co jest ze mną nie w porządku

Inne zaburzenia.

co jest ze mną nie w porządku

przez monami 20 kwi 2009, 21:46
hej
mam problem. myslalam ze mi przejdzie, mecze sie juz pare miesiecy i nie przechodzi. potrzebuje czyjejs pomocy bo sama nie dam juz rady. wlasciwie moze i ten wlasciwy problem ciagnie sie juz o wiele dluzej, tylko do tej pory ignorowalam siebie, słuchałam innych ludzi którzy mówili że ze mna wszystko w porzadku, zebym sie wziela w garsc, itd..

najbardziej chcialabym sie dowiedziec co ze mna nie tak, zeby wiedziec co zrobic z soba teraz, zeby nie skonczyc jako samobojczyni.. wiec prosze jesli ktos ma to ochote przeczytac a potem jakis pomysl co mi jest, napiszcie..

nigdy nie mialam przyjaciol. w szkole uwazano mnie za niesmiala i zamknieta w sobie. ja bylam po prostu nieswiadoma ze istnieja inni ludzie, ze ja istnieje, ze jakis swiat istnieje. pozniej balam sie panicznie innych dzieci. w trzeciej klasie podstawowki zostalam publicznie wyciagnieta na srodek klasy i kazano reszcie dzieci sie ze mna bawic, od tej pory czulam jeszcze wstyd i upokorzenie przy kazdej probie kontaktu z ludzmi. w domu mowili "co ty dziecko mozesz miec na problemy, dorosniesz, zobaczysz". ciagle plakalam. rodzice mowili "popatrz na mlodsza siostre, ja sie da kochac, a ciebie łajzo?! az sie odechciewa patrzec". nie mialam sie z kim bawic. mlodsza siostra stworzyla koalicje z kuzynka i gdy nas odwiedzala bawily sie w nekanie mnie, mowily mi otwarcie ze mnie nie lubia i nie chca sie ze mna bawic, ze jestem glupia. ale to wszystko stanowi chyba normalny tok zycia jako dziecko, wiadomo, roznie bywa.

tata. piszac rodzice mam na mysli mama, bo z tata nie pamietam zebym rozmawiala, zawsze mialam wrazenie ze dla niego jestem jakims gownem co sie do buta przyczepilo. zawsze krytykowal, to mam wlosy za dlugie to za krotkie. to jestem płaksa i zachowuje sie jak baba, to jestem za malo dziewczęca. to bez pytania poszlam do kolezanki, to nie spotykam sie z rowiesnikami i czy ja jestem jakas dziwna i "do psychologa ją trzeba oddać będzie spokój". wchodzil do pokoju bez slowa i walil raz po glowie bo za glosno sie smieje. balam sie go. nadal sie go boje choc nie mam czemu. uczylam sie zawsze dobrze, bylam jedna z najlepszych uczennic, nigdy sie z tego nie cieszylam, bo nie zauwazalam tego (jak wielu innych rzeczy). pod koniec podstawowki wysnulam teorie ze jedne dzieci maja dobre stopnie a inne maja przyjaciol.

wtedy tez zaczela sie moja fobia "nie mam przyjaciol". dlaczego ich nie mam? co ze mna nie tak? panicznie zaczelam sie bac kontaktow z ludzmi, co oni sobie o mnie pomysla. przeciez wiedza ze jestem nienormalna. ktos ze mna rozmawia, tak, jeszcze nie wie jaka jestem. czulam sie winna ze ktos mi okazuje sympatie, bo czulam jakbym tego kogos wyrolowala, oszukiwala, przeciez gdyby wiedzial kim jestem to by ze mna nie gadal. uciekalam z lekcji, wychodzilam w polowie, nie moglam powstrzymac placzu. lezalam na podlodze w pokoju i ryczalam. walilam glowa w sciane.

