Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

eldruto

Użytkownik
  • Zawartość

    133
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. eldruto

    Czy to są objawy nerwicy?-WĄTEK ZBIORCZY

    no a jak Ci życie płynie? Wszystko w porządku? Dom, praca, miłość? Podrózujesz czy siedzisz przed telewizorem? Jakie masz zainteresowania? Kiedy ostatnio się smiałeś? Co lubisz na kolacje? Chce Ci się żyć? Masz dużo przyjaciół? Nie mam pojęcia co to SLA czy SL czy SM, (w ogóle co za różnica co i jak lekarze nazywają?) ale skoro byłeś u lekarza i ten powiedział, żeś zdrów na ciele, to trzeba by może coś w życiu duchowym/niecielesnym poszukać? Skoro usłyszałeś diagnoze nerwica, no to chyba jakaś wskazówka jest, nie? Więc teraz sobie usiądz, pomyśl co cię martwi, co chciałbyś zmienić w swoim życiu (jeżeli jest coś takie), spisz sobie listę i sposoby jak zmienić no i do roboty. Jak jest problem z czymś większy i nie wiesz jak go ugryźć, to możesz zwrócić się po pomoc do lekarza, przyjaciela, rodziny etc, a w koncu na tym forum. Fajnie, że napisałeś post. Grunt to nie siedzieć z założonymi rękoma, narzekać i czekać aż samo się coś magicznie zmieni. Jest dobrze, będzie lepiej;) Pozdro!
  2. eldruto

    Potrzebuję radykalnych zmian! Ktoś jeszcze?

