Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Łazarz

Użytkownik
  • Zawartość

    262
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Intel, ketrel to dobry lek, zaj. ebiscie znieczula, czyni Cię odważnym, pewnym siebie i opanowanym. Jednak po nim, jak i po lamitrinie mialem codzienne resetowanie pamięci, ja nie mogłem się na to zgodzić. Ale słyszałem, że u niektorych sam ketrel (bez lamo) nie wplywa na pamięć. Dobry jest w chad, stabilizuje ten ketrel. Samopoczucie mialem po nim świetne, ale zupełnie nie byłem wtedy sobą. Więc ze 100 mg na Twoim miejscu można by spróbować, zobaczyć jak się. sprawdzi. Ja się będę trzymał tej 100 amisanu choć na niej cierpię, ale przynajmniej pamięć mam sprawną. Probowalem brać 50, napięcie i niepokój puszczaly, ale to jednak za duże ryzyko nawrotu więc wrocilem do 100. Po 2 dniach na 50 już mialem nienaturalnie poszerzone źrenice. Monster satysfakcja rzeczywiscie jest, ale wiesz, prawie 30stka na karku, a ja jestem jeszcze w lesie z wieloma życiowymi sprawami. Tak czy owak, dzięki.
  2. Cześć wszystkim, Polanka,nie mam już na pieńku z Bogiem, kiedyś miałem epizod antyklerykalizmu, ale mi to minęło. Trochę tu nie pisałem, wyobraźcie sobie, że po 9 latach od rozpoczęcia studiów w końcu udało mi się obronić w lipcu licencjat. Zacząłem studia w 2008 roku w październiku. Gdy byłem na III roku w 2010 r. w październiku, to pierwszy raz zachorowałem, wziąłem urlop zdrowotny. Rok w depresji i niewychodzenia z łóżka. Remisja w grudniu 2011. Wróciłem na studia w 2012 r. w październiku, byłem wtedy na 200 mg ketrelu, 100 mg lamitrinu. Zrobiłem semestr, zachorowałem po raz drugi w maju 2013, bo odstawiłem leki. Znowu rok depresji i leżenia w łóżku. Przytyłem 20 kg przez ten czas. Remisja w lipcu 2014. Wróciłem na studia tym razem w październiku 2014. Byłem na abilify, lamitrinie i wenlafaksynie wtedy. Przez leki zdawanie sesji przeciągało się w czasie. Po drugim rzucie choroby ciężko było u mnie z motywacją. Na koniec powtarzałem samo seminarium i robiłem różnicę programową, zacząłem w listopadzie 2016, zdałem ostatni przedmiot w styczniu 2017, obroniłem się na początku lipca 2017. Kawał czasu. Jeśli chodzi o licencjat, to pisałem go na 100 mg amisanu, kiedy to ciężko mi było wysiedzieć w miejscu, a ok. g. 16 zazwyczaj przychodziły lęki i niepokój od jego aktywizującej właściwości. Pisałem po stronie dziennie, wymagało to ode mnie uporu maniaka, bo z jednej strony amisan mnie zbyt nakręcał, a z drugiej miałem chwiejne nastroje. Pisanie całej pracy wraz z poprawkami zajęło mi pół roku. Dałem radę. Miałem podwójny wysiłek praca pod względem merytorycznym była tak samo oceniana jak u osoby zdrowej. Nie wiem komu by się chciało przez 9 lat nie odpuszczać i wracać na studia jak bumerang przez tyle lat, niejeden by to już olał, ale ja ni chole.ry nie mogłem tego odpuścić, bo gdy byłem w depresji, to właśnie myśl o skończeniu studiów motywowała mnie do walki z chorobą. Tyle zachodu, by zostać absolwentem UW Obecnie nie wiem jak będzie wyglądała moja przyszłość, teraz szukam jakiejś porządniejszej pracy, chciałbym się usamodzielnić. Nie wiem czy mi się to uda, ale się staram. Zobaczymy jak się mój los potoczy. Pozdrawiam Łazarz
  3. Cześć wszystkim, Polanka,nie mam już na pieńku z Bogiem, kiedyś miałem epizod antyklerykalizmu, ale mi to minęło. Trochę tu nie pisałem, wyobraźcie sobie, że po 9 latach od rozpoczęcia studiów w końcu udało mi się obronić w lipcu licencjat. Pisałem go na 100 mg amisanu, kiedy to ciężko mi było wysiedzieć w miejscu, a ok. g. 16 zazwyczaj przychodziły lęki i niepokój od jego aktywizującej właściwości. Pisałem po stronie dziennie, wraz z poprawkami zajęło mi to pół roku, kosztowało sporo stresu, co przy chwiejnej psychice nie było łatwe. Ale dałem radę.
