Jedność ego z ciałem???

Psychologia ogólnie. Ciekawe książki, wymiana doświadczeń, ciekawe tematy.

Jedność ego z ciałem???

przez Pojebek 05 sty 2009, 00:33
Mam pewien problem i chciałbym zapytać czy ktoś sie z tym zetknął. Psycholog powiedział, że "odcinam" sie od własnego ciała, czy energi w nim zawartej(coś w tym sensie). Nie wiem co to oznacza, nie wiem co ma psychika do ciała, co moge wyciągnąc z tej informacji. Cały czas też ktoś mnie obserwuje. Nie mam chalucynacji i nic z tym związanego. Poprostu ustawiam samego siebie na pozycji obserwatora samego siebie. Patrze na siebie oczami osoby trzeciej(mam na myśli wnetrze i emocje). Takie spoglądanie paraliżuje mnie emocjonalnie, każdy "spontaniczny" przejaw emocji jest przez takie funkcjonowanie po częsci blokowany, maskowany i oceniany. Obecnie patrzy na mnie pare osób :D , tzn ich oczyma oceniam co pisze, to sie dzieje bezwiednie i nie mam specjalnie na to wpływu. To idzie dalej, bo w konsekwencji moje reakcje emocjonalne są kreacją rozumu, są nie szczere i nie płyną z mojego wnetrza, tak sie bronie. To wszystko w jakiś sposób współgra. Wracając do ciała, wiedziałem już troche wcześniej mniej więcej jak funkcjonuje i jaki jest mój problem, lecz nic mi to nie daje, to nic nie zmienia. Psycholog mi to tylko potwierdził, lecz ja nadal nie bardzo wiem co z tym zrobić. Czytałem coś o zaburzeniach schizoidalnych, tam tez sie pojawia kwestia rozdzialenia ja ciało i podobne kwestie jak powyżej. Czy są tu takie osoby?
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
01 sie 2008, 17:16

Re: Jedność ego z ciałem???

przez mongolia 11 sty 2009, 10:55
musze powiedziec ze twoj post i mnie troche przerazil. Jestem min. malarką i wiem jak to jest patrzec na cos lub kogos jak na cos obcego i nieznanego. ale patrzec tak na siebie samgo i to zwielokrotnienie.?????????

Nie znam sie za bardzo na temacie dotyczacym twojego problemu. A le wpadl mi do glowy pomysl - ktory moze sie okazac dobrym cwiczeniem "na powrot" do normalnego stanu.
Zastanow sie czy w twoim otoczeniu nie ma osoby z ktora samoistnie zachowujesz sie naturalnie, masz ze soba kontakt, nie kontrolujesz sie i jestes spontaniczny.
STARAJ SIE Z NIA PRZEBYWAC JAK NAJWIECEJ , zapamietac odczucia (takie jak przyjemny stan zrelaksowania w kontakcie z innym czlowiekiem) a duuuuzo pozniej sproboj to zrobic z innymi a potem z soba.

z wlasnego doswiadczenia wiem ze czasem takie rzeczy dzialaja na odwrot - najpierw " udajesz " przed innymi ze masz (glupi przyklad) zielone wlosy, potem oni zaczynaja w to wierzyc - az w koncu w lusterku widzisz to i ty.

postaraj sie jak najmniej myslec "mam z tym problem. mam rozdwojenie". lecz sie u psychologa - bo moze trzeba , ale odrzuc od siebie problem , a nie siebie samego.

pozdrawiam i trzymam palce
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 sty 2009, 19:40

Re: Jedność ego z ciałem???