    siema:) Whisper, troche malo napisalas o swoim zyciu, zeby ktokolwiek mogl ci cokolwiek poradzic. A ja jestem leniwy i nie chce mi sie przegladac twoich postow, zeby dowiedziec sie co jest nie tak, ile w ogole masz lat itd, a to forum za rzadko odwiedzam by byc na biezaco. Przeprowadzka to bardzo dobre wyjscie jezeli chcesz sie usamodzielnic. Sam aktualnie zyje z dala od domu, sam na siebie zaczalem zarabiac, choc sa ta w sumie studia a praca (wyplata) jest smieszna (pusty smiech rozpaczy inaczej:D). Jezeli chcesz, to sie wyprowadz, na pewno duzo na tym zyskasz - z reszta jestem zdania, ze kazdy w swoim zyciu powinien choc na chwile miec okazje zyc poza domem (akademik/wyjazd gdzies do pracy itd). W domu zawsze jest i bedzie sie dzieckiem, nawet jak ma sie 50 lat, a rodzice 70. Co do kontaktow z ludzmi - piszesz na forum tutaj, wiec chyba juz nie jest tak zle:) Masz duzo mozliwosci w sumie - jezeli jestes "komputerowa" to fb/gg/mail itd. Zakladasz konto, szukasz znajomych (w dzisiejszych czasach na pewno ich znajdziesz, wydaje sie ze prawue wszyscy maja facebooka teraz) i jest. Jezeli zalezy ci na kontaktach miedzyludzkich na zywo to juz bardziej trzeba sie pofatygowac. Nie wiem gdzie mieszkasz, czy na wiosce czy w miescie. W miescie ogolnie jest latwiej. Szukasz tylko cos, co lubisz robic (np jak napisalas fitness) i idziesz na niego. A podczas fitnesu zagadujesz do ludzi - poczawszy od "ale masz fajne buty" a skonczywszy na pogodzie. Najgorzej jest zaczac, zagadac, a potem juz leci. Wazne, ze poznajesz kogos nowego. Na wiosce jest trudniej, ale zawsze warto probowac w miescach publ - idziesz do sklepu i zagadujesz do kasjerki np "sztrasznie dzis goraco" i juz rozmowa sie toczy. Od takich prostych rzeczy rozpoczynaja sie glebsze znajomosci, ktore, jak sie je przypielegnuje, to moga dlugo potrwac. Co do "nic mi sie nie chce robic" - hmm, na pewno? A tego posta chcialo ci sie napisac, wiec tez chyba nie jest tak zle:) Nie wiem ile masz lat, ale mimo wszystko wydaje mi sie, ze jest taka zasada, ze jezeli cos nowego poznajemy, to chce sie nam najbardziej to powtarzac. Czyli np jak juz raz wsiadziesz na rower, to za dwa dni myslisz, ze fajnie byloby sie znow przejechac. I tak to chyba dziala. Wiec sproboj cos, czego nigdy albo zadko robisz moze? Z tym calym poszukiwaniem siebie - a moze jest tak, ze to wlasnie jestes ty, ta co robi wszystko, wszystkim latwo sie zapala. Co prawda nie jest dobrze, jak kobieta 50 letnia dochodzi do wniosku, ze jedyne co umie w zyciu to upiec jablecznik, bo wszystkiego innego w zyciu probowala, ale nic nie skonczyla. Ale z drugiej strony jest cala masa ludzi, ktorzy np studiuja jeden kierunek, po studiach robia zupelnie co innego, do tego jako hobby jeszcze zupelnie cos innego. Poza tym, czy wyobrazasz sobie to, ze np cale zycie bedziesz miala jedna i taka sama prace? Czy nie fajniej jest, jak po 2-3 latach zmieniasz prace, poznajesz nowych ludzi, rozwijasz sie poprzez zmiany? Wlasnie o to chodzi, ze kazdy z nas szuka co chcialby robic i mysle ze do pewnego czasu to zupelnie normalne. A do jakiego? Kazdy ma inaczej, sa ludzi ktorzy w wieku 16 lat wiedza, ze beda gornikiem a sa tacy, co kolo 30 dalej nie wiedza. Ogolnie to co Ty napisalas i to co ja teraz napisalem jest bardzo ogolne. A w szczegole to ciezko rozmawaic, musialabys napisac wiecej o sobie. Ale tak ogolnie jeszcze, ja kieruje sie taka zasada ze wyobrazam sobie, kim chcialbym byc za 5/10/15 lat i tak tworze swoj plan do przodu. Np teraz wiem, ze za 5 lat chcialbym byc juz w jakims powazniejszym zwiazku, miec prace powazniejsza i jeszcze kilka innych rzeczy - wiec teraz tak organizuje swoj czas, zeby za 5 lat wiedziec, ze to nie bylo zmarnowane 5 lat i choc o krok zblizylem sie do obranych celow. Ogolnie, to swietnie ze chcesz cos zmienic. Zmiany zawsze przynosza dobre rzeczy. Zawsze - czasem pozytywnie (lepsza wyplata) a czasem negatywnie (zerwany zwiazek) - jednak wszystko to przynosi korzysc, gdy z pozytywow sie cieszymy, a z negatywow wyciagamy wnioski i idziemy dalej. Super, ze zmieniasz swoje zycie. Wielu ludzi na tym forum (przynajmniej takie mam wrazenie) chce zmian w swoim zyciu, ale proboje wprowadzic zmiany nie zmieniajac nic. A ty robisz to wlasnie z dobrej strony, chcesz zmian, bo wiesz ze one przyniosa ci korzysc. I przyniosa, z pewnoscia. Powodzenia!
  3. eldruto

    Zakaz poddawania się! :)

    Mysli myslami.... czasem są takie jakie są... A sa one dobre - kazda, nawet najgorsza mysl, ma na celu, by uchronic nas przed niebezpieczenstwem, bledami itd, zeby nie byc ludzmi 'bez wyobrazni'. Powiedz sobie "to tylko czarna myśl. To tylko moje smieszne halucynacje, tak w cale nie musi być, to TYLKO myśl". Z pewnymi rzeczami nie warto walczyc. Walczyc z czyms, to tak jak przyznac "to jest takie silne, takie wazne, takie pilne, ze trzeba sie przygotowac, trzeba walczyc" - A przeciez to tylko mysli... pozwol im być i przejsc. Zbagatelizuj, olej. Ja tak robie, jeszcze nie zawsze mi wychodzi, ale puki co nie odkryłem lepszej techniki na te "niechciane wizje". Akceptacja, olewka, luuuz:)
  4. eldruto

    Co Wam dziś sprawiło radość?