spotkalam chlopaka, pierwszy chlopak, dwa dni i wiedzialam ze oczywiste, tak, przeciez my mamy byc razem. rozmawial ze mna, pierwsza osoba z ktora czulam jakis kontakt. zdalam sobie sprawe ze ISTNIEJĘ. po tygodniu zerwalam bo mama powiedziala ze go nie kocham. po dwoch znowu bylismy razem. po miesiacu znowu zerwanie bo nie kocham. tak kilka razy, trzy lata, najpiekniejse chwile mojego zycia. jedyne chyba warte zycia. oklamal mnie kilka razy. zaczelam podejrzewac go o wszystko, wymyslac chore historie, wrzaski, klotnie, ciecie sie nozem, zyletka, upijanie sie, lezenie na srodku ulicy, jak pacjent co uciekl z domu wariatow. robilam wszystko by go zdobyc. by pokazal ze mu zalezy. by przeprosil za wszystkie winy, ale tego co mu miałam za zle sie zbieralo coraz wiecej. chcialam poczuc sie mu zalezy. to byl juz szantaz. wiedzialam ze im dalej to ciagne tym bardziej oddalam to czego chce. bylam zdesperowana. moglabym sie zabic zeby mnie przytulil gdy sie klocilismy. patologia. raz nawet pocielam sobie rece nigdy sie nie czulam tak wspaniale jak potem sie o mnie martwil. ale jego cierpliwosc sie skonczyla. kumple mu tlumaczyli ze nie ma sensu. rodzice mu wyperswadowywali ten zwiazek. powiedzial mi ze nie chce ze mna byc tylko nie umie zerwac. na drugi dzien przy pierwszej klotni zerwalam, tym razem skutecznie. po 5 latach. a potem nic. ulga. zero zalu. bylam taka wkurzona wczensniej, a teraz poczulam taka satysfakcje.

zaczelam nowy zwiazek, myslalam wszystko uloze od nowa, teraz bedzie "normalnie", bo ten facet to taki na ktorym mozna polegac, a nie klamca. ale cos bylo we mnie.. jakas blokada. jakis cynizm, ironia. bylam juz w pelnym rynsztunku do obrony. nie dam sie podejsc. zajelam sie studiami, praca, robilam 10 rzeczy naraz, wszyscy byli pelni podziwu, a ja w glebi duszy zrozpaczona, tylko nie wiedzialam czemu. nagle po kolejnych 3 latach.. nie wiem czemu nagle teraz, teraz kiedy to najmniej sensowne. tamten byly ma juz rodzine i dziecko, podczas jednej z dwoch chyba rozmow 2 lata temu powiedzialam mu ze ciesze sie i dzieki Bogu ze nie jestem z nim i ze to byly zmarnowane lata z nim - bo tak czulam jak to mowilam. a teraz, po 3 latach, nagle sobie zdalam sprawde ze przez ten caly czas zylam w tamtym swiecie nie docieralo do mnie ze z nim zerwalam. dopiero zrozumialam ze juz NIGDY go w moim zyciu nie bedzie. dopiero teraz sobie przypomnialam wszystkie chwile, jak duzo czulam, dopiero teraz mam tyle slow do powiedzenia, a nie mam komu powiedziec. wiem ze dobrze sie stalo ze nie jestesmy razem bo bysmy sie chyba powybijali. ale nie moge przerwac tego dolowania sie. zaczelam sie dolowac.

chcialabym pogadac z bylym ale nie mozna sie tak w cudze zycie wpieprzac. nie moge pogadac z aktualnym chlopakiem jego szlag trafia no bo jak sie moze facet czuc w takiej sytuacji. nie mam przyjaciol - tradycyjnie, nie mam kolezanek, ahhhh.... gydby tylko mi moglo to przejsc, ale ja nie moge. ja bylam tak blisko z tym poprzednim, jakbysmy byli jedna osoba. ja po prostu nie wierze w to co sie dzieje. to juz trwa czwarty miesiac a ja sie czuje coraz gorzej. mam okropnego dola, mysle o samobójstwie. nie moge sie skupic na robocie, na niczym, nie moge zasnac, boje sie spac. ciagle płaczę. jesli czegos nie zrobie chyba oszaleje.. i ciagle mnie nachodza wspomnienia, takie wyrazne. ciagle sobie przypominam rozne deklaracje ze zawsze bedziemy razem. ze nigdy o mnie nie zapomni. ze nawet jak bedziemy z kim innym to zawsze bede mogla przyjsc i z nim pogadac. ze "to sie tak nie skonczy". ale sie skonczylo. ja nie wiem co teraz.

