Nic mi się nie udaje...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nic mi się nie udaje...

przez Mateusz21BLN 16 lut 2010, 23:32
Mam 21 lat i pochodzę z rodziny alkoholowej. Rodzice rozwiedli się 15 lat temu. Zamieszkałem z matką u jej rodziców (dziadków) w małym dwupokojowym mieszkaniu.

Matka wciągnęła ojca w alkoholizm, przez co stracił dobrą pracę w policji (jako oficer). Później kilka razy próbował stanąć na nogi, między innymi zarządzał firmą ochroniarską i windykacyjną. Ale przez ciągi alkoholowe znowu spadał na samo dno.

Podobnie było z moją matką. Przez alkoholizm była wyrzucana z kolejnych prac. Nigdy nie była w stanie mnie sama utrzymać. Urodziła mnie w młodym wieku (22 lata) i od razu oddała na wychowanie do dziadków. W szkole miałem problemy w kontaktach z rówieśnikami, ponieważ byłem nad wiek rozwinięty i nie mogłem z nimi nawiązać wspólnych kontaktów. Nauczycielka od nauczania początkowego uważała mnie za dziecko opóźnione w rozwoju, ze względu na wadę wymowy (nieprawidłowa wymowa "r"), dysgrafię (nie wiedziała, co to jest) i złą koordynację ruchowo-wzrokową. Nauczycielka w zerówce publicznie naśmiewała się z tego przy dzieciach. Na szczęście zostałem zabrany z tej szkoły.

Jednakże znowu nie byłem akceptowany przez rówieśników. W szkole byłem cały czas kozłem ofiarnym. Rówieśnicy obrzucali mnie wyzwiskami takimi jak: pedał, ciota, cwel. To wszystko zasiało we mnie kompleksy, które mam do dzisiaj. Jeszcze do niedawna, kiedy widziałem grupę rówieśniczą na ulicy, dopadał mnie strach.

W szkole uczyłem się dobrze. Brałem udział w konkursach i olimpiadach. Byłem bardzo dobry z przedmiotów humanistycznych. W gimnazjum odkryłem talent do języków obcych, a w liceum zamiłowanie do biznesu i przedsiębiorczości. Znam bardzo dobrze język niemiecki, na takim samym poziomie jak polski. Z angielskim też sobie dobrze radzę.

W gimnazjum zacząłem interesować się płcią przeciwną. Jednakże byłem odrzucany przez dziewczyny, ponieważ nie byłem dobrym sportowcem ani nie miałem dobrych, markowych ubrań jak inni. W międzyczasie moja mama miała kolejne ciągi alkoholowe. Ojciec oczywiście nie dawał znaku życia po rozwodzie. Potem okazało się, że jest w Anglii. Miałem wtedy 16 lat. Trochę pomagał mi finansowo przez ten czas. Nie trwało to jednak długo, bo znowu zaczął pić.

Pod koniec gimnazjum zacząłem pielęgnować marzenie o studiach w Niemczech i późniejszym życiu w tym kraju, i oczywiście o "byciu kimś". W liceum również miałem problemy z dziewczynami. Moi rówieśnicy chodzili na imprezy, prowadzili życie towarzyskie. Ja praktycznie siedziałem cały czas w domu, pielęgnując swoje marzenie. Ponieważ pochodzę z biednej rodziny i nie jestem bardzo ładny, nie znalazłem dziewczyny. Wszystkie patrzyły tylko na pochodzenie społeczne i wygląd chłopaka. Przez to wszystko miałem zaburzenia orientacji seksualnej, które na szczęście już minęły.

W wieku 19 lat wyjechałem na studia do Niemiec. Myślałem, że raz na zawsze odmieni to moje życie na lepsze. Mieli mi tam pomóc dobrzy znajomi, którzy jednak nie wywiązali się ze swoich obietnic. Musiałem przenieść się do innego miasta, gdzie znalazłem pracę z wynagrodzeniem prowizyjnym w branży ubezpieczeniowo-finansowej. Nie jestem z niej zadowolony, bo nie zapewnia mi ona dostatecznej płynności finansowej. Posiadam kwalifikacje, aby robić inne rzeczy, np jako tłumacz (mam doświadczenie w tym zawodzie). Jednak pracodawcy niedowierzali moim umiejętnościom ze względu na młody wiek.

Moim marzeniem jest otwarcie prywatnego polsko-niemieckiego pośrednictwa pracy. W przyszłości chciałbym być dobrze prosperującym przedsiębiorcą, mieć duży dom, samochód. Planuję też zrobić zaoczne studia MBA oraz egzamin na tłumacza przysięgłego z języka polskiego.

Praktycznie całe życie cierpię na depresję. Mam momenty, kiedy chcę wypłakać się w poduszkę. Chciałbym mieć ukochaną osobę, która wspierałaby mnie w trudnych momentach. Nie mam, niestety, wsparcia w rodzinie. Mojego ojca i matkę nie interesuje mój los. Skarżą się tylko, że nie pomagam im finansowo. Moja matka potrafi w amoku nawyzywać mnie od skur*****, ch**** itd. Moja dalsza rodzina nie chce mojego sukcesu. Czekają tylko z utęsknieniem, jak spadnę na samo dno i będę nikim. Cały czas mi powtarzali, zwłaszcza wujek (brat matki), że jestem ofiarą losu, nikim i do niczego się nie nadaję. Jest mi bardzo smuto z tego powodu, że nie mam w nikim wsparcia. Zarówno duchowego jak i materialnego.