    JAde jutro na uctok:D:D:D Juz nie moge sie doczekac koncertu Halloween, Riverside i Prodigy:D:D:D
  5. eldruto

    ODEZWA NA APEL O BRAK WSPARCIA

    :) Dziękuję wszystkim za tak miłe słowa;) Odwiedza, ale trzeba przyznać, że żadko (wiem, powinno mi być wstyd:D) Czy wyzdrowiałem? Hmm... Nie jest łatwo poradzić sobie z czym, co miało się w głowie od gimnazjum do wizyty u psychologa po szkole średniej. Ale jest o niebo lepiej. Porównując siebie sprzed powiedzmy 3 lat a teraz, widze sam ile udało mi się zmienić w swoim życiu. Pomimo socjofobi (i szczególnie lęku przed wymiotowaniem w miejscach publ) w zeszłym roku byłem na woodstocku, zrobiłem licencjat, wiele razy byłem na imprezach z przyjaciółmi, mam za soba zwiazek (co prawda krótki, ale to był duży krok dla mnie), aktualnie pracuje, wybieram sie na studia mgr do duzego miasta zdala od domu, w planach mam wyjazd na erazmus gdzieś za granice. Nie powiem że jest różowo. Wiele razy na tych imprezach kiepsko się bawiłem, wiele razy nerwy psuły wszystko. Ale krok za krokiem - jak to z nerwica - 2 do przodu, 1 do tyłu (jak ktoś to raz fajnie napisał na tym forum). Bardzo chciałbym dodać wszystkim otuchy i zapewnić że wszystko się ułoży. Sam mam już za soba takie okresy czasu, gdzie nerwica zupełnie mnie nie dotyczyła (oprócz pojedyńczych lęków/fobii) i gdzie przestała ona być zupełnie jakimkolwiek tematem mojego życia, przez co nie odwiedzałem tego forum zupełnie bo albo nie miałem czasu, albo ochoty i zwyczajnie nie potrzebowałem tego. Teraz mam nieco gorszy okres, związany z nadchodzącymi zmianami, najpierw rekrutacja na mgr, pozniej studiowanie, być może wyjazd za granicę (poza tym dziś miałem swój 1, nieco nerwowy aczkolwiek bardzo udany dzien w pracy i dlatego wszedłem zobaczyć na forum, bo szukam wsparcia i motywacji - zobaczyć jak inni robią postępy). Ostatnio na warsztat wziąłem swoja jeszcze niestety niskawą samoocene i podejmuje się różnych rzeczy by bardziej uwieżyć w siebie i stać się bardziej wygadanym i mniej liczącym się z tym czy ktoś się na mnie popatrzy zle czy nie. Nie jest mi może jakoś łatwo i jeszcze troche rzeczy do rozwiązania przede mną, ale postęp, rozwój i poszerzanie własnych granic zawsze wiąże się z pewnym niepokojem i lękiem. Nie nauczono mnie w dziecinstwie/młodości radzić sobie z takimi rzeczami, więc mam prawo się bać i być nerwowym tam, gdzie inni nie dostrzegają nawet zagrożenia. Wierze, że przyjdzie dzień gdzie pokonam swoje socjofobie, a wtedy będe już zupełnie wolny:) Trzymam kciuki za siebie i za wszystkich was;) buzki:)
  6. eldruto

    lubimy siebie?

    @NoOneLivesForever Wiesz co mozesz sprobowac? Bo powiedziec o sobie beznadziejny to wlasciwie nic nie znaczy. Nie da sie byc we wszystkim ani najlepszym ani najgorszym. Beznadziejny, mogloby znaczyc do d* we wszystkim. No, ale przeciez sa rzeczy w ktorych jest dobrze. Rozbij to na czastki. Napisz sobie na kartce to swoje "beznadziejny" daj znak rownosci i wypisz wszystkie skladowe. A nastepnie przemysl kazdy z nich, czy rzeczywiscie, czy da sie z tym cos zrobic czy raczej ciezko i trzeba rzecz zwyczajnie zaakceptowac. Majac taka liste wiesz z czym masz do czynienia. Ogolniki typu "beznadziejny', "do d*", "kretyn" itd nic nie znacza. to tylko etykietki nadawane przez ludzi, ktorzy malo w zyciu widzieli. A co do w ogole zmiany, mi najbardziej pomaga rozmowa z dobrym znajomym. Zamykanie sie w sobie to blad. Pozdrawiam i zycze optymizmu:)
  7. eldruto

    lubimy siebie?

