Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

potegapodswiadomosci

Użytkownik
  • Zawartość

    82
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. wystraszyła mnie ta opowiesc!! gdyby czlowiek nie słuchal sie szatana to by nie grzeszył ale słucha sie go Owe świadectwo pokazuje bezmiar ludzkiej głupoty, ale zarazem jest też dowodem ogromu Miłości Boga. Zostało opublikowane w Małym Gościu Niedzielnym, jako ostrzeżenie przed pochopnym wchodzeniem na obszar szatana. Bywałam już wtedy w carlsberskim Ośrodku Oazowym. Stali mieszkańcy:ks.Franciszek Blachnicki(założyciel Oaz w Polsce i Centrum Ewangelizacyjnego w Niemczech), Wspólnota żeńska i czterech młodych księży. Fajni ludzie, myślałam tyle, że jacyś dziwni, jakby z innego świata. Modlący się kilka razy dziennie, zero bluzgów, a poglądy na świat zupełnie nierealne. Mówili, że treścią ich życia jest Bóg. Odbiło im, czy co? Przyglądałam im się z zaciekawieniem połączonym z politowaniem. Biedni ludzie, pomyślałam marnować młodość dla bzdetow? Doszłam do wniosku, że to nie moja sprawa. Każdy układa sobie życie, jak mu się podoba. Mimo wszystko dobrze się u nich czułam lubiłam tam bywać.Pewnego dnia (u siebie, w domu) czytałam Legendy Góralskie: takie, tam Boruta, Rokita.. Pomyślałam spróbuję, może to działa. Wykombinowałam warunek, po ludzku niemożliwy do spełnienia. Poczekałam do godz 24:00 i zaczęłam. Postawiłam na stoliku zapaloną świecę i zawołałam jeżeli jesteś, pokaż się Lucyferze! Nic, żadnej reakcji . Powtórzyłam. W tym momencie w głowie , pojawił się jakby błysk medalik przeszkadza. Faktycznie, miałam na szyi medalik jeszcze od chrztu. Nosiłam go przez sentyment, jako rodzinną pamiątkę. Zerwałam i rzuciłam na podloge. Swieca zgasla. O,kurde chyba coś się dzieje, fajnie jest, tylko nie widać nikogo. No nic, dobra , niech i tak będzie. Zaczęłam perorę zapiszę ci moją duszę (swoją drogą, po cholerę ci ona) jeżeli dostane Nic, ponudziłam się jeszcze chwile, zgasiłam świecę i poszłam spać. Następnego dnia, pojechałam do Carlsberga. Spotkałam ks.Kazika i opowiedziałam o swojej przygodzie. Ksiądz zbladł zaproponował egzorcyzmy. Stuknij się w główkę powiedziałam, mamy XX w. nie średniowiecze. Pobyłam z nimi trochę i wkurzona wróciłam do domu. W nocy, kontynuowałam to nieco dziwne spotkanie tym razem świeca nie zgasła. Może, to trzeba inaczej pomyślałam?Wzięłam długopis (wiem,powinno być gęsie pióro, ale nie miałam), kartkę papieru. Zaczęłam pisać cyrograf: wymieniłam czego chcę, a jako dowód, iż zostałam wysłuchana dołożyłam dwa warunki do spełnienia natychmiast: Następnego dnia mam wygrać z mężem (drugi, niesakramentalny)) w szachy, grałam bardzo słabo; w najbliższym czasie dostać dużą sumę pieniędzy (10 tys.marek,już mnie satysfakcjonowało), wtedy podpisze kwit własną krwią. Rano, skłoniłam męża do gry wygrałam(?!). Hm,hm to chyba działa. Zaczyna mi się podobać. Po południu, przyszła koleżanka mojej córeczki. Zabrała ją do siebie. Po upływie kilku minut, przybiegła rozdygotana Jowita wpadła pod samochód, wydusiła. Poszliśmy tam z mężem zdarzenie miało miejsce ok.300 m. od naszego