Skocz do zawartości
Nerwica.com

Typowo-nietypowo. Dżuma, czy ktoś z Was tez tak miewa? :S


motylanoga

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich bardzo serdecznie ;)

Cierpię na nerwicę lękową. Rozpoznaną, leczoną; z "klasycznymi" objawami psychiczno-somatycznymi (ataki paniki/lęk przed śmiercią/lomotanie serca/drgawki/drętwienie konczyn, itp, itd) Chwilowo mialam jednak przerwę w przyjmowaniu leków, gdyż w czasie roku akademickiego bardziej mi one "pzreszkadzaly" niz pomagaly. Poza tym, nawal pracy na studiach byla chyba o wiele efektywniejszy niz wszystkie terapie...

Ale do rzeczy. Tym, co sprawia mi najwięcej nieprzyjemności, jest pewno dziwaczne uczucie. To wlasnie o nim chcialabym opowiedziec, doradzic się, pomoc sobie...

A zatem: Bywa, ze czuję się po prostu tak, jakby bylo mi bardzo "źle" we wlasnym ciele. Jakbym miala za chwile nie wytrzymać... Jest to pewien szczególny rodzaj "dyskomfortu", za którym natychmiastowo podąża panika, chec "ucieczki", czy nawet nie wiem, jak to nazwac. Chwila obecna zdaje mi się przesłaniać caly świat. Czuję się beznadziejnie, strasznie; boję się, a na myśl o kimś bliskim, o dniu jutrzejszym dostaję tylko kolejnego uczucia "katastrofy". Jednak najgorsze, a zarazem "napędzające" lęk, jest wrażenie/obawa przed tym, aby ten stan nie pozostal juz na zawsze. Dodatkowym problemem jest moja wyjątkowo zaawansowana hipochondria, która (jak przypuszczam) podsuwa mi myśli o "beznadziejnosci" i "wyjątkowosci" mego przypadku: nikt tak naprawde nie wie, co mi jest. Malo tego, nigdy jeszcze nauka nie miala do czynienia z podobnymi objawami. Czyli w skrocie: Nie ma dla mnie ratunku. A wszystko to w ciągu ulamka sekundy.

Do tego mysli, mysli, mysli, ktore caly czas trzymaja mnie "przy" tym temacie i nie pozwalaja o nim zapomnieć nawet na chwilę...

Zdaję sobie sprawę z chaotycznosci mej wypowiedzi, ale uwierzcie mi - cięzko bylo mi logicznie pukladać mysli.

Proszę o poradę. Niech ktoś da mi porządnie po glowie i postawi na nogi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj w klubie:) ja jestem obcy dla siebie ,mecze sie we wlasnym ciele i tez nie mam z tego ucieczki czasami mam ochote wstac i rozwalac wszystko co na drodze mi stoi chodz wiem ze to i tak nic nie pomoze :(

whoami, a skąd wiesz, że nie pomoze? ;)

 

u mnie jest odwrotnie, choc, musze przyznać, że chcialabym znaleźć w sobie silę i chęć na rozladowanie stresu/tych wszystkich potwornosci. Licze na to, ze kiedy skonczy sie przerwa swiateczna i wroce na uczelnie, to to przeminie. Paradoks - stres (między innymi zwiążany z nauką) powoduje u mnie nawroty tych... hmmm... zaburzeń; a jednoczesnie, gdy moj umysl nie jest nieustannie czyms zajęty, przytloczony - pojawiają się moje małe koszmarki... i weź tu, czlowieku, bądź mądry...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×