Myśli człowieka przygnębionego

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Myśli człowieka przygnębionego

przez typowy_michal 05 kwi 2015, 00:22
Postanowiłem skodyfikować moje myśli tutaj, ponieważ dopada mnie samotność i nie mam z kim na ten temat porozmawiać. Praktycznie nie mam żadnych przyjaciół, a jedynie bliższych lub dalszych znajomych. Dzisiaj spotkałem się z koleżanką, która uczęszczała do tego samego liceum, co ja. Bodajże na początku lutego utworzyłem konto na facebook'u (nie lubię facebook'a), aby się z nią skontaktować oraz dlatego, aby przekonać się, ile osób myśli o mnie, przypomni sobie o mnie, znajdzie mnie i odezwie się w celu nawiązania bądź kontynuacji znajomości. Aktualnie mam kilka osób w znajomych, ale nikt ze mną nie rozmawia. Może ze 3 lub 4 osoby naprawdę sporadycznie się do mnie odezwą telefonicznie. Nie chcę i nawet nie mam sił, aby inicjować jakieś rozmowy, tudzież spotkania czy wypady. Skoro ludzie nie chcą, to ja nie będę się im narzucał. Wracając do koleżanki: fajna dziewczyna, ale nie jest mną zainteresowana, jako potencjalnym chłopakiem. Dzisiaj poczułem chęć na spotkanie i zapytałem, czy ma ochotę gdzieś wyjść. Odpisała, że tak. Chciałem jej wręczyć jakiś kwiatek, ale zorientowałem się, że sklepy już zostały pozamykane. Zatem znalazłem na mieście miejsce, gdzie zostały posadzone jakieś małe kwiatki i zerwałem trzy. Miałem w samochodzie taśmę klejącą, skleiłem je łodyżkami do siebie i w takiej formie podarowałem. Poszliśmy na kawę, a po tym odprowadziłem ją nieopodal miejsca jej zamieszkania, skąd ona poszła z innymi koleżanką i kolegą gdzieś tam dalej. Nigdy nie miałem dziewczyny. Kilka razy w życiu się zauroczyłem i czułem tzw. "motyle w brzuchu", ale teraz moje uczucia są spłycone prawie do zera. Względem nie tylko kobiet, ale i reszty. Niby chciałbym, aby ktoś mnie przytulił, ale wydaje mi się, że nikt nie chciałby kogoś takiego, jak ja. W sumie to lubię np. czytać książki science-fiction, ale nie mam hobby. Aktualnie nie pracuję, ale jeśli pracuję to dla pieniędzy. Praca nie jest dla mnie bardzo istotna. Co jest dla mnie ważne ? Nie wiem. Jestem teistą, ponieważ uważam, że nie można stwierdzić czy jakakolwiek siła wyższa istnieje, zatem nie można takiego stanu rzeczy wykluczyć. Nie opowiadam się za żadną religią, jednakże wiele z nich zawiera sporo mądrości życiowych. Czy zawsze postępuję moralnie ? Nie. Nie żyję zgodnie z możliwością istnienia nieba bądź piekła. Uczynki uznawane za grzeszne bądź te dobre, czynię w zależności od sytuacji, co znaczy, że nie myślę o nich przez pryzmat "dobra i zła". Przeraża mnie samotność tutaj wśród 7 mld żyjących ludzi, a jeszcze bardziej samotność we wszechświecie. Świat widzę, jako planetę zamieszkałą przez ludzi, w której wszyscy nieprzerwanie walczymy o byt, którego sensu nie znamy. Nie mam pojęcia dlaczego żyję i jaki ma to sens. Myślę, że wszyscy jesteśmy w beznadziejnej sytuacji. Jestem trochę nihilistą. Życie nie jest dla mnie wielką frajdą. Gdybym wiedział, że lepszy byt czeka na mnie po śmierci, to ten post nie zostałby nigdy utworzony. Jednakże nie posiadam takowej wiedzy i poczekam, aż natura dobije swego. Kiedyś, pod kątem czerpania przyjemności z życia, byłem przeciętny. Pod innymi kątami raczej też. Zdaje się, że od ukończenia liceum coś zaczęło się zmieniać. Najpierw poszedłem na dzienne studia, ale po pół roku zrezygnowałem. Zacząłem pracować, raz na budowie, raz w biurze. Jeździłem też ciężarówką. Ostatnimi czasy powiedziałem sobie, że na jakiś czas kończę z ciężarówkami, a dokładnie z międzynarodówką i krajówką. Zapisałem się do Urzędu Pracy z myślą o pracy biurowej, ale chyba skończy się na tym, że zacznę niebawem pracę w hurtowni budowlanej, gdzie będę jeździł ciężarówką z materiałami, ale krótkie trasy. No cóż, nie planowałem tego, ale lepszej perspektywy na siebie nie mam. Nie mam pojęcia, co chciałbym robić, czy też zrobić w życiu. Aktualnie mało rzeczy przynosi mi radość. Lubię szybką jazdę samochodem (zachowując rozsądek i wszelkie środki bezpieczeństwa), ale nie uszczęśliwia mnie to. Kiedyś ćwiczyłem na siłowni. Zacząłem w gimnazjum, ponieważ podobała mi się pewna dziewczyna i chciałem lepiej wyglądać. Ten moment napędził moje treningowe koło zamachowe, które obracało się do czasów liceum. Od liceum praktycznie nie ćwiczę. Jakiś czas temu próbowałem do tego wrócić, ale nie daje mi to już dużej przyjemności i jakoś nie widżę w tym celu. Czuję, że to nie jest zbyt potrzebne i nie wydaje mi się, ażeby to mnie miało do czegoś doprowadzić.

