"Lubieżne" nużanie się w lękach

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

"Lubieżne" nużanie się w lękach

Avatar użytkownika
przez Zmorek 06 mar 2009, 02:02
Czy nie macie wrażenia, że z opowiadania o lękach, utrapieniach i kolejnych objawach, czerpiecie jakąś dziwną, perwersyjną przyjemność? Nie chciałbym, by zabrzmiało to jak zarzut, nie o to mi chodzi. Pomysł tego tematu narodził się z moich własnych odczuć. Miałem dzisiaj jakieś nowe zjawisko w moim ciele, nie mogłem zaczerpnąć powietrza, wszystko we mnie drżało, cały się trząsłem, dusiłem się, myślałem, że umrę publicznie na atak ze strony samego siebie... A potem przeszło. I przyszedł rodzaj jakiegoś takiego podekscytowania, chorej fascynacji, pewnej przyjemności w tej swojej niedoli. Tak jakbym nagle miał jakieś nowe zajęcie. Może to wynika z mocno okrojonej dynamiki mojego życia, może jakieś nowe wrażenie, nawet lękowe, odbieram jak nowy sport, czy hobby. Sam nie wiem. Czuję się tak, jakbym chciał się pochwalić nową formą lęku, nie tylko tutaj na forum.
Czytając posty tutejsze, bardzo często mam wrażenie, że z niektórych (i to też nie jest zarzut) dosłownie zieje pasją, jakby nie było to łączenie się w bólu, a licytacja na siłę i zróżnicowanie objawów. I nie wiem już, co myśleć.
Kopnie mnie ktoś, bo się mylę zupełnie, czy jednak też coś takiego zauważyliście?
Jeśli masz do wyboru myśli głupie albo mądre, to dlaczego nie wybierasz tych mądrych?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
06 sie 2007, 22:52
Lokalizacja
Z Zagubinowa

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

Avatar użytkownika
przez Sorrow 06 mar 2009, 03:48
Ale hardkor :smile: .

W sumie, to raczej mi się coś takiego nie przydażało. Jak piszę to raczej po to by sobie ulżyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

Avatar użytkownika
przez LucidMan 06 mar 2009, 11:07
Kopnie mnie ktoś, bo się mylę zupełnie, czy jednak też coś takiego zauważyliście?

Pamiętam coś takiego. Pamiętam także jak mi raz terapeuta dowalił: "Pan nie chce wyzdrowieć, lepiej jest panu chorować. Pan potrzebuje swoich lęków, bez nich byłby tylko chaos. Lęki są pana sposobem na życie, na ucieczkę." - jakoś tak :roll:

To mi dał do myślenia wtedy. Cały czas wmawiałem sobie, że lęki mi we wszystkim przeszkadzają, że są moją zmorą i nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że one mi pomagają. Wydaje mi się, że dzięki nim odczuwałem pewną satysfakcję :roll: <shit>
Na szczęście moje spojrzenie na lęk i na siebie diametralnie się zmieniło.

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

Avatar użytkownika
przez Karen 06 mar 2009, 12:24
Zmorek napisał(a):Czy nie macie wrażenia, że z opowiadania o lękach, utrapieniach i kolejnych objawach, czerpiecie jakąś dziwną, perwersyjną przyjemność? Nie chciałbym, by zabrzmiało to jak zarzut, nie o to mi chodzi. Pomysł tego tematu narodził się z moich własnych odczuć. Miałem dzisiaj jakieś nowe zjawisko w moim ciele, nie mogłem zaczerpnąć powietrza, wszystko we mnie drżało, cały się trząsłem, dusiłem się, myślałem, że umrę publicznie na atak ze strony samego siebie... A potem przeszło. I przyszedł rodzaj jakiegoś takiego podekscytowania, chorej fascynacji, pewnej przyjemności w tej swojej niedoli. Tak jakbym nagle miał jakieś nowe zajęcie. Może to wynika z mocno okrojonej dynamiki mojego życia, może jakieś nowe wrażenie, nawet lękowe, odbieram jak nowy sport, czy hobby. Sam nie wiem. Czuję się tak, jakbym chciał się pochwalić nową formą lęku, nie tylko tutaj na forum.
Czytając posty tutejsze, bardzo często mam wrażenie, że z niektórych (i to też nie jest zarzut) dosłownie zieje pasją, jakby nie było to łączenie się w bólu, a licytacja na siłę i zróżnicowanie objawów. I nie wiem już, co myśleć.
Kopnie mnie ktoś, bo się mylę zupełnie, czy jednak też coś takiego zauważyliście?