Ciężko jest mi znaleźć dziewczynę, ponieważ nie mam prawa jazdy, samochodu i domu, jak duża część moich rówieśników. Dziewczyny uważają mnie za ofiarę losu i niedojdę życiową. Mam 21 lat i nigdy nie miałem dziewczyny ani nie uprawiałem seksu. Ten fakt również powoduje u mnie depresję. Jak widzę na naszej-klasie szczęśliwe pary (w moim wieku) z dobrych domów, podczas wycieczek zagranicznych i na tle dobrych samochodów, napawa mnie uczucie zazdrości i zemsty. Takie dziewczyny zawsze gardziły mną i wyśmiewały się ze mnie.

Mam 21 lat i nie wiem, co mam dalej zrobić ze swoim życiem. Niepewność jutra oraz brak stabilności i wsparcia napawają mnie lękiem. Boję się, że nigdy nie zrobię prawa jazdy, nie znajdę dziewczyny oraz całe życie będę musiał pracować przy sprzątaniu. Czuję, że życie ucieka mi między palcami i najlepsze lata minęły bezpowrotnie. Moi rówieśnicy studiują, cieszą się życiem, jeżdżą na wczasy za granicę. Chciałbym ułożyć sobie życie i zapomnieć o rodzinie w Polsce. Pragnę stać się nowym człowiekiem.

Jednakże rzeczywistość sprowadza mnie szybko na ziemię. Ostatnio dowiedziałem się, że nie mam szans u jednej dziewczyny, ponieważ to nienormalne, że chłopak w wieku 21 lat nie ma prawka, samochodu ani domu. Coraz bardziej dołuje mnie ten świat i jego podejście do mnie. Chciałbym znaleźć swoje miejsce, ale nie mam wsparcia w nikim. Moje doświadczenia z dzieciństwa determinują mój stosunek do świata, zwłaszcza do płci przeciwnej. Czuję, że każdy chce mnie tylko oszukać i wyśmiać oraz pokazać, że jestem nikim.

Codziennie chce mi się płakać. Snując wizję na temat własnej przyszłości, mam przeczucie, że skończę jak mój ojciec. W wieku czterdziestu paru lat będę wykonywał najprostsze prace fizyczne i nie będę miał nic własnego. Podczas, gdy moi rówieśnicy będą mieli domy, samochodu i wspaniałe, kochające żony. Denerwuje mnie to, jak widzę rówieśników, którym powodzi się o wiele lepiej ode mnie, bo mieli lepszy start życiowy. Nienawidzę ich. Dzieli nas ogromna przepaść. Jestem świadomy, że to, co oni mają teraz, ja będę mieć najwyżej za 20 lat.

Mam cele i marzenia. Bardzo chciałbym je zrealizować, ale nie mam żadnego wsparcia. Czuję się samotny, porzucony i gorszy od innych. Nie mam dziewczyny, a moich rodziców nie obchodzi mój los. Nie interesują się nawet tym, czy żyję. Bardzo cierpię z tego powodu, proszę o pomoc.... Z góry dziękuję!
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 lut 2010, 22:50

Re: Nic mi się nie udaje...

przez gizela 16 lut 2010, 23:53
jak masz cele i marzenia, to znaczy, że chcesz działać! Musisz tylko znaleźć w sobie siłę. Nie koncentruj się na tym co się nie udało. Zaczninj coś zupełnie od nowa. Wyznaczaj sobie relane cele, na początek coś małego z pozoru nie istotnego. Jak to się uda to następny! 21 lat to super wiek, wszystko przed tobą! Ja pierwszy samochód miałam, jak miałam 25 lat, i co z tego?? Nie próbój się definiować przes to co mas tylko przez to kim jesteś! Można mieć wszstko i być idiotą! Życie prze Tobą , głowa do góry!!!!!!
Offline
Posty
49
Dołączył(a)
09 wrz 2009, 20:47

Re: Nic mi się nie udaje...

przez ewaryst7 17 lut 2010, 09:01
Witaj.Kiedy czytam twój post , widze dzielnego , silnego faceta , który musiał szybko dorosnac .Nie jestes niedojdą.Absolutnie sie z tym nie zgadzam.Jestes odwazny i wiesz czego chcesz od życia.Czasami jednak , tak w zyciu bywa , że szczescie nie przychodzi wtedy , kiedy byśmy chcieli.Wierze jednak , że znajdziesz druga połowe.Bo jestes dobrym , wrażliwym człowiekiem.Nie mysl o sobie zle.Bo to w niczym Ci nie pomoże.Nie patrz ile maja inni.Skup sie na budowaniu swojego szczescia.Idz do przodu.I nie patrz za siebie.Pozdrawiam Cie cieplo i trzymam za Ciebie kciuki.
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nic mi się nie udaje...

