Witam + moja historia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Witam + moja historia

przez anonimowy_gość 09 lip 2012, 21:36
Witam, prawdę powiedziawszy nie mam zielonego pojęcia dlaczego to robię, ale poczułem chęć podzielenia się moją historią. Nigdy z nikim o tym nie rozmawiałem, a ciągnie się to już wiele lat.

Za młodu (gówniarza około powiedzmy 5-10 lat) byłem cholernie naładowany energią, całymi dniami latałem po dworze, skakałem po krzakach, drzewach, bardzo dobrze się bawiłem nie zważając na nic. W późniejszych klasach szkoły podstawowej stopniowo zwalniałem. W wieku około 13-14 lat (dobrze nie pamiętam) pojawiły się pierwsze myśli samobójcze - myślę że nie było to nic niepokojącego, bo chyba wielu całkowicie "zdrowych" młodzieńców miewa takie etapy, burza hormonów = bunt, zakochiwanie się co pięć minut, chęć podboju świata i ciągłe zawody.

W każdym razie ja w okresie dojrzewania przeszedłem całkowitą transformację z dzieciaka pełnego energii na zamkniętego w sobie, wiecznie zamyślonego introwertyka. Zauważyłem że w stosunku do rówieśników bardzo obiektywnie podchodziłem do różnych spraw, bardzo często zmieniałem poglądy, nie bałem się przyznać do błędu jeżeli uznawałem że ktoś inny ma rację.

Nigdy nie wyznawałem żadnej religii, i nie chcę tego tematu poruszać, nie wykluczam istnienia bytu wyższego, jednak bez żadnych racjonalnych argumentów, zakładam że takowego nie ma - dlatego też uważam że życie po śmierci nie istnieje, do tego stanowiska doszedłem bardzo szybko (15-16 lat) i trzymam się go do dziś.

Zawsze szukałem sensu w życiu, i niestety za każdym razem odnajdywałem pustkę. Z początku tłumaczyłem sobie że sensem życia jest coś osiągnąć - zostawić coś po sobie na świecie. Jednak życie z dnia na dzień, zmaganie się z rzeczywistością która działała (i działa nadal) na mnie bardzo przygnębiająco z czasem sprawiało, że przestawałem odczuwać chęć osiągnięcia czegokolwiek.

Zacząłem więc tłumaczyć sobie że sensem życia powinno być spędzanie czasu w sposób satysfakcjonujący, niekoniecznie hedonistyczny, ale należy robić to co się lubi, to co sprawia przyjemność. Myślę że jest uczciwe i bardzo zdrowe nastawienie do życia. W wieku 16 lat sięgnąłem po narkotyki, psychodeliki i depresanty. Z początku bardzo pomagały. Dzięki psychodelikom odkryłem nowy, bardzo ciekawy świat, rozszerzyłem znacznie swoje postrzeganie na rzeczywistość oraz poczułem że jest jeszcze wiele rzeczy których warto doświadczyć. Po depresanty sięgałem dużo rzadziej (podchodziłem do narkotyków w sposób w miarę zdrowy - zdawałem sobie sprawę że substancje takie jak kodeina mają bardzo duży potencjał uzależniający), w sposób jak najbardziej ostrożny.

Kodeina pompowała mnie ogromną dawką przyjemności, pozytywnego nastawienia do świata, dzięki niej uwielbiałem rozmawiać z ludźmi, znajomi również dostrzegali we mnie dużo większą "energię towarzyską" kiedy byłem po kodeinie - było widać również z zewnątrz że czułem się znacznie lepiej niż na codzień. Niestety musiałem ją odstawić jakiś czas temu (po kilku latach sporadycznego używania) ponieważ zauważyłem u siebie pierwsze objawy prowadzące do uzależnienia (nie, nie jestem uzależniony, już nie biorę i nie miałem problemu z porzuceniem kiedy tylko zauważyłem niepokojące symptomy, zawsze do tematu narkotyków podchodziłem ostrożnie).

Po szkole średniej poszedłem na studia, które rzuciłem, następnie poszedłem do pracy (pracuję około roku, w branży i na stanowisku do którego od zawsze się przymierzałem i dla którego chciałem skończyć studia - po prostu uświadomiłem sobie że wyższe wykształcenie nie jest mi do tego potrzebne i że mogę od razu zacząć).

Miałem w przeszłości dwie dziewczyny, obecnie w ogóle nie czuję potrzeby przebywania w związku. Oddalam się również emocjonalnie od rodziny. Odczuwam coraz mniej przyjemności, a coraz więcej przygnębienia i beznadziei, nie ostatnio, lecz ten proces trwa już od wielu lat.

