Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dziewczyna wpadła w depresję i chce mnie rzucić


Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie. Wiem, że tytuł tematu jest trochę dziecinny a proszę was o pomoc. Mam 21 lat, od pół roku (znaliśmy się dłużej) jestem/byłem w związku z dziewczyną 4 lata starszą ode mnie. Przez cały czas wszystko było idealnie, zero kłótni, wspólne plany na przyszłość. Zawsze mi powtarzała że jest moja i tylko moja, jednocześnie pytając się mnie czy ja jestem jej. Jednak cały czas był w niej lęk, że jest moją pierwszą dziewczyną, do tego dręczyła ją ta różnica wieku. Miała kompleksy na tym punkcie, powtarzała mi często, że jest starsza, ma zmarszczki i inne takie pierdoły, których ja w niej nie dostrzegałem bo ją kocham. Powtarzała mi ciągle, że przy niej zobaczę jak to jest ale prędzej czy później pójdę do młodszej i nią się znudzę. W żaden sposób nie potrafiłem jej przekonać że jest inaczej i akceptuję ją taką jaka jest. Od roku odkłada napisanie pracy inżynierskiej. W styczniu rzuciła pracę by w końcu dokończyć studia i wtedy się załamała... Wyjechała na 2 tygodnie do domu. Wyjazd przedłużył się do prawie miesiąca. Przez ten czas przestawała dawać odznaki życia, nie odpisywała na wiadomości, nie odbierała telefonu. Co kilka dni tylko wysyłała wiadomość, że nic jej nie jest, ale ma problemy, jest chora i nie chce teraz gadać. Po powrocie chciała się szybko spotkać. Spotkaliśmy się w parku i wtedy zaczęło się to czego się obawiałem. Podawała różne argumenty, powody, że jestem za młody, niedojrzały, że ma dużo problemów i nie chce na mnie przerzucać odpowiedzialności i wciągać mnie w swoje bagno. Mimo, że rozstaliśmy się niby "w zgodzie" to prosiła bym na razie się z nią nie kontaktował. Na drugi dzień poprosiłem o jeszcze jedno spotkanie. Poszedłem do niej z kwiatami, prosiłem by mi dała szansa, że wydorośleję, zmienię się (chociaż przyznam, że nie bardzo wiedziałem o co jej chodziło). Wtedy powiedziała jakby od niechcenia że nigdy mnie nie kochała i była to tylko przyjaźń która poszła w złym kierunku, że przeze mnie nie ma czasu na pisanie pracy, że woli być sama, ze przez ten miesiac w ogole nie tesknila i kilka innych powodów z kosmosu, po czym kazała mi wyjść. Początkowo w to uwierzyłem chociaż nic do tej pory nie wskazywało na to co powiedziała. Trochę się załamałem, popisałem kilkanaście rozpaczliwych wiadomości, próśb. Odpisała na nie kilka zdań bym dał spokój ale było coś co mnie zaciekawiło "próba zrozumienia tego zaprowadzi Cie donikad, ja robie tak jak uwazam za sluszne" - to nie zgadzało się z jej ostatnim argumentem jakoby mnie nigdy nie kochała. Zacząłem analizować wszystko i doszedłem do wniosku, że porzuceniu pracy wpadła w depresję i wszystkie lęki odnośnie młodszego chłopaka się zwiększyły i nie wytrzymała tego. Nie chcę się bawić w psychologa, ale przez te pół roku ją poznałem, wiem jak się zachowywała i że to nie było udawane. Mam wiadomości od niej na tydzień przed wyjazdem do domu gdzie pisze mi coś takiego "jestem Twoją pierwszą dziewczyną....poznasz mnie...poznasz jak to jest, będziesz poznawał różnych ludzi, kobiety też, wiesz czego się boję? że w końcu uznasz, że ja to nie to, zachwycisz się jakąś małolatą i nie będziesz