przez truskaweczka 17 lut 2010, 14:14
Witam
Widzę że jesteś bardzo dzielny i tak trzymać. Uwierz mi w wieku 21 lat ciężko mieć własny samochód czy mieszkanie tak więc masz jeszcze na to czas. Znasz język a to bardzo dużo, zrób jakieś dobre studia jesteś inteligentny i dasz rade, pamiętaj że aby studiować dziennie nie trzeba mieć dużo kasy są stypendia socjalne oraz naukowe. Coś wiem o tym bo sama w ten sposób się utrzymywałam pozatym zawsze można wziąść jakoś dodatkowa prace np. tłumaczenia czy korki. Musisz tylko się ogłosić bo nikt sam Cię nie znajdzie. Co do dziewczynami to z nami tak niestety jest że w tym wieku patrzymy na te rzeczy ale na szczęście za 2-3 lata dziewczyny w Twoim wieku będą się kierować czym innym, będzie się dla nich liczyć to co masz w głowie i to co robisz . Uwierz mi bo ja jestem tego najlepszym przykładem obecnie jestem z facetem na którego jeszcze z parę lat temu nie zwróciłabym uwagę, a teraz świata po za nim nie widzę i pobieramy się w wakacje:))). Obecnie mam 25 lat a pamiętam jak to było z 5 lat temu, jako że ogólnie jestem atrakcyjna nigdy nie miałam problemu z facetami spotykałam się z tymi bogatymi z furami, super imprezy i ogólnie lans. Poszłam na studia i oni mi już nie imponowali wręcz uważałam że to żałosne, że oni ciągle żyją na koszt bogatych rodziców i oprócz imprez nic nas nie łączy. Bo jednak na partnera życiowego szuka się kogoś z kim można porozmawiać na wiele tematów, kogoś kto jest Twoim przyjacielem i kto zawsze Cię będzie spierał. Tego Ci życie i wytrwałości a na pewno się wszystko uda.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
17 lut 2010, 13:53

Re: Nic mi się nie udaje...

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 17 lut 2010, 14:44
Wierze jednak , że znajdziesz druga połowe.Bo jestes dobrym , wrażliwym człowiekiem

Właśnie dlatego ciężko jest i będzie mu znależć, bo jest dobrym,wrażliwym człowiekiem.

Co do dziewczynami to z nami tak niestety jest że w tym wieku patrzymy na te rzeczy ale na szczęście za 2-3 lata dziewczyny w Twoim wieku będą się kierować czym innym, będzie się dla nich liczyć to co masz w głowie i to co robisz .

Myślę,że jednak nie.

Cóż ja mogę powiedzieć,właściwie to z autorem tematu moglibyśmy podać sobie wirtualnie ręce...bo mam podobne problemy..oprócz tych z ordzicami.
Też nie mam domu,fury,kasy...jestem niedojdą według dziewczyn.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Nic mi się nie udaje...

przez solipsea 17 lut 2010, 15:03
Chłopaki - na jakieś dziwne dziewczyny trafiacie w życiu. :shock: Nie znoszę ludzi, którzy mierzą innych miarką: tego ile mają kasy, jakie wykształcenie, czy ile panien mieli. Najgorsze jest to, że zjawisko "wyścigu szczurów" sięgnęło zenitu. Do autora tematu - masz widocznie zaniżone poczucie własnej wartości - czas udać się po pomoc (do psychologa bądź psychiatry). A tak poza tym, po przeczytaniu twojej wypowiedzi - dostrzegam fajnego i wartościowego chłopaka, który niestety wychowywał się w takim, a nie innym środowisku.

PS: Darek - :*
Ostatnio edytowano 17 lut 2010, 15:17 przez linka, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Soli, skąd ty znasz takie słowa :)))))
solipsea
Offline

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Gringo 17 lut 2010, 15:05
CN napisał(a):Właśnie dlatego ciężko jest i będzie mu znależć, bo jest dobrym,wrażliwym człowiekiem.

Bycie wrazliwym i dobrym to zaleta, ale samo to nie wystarczy.

CN napisał(a):Też nie mam domu,fury,kasy...jestem niedojdą według dziewczyn.

Skad wiesz, ze jestes niedorajda wedlug dziewczyn? Napewno tak jest?
Z twoich postow wynika, ze na SILE starasz sie robic rzeczy, ktore powinny przychodzic naturalnie (kontakt z innymi ludzmi, zwiazek, zmiana swojego wizerunku), jesli dalej bedziesz sie tak forsowal, to nigdy Ci sie nie uda zmienic. Odpusc sobie, zrezygnuj z prob zmiany, bo tak sie nie da. Kiedy przestaniesz czuc lek i poczucie niskiej wartosci, to sam z siebie bez zdnego zmuszania sie do tego zaczniesz podchodzic do ludzi i rozmawiac....... naturalnie. Inna kolejnosc jest niemozliwa ;-) Nie da sie tak, ze najpierw ludzie Cie polubia, znajdziesz dziewczyne, prace, kupisz dom i samochod, a dopiero potem cale to psychiczne bagno Cie opusci, nie ma mowy. Odpusc sobie ludzi i zajmij sie soba.
Gringo
Offline

Re: Nic mi się nie udaje...

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 17 lut 2010, 15:11
Nie znoszę ludzi, którzy mierzą innych miarką: tego ile mają kasy, jakie wykształcenie, czy ile panien mieli.

Tzn. żeby nie było. Ja nie mierzę taką miarką innych ludzi,tylko opisuje częste spojrzenie ludzkie na innych ludzi......zresztą znasz mnie trochę Solipseo
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Wombwell00 17 lut 2010, 18:43
Z tego co przeczytałem wydajesz się w miarę oczytanym gościem. Masz cele i marzenia, które chcesz spełnić - mi ich troche brak. To, że nie miałes dobrych kontaktów z rówieśnikami nie musi wynikac z ciebie. Czasem po prostu trafia się na złe osoby, ja miałem podobnie w podstawówce, na szczęście potem było już lepiej. Ciężko powiedziec cokolwiek co mogłoby ci pomóc - nie znamy cie osobiście i nie wiemy jak subiektywnie potraktowałeś swój problem - tego nie da się uniknąć. Powinnieneś jak każdy, zacząć od psychologa, przynajmniej będziesz się miał komu wygadać. Miej w dupie męska dume i po prostu go odwiedz :) Co do rodziców to mogę ci jedynie poradzić bys zerwał z nimi jakiekolwiek kontakty, jeżeli wprawiają się oni tylko w depresje.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
09 lut 2010, 19:09
Lokalizacja
Suwałki