bloku. Kierowca, młody chłopak (dzień wcześniej zrobił prawko), nie jechał szybko ale nie miał szans, dziecko zbiegło z nasypu kolejowego prosto pod maskę. Początkowo wydawało się, że to nic groźnego, mała nie krwawiła. Po 5 min. było pogotowie. Pojechaliśmy do szpitala. Prześwietlenie pokazało pęknięcie czaszki,ale dziecko było przytomne. Przewieźli ją na sale. Po pewnym czasie "odjechała". Zrobił się szum, kazali czekać nam na korytarzu. Dopiero wtedy zaczęłam się bać. Decyzja córka zostanie zawieziona do Kliniki Specjalistycznej, na odział IOM, stan jest ciężki. My musieliśmy zostać w miedzy czasie przyjechała Policja. Krótkie przesłuchanie kierowcy, później rozmowa z nami. Dali nam jakieś formularze do wypełnienia mieliśmy ubiegać się o odszkodowanie. Według niemieckich przepisów, wina kierowcy była bezsporna. Mąż został jeszcze, dopełnić formalności, ja poszłam do domu. I wtedy (to było, jak przebłysk w głowie) usłyszałam: umowy dotrzymałem, pieniądze dostaniesz, czekam. Zatkało mnie, wrzasnęłam "nie!!!" na całą ulicę, mijający mnie przechodnie patrzyli ze zdziwieniem." Ty, gnoju, ty bandyto, bydlaku!!!" Wpadłam do mieszkania, chwyciłam telefon, z trudem wykręciłam numer do Carlsberga. Odebrał ks.Kazimierz. Kazik, stało się coś strasznego. Jowita miała wypadek, proszę módlcie się, ja przecież nie umiem. Nie wiem czy minęła godzina. Ksiądz Franciszek (we Wspólnocie nazywany Ojcem) przysłał auto i zabrano nas do Ośrodka. Pobiegłam prosto do Kaplicy. Ze wszystkich sił, całym swym jestestwem wyrzekałam się Lucyfera i jego mocy. Powiedziałam " Boże, jeżeli Ty naprawdę jesteś, ratuj, proszę moje dziecko. Głupia jestem, wiem ale ja naprawdę nie wiedziałam, iż moja zabawa może być groźna. To miały być tylko takie jaja." Następnie poszłam do domu wspólnoty. Ojciec rozmawiał ze szpitalem. Stan córki był krytyczny. Kerspintommograf pokazał cztery wewnętrzne pęknięcia czaszki. Lekarz powiedział, robimy wszystko, co w naszej mocy. Ks.Kazimierz rozumiał co jest grane (nie wiedziałam jak, ale czytałam to w jego oczach), ze to efekt moich wygłupów nie usłyszałam jednak słowa wyrzutu, wręcz przeciwnie, dużo serdeczności. Zapłakana zasnęłam. Rano telefonat ze szpitala, dziecko odzyskało przytomność wola mamę. Któryś z księży (nie pamiętam już, kto) pojechał z nami do Kliniki. Mała była mizerna, ale pojawiła się szansa, że będzie żyła. Został z nią tata, byli w szpitalu prawie miesiąc, dziewczynka musiała na nowo uczyć się jeść, mówić, chodzić miała wtedy 8 lat. Przez cały ten czas mieszkałam w Ośrodku dałam nieźle domownikom w kość. Po powrocie "moich" z Kliniki, mieliśmy jeszcze jakiś czas zostać w Carlsbergu. Pojechałam do mieszkania po trochę maneli. -- Pn kwi 18, 2011 6:55 pm -- do gdyby człowiek nie słuchał szatana,czyli co jedyne co nas moze uratowac,to zycie w ciagłym strachu rzed szatanem,bo ja tak mam,wpadłam,ze przez to straszenie mnie szatanem w nerwice natrectw,boje sie wszystkiego,a co na to wszystko Bog?nie zna sie na zartach,myslisz,ze gdyby istniał dobry Bog pozwalałby,szatanowi krzywdzic dzieci swoich dzieci ,ktore stworzył na swoj obraz i odobienstwo?
