Nieszczęśliwa miłość i ogromne zmiany

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nieszczęśliwa miłość i ogromne zmiany

przez MarcinekX 05 lip 2010, 00:23
Witajcie,

Długo się zastanawiałem czy tutaj napisać, ale powoli nie daję sobie rady - więc napisałem. ;) Zacznę od początku. Kilka lat temu miałem przyjaciółkę. Były to czasy gimnazjum. Jak nietrudno się domyśleć, zakochałem się w niej. Oj były to dla mnie ciężkie czasy, ona mnie nie chciała, przez to zacząłem palić papierosy (zgadzam się, głupota), ale to tylko taka mała dygresja. ;) Mimo wszystko jakoś nam się to ułożyło, ona uwierzyła w to że mi przeszło no i wszystko było ok. Po dwóch czy trzech latach, kontakt nam się urwał. Powód? Ona znalazła sobie chłopaka, przez co nie miała dla mnie nigdy czasu. Teraz przenieśmy się w czasie pięć miesięcy temu...

Przypadkiem się spotkaliśmy raz, drugi raz, na imprezie. Wszystko wróciło, zrozumiałem że dalej ją kocham i nigdy nie przestanę. Marzyłem o tym żebyśmy znów byli przyjaciółmi. Wydawało mi się to nierealne. Nawet nie próbowałem... za to na moje nieszczęście (jak się później okazało) zrobiła to ona. ;) Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, spędzaliśmy (spędzamy?) ze sobą bardzo dużo czasu. Wmawiałem sobie że przyjaźń mi wystarczy. I to był duży błąd, w tym momencie nie wystarcza mi to ani trochę. Nie mam już siły. Każdy mówi mi - 'olej ją, zapomnij o niej, przestań się z nią spotykać', ale ja nie potrafię! To jest jak uzależnienie od papierosów. Nie potrafię jej teraz tak po prostu ignorować. Przez te 5 miesięcy nazbierało mi się tyle wspomnień... Nie wiem co ja mam robić. Ona w dalszym ciągu jest z tym gościem. Sprawę pogarsza fakt, że ona ma napraaawdę ciężki charakter. No cóż, porzućmy to na chwilkę i przejdźmy do następnego problemu...

W październiku wyjeżdzam na studia do innego miasta. Tu gdzie mieszkam obecnie, mam całe moje życie, znajomych, przyjaciół (i mn. ją ;) ). Nie przejmowałbym się tym - przecież będę przyjeżdzał tutaj co tydzień... nie. Nie będę. Moi rodzice wyprowadzają się stąd, do jeszcze innego miasta. Z nowego, obcego miejsca będę wracał do... nowego, obcego miejsca! Już teraz mentalnie czuję się bezdomny. :( Nie wiem jak ja sobie z tym poradzę. Nowe miejsce, nowi ludzie, nowe życie i brak swego rodzaju... kotwicy spokoju (ale to nazwałem). Nawiązując do poprzedniego problemu, jedyne co mnie cieszy to to, że ONA od czasu do czasu będzie mnie odwiedzała. I między innymi dlatego nie chcę zrywać z nią kontaktu, chyba tylko na to będę czekał.

Stracić ją, dom, stare życie naraz? I co jeszcze? Nie wiem czy poradzę sobie z obydwoma problemami naraz... Nie wiem czy poradzę sobie chociaż z jednym. Z drugiej strony ta toksyczna miłość mnie powoli zabija. ;) Tak źle i tak nie dobrze.

Jeśli ktoś przeczytał moje wypociny do samego końca, naprawdę z całego serca dziękuję i proszę o jakieś rady, sugestie. Wiem że ludzie mają dużo większe problemy od moich, ale jak na moją mało-odporną psychikę, to co opisałem to i tak zdecydowanie za dużo. Chcę uniknąć wizyty u psychologa, chociaż przydałoby mi się - ostatnio męczą mnie nerwobóle (ścisk od żołądka w kierunku serca) i tiki nerwowe. :/

Pozdrawiam.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
04 lip 2010, 23:55

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do