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Mateusz21BLN 28 lut 2010, 12:23
Bardzo dziękuję za Wasze posty. Bardzo podtrzymały mnie one na duchu. Nie odpisywałem długo, ponieważ miałem bardzo mało wolnego czasu. Czuję się lepiej wiedząc, że ktoś wie co przeżywam. Piszecie,że jestem młody i całe życie przede mną. Ja czuję, że tracę tą młodość i że moje najlepsze lata, które mogłem wykorzystać inaczej minęły bezpowrotnie. Moi rówieśnicy są szczęśliwi, cieszą się życiem. A ja zamartwiam się tylko przez niepewność jutra oraz fakt, że mają więcej od życia niż ja. Chciałbym żyć jak normalny 21 latek. Mieć auto, dziewczynę. Kiedy widzę na ulicy ładną, dobrze ubraną dziewczynę, ogarnia mnie rozpacz. Podobnie jest jak widzę zakochane pary w moim wieku bądź młodsze. Czuję, że ta sfera życia jest dla mnie nie osiągalna. Wstydzę się rozmawiać ze znajomymi płci męskiej o dziewczynach. Mój 17 letni kuzyn miał już wiele dziewczyn i uprawia już sex. Jedyną formą sexu jaką znam jest masturbacja :(. Gdybym wyjawił im prawdę, zostałbym uznany za geja. Wkurza mnie to, że chłopacy w moim wieku bawią się z fajnymi laskami na imprezach, a ja siedzę tylko w domu na necie :(. Jest sobota wieczór, pewnie moi rówieśnicy maczo z brykami bawią się super w klubach ze swoimi partnerkami. Żadna dziewczyna nie uważała mnie za potencjalnego chłopaka :(. Jeśli nie są w klubie to pewnie u chłopaka w domu, bo ma warunki, żeby spędzić z dziewczyną miły wieczór. Pewnie uprawiają sex we wszystkich możliwych pozycjach. Ja pewnie nigdy nie będę uprawiał sexu. Pewnie całe życie będę biednym nieudacznikiem bez auta i domu, który masturbuje się przy fotkach fajnych dziewczyn i raz w miesiącu idzie na dziwki za odłożone pieniądze :(. Chyba po prostu mam złą karmę... Jaki ojciec, taki syn...Nieudacznik, biedak, bez partnerki, męska sprzątaczka...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 lut 2010, 22:50

Re: Nic mi się nie udaje...

przez maggieflakes 28 lut 2010, 14:27
Wzruszyła mnie Twoja historia, ale to nie prawda, że nic ci się nie udaje...usamodzielniłeś się, masz pracę, uczysz się...nie miałeś łatwego startu, a jednak osiągnąłeś już tak wiele...a Twoi rówieśnicy do których się tak ciągle porównujesz...oni mieli łatwiej, nie doświadczyli takiej parszywości życia jak Ty...niestety życie nie jest sprawiedliwe i często doświadcza tych, którzy na to nie zasługują...Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie wyjątkowi są nieszczęśliwi...coś w tym jest, choć wiem, że nie jest to zbyt pocieszające...A porównywanie się do innych jest naprawdę dołujące, bo sama tak robię i zawsze wychodzi na to, że na ich tle jestem totalnym nieudacznikiem...I ktoś w jednym z postów dobrze napisał, żeby olać innych i zająć się sobą...Poszukaj fachowej pomocy, aby dojść do ładu sam ze sobą, a potem skup się na innych rzeczach jak poszukanie odpowiedniej dziewczyny.
Życzę dużo wytrwałości i nie poddawaj się :smile:
pozdrawiam
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
27 lut 2010, 12:16

Re: Nic mi się nie udaje...

przez eldruto 28 lut 2010, 15:56
:)
Na sam poczatek:
Czy spotkales sie kiedys na ulicy z kims kto jest taki jak ty? nie sadze. Otorz, czy ci sie to podoba czy nie, jestes cudem natury. Prawdopodobienstwo ze dana para malrzenska wyda na swiat takie samo dziecko jest praktycznie zadne (cos kolo bilionow do jednego o ile dobrze pamietam).
Nikt nie ma na swiecie takich oczu jak ty. Ponoc zdarza sie ze linie papilarne sie powtarzaja, ale z pewnoscia oczy juz nie. To samo z glosem - jego barwa, wysokosc, ton - jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny.
Wszystko teraz zalezy od ciebie - czy swoja niepowtarzalnosc docenisz czy olejesz.