    Samoocena, to cos co ma ogromne znaczenie. Wiara w siebie, pozytywna opinia na swoj temat to podstawa czegokolwiek. Czy komus sie podoba czy nie, kazdy ja ma. I ta moze byc albo dobra albo zla; albo adekwatna albo nie. Najlepiej gdy jest ona dobra i adekwatna do tego co jest. Jezeli takiej nie mamy, to trzeba poszukac rozwiazania i to zmienic. Poza tym, kazdy z nas tak na prawde jest cudem zycia. Jakie to wspaniale, ze nie ma nikogo takiego jak ja i ty na tym swiecie, ze jestesmy jedyni i wyjatkowi. Ja zmienilem diametralnie swoja opinie o sobie na lepsze w przeciagu jakiegos tam czasu i widze tylko korzysci plynace z tego. To pozytywna samoocena daje mi sile, wiare w to, ze wreszcie sie uda, ze przeciez jest calkiem dobrze, ze mam z czego sie cieszyc i za co dziekowac. Lubie siebie, co dzien poznaje swoje zalety i wady. Z zalet sie ciesze, a wady albo olewam albo zwalczam (jezeli rokuja jakimis szansami na poprawe;) ) Bo kazdy z nas ma prawo do szczescia!
  8. eldruto

    perfekcjonizm?

    Hej;) Na samym poczatku, muszę przyznać że od dawna nie zaglądałem na tą stronę, bo jakoś tak nie było po co, radziłem sobie w sumie fajnie:) Biorąc pod uwagę mnie sprzed 3 lat, a to co jest teraz, to niebo a ziemia. Wiele lękow znikneło, z jedzeniem w publicznych miejscach nie mam wlasciwie zadnych problemw, mam za sobą związek (choć krótki i niestety nieudany, to jedak licze ze teraz moze być tylko lepiej), otwarlem się bardziej, zycie stało sie lepsze:) Pisze to po to, by dodać otuchy tym, co się czasem martwią, ze im się nie uda... spokojnie:) Sukces to tylko kwestia czasu:) Mimo wszystko, są jeszcze rzeczy z którymi ciężko mi sobie poradzić, i tego też tyczy się ten post. W skrocie nie bardzo mogę poradzić sobie z perfekcjonizmem. Nie jest to cos w stylu, ze np zawsze musze mieć 5 w szkole, bo jak nie to jestem do dupy. To cos nieco innego. To takie ciągłe napięcie, ze popełnie błąd i się osmiesze, ze wyjdzie ze jestem jakis beznadziejny. Ciągle niejako staram się być ideałem samego siebie, nie pozwalam sobie na błedy, na lenistwo, itd. To jest tak jakos zakamuflowane, ze dlugi czas myslalem, ze perfekcjonizm to nie ja i mnie to nie dotyczy. Ale dzis np mialem najlepszy tego przyklad. Moja dobra znajoma, ni z tego ni z owego zadzownila do mnie, ze jak jestem w domu, to wpadnie do mnie ot tak, jesli mam ochote. No i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, ze zlapaly mnie nagle nerwy, jakby sam papiez z telewizja, prezydentem i królowa Brytyjska mieli do mnie przyjechac. Sam się zastanawiam, dlaczego tak się dziwnie poczułem, przeciez znam się z tą osoba prawie od 3 lat. I przychodzi mi do głowy tylko jedna mysl, ze to perfekcjonizm w takim połaczeniu ze strachem przed odrzuceniem. Sam nie wiem co o tym myslec. Nie ma zadnej obiektywnej rzeczy ktorej mogłbym się wstydzić - w pokoju mialem wzglednie czysto (jak na chlopaka;D), wygladam dobrze, jestem normalny, lubiany przez wielu, a jednak ogarnal mnie strach. Ponad to, jestem teraz na ukonczeniu studiow, mysle co bede robil, ile zarabial, a kiedy się ozenie, a kiedy to a kiedy tamto... nie potrafie wrzucic na luz i powiedziec sobie "jakos to będzie", a ciągle się przejmuje, a przeciez wiekszosc z tych spraw, to rzeczy na ktore w sumie czlowiek ma niewielki wplyw i tak wlasciwie one same wychodzą. Ciągle mysle o obowiązkach, a nie o przyjemnosciach czy o tym co sam bym chcial. Np lapie sie na tym, ze zamiast szukac sobie dziewczyny, z ktora po prostu byłoby fajnie i mozna byłoby sprobowac chodzic, to ja podchodze do tego jak do malzenstwa, jakbym podpisywal umowe na 50 lat. Innymi słowy, jestem strasznie obowiązkowy, mysle o wszystkim na przod, brakuje mi takiego wewnetrznego poczucia 'luuuuz czlowieku'. Jestem zajebiscie grzeczny, uprzejmy, nie narazam sie ludziom... a nie taki bym chcial byc - a przynajmniej nie do tego stopnia. Macie jakies rady, pomysly?
  9. eldruto