przez Pojebek 24 sty 2009, 01:44
Dzięki za wskazówki:). Jednak sytuacja nie jest taka prosta. Opisałem tylko kawałek swojego problemu. Moim kłopotem nie jest nie możność spontanicznego przeżywania emocji(pośrednio tak) ,w sensie że tego nie potrafie. Moim problemem jest niemożność przeżywania emocji w sensie że mi nie wolno ich przeżywać. Jestem w stanie nie obserwować samego siebie, jestem w stanie być spontaniczny i szcerze przeżywać własne uczucia, tylko że tu właśnie zaczyna sie problem. W takich chwilach gdy poprostu jestem, następują monstrualne reakcje organizmu. Potem chcąc ich uniknąc doprowadzam sie do stanu jaki opisałem wczesniej.Jak głupio to nie zabrzmi, uważałem te reakcje za kare. Mi po prostu nie wolno być sobą. Relacje z innymi są kłopotem, ponieważ chcąc nie chcąc przeżywa sie wtedy emocje, emocje które są mną, mi tego nie wolno. Nie wiem czemu, ale strasznie sie pilnuje rzeby nie zasłużyć na kare, rzeby nie zasłużyć na nią zwykłym byciem sobą. Mam wrażenie jakbym był wewnątrz samego siebie. To co widzą inni to skorupa, emocje są ale nie są w stanie sie przebić na zewnątrz. Jest taki cytat w piosence "... nie wiele trzeba by sie w samym sobie dać żywcem zagrzebać" . To co chowam to nie są poszczególne emocje typu zlość, miłośc... seksualność, to co chowam to wszystko czym może być człowiek. Nie wiem czemu, ale sądze że jestem dzięki temu wszystkiemu silniejszy niż mógłbym kiedykolwiek przypuszczać że można być. Bojąc sie wszystkiego, jednocześnie nie boje sie niczego. To wszystko choć strasznie ciężkie i niezrozumiałe, jest jednocześnie śmiechem na sali. Czuje sie jakbym sie przed czymś obronił, jakbym mógł wpaśc w przepaśc bez dna, a jednak sie ostałem i już coś takiego mi nie grozi.
Troche mnie zastanowiło to że jesteś malarką. Ja mam umysł raczej scisłowca więc malowanie mi nie wychodzi. Szkoda, bo chciałem narysować pewien obraz. Obraz który właśnie świetnie współgra z tym co powiedziała mi psycholog... ale z tym sobie dam spokuj:).
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
01 sie 2008, 17:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Jedność ego z ciałem???

Avatar użytkownika
przez StahuPL 27 lip 2009, 22:19
Poprostu ustawiam samego siebie na pozycji obserwatora samego siebie. Patrze na siebie oczami osoby trzeciej
Też tak mam, ale czy to problem..? Nigdy tak na to nie patrzyłem
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
21 cze 2009, 21:18

Re: Jedność ego z ciałem???

przez Pojebek 27 lip 2009, 23:44
Mi to przeszkadza. Mógłbym poświęcić na opisywanie tego wiele czasu i uchwyciłbym wiele kontekstów. Napisze, że mi przeszkadza. Czuje generalnie coś w rodzaju współczucia do siebie, nawet w tej chwili smutek narasta jak o tym myśle. Poprostu nie mam szans na przeżywanie życia. Oczywiście jeśli ten stan byłby "doskonały"(nie jest tak żel). Zamykam sie we własnym domku i z zazdrością spoglądam przez okno, jak inni sobie to, czy cos innego. Siedze w domku i jednocześnie chce z niego wyjść. Nie jest tak, że nie moge. Chodzi o to, że sie boje i generalnie spodziewam sie czegoś złego. Mi ten stan przeszkadza. Jak sobie teraz wyobraże, że on mija i mogę poczuć sie bezpiecznie, swobodnie ...to bedzie ogromna ulga. Ja właśnie mam tak jakoś dziwnie. Ja to traktuje jako kare, niezasłużoną kare, choć nie do końca. Nagle udeżyło we mnie "poczucie winy". Przypominając sobie sytuacje z dzieciństwa, jak sie zachowałem, jak kogoś potraktowałem to chciało mi sie płakać, czułem obrzydzenie do siebie(po paru latach)Nie byłem taki, tylko takim stworzyły mnie moje lęki i wyobrażenia.To one i wyobrażenia kary zmusiły mnie do "przyżycia " przeszłości jeszcze raz z innej perspektywy. Zacząłem odbywac kare. Ja nagle zacząłem być przekonany, że jestem karany przez coś potężniejszego niż ja właśnei za te grzeszki z których sobie sprawy nie zdawałem.Właśnie za to że jestem taki zły i niedobry. Tak jakbym stał i dostawał ciosy, nie widząc ręki. Trzeba sobie to jakoś wytłumaczyć i pojawił sie Bóg. Czujesz ból są siniaki, ale wokół ciebie nikogo. Z czasem zacząłem blokować wszelkie przejawy siebie. Uznałem, że za kazdą reakcje emocjonalną, spontanicznośc jest kara w postaci potężnego lęku. Mam dużą doze sympati wobec siebie, współczucia w związku z zaistniałą sytuacją... Nie chce sie rozpisywać, ale jakbym miał ująć role Boga w tych moich wyorażeniach to troche bym popisał
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
01 sie 2008, 17:16

Re: Jedność ego z ciałem???

przez Pstryk 31 lip 2009, 11:30
Pojebek dlaczego jesteś dla siebie tak okrutny :?: Skoro uważasz, że to kara niezasłużona to się na nią nie zgadzaj :!:
Pstryk
Offline

