żyć.

No, ale ja nie jestem mężczyzną ;) Może 'nie rozumiem' męskiego punktu widzenia.

grand protestant napisał(a):Ja boję się zakochać z obawy o zwiększone wydatki...no bo trzeba kwiaty kupić,bilet do kina,a nie daj boże jeszcze coś bardziej kosztownego.Dlatego jestem sam.


Ale sobie wymówkę wymyśliłeś :roll: Stawiasz sprawę jasno: nie mam kasy złotko, więc może zapłać za swój bilet? a jak dziewczyna Cię oleje to znaczy że jej chodziło bardziej o ten bilet niż o Ciebie. poza tym zawsze film można na laptopie obejrzeć... albo pójść na spacer... albo na darmowy koncert - juwenalia się zbliżają! :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Nieszczęśliwa miłóść

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 02 mar 2011, 03:07
Jesuu wychodzić gdzieś z obcą ee znaczy się z dziewczyną aaa masakra boje się,brrrrrrrrr,oglądanie filmów z osobą innej płci - :-| aaaaaaaaaaaaaaa ratunku<treść moich myśli jak mam ee cokolwiek robić z osobą płci przeciwnej>...............fuck widać,że ze mnie fobik niesamowity :mrgreen: :( :( :(
Jesu pójście na spacer z dziewczyną jesu to dopiero musi być stresujące!;/
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Nieszczęśliwa miłóść

Avatar użytkownika
przez Ahmed 02 mar 2011, 09:27
Można swoje cierpienie zamienić w energię, kiedy przestaniesz płakać i porządnie się wkurzysz... na swoją głupotę i tracenie czasu na kogoś kto ma gdzies Twoje uczucia. Jasne, są takie rzeczy, które bolą długo, ale moim zdaniem zamiast czekać aż czas Cię uleczy zająć się sobą. Bo może się tak zdarzyć, że czekanie zajmie kilka lat. To nie ma sensu. Na początku przez łzy, ale trzeb zacząć żyć.

łatwiej to powiedzieć niż robić. Próbowałem chyba wszystkich "domowych" metod dopiero końskie dawki benozodiazepiny pozwoliły zacząć pomału normalnie funkcjonować.
Każdy będzie to inaczej odcierpiał ....jednemu zajmie to np. 2 miesiące i zaraz sie zakocha na nowo ...mi zajęło pare lat i choroba dopiero teraz pomału ustepuje za sprawą pewnej osoby z tego forum .....
tomal, Dlatego jedyne co możesz w Waszej sytuacji zrobić to pocieszać....nic więcej nie zrobisz. Bo on i tak będzie robił co chce skoro nie jesteś w pobliżu i nie możesz go "kontrolowć" .
Ja tu jeszcze wrócę ;))))))))))))))))))))))))))))))))
K.
Avatar użytkownika
Offline
Kwadratullah
Posty
1437
Dołączył(a)
18 lis 2010, 21:36
Lokalizacja
Panjshir

Nieszczęśliwa miłóść

przez tomal 03 mar 2011, 00:13
Dzięki jeszcze raz za wszystkie posty :)

Ja nie chcę kontrolować....chodzi mi o to jak ja się powinienem zachować :)
Widzę z powyższego, że wystarczy być, trzymać rękę na pulsie :)

-- So mar 19, 2011 3:37 pm --

Napiszę to w tym temacie, bo bez sensu robić nowy...

Otóż, ten mój przyjaciel, o którym pisałem powyżej jakoś się chyba wykaraskał z tego problemu...ale teraz to ja mam problem i proszę Was o spojrzenie na to obiektywnie i napisanie mi co o tym sądzicie...

Na przełomie wakacji a roku szkolnego miałem z nim dość poważny konflikt, który zakończył się tym, że oficjalnie przestaliśmy nazywać się przyjaciółmi. Trwało to jakiś czas dopóki nie wyłapałem jego problemu miłosnego. Wyciągnąłem pomocną rękę no i pogodziliśmy się.
Od tamtej pory dużo gadaliśmy, spotykaliśmy się...głownie to był rozmowy o nim jego problemie, ale od czego ma się przyjaciół....
Od jakiegoś miesiąca lub więcej, gdy sobie trochę lepiej zaczął radzić, kontakt osłabł. Próbuję z nim umówić się na spotkanie, to on umawia się, za chwile odwołuje, twierdząc, że nie jest w stanie się spotykać, woli siedzieć sam...Nie gadamy tez jakoś "namiętnie", po prostu coś się nie klei...

Powiedziałem mu, że ja też oczekuję czegoś od tej przyjaźni, że rozumiem, że ona ma problem, ale nie może być tak, że jest on i jego problem a reszta się nie liczy. Ja też mam swoje problemy, też bym chciał się nimi podzielić, spotkać się i itp. Nie doszło do żadnego kompromisu, bo on twierdzi, że mógłby się "poświęcić" i spotkać, ale czasami wszystko go przerasta. A ja, ja chciałbym raz na tydzień, może na dwa spotkać się na chwilę, pogadać....

Od kilku dni przez tą wymianę zdań nie odzywamy się do siebie. Kazałem mu dać znać jeśli on znajdzie czas, on twierdzi, że nie chce źle....czasami zastanawiam się, czy dlatego się pogodziliśmy, żeby on miał z kim dzielić się swoimi problemami a jak ich już nie ma to mnie nie potrzebuje.
Nie jest to miłe...

