Chciałabym umrzeć ale nie potrafię skutecznie się zabić

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Chciałabym umrzeć ale nie potrafię skutecznie się zabić

Avatar użytkownika
przez bittersweet 06 kwi 2012, 15:45
Susannah,

Sorry, co to za pomysł z osoba chora na schizofrenie ? Boisz się że staruszek może być upierdliwy ? Podejrzewam, ze starzy ludzie są w lepszej formie psychicznej niż my, młodzi - przynajmniej jesli chodzi o to forum ;) . A jeśli nie starzy to może dzieciaki? Są oferty dla au pair, często pożenione z nauka za granica. A żeby szukać to chyba najlepiej zwrócić sie do urzędu pracy bezpośrednio w kraju który sobie upatrzyłaś, nie przez pośredników, tak można dostać pracę np w Niemczech. Tam firmy składają oferty do swojego Arbeitsamtu i czekają na chętnych. Teraz wiosna to prace sezonowe w ogrodnictwie, potem lato to oferty z ośrodków wypoczynkowych.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Chciałabym umrzeć ale nie potrafię skutecznie się zabić

przez Łazarz 06 kwi 2012, 23:39
Susannah,

Cudaczka ma rację. Skorzystaj z możliwości jaką daje Ci unia europejska czyli między innymi swobodny przepływ pracowników. Możesz w ten sposób łączyć przyjemne z pożytecznym, moja siostra z 6 lat temu wyjechała do Londynu, tam pracowała jako zwykła sprzedawczyni perfum w harrodsie. Potem zaczęła studia, wzięła kredyt studencki, ukończyła je, pracowała w firmie związanej z jej kierunkiem, a potem wyszła za Polaka za mąż i ma tam roczne dziecko. Normalnie w Polsce by sobie na to nie mogła pozwolić, pomyśl poważnie na temat emigracji zarobkowej, możesz tam ułożyć sobie życie.
Wart posłuchać ludzi, którzy obiektywnie mogą patrzeć na cudze problemy i nie są dzięki temu obciążeni emocjami, jeśli kilka osób mówi Ci to samo to znaczy, że coś w tym jest. Wiem, że Ci ciężko, moja sąsiadka, która popełniła s. również męczyła się z niemożnością zaspokojenia potrzeb samorealizacji, wiem co to znaczy być przypartym do muru. Mam pytanie, co by musiało zmienić w Twoim życiu abyś przestała odczuwać dyskomfort i żyła normalnie albo szczęśliwie, opowiedz mi o tym proszę.

-- 06 kwi 2012, 22:51 --

Ogólnie mam bardzo ważną radę dla Ciebie, i jestem w 100% przekonany co do jej słuszności. Gdybym był na Twoim miejscu na pewno bym tak postąpił, mianowicie- weź kredyt studencki, wyjedź na studia, mogą być wieczorowe by nie było problemu z dostaniem się, możesz liczyć na stypendium socjalne, s. na wyżywienie, s. na mieszkanie. Będziesz mieszkać w akademiku czyli będziesz płacić bardzo niski czynsz powiedzmy 300 zł. Znajdziesz w międzyczasie pracę np. w call center albo gdzieś w knajpie, da się to pogodzić, wielu ludzi tak robi. Skończ te studia, jakikolwiek kierunek byle było mgr przed nazwiskiem, w trakcie nauki staraj się zdobywać doświadczenie pracując jako wolontariuszka czy praktykantka, wyjdziesz na prostą.
Wyznacz sobie cel, wyznacz sobie ,,dyrektywy'' i realizuj je, zaprzęgnij Swój intelekt i pracuj nad wykonywaniem powierzonych sobie zadań. Chcę Ci pomóc, bezinteresownie, moje gg to 41848585 . Odpowiem Ci na każde pytanie i doradzę w miarę możliwości, wysłucham problemów.
Offline
Posty
252
Dołączył(a)
14 sty 2012, 18:56