  2. ale czy zło czasem nie obraca sie w dobro?a dobro w zło? no bo czesto tak jest.wiec nie jest to wszystko takie jednoznaczne
  3. akie to proste! Zrobiłes coś złego,to wina szatana,nie Twoja,ale szatana!!!Nie Ty jestes zły,ale szatan jest zły,bo ci podpowiedział.Czy Gdyby Bóg był naprawde dobrym bytem,stworzył byc cos takiego jak szatana,zeby zastarszał,sprawdzał ,manipulował ,namawiał do nagryzienia jabłka>>??????Przeciez jestesmy tylko ludzmi ,istotami słabymi.Ja mysle,ze w kazdym z nas jest dobro i zło jednoczesnie. Najbardziej mnie smieszy,jak w kosciele lub ksieza,starsza ludzi mowiac"szatan własnie działa w ten sposob,ze wmawia ludziom,ze nie istnieje,wtedy zło sie szerzy"!! co za podejscie do człowieka,jakby człowiek był bezmozgiem i nie wiedział co robi,kazdy z nas wybiera sam.NO,a szatan to taki "twór" na ktorego wszystko złego mozna zrzucic.a ja mam nerwice przez to wszystko
  4. badziak to akurat,wiem,ale ignorowanie nic nie daje,chodzi o druga czesc mojej wypowiedzi jej nie skomentujesz?
  5. W sumie moj kolega,powiedział mi,ze był u psychologa,ze swoja nerwica natrectw ,powiedział mu o swoich obsesjach myslowych zwiazanych ze zrobieniem komus krzywdy,mianowicie moje kolega ma cos podobnego jak ja,boi sie ,ze kogos skrzywdzi,ze straci kontrole nad sobia i zrobia cos czego tak naprawde nie chce,czego sie boi i lęka,czego sie brzydzi,w sumie boi sie,ze stanie sie kims komplenie innym niz chciałby byc!!!NO,A CO POWIEDZIAŁ MU PSYCHOLOG!ZE MA IGNOROWAC TE MYSLI,DAWAC IM PRZEPŁYWAC,BO JAK BEDZIE ICH IGNOROWAŁ TYLKO SIE NIMI PRZEJMOWAŁ,TO MOZE WTEDY NAPRAWDE KOGOS SKRZYWDZIC!!! starsznie mnie zdołował ten psycholog i pogłebił moja nerwica gdy kumpel mi to powtorzył
  6. chyba,nie maja,mysle,ze to czego najbardziej sie sami boimi,po prostu przychodzi nam do głowy i mysle,ze duzo ludzi z nerwica natrectw ma takie jak ty natrectwa,tez boimi sie ze staniemy sie szalencami i zrobimy cos złego niekontrolowanego,ale przeciez sam fakt,ze sie tego boimi znaczy,ze bysmy tego nie zrobili. Ja zawsze sobie tłumacze i to mi pomaga,ze predzej sobie bym zrobiła krzywde niz komus innemu i mi nerwica momentalnie przechodzi.To wszystko to tylko nasze mysli,to dziwna choroba,bo tak jakbysmy sami ja wytwarzali czasem.