Po krotce napisze co mysle o tobie i o tym wszystkim co napisales (wnioskujac z maila):
1. Miales naprawde ciezkie dziecinstwo i trudne wspomnienia za soba. Szczegolnego pecha - zwlaszcza ze nawet w szkole trafiles na kogos kto cie odrzucil (cholerni nauczyciele, ktorzy nigdy nie powinni znalesc sie w szkole, ilu takich jeszcze jest).
2. Piszesz ze byles w szkole ciagle kozlem ofiarnym. Zastanawiales sie kiedy czemu tak bylo? - Bo miales niska samoocene, brak wsparcia i milosci ze strony rodziny - stad twoje problemy. Ale zauwaz, ze do dzis nie wyciagnales z tego wnioskow - wciaz masz taka sama samoocene - a przeciez tyle juz zdobyles, tak madry jestes. Przyczyna twoich niepowodzen jest twoja samoocena - strasznie negatywna. Nie mozna byc we wszystkim najgorszym!! Nie ma takich ludzi, ktorzy sie do niczego nie nadaja. Ale sa tacy (a jakze ich wielu) co tak niestety mysla o sobie.
3.Ja nigdy nie bylem na olimpiadach, w szkolach bylem sredniakiem, teraz jakos tam przede na studiach, a studiuje to co ty juz umiesz - Niemiecki i Angielski. Z matma mam duzo problemow i potrzebaby mi duzo pracy zeby nadrobic zaleglosci - ale po co, z jezykami cos wymysle:)
4. Wiesz dlaczego byles odrzucany przez dziewczyny? Przez samego siebie - a wlasciwie twoja samoocene. Patrzyles pewnie na siebie jak na najgorszego smiecia na ziemi, stad twoje problemy.
Poza tym, ja jak kiedys mialem podobna samoocene do ciebie, to opowiedzialem o tym jednej dziewczynie - a ta mi na to, ze powinna sie na mnie obrazic - bo to chamskie z mojej strony ze uwazam, iz kazda dziewczyna patrzy tylko na kase, buty, sylwetke itd.
Z pewnoscia juz dzis moglbys sobie znalesc niejedna dziewczyne - i niejedna by na ciebie poleciala, gdybys tylko bardziej sam siebie szanowal.
5.To samo z imprezami. Obstawiam ze nikt cie nie wyrzucal z imprez - ty sam na nie nie chodziles, bo uwazales ze jestes zbyt beznadziejny zeby na nich byc. Sam sobie noge podkladales.
Nie jestes ladny? Mowia, ze jak chlop nie jest brzydszy od diabla, to jest ladny:) A, no i nie kazda dziewczyna na tym swiecie musi od razu byc Barbie. Sa takie, ktore w cale nie sa ladne, ale maja to cos w sobie, ze kazdego do nich ciagnie.

Wszystkie patrzyły tylko na pochodzenie społeczne i wygląd chłopaka

- Jakbym byl dziewczyna, to bym ci przyfasolil:) Na prawde:) Bzdura, bzdura, bzdura. Z pewnoscia nie jedna dziewczyna na tym forum mnie poprze. Nie jedna, zwlaszcza tutaj, dala by wiele, by miec kogokolwiek, z kim mogla by porozmawiac.

6. Ty musisz byc cholernie pracowity. Widze po tym co robisz w Niemczech. Ja nigdy w Niemczech nie bylem.

7. Mowia ze z rodzina sie tylko na zdjeciach dobrze wychodzi. A powiedz mi, co twoja dalsza rodzina osiagnela? Sa biznesmenami, profesorami, zeby mogli cie tak osadzac? Obstawiam, ze nie - pewnie pija jak wszyscy. Pomagac finansowo matce? Po co jej masz pieniadze dawac? Zeby przepila? Najlepsza pomoca bylby dla niej odwyk.
Pewnie cholernie kochasz swoja matke. Kochasz i nienawidzisz. Sam nie wiesz co bardziej. Pewnie chcialbys miec do kogo sie odezwac z rodziny. Ale moze nie ma do kogo - a moze sam nie szukasz przyjazdnej duszy (zeby swoja marna osoba nikomu d*** nie zawracac).
Masz prawo do szczescia. Nie pozwol sobie go odebrac przez czyjas zazdrosc, zgorzknialosc itd.
8. Mam 22 lata, nie mam domu (mieszkam z rodzicami jak wiekszosc ludzi w tym wieku), nie mam samochodu (jak wiekszosc ludzi w tym wieku) Prawo jazdy mam, bo dostalem pieniadze od rodzicow.
nie pracuje, bo studiuje. Nie mam dziewczyny, bo sam jeszcze cierpie na niska samoocene - ale wiem, ze tylko przez samoocene nie mam dziewczyny - nic wiecej.
Dziewczyny uważają mnie za ofiarę losu i niedojdę życiową

- Nie, to ty sam siebie uwazasz za ofiare losu i niedojde zyciowa. Pewnie slyszales to od dawna od rodzicow, rodziny, w szkole...i uwierzyles w to. A ja bym chcial byc taki jak ty -a przynajmniej byc w niemczech i umiec plynnie niemiecki. Zazdroszcze ci tego.
Seksu tez nigdy nie uprawialem - i szybko nie mam zamiaru. Przyjdzie czas na wszystko - wielu ludzi bierze slub kolo 30, mam jeszcze czas na wszystko. Z reszta watpie zeby brak seksu byl czyms co mialoby mi kiedykolwiek znaczaco zrujnowac zycie. Ksieza zyja (podobno:D) bez i jakos sobie daja rady.

9.Wiesz ze na Nk to wiele rzeczy na pokaz jest. Sam mam cudne zdjecia. To normalne, bo kazdy pokazuje siebie z jak najlepszej strony. Ze zazdroscisz - to normalne. Sam bym chcial miec wiecej kasy, samochod (albo lepszy motor) i fajna dziewczyne. Zemsta? Mysle ze zle nazywasz uczucie - po prostu twoje zle doswiadczenia zyciowe sprawily ze stales sie zgorzknialy, stad masz poczucie checi zemsty. Gdybys byl szczesliwy, nie przeszlo by ci to przez glowe. Gdybys mial lepsza samoocene, olal bys te pusne panny, ktore kiedys sie z ciebie smialy.

Reszta listu to mniej wiecej to co wczesniej opisales.