Mi to wczoraj uświadomiła psychoterapeutka. Zaczęłam brać jakiś czas temu leki (Cital) i lęki w zasadzie zupełnie ustały, aż tu nagle załamka - słabo, dół, zwolnienie lekarskie. A ona mi na to: "Pani się boi nowej sytuacji, życia bez lęku... bo co wtedy?" A ja jej na to: " przerażenie i pustka". To dziwne, ale od 7 lat zmagam sięz lękami i teraz, gdy zaczynają odchodzić, boję się, jak to będzie... Jak to jest żyć bez lęku, czy wtedy trzeba być bardziej "normalnym", spełniać więcej wymagań, a może te lęki to jakieś takie "usprawiedliwienie" dla nas, że czegoś tam już nie dajemy rady?
Wszystko w moim życiu jest dobre.... choć czasem tak trudno w to uwierzyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
05 mar 2008, 11:26
Lokalizacja
Warszawa/Poznań

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

Avatar użytkownika
przez Zmorek 06 mar 2009, 12:49
W sumie, to raczej mi się coś takiego nie przydażało. Jak piszę to raczej po to by sobie ulżyć.


Farciarz;)

Cały czas wmawiałem sobie, że lęki mi we wszystkim przeszkadzają, że są moją zmorą i nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że one mi pomagają. Wydaje mi się, że dzięki nim odczuwałem pewną satysfakcję :roll: <shit>
Na szczęście moje spojrzenie na lęk i na siebie diametralnie się zmieniło.

Tzn. że teraz uznajesz, że lęki Ci pomagają?

Jak to jest żyć bez lęku, czy wtedy trzeba być bardziej "normalnym", spełniać więcej wymagań, a może te lęki to jakieś takie "usprawiedliwienie" dla nas, że czegoś tam już nie dajemy rady?

Otóż to! Być może lęki to taki "sprytny" sposób wycofania się z życia, nad którym w pewnym momencie przestajemy panować.
Jeśli masz do wyboru myśli głupie albo mądre, to dlaczego nie wybierasz tych mądrych?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
06 sie 2007, 22:52
Lokalizacja
Z Zagubinowa

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

Avatar użytkownika
przez Karen 06 mar 2009, 13:02
Właśnie zaczęłam głębiej nad tym myśleć i doszłam do wniosku, że w moim przypadku lęki są pewnego rodzaju "ochroną". Mam tak wysokie wymagania wobec siebie i chcę spełnić oczekiwania inncyh: społeczeństwa (dostosować się do norm i zwyczajów), bliskich (zadowolić w końcu Ojca), że tylko LĘKI mogą być wytłumaczeniem, dlaczego nei daję rady. Inaczej musiałabym stanąć twarzą w twarz z sytuacją, która mnie chyba przerasta: nie będę nigdy tak dobra, żeby Ojciec był zadowolony i wszyscy inni. Powinnam żyć dla siebie - a nie potrafię. Więc lęki to taki bezpieczny kokon, mimo tego, że są okropne i robię wszystko, żeby się ich pozbyć. CHodzę na bardzo kosztowną psychoterapię, biorę leki, ćwiczę jogę, czytam mądre książki. I tak się boję: bo jak ma wyglądać życie bez lęku? Ja nie wiem, całe moje dorosłe życie to LĘK.
Wszystko w moim życiu jest dobre.... choć czasem tak trudno w to uwierzyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
05 mar 2008, 11:26
Lokalizacja
Warszawa/Poznań

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

Avatar użytkownika
przez LucidMan 06 mar 2009, 13:03
Zmorek napisał(a):
LucidMan napisał(a):Cytuj:
Cały czas wmawiałem sobie, że lęki mi we wszystkim przeszkadzają, że są moją zmorą i nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że one mi pomagają. Wydaje mi się, że dzięki nim odczuwałem pewną satysfakcję :roll: <shit>
Na szczęście moje spojrzenie na lęk i na siebie diametralnie się zmieniło.