  7. przet~łumaczy~ł to ktos/?ale nie w google translate,bo w tym google.to t~łumaczy tak dos~łownie i bezsensu,ze tekst traci sens.z gory dzieki
  8. Jest to tekst o wyjsciu,radzeniu sobie z nerwica natrectw i obsesjami The Four Challenges of Recovery What's it going to take to get better? There are four challenges that lie in front of you as you begin to face your obsessions and compulsions: Challenge 1: Be determined to conquer this problem. This is a tough problem to overcome. You really need to spend some time making sure that you're ready and willing to go through short-term suffering for long-term gain. You need determination because you have to take the risk to experiment with behaviors that are totally opposite of what you would tend to do in these situations. You're going to have short-term doubts, and you have to be willing to overcome those short-term doubts and have a kind of faith in this approach. The second challenge as you begin is to gain the perspective that your worries are excessive, or irrational. The symptoms that your worries produce are so powerful and so disturbing that you get distracted by them and believe they represent true concerns. I am asking you to begin to practice a new belief, and it is this: when these obsessions occur, the content of the obsessions is irrelevant. It is meaningless, it is purposeless. Your obsessions represent an anxiety problem. The topic of your anxiety is not the issue, even though your anxiety leads you to believe that it is. This is not an easy task to accomplish when you are dreading that you might pass on deadly germs, kill your own child or cause a terrible accident. Nonetheless, I am asking you to step away from those thoughts, to get perspective on them, and say, "Wait a minute, I have an anxiety disorder. What is an anxiety disorder all about? It's about anxiety, not about this content." Try not to get into a battle of logic in your head. If you try to convince yourself of how illogical your worries are, you may become very frustrated, because you'll have a hard time being certain about anything. You'll always find a thread of doubt you can follow. So don't get caught in this trap of logic. Instead, keep stepping back mentally and saying, "I need to be addressing my anxiety, not this specific topic". Your OCD is going to encourage you to do just the opposite. It's going to push you to think this is all about whether you really locked the door. Or it will get you to try to reassure yourself that you did actually make the appropriate decision. Or that you have not contaminated something. You'll work hard to get the right reassurance. And it's totally the wrong thing to be doing... You are falling right into the clutches of OCD. So this is a very important challenge to meet: address your symptoms of anxiety, not your fearful thoughts. Don't be fooled! The third challenge: Is as you begin: consider that ritualizing is not the only way to reduce your anxiety. Most people with this problem believe that if they don't ritualize, they will remain distressed forever. If you share this belief, you must be willing to challenge it in order to discover that there are other ways to reduce your distress. It will be extremely difficult to give up your compulsions unless you are willing to experiment with new behaviors. You need to be willing to explore options to ritualizing. Do you remember the old joke of the guy who every morning gets up at 6:00 and stomps around the outside of his house. His neighbor finally comes out and says, "What in the world are you doing? Every morning, I look out my window when I'm fixing my breakfast, and there you are in your bathrobe stomping around the house." The guy says, "Oh, well, I'm keeping the elephants away." "Elephants? There are no elephants in this neighborhood." And the first man says, "See how well it works!" So, he never challenges his belief. That's what people do. They say: "The ritual was the only way I could possibly have shaken loose of my terrible distress, and I need to keep using it." To resist your compulsion is really a courageous thing to do. Because you are having to resist this powerful belief that something terrible is going to happen if you do. The fourth and last challenge is: decide to accept your obsessions instead of resist them. This is the toughest of all four, and it is the most important. This one is the basis of all the self-help interventions we'll talk about. Because the more you resist your obsessions, the stronger they become. It's as though your solution to the problem actually increases the problem. You resist the symptom, and it persists. So you need a new inner voice that says, "It's OK that I'm obsessing right now." This is not saying, "it's OK in the next 20 minutes to do it"; it's not saying, "I'm going to continue to do it." But I am asking you to say, "It's OK that I just had that thought." I know that sounds like a crazy thing to say. You are trying desperately to rid yourself of these terrible thoughts, and I instructing you to accept them! Accepting the obsession generally looks like a bad idea to people. But what's the other choice? The other choice is to say, "It's terrible that I had that thought." And what's the reaction that you're going to have physiologically when you make that statement? That statement's going to