Podsumowując:
mam świadomość, że składnia powyższego tekstu pozostawia wiele do życzenia. Napisałem to, o czym myślałem w danej chwili, co znaczy, że mam niezłe szambo w głowie.
Staram się być w życiu w miarę obiektywny w stosunku do świata, jak i do siebie. Różnie z tym bywa, dlatego czytając to, nakreśli się Wam obraz mojej osoby, ale traktujcie go, jako przeciętnej jakości projekcję przesyłaną przez łącze o niskiej transmisji danych. Trzymajcie dystans do tego, co piszę, bo prawdę mówiać, sam do końca nie jestem w stanie siebie zrozumieć, ani zdefiniować. Czasami nie wiem kim jestem, ani co i dlaczego robię.
Moje samopoczucie ma się średnio-dobrze i aktualnie nie widzę możliwości zmiany obecnego stanu rzeczy, dlatego kieruję się z pytaniem: jak mogę odnaleźć siebie i znaleźć szczęście ?

Pozdrawiam

Michał
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 kwi 2015, 22:54

Myśli człowieka przygnębionego

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 kwi 2015, 01:56
typowy_michal, na końcu zadałeś pytanie
jak mogę odnaleźć siebie i znaleźć szczęście ?


Z tego co przeczytałam, to cały czas przyjmujesz postawę wycofującą się. Nie wiem czym dla Ciebie jest szczęście i co wg Ciebie oznacza, żeby odnaleźć siebie. To jest ważne, żeby móc się odnieść.
Wiesz... szczęściu trzeba pomagać. Ty z góry zakładasz, że czegoś nie wypróbujesz, że nie czujesz takiej potrzeby etc....
Sam napisałeś, że nie potrafisz siebie zdefiniować.
Chciałbyś mieć cel w życiu?
Myślę, że jesteś jeszcze nieokreślony, ale nie wiem z jakiego powodu wynika Twój obecny stan rzeczy. Skoro o tym piszesz, znaczy, że ciąży Tobie Twoja postawa względem siebie i innych. Mylę się?
Myślisz, że Twoja postawa ma swoje źródło? Np. wychowanie w domu, stosunki z rodzicami, kolegami.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Myśli człowieka przygnębionego