nigdy nie bylam pewna swoich uczuc ani tego co trzeba robic. zawsze pytam innych ludzi, nawet obcym ludziom zwierzanie mi nie przeszkadza. zastanawiam sie czy ja w ogole mam kontrole nad swoim zyciem i kontakt ze sobą..
co ze mna nie tak?
co zrobic by nie zwariowac?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
20 kwi 2009, 20:46

Re: co jest ze mną nie w porządku

przez exxexxcja 25 kwi 2009, 23:18
Nie dajac innym nic od siebie nie dostaniesz tak samo nic od nich.
Sama pisalas ze nie zauwazalas niczego i nikogo, wiec sama stawialas sobie mur, ktory Cie odcinal od innych--nawet jesli ktos chcial do Ciebie dotrzec to Twoja obojetnosc i niedostrzeganie polaczone z niesmialoscia bylo idealnym odstraszaczem...
Po co docierac do kogos, po co wogole zaczynac jakiekolwiek starania skoro Ty nawet nie dostrzegasz otoczenia,jestes sama dla siebie.Moglas sprawiac wrazenie niesmialej aczkolwiek to egoizm i dostrzeganie tylko siebie powodowal ta niesmialosc.Duzi egoisci gardzacy ludzmi nie udzielaja sie zbyt wiele,podobnie jak i niesmiale osoby.
Mysle,ze Twoj tata nie robil tego wszystkiego bo mial Cie za nic, czy ze Cie nie kochal czy ze bylas niewazna dla niego--sadze,ze widzac dziecko ktore niema znajomych,co bylo powodem jakiejs niesmialosci a sadze ze pozniej stwierdzilas ze nie przeskoczysz tej niesmialosci a bez tego skoku nie znajdziesz znajomych, ktorzy w miare gdyby sie pojawiali niewelowaliby wielkosc niesmialosci...i kolko sie zamyka...tata pewnie na poczatku milczal a pozniej z czasem uswiadomil sobie,ze to duzy problem a moze i siebie zaczal obwiniac za to,ze nie pokierowal Toba za wczasow i nie pomogl Ci wtedy kiedy jeszcze mogl...stad te jego nerwy i nawet te niemile slowa,niekiedy nie widzac w niczym nadziei na sukces, zaczyna sie robic zle rzeczy bo ludzi sie ze moze one pomoga...nie po dobroci to po zlosci...moze mialo wyprowadzic Cie to z rownowagi,zebys siie postawila, zbuntowala i zaczela walczyc o siebie i tym samym zadbala o otoczenie,zebys nie byla wiecznie sama...Nauka to jedyne co Ci pozostawalo, a co innego mialas robic skoro Ty nawet nie myslalas o sobie a co dopiero o innych, wiec poswiecilas swoja uwage nauce, ktorej teraz pewnie i tak nie doceniasz bo to bylo dla Ciebie jedyne co istnialo,to byl obowiazek i kara, zapelnienie czasu ktory inni poswiecali na rozrywki i czasem ktory zapelnialas bo to byl czas nauki...nauka wszystkim--to nie rozwiazanie,monotonia ktora wypelniala Ci czas.
Jako dziecko uswiadomiono Ci to ze jestes ta slabsza i ta co mniej moze...kuzynka i siostra w komitywie pokazywaly Ci ze nie masz na co liczyc, ze jestes gorsza wiec automatycznie kazdy sie wtedy wycisza i wycofuje...moze stad podstawa niesmialosci...skoro nawet siostra i kuzynka-Twoja rodzinka miala Cie za nic to po co mialas gdzie indziej szkac skoro najblizsze Ci osobki-rozumiem ze w podobnym wieku,gardzily Toba...natralne koleje rzeczy...