produce more anxiety. I agree, of course, that the end result is to get rid of that obsession. That's everyone's objective. But the technique that you use and the end result are different. That's why it's called paradox, which means opposite of logic. And that's why you have to have faith. First, you're going to accept this obsession, and then you're going to manipulate it. Why are you going to do it in that order? Because that's how it works best. So there's a big, big leap of faith here when you accept your obsession. But if you will really dedicate yourself to experimenting with this approach for several weeks, I think you will discover its benefits. Let's review these four challenges again, first with how people generally think about this problem, and then with how I am encouraging you to think as you begin your self-help program. The first challenge: People say, "I'll always be controlled by this problem." You want to shift it over to, "I'm now determined to conquer this problem." The second position is: "I believe my obsessional concerns are accurate." I want to shift that one over to: "My obsessions are exaggerated and unrealistic." The third one: "Rituals are the only way to reduce my distress." Shift that to, "there are other options to reduce my distress." The fourth one: "I must stop these obsessions" is the problem stance. Shift this to, "I accept these obsessions." How would you apply this fourth challenge? When you begin obsessing and worrying, you typically react emotionally to those thoughts and images, by becoming anxious and afraid. That compels you to ritualize. The first place to start practicing is anytime you begin to obsess. Take that opportunity to focus on the idea of permitting the obsession to exist in that moment. Work on not being afraid of the obsession and not being mad at yourself that you just had the thought. Wouldn't that be great, to not get distressed at those momentary worries, to not think that they mean anything. Let me tell you a story. When my children were infants, I would carry them in my arms as I walked around the deck of our home. Every once in a while, I'd stand at the railing, looking at the beautiful scenery out in the woods, and then I'd have this flash: I'd see myself accidentally dropping my child two stories down from the deck, and there she'd lie on the ground, dead. And then I'd see myself jump over the edge to kill myself out of my shame that I'd just killed my child. But I'd break my neck instead, and end up being humiliated and shamed for what I just did to my son or daughter. And then I'd step away from the edge of the deck. It was the same with my kids as toddlers. I'd be reading in the living room while one of my kids was playing in another room. Then I'd notice that all was quiet. On a number of occasions I would then think, "Oh, my God, he's swallowed a penny and he can't breathe, and he's passed out..." And I'd get up and quickly move to the other room to check on my child. There he'd be, quietly and safely drawing on the wall with crayons. Now, I'm sure I've have had those kinds of fantasies over 40 times. Each one took about two or three seconds, with slight variations. What is the difference between what I experienced and what someone with OCD experiences? There are many similarities. The difference is not about the thoughts that we have but in how we interpret those thoughts and images. I would say, "I know what that's about, and that's no big deal." I'd say, "That's because I'm a new parent. It's my mind's way of reminding me that I need to protect these fragile children. I know I'm not really about to accidentally drop my kid." People with OCD might say, "Oh, my God, I had the thought of killing my daughter? Why did I think that? I'm not sure I can trust myself. I might accidentally do that." They decide to doubt their ability to stay in control. So this is where you begin in your self-help program. Confront your interpretation that the content of your obsessive thought means something terrible about you. I want you to downgrade each obsession to a kind of momentary glitch in your thinking. The thought doesn't mean anything. You had a fearful thought, and you got scared by it. That's all. When I saw in my mind the image of my child lying on the floor not breathing, I became momentarily scared, and my heart raced. That's an expected reaction. It's like sticking your finger in the wall socket and getting shocked. That's all it is. And that perspective is what you should work toward. When you notice your obsessions, choose to have them. As soon as you choose to have your obsessions, they're no longer involuntary. Remember that the definition of an obsession includes that it is involuntary. So as you begin to accept your obsession, as soon as you choose to have it then that involuntary thought is now voluntary. And you've begun to change the nature of the problem. This is the direction I am going to take in this self-help program. I am not asking you to stop obsessing right now, or to stop ritualizing. I am asking you to change some smaller components of the pattern. You're going to disrupt the pattern by various means. You're going to modify your obsession in little ways. You're going to add things to your ritual. In this way you can gradually learn about your ability to control your symptoms.