Moje przemyslenia:
Twoje problemy wiarza sie z twoim domem rodzinnym i sytuacja w ktorej sie wychowales. Nie jestes winny temu, ze dzis masz taka samoocene jaka masz, ze masz taki a nie inny start zyciowy.
Ale zauwaz, ze juz nie jestes dzieckiem. Jestes nadwyraz dorosly i odpowiedzialny. Zauwaz takze, ze masz wplyw na swoj los. Pewnie teraz pomyslisz - nie, nie mam, bo zawsze, cokolwiek robilem, to konczylo sie to niepowodzeniem. Czyzby? A ja ci zazdroszcze twojego niemieckiego.

Utraty najlepszych lat sie boisz? Najlepsze lata? Te w gimnazjum czy szkole sredniej? Twoje najlepsze lata dopiero przyjda. To forum moze byc poczatkiem wszystkiego co wspaniale w twoim zyciu. Z pewnoscia znajdziesz tutaj wielu przyjaciol, ktorzy maja podobne rodziny jak ty. Napisz do nich, poszukaj ich.
Nie podkladaj sam sobie nogi, nie odrzucaj sie sam do spoleczenstwa. Jezeli masz troche czasu, idz do psychologa - on pomoze ci znalesc wyjscie z sytuacji, wyslucha cie, z pewnoscia znajdziesz pomoc.
Jest w tobie mieszanka samotnosci, milosci ktorej nigdy nie miales, nienawisci, pogardy itd. Cale klebowisko zlych uczuc. Tylko w gabinecie psychologa uda ci sie znalesc rozwiazanie - ale pomocne moze byc dla ciebie znalezienie sobie kogos komu mozesz zaufac. Niech bedzie to chocby ksiadz, albo dobry znajomy. Mysle ze predzej czy pozniej uda ci sie kogos znalesc. (z dala od sekt!)

Ja wierze ze dasz sobie rady. Juz pokazales swoj charakter - nie obiecuje ci ze bedzie ci latwo, ale mysle ze dasz sobie rady.
Pisz na forum, jak tylko bedziesz czul taka potrzebe.
Pozdrawiam.
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
14 gru 2009, 19:26
Lokalizacja
wioska

Re: Nic mi się nie udaje...

