Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Z tego sie nie da wyjsc:(((((((((((

przez magdalenabmw 05 sty 2010, 19:14
Gringo napisał(a):Co? To, ze mysli: samo przyszlo, samo pojdzie? Na poczatku to naturalne.


Noom, ja tak myślałam półtora roku :smile: :evil:
magdalenabmw
Offline

Re: Moja przygoda i przemyślenia

przez Kamciocha 06 sty 2010, 14:59
Cześć jestem tu nowa ale borykam sie z podobnym problemem. Kiedy pije alkohol jest wszystko w porządku dobrze sie czuje mam dobry humor,sami wiecie:) natomiast po tym relaksującym odczuciu, kiedy alkohol wychodzi z organizmu i przychodzi poprostu kac zaczyna sie u mnie koszmar. Budze sie w nocy z ogromnym lękiem dostaje trzesiawek, serce wali jak młot i mam wrazenie że zaraz umrę, zaczynam sie coraz bardziej nakrecać, że cos mi sie stanie a jedyne o czym mysle to wezwanie karetki i myslenie typu,, już tego nie chce, niech ktos to ode mnie zabierze, zaraz tego nie wytrzymam, juz wiecej nie bede pić". Potem 3-4 godziny nieprzespane bo boje sie zmrózyc oka no i w końcu padam ze zmeczenia nie wiem kiedy. A i jedyne czego najbardziej potrzebuje to to zeby mnie ktos tulił i był przy mnie i mówił, że nic mi nie bedzie. Rano jak juz sie troszke wyspie jest juz dobrze, no chyba że mam ,, kaca giganta" wtedy jest już masakra. Drętwieja mi rece, mam osłabiony organizm, różne lekowce a jak wyjde z domu to wydaje mi sie ze wszyscy wiedza ze pilam i ze sie dziwnie patrza na mnie, w sklepach dostaje zawrotów glowy, jest mi słabo, kreci sie wglowie i przychodza durne mysli, że cos mi się stanie że dostane zawału itp. mam nerwice 8 lat i nie zawsze tak bylo. w tym momencie mam nawrót choroby i alkohol nie jest teraz u mnie wskazany bo znów sie to wszystko zaczęło do tego doszły problemy z jelitami. Myślę, że te leki napewno przychodzą właśnie (ale nie tylko) wtedy bo organizm jest osłbiony, wyplukane są przez alkohol różne minerały ale może byc tez tak że sam mózg kojazy już reakcję po wypiciu i tak sie właśnie dzieje kiedy znów siegne po alkohol. Teraz nie pije poprostu z czystego strachu, bo wiem jak bedę reagowac. To jest poprostu chore no cóz nie każdy tak ma chociaz jak rozmawiam ze znajomymi którzy nie maja nerwicy to tez mi mowia ze na kacu są jakies dziwne leki nie wiadomo skad ale przechodza je w lagodny sposób co oczywiscie nie tyczy sie mnie, my z nerwica mamy ,,troche" ciężej. Dodam że ogolnie pije zadko jak jest okazja lub jakas lampke, dwie wina do kolacji czy jedno piwko z kolezanka ale to jest obecnie raz na miesiac, dwa. Wczesniej ok rok temu pilam raz na tydzien zawsze w weekend jakas imprezka. Narazie od nowa zaczynam walke z nerwicą więc odstawiam wszelkie uzywki fajki tez juz ograniczam a jak dobrze pojdzie to wogle rzuce te świństwo.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
05 sty 2010, 12:55

Re: Z tego sie nie da wyjsc:(((((((((((

przez whoami 06 sty 2010, 22:02
czekam bo kiedys juz tak mialem jak jarlem zielsko tez myslaelem ze mi nic nie pomoze a jdnak jakos przeszlo wiec hmm
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
11 gru 2009, 20:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Jak pomóc zakompleksionej dziewczynie?

przez luciana 09 sty 2010, 22:54
Czy twoja dziwna troska o tą dziewczyne, którą rok nie widziałeś to nie jest jakaś próba odwrócenia wagi od samego siebie?? odwrócenia uwagi od własnego problemu?? Pamiętaj, że osoby które zajmują się osobami z niską samooceną po czasie same potrzrebują terapi. Bycie miłym nie wystarczy... ale z drugiej strony przeżywanie uczuć innych jakby to były twoje własne to też nie jest zdrowe.
Offline
Posty
123
Dołączył(a)
19 paź 2009, 10:22

Re: Jak pomóc zakompleksionej dziewczynie?