Tzn. że teraz uznajesz, że lęki Ci pomagają?
Wiesz, nie pamiętam kiedy ostatnio czułem lęk lub kiedy miałem jakiś atak, ale jeśli czuję się dziwnie (zaniepokojony) to od razu wiem, że reaguje tak na daną sytuację, albo teraźniejszą, albo przyszłą. A i z przeszłością mam problemy, bo nie mogę się od niej uwolnić, ale jakoś powoli daje radę :D

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

przez mefi 06 mar 2009, 13:07
Witam
Mi sie wydaje,że cos w tym jest, bo jak ustabilizowało mi się życie tzn. mój mąż wrocił po 2 tygodniach znowu wróciły mi straszne stany lękowe w jednej postaci, że umrę, że jestem chora, bo ciągle sie duszę, mam ciężka i bolącą głowę, nie mogę normalnie oddychać skupiać sie na niczym inym tylko na sobie :cry: odczuwam ciągły strach nie wiadomo przed czym... ciągle odzczuwam dyskomfort że zemdleje że nie jestem w swoim ciele..
A BYŁO JUZ LEPIEJ
dlaczego nie umiem wrócić do optymizmu i pozytywnego myślenie... nie mogę skupić sie na niczym co przyjemne bo staram sie na tym skupić to wszystko co złe powraca ze zdwojona siłą... nawet jak wszyscy się śmieja to ja nie umiem... chyba wariuję :cry: :cry:
Każda chwila jest tylko jedna i szybko przemija... nie pozwól by przemineły wszystkie:)
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
28 sty 2009, 10:09

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

przez Korba 06 mar 2009, 13:15
No coś w tym jest, że głupio tak nagle stać się nagle normalnym. Ja mam wrażenie, że ciągle balansuje na granicy normalności i nienormalności, tylko nie wiem, które sobie bardziej wmawiam.
Moja terapeutka twierdzi, że mam lęki spowodowane strachem przed utratą kontroli, heh.
Ale niestety, nie odczuwam z ich powodu perwersyjnej przyjemności, a szkoda :mrgreen:
Korba
Offline

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

przez Pawelek88 06 mar 2009, 13:36
Tez mialem taka rozkmine, ze jakbysmy pielegnowali czasem ta nerwice.. Dziwne, ale moze prawidzwe.
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
22 lut 2009, 15:45

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

przez Korba 06 mar 2009, 13:38
Myślę, że całkiem prawdopodobnie jest to, że nam się pogarsza, bo się sami nakręcamy.
Korba
Offline

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

Avatar użytkownika
przez Karen 06 mar 2009, 13:46
To może ktoś, kto pozbył się lęków powie, jak to jest? Żyć bez lęków i być normalnym? Jak się tego nauczyć? A może to kwestia zaufania do siebie? Jeśli będziemy mieć wysokie poczucie włąsnej wartości i zaufanie, że sami dla siebie potrafimy być opiekunem, to lęki miną?
Wszystko w moim życiu jest dobre.... choć czasem tak trudno w to uwierzyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
05 mar 2008, 11:26
Lokalizacja
Warszawa/Poznań

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

przez Korba 06 mar 2009, 13:56
Zdecydowanie, wiara w siebie i szacunek do samego siebie to podstawa wyzdrowienia.
Terapeutka mi powiedziała, że jeśli będę swoim dzieckiem się zajmować tak, jak się zajmuję sobą, to będę bardzo kiepską matką. I ciągle mi powtarza, że muszę się sobą opiekować. Tylko nie wiem, jak to się robi.
Korba
Offline

Re: "Lubieżne" nużanie się w lękach

przez mefi 06 mar 2009, 13:57
Karen, Wydaje mi się, że to tak działa, bo mi wkółko moja terapeutka powtarza zaakceptuj i pokochaj siebie taka jaka jestes z wszystkimi zaletami i wadami....tylko,że ja nie umiem tego zrobić nie znalazłam jeszcze takiej metody która by mi w tym pomogła :cry:
Każda chwila jest tylko jedna i szybko przemija... nie pozwól by przemineły wszystkie:)
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
28 sty 2009, 10:09

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 9 gości

Przeskocz do