przez typowy_michal 05 kwi 2015, 12:04
Faktycznie, w kontaktach z innymi ludźmi przyjmuję taką postawę i zachowuję dystans. Dotyczy to zarówno osób mi nieznanych, znanych słabo, jak i znanych dobrze. Praktycznie nie rozmawiam o tym, że mi źle i smutno z nikim. Nie rozmawiam, bo wiem, że żadna ze znanych mi osób (rodzina, koledzy, koleżanki, pani z kiosku) nie jest w stanie mi pomóc zmienić obecny stan rzeczy. Poza tym nie chcę przenosić "negatywnej energii" na inne osoby. Nie jestem wampirem, to nie leży w mojej naturze ;-) Ergo: rodzina być może widzi, spadek aktywności psychoruchowej i takie tam, ale raczej nie dostrzega w tym znamion depresji. Myślę, że nie jestem jakimś tam tragicznym przypadkiem. Po prostu mam taki światopogląd, a nie inny i aktualnie w życiu trochę się nudzę, a kobiet o podobnym światopoglądzie, które byłby skłonne nawiązać jakąś taką głębszą relację, nie potrafię znaleźć, więc obecny stan się utrzymuje.
Jak wyglądałby dzień, o którym mógłbym powiedzieć, że był udany ? Ja, ona. Wstajemy rano. Pijemy kawę, jemy śniadanie - do wyboru. Idziemy do pracy. Pracujemy. Po pracy kawa tudzież herbata. Idziemy na kręgle, bilard, przejść się, pogadać - ot taki zwykły fun, który jest fajny, ale dupy nie urywa. Wieczorem może jakieś pierdoły na YouTube i w kimono :-) Myślę, że jestem równie skomplikowany, co zestaw puzzli, zawierający 100 elementów ;-) Naprawdę nie potrzebuję wiele do szczęścia: mieszkanie, samochód, parę miedziaków na jedzenie i inne drobne wydatki. Jednakże, aktualnie brakuje mi chyba dosyć istotnego elementu - drugiej osoby. Wiem, że z drugą osobą byłbym na pewno innym człowiekiem, aniżeli teraz. Ta wiedza jest empiryczna. Jednakże, jakoś tak wyszło, że jeden dobry kolega wyjechał z dziewczyną do innego miasta, drugi za bardzo się nie odzywa, a kiedy spotykam trzeciego, to rozmowa i w ogóle ten człowiek, nasza więź, to już nie to samo ... etc.
Wiem Monika, że moja odpowiedź na Twoje pytania nie jest merytorycznie poprawna, ale chyba udało mi się dojść do pewnego meritum. Mógłbym w tym momencie wrócić jeszcze do kwestii celu. Co jest moim celem w życiu ? Czym jest dla mnie szczęście ? Co rozumiem, pod pojęciem "odnalezienia siebie" ? Wciąż nie potrafię krótko i zwięźle odpowiedzieć na te pytania, ale wiem, że chciałbym mieć kogoś, z kim mógłbym się nudzić i wygłupiać razem, a także razem zestarzeć.

Dziękuję za rozmowę.

-- 05 kwi 2015, 14:56 --

PS Przed chwilą brałem prysznic i przyszła mi do głowy myśl, którą mogę jeszcze dorzucić, ponieważ łapie się w temacie.

Odnośnie rodziców, a dokładnie ojca, ponieważ relacje z matką w normie. Ojciec to dobry człowiek i profesjonalista w swoim technicznym fachu. No właśnie, on jest profesjonalistą, ale niestety w czasach mojej młodości jakoś nie zainteresował i - wg mojej oceny - nie kwapił się do prób zainteresowania mnie sprawami technicznymi tj. przekazać wiedzę z tego zakresu. Teraz czuję się przez to trochę atechniczny i żałuję, że nie miałem okazji nasiąknąć pożyteczną wiedzą i nabyć umiejętności za młodu. Studiuję zaocznie na kierunku technicznym i czuję się nieswojo, kiedy mówi się o tulejach, wałkach, obróbkach itp. Lubię czytać np. o zjawiskach fizycznych i ciekawi mnie to, ale aktualnie tylko i wyłącznie tyle. Znam mniej więcej budowę silnika spalinowego i zasadę jego działania, ale nie potrafiłbym dokonać w nim jakiejkolwiek naprawy. Raczej nie mam w sobie cząstki majsterkowicza. Znaczy się, nie jestem totalnie upośledzony, ale na pewno mam mniejszą wiedzę i jestem mniej uzdolniony pod tym kątem, niż mój ojciec kiedyś w moim wieku. Takie tam przemyślenia pod prysznicem.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 kwi 2015, 22:54

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Myśli człowieka przygnębionego