Avatar użytkownika
przez Victorek 10 sty 2010, 04:53
W sumie to faktycznie nie masz niczego takiego do zaoferowania tej dziewczynie, żeby jej pomóc, nie darzysz jej uczuciami takimi żeby zaoferować jej związek czy jakieś bliższe uczucia, sam o tym piszesz. A zresztą taka prawda, że nie wiesz co teraz się z nią dzieje, i czy jest jak to uważasz smutna...
Ja osobiście w technikum nie miałem apetycznego wyglądu właśnie przez straszne stany zapalne skóry i strasznie chudej postury a po dwóch latach od szkoły średniej moje życie się diametralnie zmieniło ;) na plus :)
znajomi nie poznawali mnie na ulicy.
I w sumie tez prawda czy ty czasem nie masz jakis problemów sam ze sobą, możliwe że musisz sobie pomóc a nie koleżance. Nadmierna troska o wszystkich wokoło i czuwanie aby byli szczęśliwi może po prostu zniesć cię na drogę wiecznego niepokoju. Na pewno masz duże pokłady wrażliwości, może aż za duże ale w sumie ja też miałem i nic dobrego z tego nie mam :)
Bardzo chcesz to jakoś nawiąż kontakt z koleżanką i może się przekonasz, że np. nie jest taka nieszczęśliwa jak myślisz. Możesz przecież mieć z nią kontakt ale jeżeli tylko z litości to nie wiem czy to ma sens.
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Moja matka...

Avatar użytkownika
przez serek87 11 sty 2010, 20:50
Całe życie zabiegałam o jej uwagę i uznanie.A ona wiecznie chciała mieć spokój.Do dziś zawsze nawet jak nie jestem winna a dostaje opr. to meczy mnie ogromne poczucie winy wobec niej.Zawsze wmawiala mi ze ja jej zrujnowalam zycie.Biła mnie bo nie umiala sobie poradzic sama ze soba,wyzywala,w zlosci mowila doslownie wszystko,a ja cale zycie usprawiedliwialam ja ze jest chora ze ma depresje a jak tylko miala lepszy okres to sie cieszylam i lgnelam do niej jak dziecko.....nie wiem jak sobie z tym radzić.Dzis mieszkam juz sama ale do tej pory klutnia z mama doprowadza mnie do autodestrukcji...jak sobie z tym radzic?
"Wiem,że nigdy nie będę szczesliwa-mogę być jednak wesoła"-Marilyn Monroe przy okazji swoich 35 urodzin...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
28 gru 2009, 01:12
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

Re: Moja matka...

przez magdalenabmw 11 sty 2010, 21:40
Iść do psychologa na terapię.
magdalenabmw
Offline

Re: Moja matka...

Avatar użytkownika
przez Donkey 11 sty 2010, 22:28
Może wizyta u psychologa pomoże.
Pozwoli sie uwolnić od poczucia winy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Re: Moja matka...

Avatar użytkownika
przez serek87 11 sty 2010, 22:35
mam isc na terapie grupowa ale wiadomo jak jest z terinami...myslalm ze ktos mi cos doradzi..
"Wiem,że nigdy nie będę szczesliwa-mogę być jednak wesoła"-Marilyn Monroe przy okazji swoich 35 urodzin...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
28 gru 2009, 01:12
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

Re: Moja matka...

Avatar użytkownika
przez iryss 11 sty 2010, 23:15
Ja mam podobny problem z mamą zero kontaktu zero rozmów o dupie marynie jeśli już to o szkole...
Nie powiem teraz troche sie stara ale usłyszałam od niej wiele przykrych słów wiele razy przez nia płakałam wiele nocy nie spałam...
Jakiś czas temu nawet moja ciocia która jest dla mnie jak mama powiedziała że powinnam sie do niej przeprowadzić ale nie miałam odwagi wyjechać 800km od domu przyjaciół..Napisałaś że mama cię biła bo nie mogła sobie poradzić sama ze sobą i to jest to...Ona ma problem. Moja tez przez rozwód stała się dla mnie taka oschła. Niestety tylko dla mnie moje rodzeństwo ma z nią dobry kontakt i czasem myśle że ona mnie obwinia o rozwód gdyby tak szybko nie zaszła ze mną w ciąże to może...W każdym razie moja mama ma powod dla którego jest dla mnie jaka jest i ostatnio angsthese uswiadomiła mi że moja mama też cierpi i to bardzo nawet bardziej niż ja bo serce matki cierpi gdy rani dziecko...Nawet jeśli tego nie widzisz to ona musi bardzo cierpieć. Ja postanowiłam napisac list i jeśli dasz rade to tobie rówież to proponuje skoro nie chcesz czekać do psychoterapi..Napisz co czujesz jak bardzo tęsknisz za jej miłością i jak bardzo jej potrzebujesz. Podziwiam Cię za to że ją usprawiedliwiałaś ja przez długi czas patrzałam na nią z obrzydzeniem i za każdym razem gdy ją widziałam przeszywały mnie jej słowa wsumie to się nie zmieniło ale jest lepiej...Może kiedyś otwarcie z nią o tym porozmawiam...Walcz o to bo przyjazń między matką a córką to podobno najcenniejsza rzecz na ziemi...
Czasami dopiero sekcja zwłok pokazuje że ktoś miał skrzydła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
425
Dołączył(a)
27 wrz 2009, 21:47

Re: Moja matka...