miał na to siły, no tak czy siak zachwycisz się jakąś i mnie zostawisz". Widziała przyszłość ze mną, ale mimo to ciągle się bała. I ja wiem, że to jest prawdziwy powód. Rzucenie pracy bardzo przeżyła, przestała mieć okres, nie miała humoru, wyjechała do domu rodzinnego by odpocząć... Przez 2 dni opisywałem jej moją teorię, prosiłem byśmy razem poszli do psychologa, że jej pomogę, wesprę, będę przy niej, dopiero jak poprosiłem o spotkanie i rozmowę to dostałem kolejną "wiązkę", że jestem niedojrzały i żebym przestał, ogarnął się i nie pisał bo ma już dość. To mnie tylko utwierdziło w moim przekonaniu. Ona mnie kocha, ale boi się mi zaufać że ją kiedyś skrzywdzę. Nie znam jej przeszłości miłosnej ale mi niejednokrotnie powtarzała że "obiecałam sobie że nie będę się wiązać z młodszymi". Ktoś ją musiał kiedyś skrzywdzić i teraz boi się mi zaufać. Wiem, też że jej rodzice mieli sytuację taką, że jej ojciec był bardzo zazdrosny o matkę i mocno ją tym skrzywdził. W którejś odpowiedzi na moje "płacze" napisała mi coś w stylu "jeżeli chodzi tu o przeszłość to na pewno nie Twoją". Proszę pomóżcie. Wbrew temu wszystkiemu, kocham ją, akceptuję wszystkie jej wady i zależy mi na niej. W tej chwili skończyło się na tym, że nie chce bym do niej już nawet pisał bo "nie ma siły tego czytać". Wiem, że walczy sama ze sobą. Na dzień kobiet wysłałem jej pocztą kwiatową bardzo duży bukiet i dostałem tylko sms o treści "Dzieki". Nie chce jej stracic, a juz na pewno nie chce jej zostawic teraz w takim stanie. Nie chce sie poddawać, prosze doradzcie mi jak mogę do niej dotrzeć. Proszę, boję się że nie mam za dużo czasu by uratować to uczucie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie. Wiem, że tytuł tematu jest trochę dziecinny a proszę was o pomoc. Mam 21 lat, od pół roku (znaliśmy się dłużej) jestem/byłem w związku z dziewczyną 4 lata starszą ode mnie. Przez cały czas wszystko było idealnie, zero kłótni, wspólne plany na przyszłość. Zawsze mi powtarzała że jest moja i tylko moja, jednocześnie pytając się mnie czy ja jestem jej. Jednak cały czas był w niej lęk, że jest moją pierwszą dziewczyną, do tego dręczyła ją ta różnica wieku. Miała kompleksy na tym punkcie, powtarzała mi często, że jest starsza, ma zmarszczki i inne takie pierdoły, których ja w niej nie dostrzegałem bo ją kocham. Powtarzała mi ciągle, że przy niej zobaczę jak to jest ale prędzej czy później pójdę do młodszej i nią się znudzę. W żaden sposób nie potrafiłem jej przekonać że jest inaczej i akceptuję ją taką jaka jest. Od roku odkłada napisanie pracy inżynierskiej. W styczniu rzuciła pracę by w końcu dokończyć studia i wtedy się załamała... Wyjechała na 2 tygodnie do domu. Wyjazd przedłużył się do prawie miesiąca. Przez ten czas przestawała dawać odznaki życia, nie odpisywała na wiadomości, nie odbierała telefonu. Co kilka dni tylko wysyłała wiadomość, że nic jej nie jest, ale ma problemy, jest chora i nie chce teraz gadać. Po powrocie chciała się szybko spotkać. Spotkaliśmy się w parku i wtedy zaczęło się to czego się obawiałem. Podawała różne argumenty, powody, że jestem za młody, niedojrzały, że ma dużo problemów i nie chce na mnie przerzucać odpowiedzialności i wciągać mnie w swoje bagno. Mimo, że rozstaliśmy się niby "w