    prosze o porade

    pamietam jak kiedys dawno mi serce skakalo po 180/min itp:) piekne chwile;D Olej te objawy - twoje serce reaguje na strach ktory sobie napedzasz przez to, ze codziennie kontrolujesz swoje serce i czekasz az zacznie szybciej bic. A jak juz zacznie, to zaczynasz sie bac, ono jeszcze szybciej, a ty jeszcze bardziej... i tak pewnie co chwila. Olej to. Skoro bije, znaczy ze zyjesz.
  10. eldruto

    Noce mnie przerażają, walczę ze strachem, nie mogę spać

    pierwsze to obserwuj... obserwuj siebie, swoje reakcje, przypatrz sie swojemu lękowi. Jak juz sie przypatrzysz, to spróbuj jakos go powiekszyc. Nie wiem, wymyśl cos - np ogladnij jakis horror, zacznij sie zamartwiac, mysl o smierci itd. Jak to zrobisz, to zobaczysz jakie to glupie i przestaniesz sie bac:) Nie uciekaj. Stań, popatrz, zauwaz ze to tylko wyobraźnia.
  11. eldruto

    Jak się uczyć?

    buahaha...;D Wlasnie pisze konspekty i prace lic:D:D:D:D:D ( tzn siedze i przegladam cokolwiek na necie, a do pracy mam 2 ksiazki nieprzeczytane:D) Nie chce byc niemily, ale zadko zdazaja sie ludzie ktorzy siebie oszukuja na tyle, zeby sobie wmawiac ze beda sie uczyc przez swieta;D Ja juz dawno tego nie robie... Swieta to swieta i swieto! Czas nic nie robienia. Czas lenistwa, jedzenia i picia. Wiec spoko - mam nadzieje ze uciszylem twoje dziwne sumienie:) ehh... no to jeszcze demoty sprawdze i ide napisac jaki konspekt;D To podobno prokastrynacja sie nazywa fachowo:D:D:D pozdro:)
  12. bzdury. Bo to milion ludzi na swiecie chodzi co pija wodke, zreja hamburgery i maja wszystko w powazaniu, a stres to ostatni raz mieli jak sobie zapomnieli cygara zgasic lejac bezyne do auta:)
  13. eldruto

    zwalczyć chorobę siłą woli

    Brawo! A z milosciami to kazdy cos zlego przezyl, wiec spox;) Masz jeszze czas:) pozdro:)
  14. eldruto