Chciałabym umrzeć ale nie potrafię skutecznie się zabić

przez Susannah 07 kwi 2012, 16:07
Pytasz, drogi Łazarzu co musiałoby się stać? Otóż, musiałabym po pierwsze przestać spędzać dnie w domu. Albo studia dzienne albo praca jakakolwiek, prócz zamiatania i zaoczne dodatkowo aby mieć wykształcenie. Poza tym dodatkowo nie wiem, czy samo to pomogłoby mi przy problemach rodzinnych ale na pewno wybycie z domu na większą część dnia ulżyłoby mi niemiłosiernie. Może też byłoby mniej kłótni, bo są ciągłe o to że ja chcę się zabić a on tego nie rozumie. Ale jak nie chce mi pomóc, to niech żyje beze mnie, trudno. Ja nie będę błagać na kolanach o normalne życie, możliwości rozwoju i samorealizacji. Jak ktoś mnie traktuje w domu jak trędowatą, niech nie liczy na to, że ja będę żyła. Ciągle mam bóle z nerwów, stresu w domu, każdy drze się, nie potrafi normalnie i spokojnie porozmawiać, wyzywa mnie od chorych, czubków,itp.
Na dodatek gdy ja mówię swoje racje -a sądzę, że to normalne czego pragnę i każdy człowiek pragnie podobnych rzeczy, celów jak ja, jestem wyzywana od chorych na głowę. No ludzie! Z jakiej racji ja mam nie mieć szczęścia? Bo jestem gorsza? dlatego nie chcę tu żyć, bo zazdroszczę im życia a jestem na łasce innych i nie umiem tak dalej żyć! Nie godzę się więc mam plany samobójstwa.
Nie chce, aby brzmiało to jak bełkot rozwydrzonego nastolatka, ale w tej "rodzinie" czuję się okropnie i chyba nic tego nie zmieni :105: przykład z życia wzięty: ktoś na święta tegoroczne kupił ciasto, daje je mojemu rodzicielowi aby sobie pokroił do kawy, choć ja też siedzę obok ale w sumie przyzwyczaiłam się, że nikt ze mną nie rozmawia. Żałuję, że musiałam zjechać do Polski. Smutne święta ale po nich chyba mogę odejść bo co mi szkodzi? Zaprosili mnie na 1 rozmowę kwalifikacyjną a ja oczywiście boję się i najprawdopodobniej nie pojadę bo tez nie chcę słuchać rodziny jakby nie wyszło a wielka szansa, że nie wyjdzie nic (przez telefon mówiono mi o ewentualnych dniach próbnych).

Kredytów nie chcę brać a już mówię dlaczego: otóż jestem dobra z humanistycznych przedmiotów, a jak wiecie humaniści na rynku pracy mają marne szanse. Jeśli wezmę kredyt i będę musiała go spłacać po ukończeniu studiów 2 stopnia, a zwyczajnie nie znajdę pracy, to co wtedy? Przecież będę zdana na siebie. A nie chcę znów żyć w strachu, że nie spłacę kredytów jakie nabrałam za młodu.

-- 30 kwi 2012, 17:45 --

Postanowiłam ostatni raz spróbować,by móc uczciwie powiedzieć sobie, że uczyniłam wszystko, co byłam w stanie ku polepszeniu sytuacji. Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną, poszło mi całkiem dobrze, tydzień później oddzwonili. Zaczęłam czuć poprawę, bo miałam wreszcie sens w życiu i możliwość nauki, nowe cele. Mój nastrój poszybował,a świat wydał mi się zupełnie inny.
Dziś jednak runęło, wiedziałam, że to by było zbyt piękne, by mogło trwać i trwać! Po prostu powiedzieli, że dni próbnych koniec, i teraz "mają jeszcze kogoś innego do sprawdzenia". Wróciłam do domu. A myśli samobójcze wróciły ze zdwojoną siłą, oczywiście zniżka nastoju na dzień dobry i planowanie powieszenia.