Nie wygląda to tak że chodzę coraz bardziej przybity, w coraz większej depresji, tak jak to chyba wygląda stereotypowo - wręcz przeciwnie, nadal potrafię się dobrze bawić, lubię robić pewne rzeczy, jednak odczuwanie przelotnej radości do niczego nie prowadzi. Zdaję sobie sprawę że wszelkie przyjemności (ale i również te negatywne emocje) to nic innego jak zwykłe związki chemiczne, enzymy czy jak się to tam zwie, które reagując z konkretnymi receptorami w ludzkim ciele powodują odczuwanie odpowiednich stanów emocjonalnych. Nie widzę już sensu w podtrzymywaniu tych pozytywnych emocji na siłę, ponieważ to do niczego nie prowadzi.

Nie chcę o tym rozmawiać z nikim kto mnie zna, nie chcę również iść z tymi przemyśleniami do psychiatry (chyba że można by odbyć taką wizytę incognito, np. w maskach :smile: ). Nie sądzą aby można było w tej kwestii poradzić cokolwiek ze strony psychologicznej, ponieważ sam dużo rozmyślam, przeanalizowałem się bardzo dokładnie i wydaje mi się że znam swój problem na wylot.

Chciałem się jedynie podzielić moimi przemyśleniami z kimś innym, a internet dzięki względnej anonimowości jest do tego dobrym miejscem. Myślę że poczuję dzięki temu częściową ulgę ;)


PS. Jeżeli czyta to admin forum - sesję zalogowanego użytkownika trzymacie zdecydowanie zbyt krótko ;) Wylogowało mnie w trakcie pisania tematu.
Posty
2
Dołączył(a)
09 lip 2012, 20:16

Witam + moja historia

Avatar użytkownika
przez monk.2000 09 lip 2012, 22:54
Ciekawie nawet opisałeś tę historię. Ja mam pewne postawione w życiu cele, ale ostatnio tylko po to by lepiej mijał mi czas, poza tym mam jakąś wewnętrzną ambicję i jakoś mimo złego samopoczucia mnie to napędza do jakiegoś działania. Ostatnio nawet zrezygnowałem z prób wyleczenie się z depresji, bo podejmowane przeze mnie działania spełzały na niczym. Teraz zauważyłem że problemy z psychiką odbijają się na wydajności tego co robię. Tego było już za wiele, postanowiłem że na nowo będę poszukiwał pomocy.

Jeśli chodzi o sprawy, typu poczucie sensu życia, wewnętrznie nie odczuwam go, czuję z tego powodu wewnętrzną pustkę, ale racjonalnie jak już wspomniałem staram się ustalić sobie jakieś cele. Częściowo zrodziło to się z tego, że przeleżałem w łóżku około półtora miesiąca, zamiast doprowadzić mnie do stanu obojętności, która znieczuliłaby mnie na wewnętrzne problemy, pokazało mi to że nie da się po prostu nic nie robić. A przynajmniej, kiedy działanie jest fizycznie możliwe.

Do psychologi nabrałem zaufania po przeczytaniu dwóch bardzo naukowych książek z tej dziedziny. Zauważyłem że ludzie są do siebie podobni i poddani pewnym prawom działania psychiki. A jeśli istnieją jakieś zależności to należy je odkryć i wykorzystać, żeby osiągnąć poprawę.

To w skrócie tyle z mojej historii, będąc na forum opisuję głównie moje przeżycia, częściowo wierzę że taka forma może pomóc innym, bo odnajdują jakiś punkt odniesienia, mogą lepiej zrozumieć swoje położenie.

Oczekujesz wsparcia, czy tak po prostu chciałeś się podzielić swoimi przemyśleniami?
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Witam + moja historia

Avatar użytkownika
przez tahela 09 lip 2012, 23:13
. Dzięki psychodelikom odkryłem nowy, bardzo ciekawy świat, rozszerzyłem znacznie swoje postrzeganie na rzeczywistość oraz poczułem że jest jeszcze wiele rzeczy których warto doświadczyć.

heh w to akurat nie wątpię , myslę że Indianie jak jarali fajkę pokoju tez bardzo znacznie mieli rozszerzone postrzeganie świata, podczas owej czynności i nawet im sie to podobało, szczególnie jak nawiązywali kontakt w z duchami przodków
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10974
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam + moja historia