  4. Mariusz 75, wiesz co? Miałem podobne rozmyślania o śmierci. Też często jej pragnę, ale nigdy nie byłem w stanie się odważyć coś zdziałać. Nie jestem w stanie. Pomyśl sobie tak. I tak kiedyś umrzesz, ze starości, na jakąś chorobę. Skoro to i tak przesądzone to po co to przyspieszać skoro życie to i tak jednorazowa przygoda. Trzeba mieć jedynie siłę by wytrwać do jego końca, a wiem, że z tym może być ciężko. Jam mam tak, że nie chcę umierać, ale czasami nie mam siły żyć. Taki paradoks. Od 2010 r., od rozpoczęcia choroby nie jestem tym samym człowiekiem, jakby na moją psychikę, osobowość, duszę została zrzucona bomba atomowa. Czuję się pozbawiony tożsamości, bo leki i choroba ją wypaliły, zapomniałem już kim tak na prawdę byłem, jestem. Brnę tak tylko w egzystencji. Jestem co prawda w remisji, już nawet nie biorę stabilizatorów, tylko 100 mg amisanu, można by powiedzieć, że mam stan nawet sprzed choroby, ale jarzmo doświadczeń związany z chorobą jest tak olbrzymie, że rzutuje na moją rzeczywistość. Wydaje mi się, że nigdy nie uda mi się wrócić do normalnego życia. Cieszę się tylko, że mam już dobrą pamięć, bo nie muszę już brać stabilizatorów, i teraz jak staram się coś przypomnieć z przeszłości to mam 7 letnią dziurę w głowie. Jakby ktoś mi zabrał 7 lat życia. Tu nie chodzi tylko o stan w pełnej chorobie. Życie na lekach, które Cię otumaniają, pogarszają pamięć, to też forma dysfunkcji, która zabiera Ci coś z normalności życia. I wtedy koło się zamyka, znowu coraz bardziej wtedy człowiek myśli o śmierci. Wiem z doświadczenia, że myślenie o śmierci daje mi ulgę. Ale to jest takie oszukiwanie siebie, bo to nie jest rozwiązanie problemu. Chciałby człowiek czerpać taką dziecięcą radość z życia, ale z wiekiem i po chorobie nie jest to łatwe. Jako Tobie Mariusz mogę Ci życzyć tylko siły ducha, niezależnie od efektów. Wiem, że to takie czcze gadanie, ale co pozostało oprócz tego, trzeba walczyć do końca, choć nawet siły brak, dla zasady. A jeśli jest już zupełnie beznadziejnie, a byłem w takim stanie i wiem co mówię, to wtedy trzeba wbrew logice starać się to przetrwać tak długo jak się da. Chociaż nie wiem co by ze mną teraz było gdyby mi się nie poprawiło. Ja byłem w takim stanie, że nie pisałem na forum, uważam, że jeśli ktoś jest w stanie korzystać z forum to jeszcze nie jest z nim tak źle. Choć wiem, że to trudne, to uważam,że należy trwać przy życiu tak długo jak się da, bo i tak kiedyś się kiedyś skończy. Pozdrawiam Łazarz
  5. Cześć, Biorę lamotryginę jako stabilizator nastroju, ale wpływa ona u mnie negatywnie na pamięć. Chciałbym zmienić na inny stabilizator po którym nie będę ciągle się resetował. Bierzecie albo znacie jakiś, który nie wpływa na pamięć? Pozdrawiam Łazarz
  6. Życie nie jest łatwe, ciężko się żyje z brzemieniem choroby. Ciężko się żyje z bólem. Nie wszyscy mogą być szczęśliwi. Rozumiem, że każdy ma jednak swój próg wytrzymałości, zdziwicie się jednak jak silna potrafi być wola życia, nawet wbrew samemu sobie coś nas trzyma na ziemi. Nasz instynkt samozachowawczy działa i chroni nas przed zrobieniem sobie krzywdy. Apeluję o wolę życia wbrew wszystkiemu, bo są sytuacje, kiedy tracisz już nadzieję na lepsze jutro, a w końcu ono przychodzi. Nie jest tak zawsze, ale się to zdarza, mi się to zdarzyło. Nie wiem co będzie ze mną w przyszłości, ale staram się jak mogę by było dobrze.
  7. Łazarz