  9. miałam juz wszystkie mozliwe starszne mysli,dosłownie o wszystkim co mozliwe,o wszystkim co tu wymieniacie,boje sie chyba wszystkiego co pojawia sie w moich myslach natretnych,raczej nie mam natrectw obojetnych moim emocjom Najgorsze,ze nie moge,nic czytac,ogladac gdzie moze pojawic sie jakas straszna scena,lub straszne sformułowanie,bo wtedy ciagle to analizuje,ciagle wmawiam sobie,ze ja mogłabym cos takiego zrobic,w ogole boje sie samej tej mysli, [Dodane po edycji:] http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6191/q,Nerwica.eklezjogenna czytaliscie to? w skrocie tam jest napisane,ze im bardziej chcemy stłumic nasza agresjęktors posiada kazdy człowiek(nawet mysli o agresji) tym wieksza nerwica. [Dodane po edycji:] „Po wszystkie czasy, a osobliwie w czasach chrześcijańskich zadawano sobie wiele trudu, żeby człowieka zredukować do postaci "człowieka dobrego": dziś jeszcze nie brak spaczonych przez wykształcenie kościelne i osłabionych, dla których ten zamiar utożsamia się z „uczłowieczeniem" w ogóle, albo z „wolą Boską", albo ze „zbawieniem duszy". Jako istotne żądanie stawia się tutaj wymaganie, żeby człowiek nie czynił nic złego, żeby pod żadnym warunkiem nie szkodził, szkodzić nie chciał...[...] Ten sposób myślenia, hodujący pewien typ człowieka, wychodzi z niedorzecznego założenia: dobro i zło bierze jako rzeczy realne, które są z sobą w sprzeczności (a nie jako dopełniające się wartości, co byłoby prawdą) radzi wziąć stronę dobra, wymaga żeby dobry wyrzekł się zła aż do ostatniego korzenia, i żeby mu się opierał — w rzeczy samej zaprzecza przez to życiu, które we wszystkich swoich instynktach ma zarówno „tak", jak i "nie"" (Nietzsche, 2003, s. 149 - 150). Właśnie owa beznadziejna próba uczynienia z części całości, a więc bycia wielkim „tak" bez budzącego lęk „nie", zdaje się mieć miejsce w przypadku większości nerwic. Osoba neurotyczna zarówno emocjonalnie, jak i konceptualnie nie potrafi sobie poradzić ze „złem" (agresją, seksualnością, nieustrukturowaniem), które w sobie odnajduje. Gdyby spróbować wykryć ukrytą antropologię i etykę, jaką kieruje się neurotyk, to prawdopodobnie otrzymalibyśmy koncepcję dualnego podziału na pierwiastki „dobra" i „zła", wraz z twierdzeniem o możliwości (i konieczności) pomieszczania w sobie jedynie „dobra". Ludziom bezinteresownym i litościwym, a więc w zasadzie egoistycznym pośrednio, Nietzsche przeciwstawia typ dumnego egoisty. Jest on przede wszystkim mniej lękliwy, a wiedząc, że nie zdoła skutecznie zaradzić cierpieniu, potrafi znieść upadek swego narcyzmu i nie podejmować działań pozornych. Do tego nie wydają mu się czymś tak bardzo nie na miejscu cierpienia innych, skoro i sam cierpi nie domagając się wsparcia. Różnica między oboma typami jest taka, że pierwszy w naszej kulturze określa się mianem człowieka „dobrego", a drugi pojmowany jest jako „zły". Jednak, jak stwierdza Nietzsche, jest to tylko kwestią moralnej mody oraz kulturowej dekadencji. Niejeden, jeśli nie każdy neurotyk odpowiada krytykowanemu przez Nietzschego typowi — nazwijmy go tak -zakamuflowanego egoisty. Będzie on stale „przepraszał za to, że żyje" nie uwzględniając tego, iż jeżeli coś jest dla otoczenia szczególnie męczące, to właśnie te ciągłe bezproduktywne i w gruncie rzeczy egoistyczne przeprosiny. Jednocześnie będzie unikał uświadomienia sobie, że postawa ta wcale nie jest dobra, a otoczeniu jego niesamodzielność może sprawiać o wiele większe przykrości niż okresowe zgrzyty związane z bardziej bezpośrednią ekspresją siebie. Ludzie tacy są w zakamuflowany sposób skoncentrowani na sobie, strachliwi