przez jokrk 05 kwi 2015, 20:50
W przypadku mediów społecznościowych nie należy oczekiwać, że od momentu rejestracji ludzie będą się kontaktować w miarę regularnie lub będą podejmować działania w celu nawiązania lub kontynuacji znajomości. I nie wynika to z tego, że nie chcą. To jest trochę tak jak w życiu poza Internetem. Najpierw trzeba budować podstawy (fundamenty) więzi (np. spotykając się od czasu do czasu) i w konsekwencji znajdą się wspólne tematy, które będę podtrzymywać więź. Pewnego razu chciałem odnowić znajomość z kilkoma osobami, spotkaliśmy się, porozmawialiśmy o błahych sprawach, jednak bliższy kontakt w pewnym momencie urwał się. Między innymi, dlatego, że nasza więź kiedyż została nagle pogrzebana, później wznowiona i siłą rzeczy nie udało się jej utrzymać. I wtedy zrozumiałem, że trzeba tutaj trochę wnieść od siebie i szczególnie być cierpliwym. Przydaje się przełamać w pewnych momentach i inicjować rozmowy, spotkania czy wypady. Zdaję sobie sprawę, że takie spotkania mogą być "dziwnie" jak nie ma się wspólnych tematów (lub wydarzeń) i przesłuchuje się grupie znajomych, nie wiedząc, o czym rozmawiają i tylko uśmiechając się od czasu do czasu. Jednak myślę, że warto mimo wszystkich uczestniczyć w takich spotkaniach, które później pozostawią ślad w pamięci i będzie można do nich wracać podczas wspólnych rozmów. I wracając do mediów społecznościach. Większa aktywność na portalu będzie się przekładać na większą interakcję z ludźmi – jednak trzeba zachować umiar i nie dać się wciągnąć za bardzo. Jeżeli życie nie sprawia w chwili obecnej większej przyjemności to może podjąć działania mające na celu wsparciu innych osób? Np. wolontariat lub udział w jakiejś organizacji skupionej wokół pomocy lub jakiekolwiek innego tematu. Masz pracę i pewien zasób umiejętności. Warto o tym pamiętać przy różnych okazjach. Lubisz szybką jazdę samochodem, więc prawdopodobnie lubisz poczucie adrenaliny – może warto zainteresować się sportami ekstremalnymi lub po prostu sztukami walk? Wspomniałeś, że od gimnazjum do liceum trenowałeś na siłowni, a motywacją była pewna dziewczyna. Podziwiam i jak widać potrafiłeś odnaleźć w sobie duże pokłady motywacji, co wcale nie jest łatwe. Może warto wrócić do siłowni i motywować się myślą, że to co robisz, jest przede wszystkim dla Ciebie, ale też efekt uzyskany na siłowni może przełożyć się na inne obszary życia.

W przypadku dziewczyny swego czasu uważałem, że związek z drugą osobą rozwiąże wszystkie moje dotychczasowe problemy i pomoże np. zmienić trochę osobowość. I może rzeczywiście na początku tak było. Lekko i pozytywnie. Jednak później zdałem sobie sprawę, że była to tylko iluzja. Pewne zachowania, nawyki, postawy życiowe nie zmienią się od razu. Tutaj trzeba dużo czasu. I choć może dla części osób, związanie się z drugą osobą dużo zmieniło w życiu, w bardzo krótkim czasie, to ciężko dywagować czy jest to remedium, które wszystko zmieni. W każdym bądź razie masz paletę możliwości do wykorzystania i warto to zrobić. Mamy jedno cenne życie i nawet jak nie sprawia w chwili obecnej przyjemności lub wydaje się bezcelowe, to chyba nic nie stoi na przeszkodzi, aby szukać tego celu, próbować różnych rzeczy i ewentualnie pomagać innym. Opisując idealny dzień pokazałeś, że masz marzenia i cel, do jakiego chciałbyś dążyć, więc krok po kroku możesz to realizować.
Just a regular dude...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
02 mar 2015, 22:36

Myśli człowieka przygnębionego

przez typowy_michal 06 kwi 2015, 00:58
Dziękuję Ci jokrk za rozmowę.

Staram się utrzymać kontakt z niektórymi z moich z moich znajomych z liceum. Jakiś czas temu spędziłem nawet dobry weekend z paroma osobami z liceum i z tą koleżanką, ale boli mnie, że to ja muszę inicjować te spotkania. Już dawno nikt sam z siebie nie zapraszał mnie nigdzie, nie próbował wyciągnąć mnie gdzieś.

Właśnie wypiłem trochę whisky i spaliłem dwa papierosy. Miałem się już kłaść, ale pomyślałem, że jeszcze napiszę tę wiadomość.

Czuję się tak k*****ko samotny. To uczucie beznadziejności mnie dobija. Nie cierpię tego, ale to tak trudno zmienić.

Niech mi ktoś napisze coś miłego.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 kwi 2015, 22:54