zgodzie" to prosiła bym na razie się z nią nie kontaktował. Na drugi dzień poprosiłem o jeszcze jedno spotkanie. Poszedłem do niej z kwiatami, prosiłem by mi dała szansa, że wydorośleję, zmienię się (chociaż przyznam, że nie bardzo wiedziałem o co jej chodziło). Wtedy powiedziała jakby od niechcenia że nigdy mnie nie kochała i była to tylko przyjaźń która poszła w złym kierunku, że przeze mnie nie ma czasu na pisanie pracy, że woli być sama, ze przez ten miesiac w ogole nie tesknila i kilka innych powodów z kosmosu, po czym kazała mi wyjść. Początkowo w to uwierzyłem chociaż nic do tej pory nie wskazywało na to co powiedziała. Trochę się załamałem, popisałem kilkanaście rozpaczliwych wiadomości, próśb. Odpisała na nie kilka zdań bym dał spokój ale było coś co mnie zaciekawiło "próba zrozumienia tego zaprowadzi Cie donikad, ja robie tak jak uwazam za sluszne" - to nie zgadzało się z jej ostatnim argumentem jakoby mnie nigdy nie kochała. Zacząłem analizować wszystko i doszedłem do wniosku, że porzuceniu pracy wpadła w depresję i wszystkie lęki odnośnie młodszego chłopaka się zwiększyły i nie wytrzymała tego. Nie chcę się bawić w psychologa, ale przez te pół roku ją poznałem, wiem jak się zachowywała i że to nie było udawane. Mam wiadomości od niej na tydzień przed wyjazdem do domu gdzie pisze mi coś takiego "jestem Twoją pierwszą dziewczyną....poznasz mnie...poznasz jak to jest, będziesz poznawał różnych ludzi, kobiety też, wiesz czego się boję? że w końcu uznasz, że ja to nie to, zachwycisz się jakąś małolatą i nie będziesz miał na to siły, no tak czy siak zachwycisz się jakąś i mnie zostawisz". Widziała przyszłość ze mną, ale mimo to ciągle się bała. I ja wiem, że to jest prawdziwy powód. Rzucenie pracy bardzo przeżyła, przestała mieć okres, nie miała humoru, wyjechała do domu rodzinnego by odpocząć... Przez 2 dni opisywałem jej moją teorię, prosiłem byśmy razem poszli do psychologa, że jej pomogę, wesprę, będę przy niej, dopiero jak poprosiłem o spotkanie i rozmowę to dostałem kolejną "wiązkę", że jestem niedojrzały i żebym przestał, ogarnął się i nie pisał bo ma już dość. To mnie tylko utwierdziło w moim przekonaniu. Ona mnie kocha, ale boi się mi zaufać że ją kiedyś skrzywdzę. Nie znam jej przeszłości miłosnej ale mi niejednokrotnie powtarzała że "obiecałam sobie że nie będę się wiązać z młodszymi". Ktoś ją musiał kiedyś skrzywdzić i teraz boi się mi zaufać. Wiem, też że jej rodzice mieli sytuację taką, że jej ojciec był bardzo zazdrosny o matkę i mocno ją tym skrzywdził. W którejś odpowiedzi na moje "płacze" napisała mi coś w stylu "jeżeli chodzi tu o przeszłość to na pewno nie Twoją". Proszę pomóżcie. Wbrew temu wszystkiemu, kocham ją, akceptuję wszystkie jej wady i zależy mi na niej. W tej chwili skończyło się na tym, że nie chce bym do niej już nawet pisał bo "nie ma siły tego czytać". Wiem, że walczy sama ze sobą. Na dzień kobiet wysłałem jej pocztą kwiatową bardzo duży bukiet i dostałem tylko sms o treści "Dzieki". Nie chce jej stracic, a juz na pewno nie chce jej zostawic teraz w takim stanie. Nie chce sie poddawać, prosze doradzcie mi jak mogę do niej dotrzeć. Proszę, boję się że nie mam za dużo czasu by uratować to uczucie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×