    anhedonia

    Adrian, jak ja byłem w depresji w chadzie ok. już rok z brakiem emocji, anhedonią, otępieniem i brakiem mimiki, to dopiero pomogło mi combo abilify(neuroleptyk) lamitrin( stabilizator) i wenlafaksyna.
  8. Monster, Twoje posty przypominają mi moją manię wywołaną odstawieniem leków. W moim przypadku nie miałem świadomości, że jestem w manii, święcie wierzyłem, że ściga mnie KGB i mosad bo jestem mężem stanu itp. Pamiętam to uczucie gonitwy myśli, pędziły jak szalone. Nie kontrolowałem swoich słów, miałem przymus mówienia. Ten stan jest wysoce niebezpieczny o ile nie Jesteś przykuty łańcuchem do kaloryfera. Obyś jakoś wyszedł na prostą.
  9. Oby nie doszło do tego, chciałbym aby było dobrze z Tobą.
  10. wieloraki, grunt, że coś Cię jest w stanie wciągnąć, tego się trzymaj. Nie myśl o budowaniu życia, kiedy zdrowie Ci wysiadło. Przyjdzie na to czas gdy wygrasz z chorobą. Do tej pory rób co możesz z lekarzami i lekami aby dojść do siebie. Nie poddawaj się. Mi też jest ciężko, wyszedłem ze stadium choroby i jestem na etapie budowania życia. Nie wiem czy dam radę, często mam ochotę wyć do księżyca z samotności i stresu. Przytłacza mnie to życie. Ale nie poddawajmy się.
  11. Tella, Aligheri to miłe z Waszej strony, te słowa są budujące dla mnie. Motywują mnie, by się nie poddawać i walczyć o normalne życie. Pozdrawiam Łazarz
  12. Stracona100,u mnie odstawienie leków na własną rękę wywołało manię, a potem depresję z której nie wyszedłem przez rok. Rozwaliło mi to życie. Bardzo żałuję tej decyzji, nie wiem jak u Ciebie sytuacja wygląda, ale odstawienie leków conajmniej grozi nawrotem choroby.
  13. Carica Milica, to bardzo miłe z Twojej strony, nie spodziewałem się, że ktoś jeszcze pamięta ten temat. Fakt, że Ci się do czegoś przydały słowa tam zawarte cieszy mnie bardzo.
  14. Łazarz

    Samotność

    Jestem na rozdrożu. Staram się naprawiać zrujnowane życie po chorobie, doszedłem do siebie w pełni, ale życie dalej jest w rozsypce. Robię co mogę, ale daleko do końca i nie wiadomo czy się uda, jest mi trudno bardzo. Aktualnie nie mam nikogo bliskiego na kim mógłbym polegać, samotność mnie zżera.
  15. monster6 dzięki, niestety życie mimo względnego zdrowia nadal mam w rozsypce, lata lecą i czasami nie ma się sił zaczynać kolejny raz wszystko od nowa. CaricaMilica jeśli chodzi o mnie, to zależy ile wypiję. Staram się nie brać tej nocy leków jeśli wiem, że sporo wypiję. Przy małych ilościach nie jest to raczej konieczne. Oczywiście jeszcze zależy to od tego jak dużo leków bierzesz.
×