Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

przez monikamariola 29 gru 2009, 21:06
Nie wiem jak zacząć... Mam na imię Monika. I mam wielki problem. Mój były chłopak nie żyje o czym dowiedziałam się 8 dni temu... Ale zacznę od początku. Poznaliśmy się w 2003 roku, banalna historia, Onet chat... Gadka szmatka, zauroczenie, pierwsze spotkanie i to "coś" ale też ten wewnetrzny niepokuj... Pokochałam go (((chyba))) od pierwszego wejrzenia. Chłopak przeciętny, z problemami, czułam to ale nie zdawałam sobie sprawy z tego. Nie chciałam, nie mogłam, nie potrafiłam....? Nie wiem do dziś :( Było nie jak w bajce. On miał dziewczynę. Ale spotykaliśmy się dalej. Coś pięknego. Dla niego. Dzisiaj to wiem. Ja byłam większą realistką. Opowiadał mi co zrobimy RAZEM, jak będziemy żyli RAZEM itp, itd... Z powątpiewaniem odpowiadałam "aha", "taaa...".... Chciałabym żeby to była prawda!!! Ale wiedziałam, że nigdy tak nie będzie... I tak minął rok, było cudownie ale jeszcze nie potrafiłam tego docenić... Z natury jestem optymistka, żyję tym co jest tu i teraz... Był zbyt "ponury" jak dla mnie, ja chciałam cieszyć się życiem, jego problemy mnie przytłaczały, nie rozmawialiśmy o nich... Nie trzeba było, wszystko było jasne... Powiedziałam dosyć. Nigdy nie kazałam mu wybierać ja czy ona, nic z tych rzeczy. Powiedziałam KONIEC, bo nie mogłam tego wytrzymać. Czego? Tego przytłaczającego "czegoś" co był zawsze koło niego... Dzwonił-nie odbierałam.... Przyjeżdżał-nie było mnie.... Minął jakiś czas. Rok 2009, początek. Nasza klasa. Początki. Wzięłam telefon do ręki żeby poszukać znajomych. Teoś.... Znalazłam, napisałam, było ok. Spotkaliśmy się po latach, z grubsza powiedział co u niego, ja mu co u mnie... Był kwiecień. Cisza i nagle: 3 grudnia dzwoni, przyjedź do mnie.... A ja nie mogłam... Byłam po pracy, następnego dnia do pracy... OLAŁAM GO! Napisał: To ja na Ciebie czekam cały upojny wieczór, a Ty mi mówisz że nic z tego.
Chciałem pogadać, jestem tak rozbity że /cenzura/, wszystko straciłem
Byłaś ostatnią kobietą, która mogłaby mi pomóc i tak jak każda
"niemam czasu", A Ja mam czas
Ja mu na to Nie mow tak, nie mozesz wzbudzac we mnie poczucia winy, bo cokolwiek sie u Ciebie stalo to nie moja wina... Zreszta powinienes tez wziac pod uwage to, ze jednak troche czasu minelo, tez mam swoje sprawy, swoje problemy, obowiazki i przyjemnosci. To, ze mnie nie ma teraz z Toba nie musi wcale oznaczac, ze nie chcialam tego.
To było 3 grudnia a 5 odebrał sobie życie... nie potrafię z tym żyć. A co jesli bym się z nim spotakała? A może to by coś pomogło? A CO JEŚLI URATOWAŁA BYM M Życie> Kocham go...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 gru 2009, 20:25

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

Avatar użytkownika
przez agusiaww 29 gru 2009, 21:38
Monika, wiem ze to dla Ciebie nie jest latwe przezycie, rozumiem ze czujesz bol, byc moze sie obwiniasz, czujesz wyrzuty sumienia, ale nie zawsze czlowiek jest zdolny pomoc drugiej osobie. Widocznie on mial zaawansowa depresje, a z ta choroba bardzo trudno sie zyje, czlowiek oczekuje wsparcia od innych osob, zaleznosci, pomocy, a nie kazdy umie to zrobic czy nawet chce. Teraz nie ma sensu myslec nad co by bylo gdyby, moze odwiedz jego grob, zapal swieczke i sie z nim pozegnaj, pomodl sie za niego (nawet jak nie wierzysz w Boga to zmow jaks krotka modlitwe czy mowe pozegnalna) -pozegnaj sie z nim w duszy. A jak nie bedziesz sobie potrafila z tym poradzic, to umow sie na wizyte u psychologa.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

przez monikamariola 30 gru 2009, 13:42
Byłam wczoraj na cmentarzu. Myślałam, że to pomoże ale chyba bardziej się zdołowałam. Pogrzeb był 17.12. Nie byłam na nim. Ale wciąż były na grobie te wszystkie wieńce, "Adamowi koledzy i koleżanki z pracy", "Kochanenu tatusiowi, synowi, bratu"... Masakra... Stałam tam godzinę, zapaliłam świeczkę, zostawiłam kwiaty i list ale nie potrafię się z tym pogodzić...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 gru 2009, 20:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

Avatar użytkownika
przez zalamka87 30 gru 2009, 13:48
nie zadręczaj się tym, przecież to nie twoja wina że on miaŁ problemy ze sobą, skąd miałaś wiedzieć że tak się to skończy? przecież on też miał wokól siebie jakieś osoby... tym bardziej że od dłuższego czasu nie byliście w kontakcie... jeśli nie dajesz sobie z tym rady to pogadaj z psychologiem