Fobia kolejna naturalna kolej rzeczy w takich przypadkach...nie masz nikogo chco bardzo chcesz, wszyscy inni dookola maja wiec i Ty powinnasbyla znalesc bo oni wspolnie tacy szczesliwi sa...pomagaja sobie i wspieraja sie...ale fakt ze sie nie mialo znajomych byl znowu blokada do poznania kogos mimo tego ze chcialas,...dalej bylas sama tym razem z powodu leku przed potencjalnymi osobami do poznania,ktore moglyby sie na starcie odwrocic z racji takiej ze dotad nie mialas nikogo,i chyba nie wiedzialas jak sie zachowac i co zrobic, jak zagadac i jak podejsc zeby zainteresowac innych i pokazac im ze nie jestes zakochana w sobie egoistka ktora nie zauwaza innych bo ma sie za lepsza...
pierwsza milosc i pierwsze przelamanie swojej blokady,on Ci pokazal ze jestes osoba ktora mozna kochac, o ktora mozna sie martwic i mozna robic dla ktorej zrobi sie wiele, by pokazac ze zaslugujesz na to.
Pierwsze Twoje kroki w swiecie nie tylko ograniczonym do samej siebie ale swiat wspolny, w ktorym jedno pomaga drugiemu, jedno wspiera drugie...razem zawsze latwiej...czy to majac znajomych, przyjaciol czy ukochana osobe...nagle ta osoba Cie zawiodla ta ktorej zaufalas i ta ktora pokazala Ci to zycie juz nie indywidualne lecz wspolne...no nic innego jak tylko zal i zalamanie mogla wywolac taka sytuacja i pierwsze cco moglo sie pojawic to argument ze nie warto bylo, ze moglas nie angazowac sie w taka znajomosc, bo samej bylo Ci zle lecz smutek byl smutkiem samym w sobie,a nie z powodu innej osoby ktorej sie zaufalo i pokazalo ze przelamanie barier robi sie dla niej...
nic dziwnego,ze chcialas o nim zapomniec i stal Ci sie obojetna osoba, ktora jedynie Cie skrzywdzila i niewazne byly te chwile radosci i wzajemnej pomocy gdzie bylo latwiej...
Strach przed kolejnymi znajomosciami i chec jednak zycia tak jak to bylo od najmlodszych lat,lecz wspommnienia polegania w niektorych sprawach juz nie tylk ona sobie ale na tej drugiej osobie pojawialy sie i byly tym co sklonilo Cie jednak do znalezienia kogos kto bedzie znajomym ,czy przyjacielem a moze i kochanym...i majac tak male doswiadczenie w relacjach z innymi ludzmi, dajac szanse tej nastepnej osobie , angazujac sie w ta znajomosc i znowu zycie nie tylko na wlasna reke i nie tylko w swoim swiecie...normalnie ze do glowy przychodzi mysl zwiazana z tym co bylo poczatkiem przelamywania Twoich lodow...a wiec pierwszy zwiazek, i mimo slow ze nie potrzebnie sie wtedy zaangazowalas,ze doznalas tylko krzywdy i nic innego, slowa ze nie istnieje nic co bylo zwiazane z nim byly tylko slowami bo teraz po czasie, kiedy zal minal i kiedy przyszla kolejna okazja do zycia z kims...powracasz do poczatkow,wiesz ze ten pierwszy byl tym najlepszym i wyjatkowym bo to wlasnie on jako pierwszy zdecydowal sie na pokazanie Ci swiata ktorego nie znalas...