Myśli człowieka przygnębionego

Avatar użytkownika
przez katia010 06 kwi 2015, 01:25
Co można Ci miłego napisać -może to Ciebie podniesie na duchu - że wszystko jest jeszcze przed tobą! Twoje życie leży w twoich rękach. I nie ma co się zrażać tym, że to ty musisz być inicjatorem różnych wydarzeń. Świat właśnie potrzebuje takich ludzi, większość liczy na to że inni wyjdą z jakąś propozycją i czekają zamiast coś zrobić. Ty nie czekaj. I niestety, jeśli chcesz dokonać zmian w swoim życiu to musisz na to zapracować i nieraz spotka ciebie jakaś nieprzyjemność. Ale lepsze to niż jakaś wegetacja ograniczająca sie do bujania w konstelacjach gwiezdnych - one nie zmienią twojego życia.
I nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, że ludzie , których spotykasz nie mają wpływu na twoje życie. Mogą być przede wszystkim cennym źródłem informacji. Będąc samemu ma się ograniczoną wiedzę na swój temat, wychodząc do ludzi, masz większą szansę dowiedzieć sie czegoś nowego o sobie, słuchając i widząc to jak na ciebie reagują, albo jak ty reagujesz na nich.
Tyle udało mi się wykrzesać resztek optymizmu z mojego umysłu. Wesołych świąt mimo wszystko.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
430
Dołączył(a)
03 paź 2014, 23:53

Myśli człowieka przygnębionego

Avatar użytkownika
przez *Monika* 06 kwi 2015, 12:21
typowy_michal, Wiesz... mówi się, że swojego szczęścia nie można uzależniać od drugiej osoby.
Jeśli nie jest się szczęśliwym samemu z sobą, to z tą drugą osobą też nie będzie wesoło. Myślę, że osamotnienie nie jest fajne. Ludzie są w związkach, a czują się osamotnieni. Z czego to wynika? Mam nadzieję, że wiesz co chciałam przez to powiedzieć.
Jesteś młody, a szczęściu powinieneś pomóc, zainicjować cokolwiek... więc nic straconego.
Siedząc w domu i czekając nie wiadomo na co ;) nie spotkasz tego Kogoś.
Co do umiejętności technicznych... nie każdy musi być we wszystkim dobry i umieć wszystko. Nie każdy jest omnibusem, nie ma takich ludzi. Jak każdy... masz zalety i wady.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Myśli człowieka przygnębionego

przez typowy_michal 08 kwi 2015, 21:56
Dzięki Monika za odpowiedź. Może i faktycznie problemem nie jest u mnie brak drugiej osoby. Może rzeczywiście to by niczego nie zmieniło. Ciężko mi użyć wyrażenia "na pewno", ponieważ nigdy nie byłem w związku i nie potrafię tego zrozumieć, a jedynie wyobrazić sobie. Gwoli ścisłości, nie chodziło mi nawet o seks, ponieważ nie mam defizytu zapotrzebowania pod tym kątem.

"Siedząc w domu i czekając nie wiadomo na co ;) nie spotkasz tego Kogoś." - Niby racja, lecz aktualnie nie mam, gdzie z kim wyjsć i ogólnie nie mam ochoty nic robić. Dach nad głową jest, mam w co się ubrać i co zjeść, a samochód stoi w garażu. Na ten moment nie mam ani żadnych większych zmartwień, ani też dążęń (nie uwzględniając konieczności przygotowania głupich zaliczeń do szkoły i pewnej nieuregulowanej sprawy odnośnie byłego pracodawcy, która zapewne znajdzie swój finał w sądzie pracy). Naprawdę, nie mam sił, ani ochoty, aby wprowadzać jakieś zmiany w życiu swoim, innych, czy też w otoczeniu. Po prostu mam gdzieś politykę, ekonomię, religię. Lubię niektórych ludzi, ale nie widzę podstawy do przyznania ludzkiemu życiu dużej wagi na tle wszechświata. Uważam, że to co robimy, co tworzymy jest ciekawe, ale szczerze mówiąc poddaję w wątpliwość naszą "dobrą stronę człowieczeństwa". Mianowicie, być może to nie agresja jest wynaturzeniem, ale kultura i jej pochodne. Jestem człowiekem raczej cierpliwym, ale sam miałem ochotę zabić albo co najmniej poważnie zaszkodzić swojemu koledze z pracy. Skoro ja mogłem o tym pomyśleć, to co mógłby pomyśleć - ba! zrobić - ktoś bardziej porywczy ode mnie? Życie ludzkie jest relatywnie krótkie i w zdecydowanej większości jest abstrakcją, która od początku świata praktycznie nie wyniosła skutków swej egzystencji na poziom uwagi, dostateczny dla kogokolwiek, poza nami oczywiście. Nie mam myśli samobójczych i nie planuję się zabić. Kto wie, czy po śmierci będzie lepiej ? Zostanę do końca. Poczekam. Kiedy będę zamykał za sobą drzwi, nie zapomnę również zgasić za sobą światła.

Czy ktoś myśli podobnie do mnie ?

Nie chciałbym, aby ktokolwiek mnie teraz pocieszał, ale chętnie poznam Wasze spotrzeżenia odnośnie życia.

pzdr !
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 kwi 2015, 22:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do