[Dodane po edycji:]

rozumiem że jest Ci trudno i bardzo Ci współczuję
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

przez monikamariola 30 gru 2009, 16:07
Dzięki wielkie za Wasze dobre słowa! Obawiam się, że sama nie dam sobie rady. Szukam kogoś z kim mogłabym o tym porozmawiać. Rozmawiałam z przyjaciółką, przyjacielem ale to za mało, chyba potrzebuję specjalisty. Byłam na forum gdzie szukałam psychologa ale problem jest taki, że pracuję na umowę zlecenie, nie mam ubezpieczenia więc chyba pozostaje mi tylko wizyta prywatna. Kompletnie się w tym wszystkim nie orientuję, ludzie piszą o depresjach a ja nawet nie wiem jak nazywa się ten stan, w którym się znajduję. Pójdę do psychologa ale gdzie?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 gru 2009, 20:25

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

Avatar użytkownika
przez zalamka87 30 gru 2009, 17:00
nie wiem skąd jesteś...poszukaj może w internecie jakiś specjalistów ze swojej okolicy, gdzieś tam pewnie masz specjalistyczną przychodnię prywatną albo poszukaj prywatnych gabinetów psychoterapii, ja swoją terapeutkę znalazłam przez internet właśnie :) myślę że u Ciebie to raczej cos jak zespół stresu pourazowego ale nie chce się mądrzyć...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

przez monikamariola 30 gru 2009, 19:53
Ja jestem z Warszawy więc pewnie nie bedzie problemu. Troche szukałam już zresztą. Ale też czytałam, że często lekarze prywatni nastawieni są na kasę a ja zupełnie zielona jestem w tym temacie. Jak za duży wybór jest to też niedobrze :smile:
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 gru 2009, 20:25

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

Avatar użytkownika
przez zalamka87 30 gru 2009, 23:16
no napewno różnie z nimi jest, ja podeszłam do tego w taki sposób że jak bierze kase to może chętniej wykrzesa coś z siebie :) ja szukałam swojej na www.dobrylekarz.info tam były opinie, same pozytywne no i jak teraz uważam zupełnie słuszne i nie mam takiego wrażenia że jej tylko na kasie zależy... ja trafiłam bardzo dobrze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
379
Dołączył(a)
02 lis 2009, 08:28

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

przez monikamariola 31 gru 2009, 11:45
Dziękuję wszystkim ślicznie.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 gru 2009, 20:25

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

przez joanna5 03 sty 2010, 02:18
Monika,jezeli jestes z Warszawy,zglos sie do Instytutu psychiatrycznego na Sobieskiego,tam maja najlepszych specow,a jezeli chodzi o chlopaka to popelnil samobojstwo by dokopac rodzicom/szantaz/wiec nie zadreczaj sie,bo bedziesz chciala wpasc w poczucie winy,joanna5
Offline
Posty
124
Dołączył(a)
25 gru 2009, 00:01
Lokalizacja
czestochowa-krakow

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

przez monikamariola 03 sty 2010, 15:21
Na razie chyba poczekam z wizytą u psychologa. Poczytałam trochę na necie to tu to tam. Uspokoiło mnie to, że nie cierpię na żadną depresję. Podobno jest ogromna różnica między depresją a żałobą. I z tego co tam było napisane to mam prawo się tak fatalnie czuć i przez cały okres trwania żałoby jest kilka faz, chyba powoli przechodzę do kolejniej. Już mniej obwiniam się za smierć Adama, teraz jest mi źle, smutno, przykro...

joanna5 to nie jest na pewno tak jak myślisz. Nie zrobił tego żeby robić na złośc komukolwiek. To facet, który miał 33 lata, ogromne problemy i to on cierpiał od bardzo dawna na depresję. Co niestety dopiero dotarło do mnie po jego śmierci. Odkad go znałam był bardzo zamknięty w sobie, wiedziałam, że coś jest nie tak ale dopiero niedawno, rozmawiając z moją przyjaciółką powiedziała do mnie: "Nie zadręczaj się, Adam od wielu lat cierpiał na depresję". I musiałam przyznać jej rację. Żałuję, że za późno...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
29 gru 2009, 20:25

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

przez joanna5 03 sty 2010, 15:52
Moonika,tak cierpial naa depresje ale z wlasnego wyboru,a kazde samobojstwo to wredny szantaz,zostawil cie w zalobie,a samobojstwo jest zawsze aktem podswiadomego dokopania rodzicowi,wiem,ze trudno ci to pojac ale byl wredny,ze tak osierocil rodzine,wieczny odpoczynek...joanna5
Offline
Posty
124
Dołączył(a)
25 gru 2009, 00:01
Lokalizacja
czestochowa-krakow

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

Avatar użytkownika
przez potegapodswiadomosci 15 wrz 2010, 09:03
Joana z jaka łatwoscia osądzasz kogos kto przez wiele lat miał depresje,ze był wredny i chciał dokopac rodzicow,nie sadzmy a nie bedziemy sądzeni,a mi żal ,ze nikt mu nie pomógł,wiele ludzi ma depresje i wysyła sygnały do otoczenia,ze chce sie zabic,ale ludzie sa zalatani praca,w pogoni za pieniadzem,nie dostrzegaja drugiego człowieka,.
Nasze WIELKIE JA(czyli mi prawdziwi), jest silniejsze niż nasze Małe Ja(czyli, nasze lęki i nerwice) i ciągle w to wierze!!
Dzieki trudnym doświadczeniom stajemy się silniejsi!
Posty
82
Dołączył(a)
31 mar 2008, 13:25

Re: Śmierć kogoś kogo kochaliśmy

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 16 wrz 2010, 10:00
Smutna historia .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16576
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do