Choc praktycznie kazdy poznaje takie zycie i te wszystkie wzajemne relacje w bardzo mlodym wieku, a Ty przezylas te mlode lata i te starsze i kolejne i jeszcze tego nie doznalas...Mogl Cie odtracic i uznac za jakas nienormalna a moze nawet niegodna poprostu znajomosci...Zaryzykowal i postaral sie i potrafil Ci to pokazac...przeprowadzil Cie przez te wszystkie mosty ktore, mialas przed soba...
W wielu przypadkach wraca sie zawsze do tego co bylo poczatkiem... nawet jesli okazywalo sie to porazka i po czasie nie chcialo sie o tym pamietac i sie zalowalo podjetych krokow...po latach docenia sie to mimo cierpien i bolu...i staje sie czyms co jest takim priorytetem w naszych myslach...duzo osob chce powracac i tak samo wiele osob nie moze wrocic...
ale to nie moze byc powod nowego zalamania i niecheci do czegos nowego bo chce sie wrocic do czegos co bylo kiedys i co sie dawno skonczylo...
chyba powinnas pogodzic sie z tym ze pomimo tego ze teraz to na nowo doceniasz, nie bedzie to powodem dla ktorego mozesz sie cofnac do tamtych chwil...
miej to w pamieci i ciesz sie z tego ze pojawil sie wlasnie on i pokazal Ci nowe zycie, nieznane dla Ciebie dlugi czas...
on byl tylko w Twoim zyciu zeby Ci to pokazac i nauczyc tego co mozesz sama dac i co inni moga Ci w ramach takiego rewanzu zwrocic...ciesz sie ze wtedy trafil sie on i potoczylo sie to tak jak sie potoczylo, gdyby nie on moze trafilby sie ktos nieodpowiedni, kto by Ci nie pokazal prawdziwego wzajemnego zycia...zniechecilby Cie tak raz na zawsze, podlamalby Cie to bylaby tragedia i powod do smutku...
nie rob nic, nie daz nawet do krotkiego spotkania z tym Twoim pierwszym bo zauz to ze mozesz sie niezle przejechac-moze on ma zale do Ciebie o cos, a moze jestes nikim dla niego, moze nie chce z Toba rozmawiac i nic wyjasniac...nie wchodz w jego zycie, bo jedynie mozesz sie kolejny raz niespodziewanie zawiesc, minelo sporo czasu mogl sie zmienic swoja osoba zaskoczy Cie tak ze nie bedziesz potrafila zrozumiec czym sie wtedy tak fascynowalas i znowu bedzie nie tak jak powinno....
Przeszlosc nie moze sie laczyc z przyszloscia
To dwa odmienne czasy, ktore nigdy nie maja prawa sie spotkac...
Wiec obierz cel terazniejszy i przyszly i daz do niego, a swojemu pierwszemu jesli jestes mu tak wdzieczna o tamte chwile,ktorych zalujesz ze sie skonczyly, bo bylo Ci z nim dobrze...zrewanzuj sie mu i odwdziecz za to co wtedy zrobil...zostaw Go w jego zyciu, nie wchodz mu w droge i nie gmatwaj mu zycia a przy okazji i sobie...
nie ograniczaj znowu swojego zycia do siebie i tego co kiedys poznalas...idz do przodu, powiekszaj zasieg zycia, zwiekszaj grono znajomych i przyjaciol...otworz sie a zobaczysz ze sporo dostaniesz spowrotem od innych, a moze i wiecej nic bedziesz dawac...udowodnij samej sobie ze jestes osoba ktora da sie lubic i szanowac...pokaz innym tym ktorzy Toba gardzili czy olewali bo zle oceniali Twoja skrytosc ze sie mylili a teraz niech zaluja...