-- 07 wrz 2013, 22:58 --

Ok, trochę się zmieniło w moim życiu. W czerwcu 2012 dostała staż w firmie produkcyjnej, niestety nie było to dobre przeżycie ze zwględu na ludzi, któych tam spotkałam. OCzywiście, znalazło się kilka świetnych osób, ale większość utrudniała mi pracę. No i nie nadawałam się do produkcji, bo nie wyrabiałam norm, poza tym wszystko musiało być idealnie równo itp i później zbierałam opieprz od osoby z kontroli, że czemu wystaje tu to, a czemu nie pamiętam o tym itp. Może stres, może coś innego często się myliłam, zapominałam itp. PRzemęczyłam się 3 mce i nie chciałam przedłużyć, dostałam się wtedy na wszystkie kierunki studiów, na jakie złożyłam papiery. Jednak moi rodzice (mama schizofreniczka) byli bardzo przeciwni, bym szła do szkoły. Zobaczyli papiery z uczelni i "uuuu chyba nie zamierzasz iść do szczecina". Więc w końcu dałam za wygraną, nie poszłam. Spędziłam życie znów w domu z depresją.
Miałam ciężką jesień/zimę, 2 miesiące jeszcze były znośne bo odpoczęłam psychicznie od tej kierowniczki i nerwów. Późiej było tylko gorzej, zima była dlługa w tym roku jak wiecie i moje doły były coraz dłuższe. W marcu zaproszono mnie na rozmowę do tej samej firmy tylko na stanowisko w dziale transportu, poszłam, bardzo mi zależało, ale wiedziałam, że nie przyjmą mnie. Byłam w szoku, gdy się udało. Później spojrzałam na niektóre maile (poczta po dziewczynie, któa odeszła) i zobaczyłam, że oprócz mnie mieli 6 innych kandydatów, z lepszym doświadczeniem i wykształceniem (ja miałam tylko ten staż i praktykę w Niemczech). Tak trwała praca i było dobrze, do czerwca kiedy miałam atak kamicy żółciowej przewodowej i trafiłam do szpitala z żółtaczką. Zrobili mi ECPW i wyciągneli kamień, dostałam dietę i za 3 tygodnie planowy zabieg. Pech chciał, ze miałam operację gdy moja umowa prawie dobiegla konca (okres próbny) i bałam się, co dalej. PRzedłużyli mi umowę, rozmawiałam z dyrektorem. JEdnak od tamtej pory zaczęło się psuć, przyjęli kolejną osobę moim zdaniem zbędną i przez to pół dnia nie mam co robić... Tamta osoba jakby podkradła mi pracę. Dostałam propozycję innej pracy w moim mieście ale za niższą kasę, byłam na rozmowie. Ale wolałabym zostać tutaj, tylko że tak jak dawniej żeby było. Rozmwiałam z dyrektor, czy mogłabym mieć więcej obowiązków, Sądziłam, że pomyśli o mnie ambitna, bo mało kto prosi o więcej pracy... Ale ona powiedziała, że skoro tak to tamta może przejąć moje obowiązki. No i jestem w kropce, chciałam jej powiedzieć że tamtej pracy pewna nie jestem, bo tylko na zastępstwo umowa by była. Tutaj są fajni ludzie, no ok jest stres duży ale chciałabym pracować więcej jak na początku. Już się wdrożyłam i wolę nie zmieniać ale nie mam pewności, czy zostanę skoro dyrektor już tak mówiła... Umowa jest do końća września i nie wiem, co robić? Bo nie chcę zostać na lodzie, tam nie zaczekają na mnie a tu mi nie przedłużą... Sami widzicie. A co do szkoły, nie odważyłam się już 2 raz składać papierów, tracić kasę na zdjęcia i opłatę rekrutacyjną. Bo i tak nie wiem, czy na zaoczne będzie kasa, a rodzice są przeciwko.
Nadal jednak jestem samotna, w pracy tylko rozmowy o pracy, nie mogę poznać ludzi, nienawidzę weekendów bo muszę w domu siedzieć. Wychodziłam latem na rower, nad jezioro ale nadal sama jestem, nikogo nie poznałam, to pogłębiło moją samotność. Poznałam tydzien temu na internecie 26latka, pisal ze widział mnie jak spacerowałam, pamietam go, obejrzał się wówczas za mną. Pisaliśmy trochę i tydz temu miałam pierwszą w życiu randkę.
Było mi naprawdę dobrze, pierwszy raz w zyciu poczułam się szczęśliwa, ładna, mądra. Ale niestey się zmieniło. On najpierw powiedział, bym napisała mu i wybrała kolejne spotkanie, wybrałam zeszłą niedzielę ale amiast się pojawić o 15, napisał o 18.00 mimo że czekałam, że jest chory. W pon napisał, że ma anginę był u lekarza i ma nadzieję się spotkać jak wyzdrowieje, ma nadzieję że w weekend. JEdnak wczoraj napisał b krótko i już wiedziałam, że nic z tego. Że ma mnie głęboko.
Nasza rozmowa brzmiała tak:

x

wczoraj 17:18
Ja
:p
wczoraj 17:18
x
co tam
wczoraj 17:19
Ja
ładna pogoda dziś
x
bardzo
wczoraj 17:20
Ja
w czwartek też dużo pracy było
wczoraj 17:21
x
a dzis
wczoraj 17:23
Ja
dziś mniej niestety
wczoraj 17:23
a u Ciebie?
co robiłeś wczoraj
x
glownie spalem
wczoraj 17:24
Ja
nadal chory jesteś?
wczoraj 17:24
x
powoli przechodzi
wczoraj 17:25
Ja
to kiedy sie widzimy?
wczoraj 17:33
x
jak tylko bedzie lepiej ze mna
wczoraj 17:33
Ja
czyli?
wczoraj 17:33
x
nie wiem
wczoraj 17:34
Ja
cos długo chorujesz
wczoraj 17:35
x
ale czy to ode mnie zlaezy?
wczoraj 17:36
Ja
po prostu wydaje mi się to troszeczkę dziwne
wczoraj 17:37
ja w szpitalu krócej byłam
x
no ok skoro mi nie wierzysz
wczoraj 17:37
Ja
nie to że nie wierzę
wczoraj 17:38

ale myślałam że jakieś plany mogę porobić
wczoraj 17:40
SmyQ
nic na to nie poradze
wczoraj 17:40
Ja
ok
wczoraj 17:40
x
wczoraj 17:40
Ja
szkoda
wczoraj 17:40
chciałam po prostu wiedzie c
wczoraj 17:41
x
rozumiem
wczoraj 17:41
Ja
czyli raczej nie
wczoraj 17:41
x
mam nadzieje tak ale nie wiem jak bede sie czul
wczoraj 17:42
Ja
ok
wczoraj 17:42
bo nie wiem czy cos planowac czy nie
najwyzej napiszesz jutro jak się czujesz
wczoraj 17:43
x
to juz zalezy od Ciebie jesli chcesz to zaplanuj sobie cos
wczoraj 17:43
Ja
po prostu chciałabym wykorzystać ładną pogodę
wczoraj 17:44
ale skoro się źle czujesz
x
zobacze jutro
wczoraj 17:44
Ja
ok tylko napisz zebym wiedziała
wczoraj 17:44
bo wtedy tez czekalam
haha teraz to w ogóle Cię zapomniałam
wczoraj 17:47
x
wybacz ale ucikam bo glowa mi zaraz peknie
wczoraj 17:49
Ja
ok
wczoraj 17:49
x
no to pa

Poszłam dziś na rolki, bo zauwazylam ze był dostepny na gg przez 5 minut i nawet sie nie odezwał, po czym zmienił status. Wg mnie nic z tego nie b ędzie i tyle. Szkoda, kolejny raz widzę, że albo ktoś sobie ze mnie jaja robi albo nie wiem co? Nie umiem wierzyć ludziom, po tym co przeszłam w szkole itp. To piekło odcisnęło swój ślad i chciałabym mieć terapię, jednak w mojej mieścinie nie ma takich możliwości, jest na pewno w Szczecinie (100 km). Wróciłam do punktu wyjścia, moje życie nadal jest koszmarne, chyba całe będzie takie potworne, ciągle tylko w dupę dostaję, nic nie wychodzi. Zagubiłąm się w tym wszystkim, ostatnio często oglądam porno i zabawiam się sama.
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do