przez Mateusz21BLN 03 mar 2010, 00:13
Bardzo łatwo jest powiedzieć, że pieniądze szczęścia niedają. Jednak nie chcę do końca życia kombinować od pierwszego do pierwszego i patrzeć jak rówieśnikom, którzy mieli łatwiejszy start życiowy, powodzi się lepiej. Nie chcę stać się ofiarą nierówności społecznych. Dziewczyny patrzą na to czy chłopak ma prawo jazdy, samochód, dom/mieszkanie i dobrą pracę, bo świadczy to o "zaradności" chłopaka. Dziewczyna wolałaby być zabrana BMW na kolację przy świecach w drogiej knajpie albo na shopping niż pójść na spacer z 21-letnim nieudacznikiem bez prawka i samochodu. Czuję się małowartościowy w porównaniu do innych w moim wieku, którzy mają już prawko, samochód i ustawione życie. Niestety duża część dziewczyn nie rozumie, że nie wszyscy mają od początku fajne życie. Chodziłem do bardzo dobrego LO. Wiekszość moich rówieśniczek spotyka się z bogatymi chłopakami, lub takimi z "wyższej klasy średniej". Nie chodzi tutaj o głupie blachary, tylko o studentki. Ja w mojej sytuacji nie mam szans na dziewczynę. Dziewczyny patrzą na to wszystko instynktownie. Chcą, żeby ojcem ich dzieci został silny samiec (bogaty, super męski, umięśniony, z samochodem), a nie fajtłapowaty nieudacznik, życiowa niedojda i płaczek :(. To nie moja wina, że jestem bardzo wrażliwy. Zawsze wszyscy mi dokuczali i śmiali się ze mnie. Nie mam prawdziwych przyjaciół. Każda dziewczyna wolałaby dać dupy jakiemuś bogatemu napakowanemu gościowi w toalecie w klubie niż umówić się ze mną na normalną randkę. Najpierw przejażdżka BMW, a potem sex na dysce. Tak myśli 90% Polek. W końcu taki "nadaje się" na ojca. Każda chciałaby mieć samca alfa. Niestety ewolucja jest dla mnie okrutna. Czuję, że jako osobnik słabszy jestem skazany na życiowe niepowodzenia i bezpotomną śmierć. W końcu złe geny muszą być wyeliminowane. Nie powinieneś się dziwić, że nie cieszę się z sukcesów i szczęścia moich nieprzyjaciół, Eldruto. Chciałbym, żeby laska, która umówiła się ze mną, żeby się ze mnie ponabijać (spędziła ze mną sylwka, żeby mieć ze mnie polewkę. Poniżyła mnie i bawiła się cały czas z napakowanym, "męskim", bogatym gościem z BMW :( . Powiedziała, żebym się od niej odpier*****, bo inaczej jej "ukochany" zrobi ze mną porządek. Wyszedłem z imprezy z płaczem. Dowiedziałem się "na pocieszenie" od innych dziewczyn, że byłem głupi, że myślałem, że mogę podobać się dziewczynie jako "chłopak" :( . Wróciłem do domu z płaczem i położyłem się do łóżka. Nie mogłem spać, serce waliło mi jak młot. Wyobrażałem sobie jak inni bawią się super ze swoimi dziewczynami, a ja muszę doświadczać parszywości życia :(. Nienawidzę tej je***** szmaty!! ) zaszła w ciążę z jakimś dyskotekowym dresiarzem z BMW, facet nie uznałby dziecka, a ona mieszkałaby w biedzie do końca życia z rodzicami i topiła smutki w gorzale. A ja byłbym kimś, miałbym swoją firmę, duży dom, jeździłbym porsche, spędzał każdy urlop na Florydzie albo w Dubaju. Natomiast ta zdzira byłaby marginesem społecznym w porównaniu do mnie. Byłaby to dla mnie rekompensata za straconą młodość i parszywość życia, której doświadczyłem. Życzę im wszystkim wszystkiego najgorszego. Powinni spaść na samo dno, żeby poczuć to co ja. A ja wtedy byłbym na samej górze. Chciałbym spotkać ich kiedyś pod sklepem w Wałbrzychu (moim rodzinnym mieście), jak chleją tanie wina. To nie moja wina, że tak piszę. Sytuacja życiowa zmusiła mnie do tego, żeby wyzbyć się ludzkich uczuć. Jedyne co mnie trzyma przy życiu to uczucia nienawiści, zemsty i pogardy. Gdyby nie one, poddałbym się już. Czuję, że dokonuje się u mnie przemiana, podobnie jak u Hitlera w moim wieku (wtedy doszedł do wniosku, że sumienie to żydowski wynalazek i należy się go wyzbyć, jeśli chce się dojść na sam szczy). Gdybym miał przyjaciół, kochającą rodzinę i dziewczynę, byłbym innym człowiekiem. Cieszyłbym się szczęściem innych. Niestety parszywość życia zmusiła mnie do tego. To nie moja wina, że świat idzie do przodu a dzięki temu moi rówieśnicy mają o wiele więcej, czują się królami życia i nie mają takich trosk jak ja. To normalne, że ktoś w moim wieku ma samochód i prawko. Czuję się gorszy od chłopaków w moim wieku. Pewnie jak klikam z dziewczyną (wstydzę się podrywać dziewczyny w realu) i piszę jej, że pracuję w Berlinie jako pośrednik finansowo-ubezpieczeniowy i prywatny pośrednik pracy, a potem okazuje się że ledwo wiążę koniec z końcem i nie mam samochodu, biorą mnie za nieudacznika życiowego. W końcu każdy, kto pracuje za granicą wykonując nawet najprostsze prace, jeździ Audi albo nowym VW etc, a co najlepsze stawia duży dom, do tego ma fajne ciuchy. Każda chciałaby mieć takiego chlopaka. Czuję się przy takich jak nieudacznik życiowy i oferma. Co z tego, że znam biegle niemiecki, angielski, podstawy rosyjskiego i czeskiego, jak nic mi nie wychodzi :(. Chciałbym wreszcie zacząć normalnie żyć jak każdy w moim wieku. Nie radźcie mi, żebym wracał do Polski. Wiem, że po kilku latach w Niemczech mój trud się opłaci. A w Polsce cały czas będę nikim i popychadłem dla dzieci bogaczy i prezesików. Wystarczająco przykrości sprawił mi ten kraj i jego mieszkańcy i nie chcę tam wracać. Za kilka lat zrzeknę się polskiego obywatelstwa i zostanę nowym człowiekiem. Nauczę dzieci po polsku tylko ze względu na możliwości kariery (trudny język obcy). Nie przekażę im polskiejtożsamości narodowej, której sam się pozbędę. Nigdy nie byłem patriotą i nie piszcie mi, że trzeba kochać naszą ojczyznę, bo ona raczej ma mnie gdzieś. Nawet jak wybuchłaby wojna i byłaby mobilizacja, nie poszedłbym do polskiego wojska. Do Polski mogę przyjechać najwyżej na urlop w moje rodzinne strony. Trochę się rozpisałem, ale nie mam się komu wygadać. Jak już pisałem, nie mam przyjaciół. Musiałem komuś powiedzieć co czuję. Tylko Wam mogę się zwierzyć...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 lut 2010, 22:50

Re: Nic mi się nie udaje...