Chciałem dodać, że jestem osobą dość nerwową i mam tendencje do wyolbrzymiana spraw, dlatego t to piszę :)
Co o tym sądzicie? Co robić dalej, czekać jak się odezwie, a jak nie to dać sobie spokój, czy starać się pogadać jeszcze raz?

-- So mar 19, 2011 3:43 pm --

Napiszę to w tym temacie, bo bez sensu robić nowy...

Otóż, ten mój przyjaciel, o którym pisałem powyżej jakoś się chyba wykaraskał z tego problemu...ale teraz to ja mam problem i proszę Was o spojrzenie na to obiektywnie i napisanie mi co o tym sądzicie...

Na przełomie wakacji a roku szkolnego miałem z nim dość poważny konflikt, który zakończył się tym, że oficjalnie przestaliśmy nazywać się przyjaciółmi. Trwało to jakiś czas dopóki nie wyłapałem jego problemu miłosnego. Wyciągnąłem pomocną rękę no i pogodziliśmy się.
Od tamtej pory dużo gadaliśmy, spotykaliśmy się...głownie to był rozmowy o nim jego problemie, ale od czego ma się przyjaciół....
Od jakiegoś miesiąca lub więcej, gdy sobie trochę lepiej zaczął radzić, kontakt osłabł. Próbuję z nim umówić się na spotkanie, to on umawia się, za chwile odwołuje, twierdząc, że nie jest w stanie się spotykać, woli siedzieć sam...Nie gadamy tez jakoś "namiętnie", po prostu coś się nie klei...

Powiedziałem mu, że ja też oczekuję czegoś od tej przyjaźni, że rozumiem, że ona ma problem, ale nie może być tak, że jest on i jego problem a reszta się nie liczy. Ja też mam swoje problemy, też bym chciał się nimi podzielić, spotkać się i itp. Nie doszło do żadnego kompromisu, bo on twierdzi, że mógłby się "poświęcić" i spotkać, ale czasami wszystko go przerasta. A ja, ja chciałbym raz na tydzień, może na dwa spotkać się na chwilę, pogadać....

Od kilku dni przez tą wymianę zdań nie odzywamy się do siebie. Kazałem mu dać znać jeśli on znajdzie czas, on twierdzi, że nie chce źle....czasami zastanawiam się, czy dlatego się pogodziliśmy, żeby on miał z kim dzielić się swoimi problemami a jak ich już nie ma to mnie nie potrzebuje.
Nie jest to miłe...

Chciałem dodać, że jestem osobą dość nerwową i mam tendencje do wyolbrzymiana spraw, dlatego t to piszę :)
Co o tym sądzicie? Co robić dalej, czekać jak się odezwie, a jak nie to dać sobie spokój, czy starać się pogadać jeszcze raz?


Zgłoś post

-- So mar 19, 2011 3:59 pm --

Napiszę to w tym temacie, bo bez sensu robić nowy...

Otóż, ten mój przyjaciel, o którym pisałem powyżej jakoś się chyba wykaraskał z tego problemu...ale teraz to ja mam problem i proszę Was o spojrzenie na to obiektywnie i napisanie mi co o tym sądzicie...

Na przełomie wakacji a roku szkolnego miałem z nim dość poważny konflikt, który zakończył się tym, że oficjalnie przestaliśmy nazywać się przyjaciółmi. Trwało to jakiś czas dopóki nie wyłapałem jego problemu miłosnego. Wyciągnąłem pomocną rękę no i pogodziliśmy się.
Od tamtej pory dużo gadaliśmy, spotykaliśmy się...głownie to był rozmowy o nim jego problemie, ale od czego ma się przyjaciół....
Od jakiegoś miesiąca lub więcej, gdy sobie trochę lepiej zaczął radzić, kontakt osłabł. Próbuję z nim umówić się na spotkanie, to on umawia się, za chwile odwołuje, twierdząc, że nie jest w stanie się spotykać, woli siedzieć sam...Nie gadamy tez jakoś "namiętnie", po prostu coś się nie klei...

Powiedziałem mu, że ja też oczekuję czegoś od tej przyjaźni, że rozumiem, że ona ma problem, ale nie może być tak, że jest on i jego problem a reszta się nie liczy. Ja też mam swoje problemy, też bym chciał się nimi podzielić, spotkać się i itp. Nie doszło do żadnego kompromisu, bo on twierdzi, że mógłby się "poświęcić" i spotkać, ale czasami wszystko go przerasta. A ja, ja chciałbym raz na tydzień, może na dwa spotkać się na chwilę, pogadać....

Od kilku dni przez tą wymianę zdań nie odzywamy się do siebie. Kazałem mu dać znać jeśli on znajdzie czas, on twierdzi, że nie chce źle....czasami zastanawiam się, czy dlatego się pogodziliśmy, żeby on miał z kim dzielić się swoimi problemami a jak ich już nie ma to mnie nie potrzebuje.
Nie jest to miłe...

Chciałem dodać, że jestem osobą dość nerwową i mam tendencje do wyolbrzymiana spraw, dlatego t to piszę :)
Co o tym sądzicie? Co robić dalej, czekać jak się odezwie, a jak nie to dać sobie spokój, czy starać się pogadać jeszcze raz?
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
13 lip 2006, 07:35

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do