Avatar użytkownika
przez Dziwne 10 lip 2012, 00:02
Jak by mi już nie zależało na najbliższej rodzinie i miałbym do tego dostęp to dzień w dzień bym się upajał narkotykami :D Każdy "zdrowy" na umyśle chce mieć dzieci i żonę. Ale z mojego chorego punktu widzenia jak patrze z boku na ten chory system + chore warunki w Polsce i do tego duża możliwość, że nasz potomek będzie się męczył jak będzie miał pechowy los to czy to wszystko ma sens ?? Jak kiedyś upatrywałem w narkomanach i alkoholikach tchórzostwa od spraw realnych tak teraz to bardzo dobrze rozumiem :/ Czym jest warte nasze ciało skoro, kropla specifiku poprowadzi nas bezwładnie przez czas?? Niby moje myślenie jest chore, i zdrowy powie, że jestem świrem, ale czy takie nie są realia?? Czy ja jestem na tyle chory, że to myślenie jest nie prawdą?

Czy bycie zdrowym społecznie ma sens ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
167
Dołączył(a)
14 cze 2011, 23:08

Witam + moja historia

przez anonimowy_gość 10 lip 2012, 19:50
monk.2000 napisał(a):Jeśli chodzi o sprawy, typu poczucie sensu życia, wewnętrznie nie odczuwam go, czuję z tego powodu wewnętrzną pustkę, ale racjonalnie jak już wspomniałem staram się ustalić sobie jakieś cele.

Ustalenie celów do osiągnięcia nie zastępuje pustki w ogólnym spojrzeniu na życie.

monk.2000 napisał(a):Do psychologi nabrałem zaufania po przeczytaniu dwóch bardzo naukowych książek z tej dziedziny.

To nie jest tak że ja nie mam zaufania do psychologii, wręcz przeciwnie, zdaje sobie sprawę że psychikę człowieka można zamknąć w ramach nauki, ponieważ prawa rządzące psychiką są u każdego człowieka takie same (nie mówię "każda psychika ludzka jest taka sama") - to tak jak z komputerem, każdy posiada inaczej skonfigurowany, ale prawa działania są takie same.
Ja nie oczekuję pomocy psychologicznej ponieważ wydaje mi się, że sam znam swoją psychikę wystarczająco dobrze.

monk.2000 napisał(a):Oczekujesz wsparcia, czy tak po prostu chciałeś się podzielić swoimi przemyśleniami?

Nie oczekuję wsparcia, chciałem jedynie zrzucić ten balast, odczuć "dziką" satysfakcję z faktu iż ktoś w końcu dowiedział się o mojej tajemnicy i muszę przyznać że pomogło :)

tahela napisał(a):myslę że Indianie jak jarali fajkę pokoju tez bardzo znacznie mieli rozszerzone postrzeganie świata, podczas owej czynności i nawet im sie to podobało, szczególnie jak nawiązywali kontakt w z duchami przodków

Indianie z tego co kojarzę palili między innymi pewną odmianę szałwi, która w wysokich temperaturach spalania uwalniała najsilniejszą występującą w naturze na całym świecie substancje psychodeliczną, więc zapewne mieli "niezłe jazdy".

Dziwne napisał(a):Jak kiedyś upatrywałem w narkomanach i alkoholikach tchórzostwa od spraw realnych tak teraz to bardzo dobrze rozumiem

Ja zawsze uważałem upatrywanie się w ludziach uzależnionych tchórzostwa lub innych dziwnych cech za wydumaną analizę która nie ma żadnego sensu.

Dziwne napisał(a):Czym jest warte nasze ciało skoro, kropla specifiku poprowadzi nas bezwładnie przez czas??

Zgadzam się w pełnej rozciągłości i pragnę jeszcze dodać, że nie odnosi się to tylko do narkotyków, ale i wszelkich emocji, które w wielkim stopniu nie różnią się od substancji które możemy samodzielnie sobie zaaplikować. Wszak miłość uchodząca za najsilniejszą i najpiękniejszą emocję jest niczym innym jak uzależnieniem od przyjemności dostarczanej nam poprzez wydzielanie przez nasze ciała substancji które działają na identycznej zasadzie co morfina. Nie powinno być więc zagadką dlaczego wielu nastolatków popełnia samobójstwa z powodu nieudanej miłości, ponieważ w wieku burzy hormonów młody człowiek jest na "haju" podobnym pod względem typu do tego, który odczuwa osoba uzależniona od heroiny, tyle tylko że znacznie słabszym.


Ps. bardzo mnie ucieszyło że ktoś odpisał :)

Pozdrawiam.
Posty
2
Dołączył(a)
09 lip 2012, 20:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do