Re: Jedność ego z ciałem???

przez Pojebek 02 sie 2009, 00:42
Rozumiem że troche ciężko to zrozumieć. Jak mam sie nie godzić? To powiedz rzeby całe forum nie godziło sie na nerwice. Niech sie nie godzą na kołatanie serca itd... Ja mam coś podobnego, tylko że za tym poszło mnóstwo innych rzeczy . Mój mózg pracuje świetnie. Moge sie założyć że w testach funkcji poznawczych pobił bym wiekszość tego forum. Pscyholog kliniczny, który te testy robił był w szoku, miałem lepsze wyniki niz on. Robiłem takie testy seriami i nawet po któryms tam razie miałem blisko dwukrotnie lepsze wyniki niz wynosiła średnia. Pisze to rzeby nie było wątpliwości, że w zasadzie jeśli chodzi o ocene mojego stanu ze strony klinicznej to jest całkiem dobrze. Absolutnie nie jestem też religijny w takim pospolitym sensie. Do kościoła nie chodze itd...
Napisze tak. Koleś który zabił swoich rodziców pod wpływem narkotyków, po odsiedzeniu wyroku specjalnie kradł i zgłaszał sie na policje bo uważał że należy mu sie wieksza kara. Nie robił tego racjonalnie. Miał taki przymus i sam tego nie rozumiał. Uważał też, że bóg go nienawidzi itd... Moja kara jest podobna. Choć kwestie nienawiści Boga mam juz dawno za sobą, to jednak nadal jest wiele kwestii do naprawy. W zasadzie to ja sie nie godze. Mam wrażenie że coś mi "pękło". Coś z dołu co powinno być pod powierzchnią zlało sie z resztą. Musze powiedzieć że w takim stanie podwyższonej energi mogą przyjść ciekawe rzeczy do głowy:). Rzeczy przerażające jak na głowe kilkunastolatka, który chodził przez cały tydzień w obsranych gaciach, kombinował jakby sie tu z kogoś ponabijać i co by tu śmiesznego odwalić. Mimowolnie, w zasadzie jak widz obserwowałem to co sie pojawiało w mojej głowie. To nie były myśli. Myśli to proces, coś wynika z czegoś coś z czegoś innego itd... U mnie było tak jakby ktoś w ciemnym pokoju nagle zapalił światło. Nagle wszystko stało sie jasne. Jakby wiedza z której sobie sprawy nie zdawałem zawsze gdzieś tam była. Wiedza na tematy społeczne ,socjoligizne ,psychologiczne ,religijne itd...
Moge powiedzieć że tego Boga już nie ma. TO co wpeprzają ci kolesie w czarnych sutannach to nawet nie przedsionek. To tak jakbym umiał dodawać do dziesięciu i podawał sie za geniusza matematyki, to jest śmiech na sali. Pogrążałem sie we własnych myślach(ni chcąc tego)i tam z tym "bogiem" toczyłem sponatniczne wojny:). Moge powiedzieć, że w takich swobodnych stanach wyobrażeń widziałem go jak kleka przedemną, wsadzałem mu jak małej dziewczynce penisa w gardło(chociaż małym dziewczynką sie tego nie robi). Krzyczałem bijąć co popadnie wyzywając go(choć sam za bardo nie wiedziałem o co mi chodzi)i jakbym tylko mógł go znależć, złapać, to bym go ubił. Nawet teraz czuje jak sie mnie boi, jestem silniejszy. Tylko że to nie był zaden Bóg. Nie wiem jak działa ludzka psychika, czym jest Bóg, czym może być. Nie jest z pewnością tylko tym co nam przekazano. Nawet gdyby przez całe życie nikt o nim nie wspomniał i tak byśmy w niego jakoś tam wierzyli itd...Bóg poprostu istnieje. Teraz wiem że Bóg to zupełnie cos innego i że mnie "lubi". Nie w taki cukierkowy sposób jak dzieci , tylko w surowy. Jak ojciec który chce wychować ... Tylko że przez tyle lat, jak sądziłem że Bóg mnie karze za kazdy przejaw mnie, nauczyłem sie kontrolować własne uczucia. Czasem aż sie zwijam w kłębek z bólu. Aż mi sie śmiac chce, że takie gówno miało być karą i miało mnie złamać. Mógłbym sobie siedziec w swojej jaskini jeszcze długo, rzywiąc sie tylko miłością włąsną(którą dopiero odnalazłem) i sie śmiać z takiego gówna. Nawet sie nie otrząsne. poprostu sie skończy i pujde dalej
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
01 sie 2008, 17:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do