wedle mnie z Toba wszystko w porzadku, tylko poczatkowe lata swojego zycia przezylas raczej w samotnosci nie zwracajac na innych uwage, i potrzeba czasu zebys przekonala sie do tego ze samotnosc to gorsze rozwiazanie, ze warto sie starac i zabiegac o innych,ktorzy pomoga a tym samym rozwiaznie problemu podzielone na np. dwie osoby a nie tylko pozostawione wylacznie Tobie, zostanie rozwiazny dwa razy szybciej, wiec to dwa razy mniej smutku, cierpienia i lez...nie zapominaj ze wokol Ciebie jest tyle innych osob, ktore moze bardziej niz Ty potrzebuja tej drugiej osoby...nie lacz znajomosci jedynie z korzysciami dla siebie, zacznij czerpac przyjemnosc i radosc z tego ze Ty pomozesz innej osobie i ulatwisz jej kawalek zycia, dasz radosc innej osobie i staniesz sie dla niej niezastopiona osobka, ktorej jest sie wdziecznym za pomoc...

nie wracaj do przeszlosci na przymus, moze w przyszlosci jest i czas na to zeby osoba z przeszlosci ponownie pojawila sie w Twoim zyciu...ale nic na sile i na przymus bo mozesz wiele zepsuc i stracic...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
25 kwi 2009, 09:17

Re: co jest ze mną nie w porządku

przez monami 28 kwi 2009, 08:08
hej exxexxcja, przeczytałam twoją odpowiedz, dziekuje za odpowiedz:)
hmm ogolne jej przeslanie odebralam jako "sama sobie jestes winna" no i musze powiedziec ze nie pierwszy raz takie slowa slysze w odniesieniu do mocih problemow. tylko ja nie rozumiem, czy ja naprawde jestem po prostu w srodku ZŁA?
Egoistka.. a nie mylisz tego raczej z egocentryzmem? nie wiem czy bylam egoistka, raczej zawsze pomogalam ktokolwiek by tego potrzebowal, no egoista to ktos kto uwaza ze jego potrzeby sa wazniejsze niz potrzeby innych ludzi, nie uwazam zebym tak myslala. nigdy tez nie sadzilam ze musze pokazac ludziom ze nie jestem zarozumiala, raczej zawsze myslalam ze oni mnie maja za taka beznadziejna ze nie warto sie ze mna zadawac. choc stosunkowo niedawno sie dowiedzialam ze takie wrazenie faktycznie sprawialam, dla mnie to totalnie z sufitu takie wrazenie na moj temat.
Staram sie, staram sie "poszerzac grono znajomych", wyjezdzam to tu to tam, za granice, poznaje studentow z calego swiata, staram sie nie siedziec w miejscu. Ale w srodku mnie zzera cos. nie umiem utrzymac znajomosci, boje sie po pewnym czasie ze ktos sie na mnie w koncu pozna i odrzuci. Nie wiem nawet kogo lubie, czy kogos lubie czy nie. Raczej oceniam ryzyko odrzucenia gdy zaczynam z kims znajomosc wiec wybieram osoby albo niesmiale albo na tyle towarzyskie ze jedna znajoma w te czy we wte nie robi problemu, takie towarzyskie ale jednocześnie powierzchowne. MOŻE TO JEST EGOIZM?
Wiesz, ja zawsze uważałam ze egoizm to cos zalezacego od woli, sie staram teraz wciaz nie byc egoistka, ciagle siebie kontroluje, ale nie umiem odroznic jak sie mam zachowac. jak ktos mi jest winny 2zl powinnam wziac czy nie? jak ktos mi proponuje obiad a ja jestem strasznie glodna powinnam wziac czy nie? nie wiem gdzie tez jest miejsce na asertywnosc, zdarza mi sie zachowywac idiotycznie w sposob ze sama nalegam na sytuacje ktora dla mnie jest gorsza a mysle ze dla kogos lepsza a potem czuje sie jak debil. Przykladowo byla wycieczka z grupa znajomych i jedno miejsce strasznie chcialam jechac, ale nie bylam pewna czy bede miec kase, powiedzialam jutro sie zdecyduje, ale w miedzyczasie dowiedzialam sie ze jakas inna dziewczyna tez chce jechac, to powiedzialam wszystkim ze ja nie chce, mimo ze wiedzialam juz ze moge jechac. Nie wiem, czy jestem egoistka? czy idiotka raczej..
Eh, smutno mi wiedzac ze mnie ludzie postrzegaja jako kogos złegu podczas gdy spedzam dnie zastanawiajac sie czy dobrze sie zachowalam czy nie....... Myślę że życie juz przegralam, czuje ze juz nigdy nie uda mi sie tego muru przeskoczyc. to nie jest proste dla kogos takiego jak ja. zwykla rozmowa to jest katorga... ok koncze ten post.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
20 kwi 2009, 20:46

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do