i nie zdolni do konstruktywnego poświecenia się czemukolwiek, gdyż już dawno poświęcili się swemu dającemu święty spokój cierpieniu. Szczególny rodzaj postawy wycofania spotykany niekiedy wśród neurotycznych kobiet. Osoby te można określić mianem „kobiet-które-nigdy-nie-myślały-o-sobie". Właśnie tak siebie opisują, gdy mówią: „nigdy nie myślałam o sobie", „zawsze robiłam wszystko dla rodziny", „nie potrafiłam zadbać o siebie", i niekiedy dodają: „teraz przez to się załamałam". Postawa ta, jak każda postawa psychologiczna, jest skomplikowana i trudna do jednoznacznej oceny. Opisywane kobiety są rzeczywiście ofiarami swojego poświęcenia, jednocześnie jednak są więźniami swego egoizmu. W przemyślny sposób ochroniły one siebie, anihilując swoje osobowe istnienie. Niejako rozpięły swą osobę w sieci relacji i obowiązków, przez co nie musiały konfrontować się twarzą w twarz ze swymi partnerami, dziećmi oraz z innymi ludźmi. Jest to rodzaj samooszukiwania, które polega na zaprzeczaniu, iż posiada się egoistyczne popędy. W ten sposób osoby te zbudowały swoją tożsamość, której ogniskiem stało się podkreślanie swej wielkiej „dobroci". A ponieważ poczucie tożsamości jest czymś niezmiernie ważnym, ich postawa ulegała samowzmocnieniu. Jednak bezproblemowe podtrzymywanie takiego stanu jest na dłuższą metę niemożliwe. Egoistyczno-popędowe pierwiastki dążą do bezpośredniej ekspresji. Jeśli ta nie jest im dana, tworzą się objawy, a egoizm zaspokajany jest w sposób ukryty, bierny i pośredni, co dla otoczenia może być szczególnie uciążliwe. Opisana postawa ma też inny aspekt. Jeśli nigdy nie mówi się „nie", robi wszystko czego inni oczekują (chodzi głównie o rodzinę: dzieci, męża), można mieć poczucie bycia niezastąpionym, jedynym w swoim rodzaju. A tożsamości „jedynego-i-wyjątkowego" każdy neurotyk potrzebuje."
  10. borsuka, borsuka wejdz na mój temat natrętna watpliwosc ktory odswiezyłam,mamy podobne natrectwa..
  11. odświeżam ,zyję z tym i wiem,ze chyba to juz nie minie,myslałam,ze to samo minie,ale sa miesiace,nawet lata,gdy jest wolna od tych głupich mysli,ale potem nastepuja ciezkie dni kiedy nie daje rade..i lękam się mych myślich ,o ktorych pisałam wyżej
  12. pytanie ktore zadałąs wpedza mnie w nerwice i nowe lęki,ale to typowe dla nerwicy natrectw,zadreczanie sie... zabic może potencjalnie kazdy,tylko ludzie lubią sobie tworzyc jakies szufladki ,zeby było łatwiej ,zabił bo był zaburzony,a nie zabił,a nie był zaburzony,bo przeciez u kazdego na dobra sprawe,mozna wykryc zaburzenie,nie ma ludzi idealnie normalnych nie zaburzonych...nie ma a kazdy człowiek jest indywidualnoscia i Ci ktorzy generalizuja i wrzucaja ludzi do jednego worka,ci sa dopiero zaburzeni i nieczuli wobec innych.Pozdrawiam
  13. wiem,ze to nerwica atakuje,gdy ogladam ostatnie wiadomosci szczegolnie ona sie nasila,kiedys prwie juz wyrzuciłąm telewizor,ale mo maz przeciez chce ogladac wiadomosci,a a chcac nie chcac słucham,jak leca jakies złe wiadomosci zatykam uszy ,zeby nie słyszec,pozniej godzinami potrafie analizowac i rozmyslac te wiadomosci. Tak jak dzisiaj Marcin Prokop w dzien dobry tvn powiedział,ze Ryszard C.czy jak mu tam(ten kto zaatakował posłów pisu) po prostu był zaburzony.To zaraz zaczynam sobie myslec,przeciez ja maajac nerwice tez jestem zaburzona,no i znow sie kółka lękowe zamyka,zaczynam sie bac,ze mogłabym kogos skrzywdzic,chociaz tego nie chce,przeciez,wiem,ze to tylko takie mysli Tez tak macie?
  14. Mam momenty,ze dopada mnie nn i jest naprawde fatralnie depresyjnie,a gdy z tego wychodze jest zarąbiscie fajnie...czy to nie przypadkiem bordeline?
×