Avatar użytkownika
przez serek87 12 sty 2010, 00:37
chyba nigdy nie bede w stanie takiego listu napisac.raz ze mam problemy z wyrazaniem uczuc w stosunku do niej wlasnie,bo do innych nie,a dwa ze jak ja mowie ze cos mnie rani to ona podaje tysiac rzeczy ktore rania ja z mojej strony...to chyba taka reakcja obronna...
"Wiem,że nigdy nie będę szczesliwa-mogę być jednak wesoła"-Marilyn Monroe przy okazji swoich 35 urodzin...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
28 gru 2009, 01:12
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

Re: Moja matka...

Avatar użytkownika
przez iryss 12 sty 2010, 10:54
no to jestes o wiele odważniejsza odemnie ja gdy ona mnie zrani zamykam się w pokoju i pacze nigdy nie powiedziałam jedego słowa które zarzucałaoby jej że mnie rani ale dostyć tego! Myślałaś o tym aby pójśc do psychologa a z czasem poprosić mamę zeby poszła z Toba?? Wydaje mi się że aby Tobie było lepiej musisz jakoś wyjaśnić tę sytuacje z mamą bo jeśli np. Pojdziesz na psychoterapie i ona Ci na chwile pomoże a po chwili usłyszysz coś przykrego z ust mamy to będziesz musiała znów tam wrócić...Psycholog nie może nauczyć jak przestać kochać matke. A dopuki ją kochasz to każde przykre swłowo bedzie Cię raniło nawet jeśli psycholog wytłumaczy Ci że ona ma problem itd. Powiem szczeze że ja nie wierzyłam w gadke typu twoja matka też ma wiele problemów i dlatego mówi takie rzeczy. Co mają jej problemy do mnie?!! Gdyby chciała to by mnie nie raniła. Gdyby tylko się postarała nie usłyszałabym z jej ust żadnego złego słowa tym bardziej że one wiele mają się do mnie...Za to wierze ze to co rani mnie rani również ją. Już chyba to pisałam ale pamiętaj ze serce matki cierpi gdy rani swoje dziecko....Uczucia i matka jak to brzmi! Nigdy nie mówie jej co czuje ale żałuje tego i myśle że Ty również gdzieś w głębi serca chciałabyś aby ona codziennie rano wstawała razem z tobą rozmawiała z tobą przy śniadaniu potem obiedzie i kolacji...Pewnie chciałabyś aby sobotnie popołudnia zabierała Cię na spacer...Może wolałabyś żeby każde złe słowo które pamiętasz zapełniły dobre słowa..? Ja bym chciała...Dlatego napisze tan list i dam go jej choć nie wiem jak to zrobie ale wiem jedno za pare lat moze być za pozno bo z każdym dniem zamykam się bardziej i z kazdym miesiącem coraz trudniej mi się otworzyć. Powiedzieć choćby słowo do niej nawet głupie "cześć' mnie przerasta...Masz jeszcze szanse coś zmienić i nie znam Twojej mamy ale gdybym ja nią była to uwierz skorzystałabym z szansy aby na nowo Cię poznać i pokochać.
Czasami dopiero sekcja zwłok pokazuje że ktoś miał skrzydła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
425
Dołączył(a)
27 wrz 2009, 21:47

Re: Moja matka...

Avatar użytkownika
przez serek87 12 sty 2010, 11:23
moja mama nie skorzystala by z tej szansy..cale zycie powtarzala mi ze nie moze sie doczekac jak sie wyniose na swoje i dam jej spokoj...mysle ze to nie ma sensu,i tak jak mowie gdybym nawet napisala jej taki list ona napisala by piec razy dluzszy tylko po to zeby pokjazac mi jaka jest nieszczesliwa z mojej winy...
"Wiem,że nigdy nie będę szczesliwa-mogę być jednak wesoła"-Marilyn Monroe przy okazji swoich 35 urodzin...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
28 gru 2009, 01:12
Lokalizacja
Dąbrowa Górnicza

Re: Moja matka...

Avatar użytkownika
przez iryss 12 sty 2010, 11:34
a może się mylisz? Moze ona po przeczytaniu tego zmieni swoje myślenie? Nigdy nie mozesz być niczego pewna. Spróbuj co Ci szkodzi?
Czasami dopiero sekcja zwłok pokazuje że ktoś miał skrzydła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
425
Dołączył(a)
27 wrz 2009, 21:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do