    Emetofobia - Lęk przed wymiotowaniem

    majkamajj Wydaje mi sie ze chyba pisalem gdzies na forum o tym jak ja mialem - byc moze w temacie "odezwa na apel o brak wsparcia" albo cos takie... A jak nie to sie powtorze. Strach przed jedzeniem towarzyszyl mi gdzies od 16 roku zycia. Meczylem sie z tym dlugo, a zazwyczaj poprostu unikalem tego jak ognia - udawalem ze ne jestem glody, czasem caly dzien nie jadlem. Co najfajniejsze nigdy nie mialem tego w domu, ale zawsze w jakies restauracji, wsrod znajomych, w miejscu publ. Na sama mysl juz robilo mi sie nie dobrze. Wiem dokladnie jak to jest - poprostu chce ci sie wymiotowac z niczego. Nikt kto tego nie mial nie zrozumie, ze mozna tak miec. Ale spoko, mozna sobie z tym latwo poradzic. NO.... przesadzam.... poprostu ja juz mam to za soba, i wiem jakie to glupie;D Otorz, zeby sie przestac bac, musisz to zrobic. Co? A no zwymitowac. Nie wiem jaka jestes osoba - moj problem polegal na tym, ze chcialem zawsze byc zbyt dobry, zbyt mily, tak by nie urazic, nie stanac na ogon itd. (Destrukcja niskiej samooceny). Dodatkowo wymagalem od siebie zeby byc perfekcyjnym... no i wiadomo jak jest - im sie bardziej czlowiek stara, tym bardziej sie pieprzy:) I napiecie jakie sam sobie tworzylem powodowalo, ze bylem tak ze stresowany, ze naprawde chcialo mi sie wymiotowac - no i normalne ze nabawilem sie takiej fobii. Najgorsze co robilem to ZWRACALEM UWAGE na swoje objawy, ciagle omijajac sytuacje i miejsca w ktorych moglbym sie zle poczuc. A poza tym WALCZYLEM z tym. A to jest glupie.... za glupie zeby sie tym przejmowac. Trzeba to zwyczajnie olac. Zeby sie czegos nie bac, musisz to zrobic - przykro mi, nie ma innego sposobu. Tylko tak nauczysz sie, ze ludzie wlasciwie maja cie w D*... i zwisa im to co robisz. Najwyzej cie zle ocenia... i tyle... a co tobie po ich ocenie... a kij im w 4 litery. Ciezko mi swoje doswiadczenie przelac w slowa o tej porze... Ale ja dopiero przestalem sie bac wymiotowania, jak przeszedlem z tym do pozadku dziennego. Przestalem ZWRACAC UWAGE na swoj zoladek i samo przeszlo. O to sie wlasnie rozchodzi - zebys nie obserwowala siebie i nie czekala na 1 objaw wymiotow, ale olala to. Zwymitujesz, to zwymitujesz. Nie 1 i nie ostatni raz. Tez mialem ciezko na poczatku - ale wiedzialem ze to minie - i minelo. Mialem tak, ze ze strachu np wypilem w barze niedaleko domu nieco piwa i juz uciekalem... Ale szedlem jeszcze raz... i jeszcze raz.... az nagle jednego pewniego wieczoru w ogole zapomnialem o tym i wypilem ze 2 albo 3 piwa z kumplami.. i wracajac do domu uswiadomilem sobie to, ze w ogole nic mi nie bylo... ze bylem i zapomnialem ze powinienem sie bac. To jest klucz. Zapomniec o tym, nie przejmowac sie. I zadziala.
  15. eldruto

    Lęk przed przełykaniem - czy macie jakieś wskazówki?

    zadlaw sie........ Nie ma innego sposobu zeby pokonac lek przed czyms, jak doswiadczyc tego i przekonac sie, ze to nie jest takie straszne. Rob wszystko zeby sie zadlawic. POlykaj duze kawalki, pij szybko wode, najlepiej na lezaco, idz na basen - tam sie latwo zadlawic i krztusic.... Tylko tak przekonasz sie, ze ludzki przelyk przez lata tak wyewoluowal, ze to niemal nie mozliwe by sie zadlawic i umrzec na to... bynajmniej ja nie raz sie czyms dlawie:D I psycholog .... to bez sensu brac leki i nie chodzic na psychoterapie = sama widzisz - po odstawienu lekow znow wszystko wraca - bo to nie cos zlego z toba, tylko kilka glupich mysli o ktorych trzeba pogadac, jedne olac, inne wysmiac, kolejne zrozumiec. pozdro:)
×