przez michał88 03 mar 2010, 11:46
Szanowny Mateuszu !! ;D
Śledzę Twój temat , gdyż na pewien sposób mam podobną sytuację . owszem nie ma 2 takich samych osób .
Pomyślałem że włączę się do dyskusji by udowodnić że nie jesteś gorszy , a pewne sytuacje życiowe zdarzają się innym .
Od początku , urodziłem się W Poniedziałek w zimnym miesiącu jakim jest Luty roku pańskiego 1988r.
Moi rodzice należą do klasy średniej . Ojciec na końcu lat 80 i początku lat 90 był w USA . Zawsze byłem z niego dumny , mieć tam ojca , gdy powrócił do kraju , jako mały chłopiec chciałem z nim rozmawiać , bawić się jak to mały dzieciak zapatrzony w ojca. A on , wstawił mi drzwi i cieszył się nowym Telewizorem i kablówką . Wszystko było ponad rodzinę , praca inni ludzie (innych chętnie podwoził a mnie tylko raz ) . Potem była praca , gdzie bardziej obchodziła go szefowa niż rodzina . Tam był miłym świetnym pracownikiem a w domu tyranem do 15 roku życia (naderwał mi ucho , zrobił limo i kiedyś tak uderzył że nie mogłem z siebie wykrzesać słów ) .
Mama niestety próbowała to jakoś rekompensować ale jako wyznawczyni (pokaż się a zastaw ), nie mogła wiele zrobić . Od 0 słyszałem "spójrz na jacka jak się dobrze uczy "(dziś odsiaduje wyrok za pobicia ), "zobacz Adam ma ćwiczenia do przodu zrobione "(powtarzał lo , niezdana matura / A jego ojciec uczył go gry w piłkę , zaraził pasją do języków obcych ) , "Łukasz już krzyżówki rozwiązuje "... To sprawiło że wszystko co robiłem , robiłem by być doceniony (nadaremnie )!!
W szkole , jak się przekonałeś , rówieśnicy znajdują takiego człowieka instynktownie , (bohaterowie ) grupa przeciw jednemu ! Do gimnazjum dotarłem ledwo (babcia i dziadek po mnie przychodzili ), by nie stała mi się krzywda . Gimnazjum , wybrałem klasę ANG , poszedłem nie znając angielskiego wychodząc , zastanawiałem się nad FCE !! OCzywiście koledzy nadal mi nie odpuszczali , ale gratis dostałem wychowawczynie która w wieku lat 17 urodziła dziecko i hołdowała Hołocie . Ksiądz obrał sobie mnie gdyż byłem ministrantem i zrezygnowałem z kościoła co on odebrał jako sprzeniewierzenie się prawdzie ...Historia była świetna najwięksi kujonii byli bezradni wobec mojej wiedzy (mój konik !!)kiedyś jak za zapracowane pieniądze kupiłem tel kom poszedłem do najładniejszej dziewczyny czy da mi numer ..."michał nie oszukujmy się jak będe czegoś chciała podejdę a ty przyniesiesz mi to migiem w zębach "...ona i jeszcze jedna dawały całusy panom na walentynki , tak żeby szminkę było widać ...Zgadnij kto nie dostał ??miałem kumpla , ojciec zaraził go sportem motorowym .Tak jak mnie , jego prześladował ksiądz . Matka powiedziała "masz bierzmowanie a potem w lo nie chodzisz na religie ", moja powiedziała to samo a potem stwierdziła że nic takiego nie było !!!!!!!!!!
Marzyłem o wyjeździe do USA ... Technikum Gastronomiczne i wylot !!! Zacząłem zbierać na bilet. Ale moi rodzice powiedzieli jasno LO !! w Lo było już lepiej dostałem świetną wychowawczynię (była solidarność , szkolenia na godz wychowawczej ), Poznałem prawdziwych kolegów , ładne dziewczyny się uśmiechały , dawały numery ...życie.!! moimi ukochanymi przedmiotami stały się Historia (bardzo ciężka , poziom ultra wysoki ) , nimiecki , geografia ...Rozpoczynam czytanie książek gdyż wychowawczyni powiedziała jasno ...Jedni wykorzystują niewiedze innych ... Do dziś jest moim szczerym mentorem !!
skończyłem LO bez dziewczyny za to z Maturą . Chciałem jechać z owym kolegą na Islandię dorobić się potem do UK !! Rozpocząć studia , dostać obywatelstwo i być ponad ich . Ale znów nie doceniłem rodziców ... IDziesz na studia , kim ty będziesz !! całe wakacje marzyłem o samobójstwie dzień w dzień . ALe nie pozwoliła mi na to wychowawczyni !! Jeszcze bardziej czytałem książki by nigdy WIĘCEJ !! doszedłem do tego że czytałem 5 na tydzień . NA studiach zakochałem się ... Wszystko szło świetnie wspólny sylwek na 2 roku a tu masz ...Chłopak który się jej spodobał , rozstał się z dziewczyną (wcześniej wyzywał ją od GRUBASÓW i Idotek ) , teraz niemal para (z czystego pragmatyzmu ona robi za niego referaty ). Nawet zaczeła mnie obgadywać „syn bogatych rodziców ”nigdy nie dostałem kieszonkowego !! (o tym niżej ) . Teraz jest zdziwiona że nie przychodzę do niej na urodziny czy piwo do pubu !! Jak pokazałbym Ci index od razu widzisz gdzie były moje przedmioty !! Na 3 roku dostałem doła ...Mój brat który zawsze miał lżej rodzice tak go nie karcili , za policje, nic nie zrobili, trochę jak wyszła na jaw kradzież , wybrał ... TECHNIKUM GASTRONOMICZNE . Czułem sie strasznie rodzice budowali dom przez 5 lat nie miałem wakacji , samochód prawko ?? Mam pieniądze , ale Michał pożycz na materiały bo VAt ,u trzeba kupić to czy tamto bo zima !! Na rękch miałem odciski że ręki nie podawałam , sam rozwiozłem 5 wywrotek czarno ziemi i zakopałem szambo (w pewnych pracy mało nie straciłem palca , nogi i oka ) atu masz ...0 tolerancji .
Od rodziców się odseparowałem nie rozmawiałem , nie przyjmowałem życzeń ni prezentów!!
Jestem na III roku , za 2 tygodnie praca lic do oddani nic nie napisałem , czuje się 0 , 22 lata nic nie osiągnąłem , Gdy była hossa trze było pracować , teraz studiować tak zrobił kumpel ma świetna fure , 2-3 dziewczyny os sobie nie wiedzące !! a ja nic ... gdy powiedziałem mami ze to nie tak miało być studia w zamian za pozwolenie na wyjazd za granice (tak jak z bierzmowaniem ). Marzę o śmierci ostatnia kłótnia z matką , zarzuciła mi że jestem za ojcem , nogi ugięły mi się (zawsze matkę popierałem , jak kazał jej wynosić się ja także się spakowałem ).
Wiesz jest mi ciężko nauczyłem się żyć z dnia na dzień... Teraz jest ciężko ale wiem że muszę walczyć i jak napisał autor wyżej nie z innymi ale z samym sobą o siebie . Marze o wyjdzie do Niemiec i rozpoczęciu Nowego ŻYCIA !!Prace jakoś napisze (mam nadzieje ) !!
p.s. Piszesz o Motłochu ale sam nie wchodź w jego buty !!
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
31 sty 2009, 21:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do