Skocz do zawartości
Nerwica.com

Rodzina w kontekscie waszych problemów


zujzuj

Rekomendowane odpowiedzi

Czy wasza rodzina wie, o waszych problemach? Czy staraliście sie wszystko przed nimi ukrywać, lub może nadal staracie sie ukrywać? Jesli nie to czy rodzina jest w stanie jakoś wam pomoc, lub przynajmniej nie przeszkadzać? Czy chcieliście rzeby sie dowiedzieli, czy raczej dowiedzieli sie jakby niechcący. Wiadomo, że przeróżne zaburzenia, wiążą sie z przeróżnymi kłopotami w funkcjonowaniu i łatwiej jest cos zaakceptować jesli ma sie rozeznanie w kwestii. Pytam raczej ludzi młodych, którzy mieszkają z rodzicami i rodzenstwem

 

-- 18 mar 2011, 19:03 --

 

Można przenieść do działu rodzinnego. Może tam bedzie wieksze wzięcie

 

-- 31 mar 2011, 14:42 --

 

Widze, że nikt sie nie kwapi. Chciałem tylko ocenić siebie w kontekscie. Ja swoje problemy zawsze przed wszystkimi ukrywałem, tym bardziej przed rodzicami. Jednak jestem ciekaw czy ich wiedza na temat kłopotów jest w jakims stopniu pomocna? Wiadomo, że ciezko czasem wszystkiemu podołac jak sie ma pewne ograniczenia i mam wrażenie że troche by mi ulzyło. Coś w stylu " mam to i to , wieć sie troche odpierdol". Takie małe wygodnictwo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam 14 lat. Mam nerwicę natręctw. Na początku wstydziłam się powiedzieć rodzicom, ale gdy choroba zaczęła mi przeszkadzać na tyle, że nie mogłam normalnie funkcjonować i potrzebowałam pomocy zdecydowałam się powiedzieć. Powiedziałam najpierw mamie i nie za bardzo mnie zrozumiała(uważa, że się nie staram walczyć z chorobą, a nawet, że tak naprawdę nic mi nie jest i sobie tylko wymyślam), powiedziałam dla brata trochę mnie zrozumiał i pocieszył, ale i tak się męczyłam. Po kilku miesiącach zdecydowałam się powiedzieć o tym tacie. Zapytał jak mi może pomóc, a ja powiedziałam, że chciałabym pójść do specjalisty. Tato załatwił mi wizytę u psychiatry dziecięcego, w innym mieście, bo się wstydziłam (czytałam, że najlepiej od razu zgłosić się do psychiatry niż do psychologa). Teraz biorę leki, co 1,5 miesiąca jeżdżę na wizytę i czuję się trochę lepiej. Sama nie dałabym sobie z tym rady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli jakieś wsparcie masz. Ja mam troche dziwnie skomplikowana sytuacje w domu i "fajnie" byłoby sie czymś spektakularnym podeprzec. Nawet w formie zemsty. lub ciosu. Mam straszne leki społeczne i cieżko mi podołać pewnym obowiązkom. Z drugiej strony jest mama, która ma w zwyczaju nazywać mnie pasożytem i jest kims na kształt herszta bandy. Ciągle jestem goniony i jednoczesnie traktowany jak idiota. Paradoksalnie im bardziej na mnie sie naciska tym bardziej ja sie buntuje. Zawsze byłem gnojony i wyzywany. Dostanie 3 było niedopuszczalne. Ciekaw jestem jak rodzice reagują na pewne kwestie. Bo jednak zaburzenie dziecka, wiąże sie z poczuciem winy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moi rodzice często się kłócą i jeden na drugiego zwala winę za moje problemy. Mama czepia się, że mam bałagan w pokoju, a ja po prostu nie mam siły. Jak zaczynam sprzątać to wszystkie przedmioty kilka razy muszę poprawiać i kilka razy wszystko czyścić. Więc wole dać sobie spokój niż zajmować się tym 5 razy dłużej niż ktoś zdrowy. Tato gdy nie wiedział o mojej chorobie, widział jak płakałam, byłam rozdrażniona to wtedy mówił, że gdyby on miał takie problemy jak ja uważałby, że wcale ich nie ma. Teraz gdy wie, prawie codziennie pyta się jak się czuję. To jest trochę denerwujące, ale przynajmniej się nie czepia o wszystko. Jestem dobrą uczennicą i kiedyś tato czepiał się o każdą słabszą ocenę, nawet o 4- (szczególnie z matematyki), teraz jest bardziej wyrozumiały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na samym początku ukrywałam. Jak powiedziałam nikt mi nie wierzył. Sama podjęłam decyzję o leczeniu, oczywiście stanowczo za późno. Najpierw twierdzili, że to moje wymysły. Później, że żaden terapeuta mi nie pomoże. Zwłaszcza po tym jak jeden z nich powiedział, że przyczyna ma swoje podłoże również w relacjach rodzinnych. W sumie do tej pory bywa ciężko.

Oczywiście nie wszyscy rodzice reagują tak samo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja prze 6 lat ukrywałam wszystko przed rodziną ale też w pierwszych latach moje zaburzenia nie były tak silne. nasiliło się gdy wyznałam że byłam molestowana przez ojca. rodzina stara się mnie wspierać. mama strasznie się obwinia a ja przeżywam że się męczy z mojego powodu. oczywiście jeśli chodzi o leczenie i specjalistów to jestem praktycznie skazana na siebie. moi bliscy nie są zbytnio "obeznani" więc sama decyduję kiedy i do kogo pójdę. ale gdy mam myśli s. siostra u mnie nocuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja rodzina wie chyba cała. Matka w spektalurany sposób mnie tam wsadziła, w równie spektalurany sposób wie chyba cały blok a że małe miasto to już chyba wszyscy moi znajomi wiedzą.

 

Ale i tak się nikt choroba nie interesuje i realnego wsparcia zero.

Smieszne jest ze proby ktore matka nazywa pomoca, sa mi gwozdziem do trumny. Nie raaguje na moje slowa co mnie wkurza, co irytuje czego mogla by nie robic. Swietnie idzie jej zrzucanie winy tylko na mnie. Wspiera mnie tylko babcia w sposob realny. A na nogi stanalem juz tyle ze mam generalnie ich gdzies. Moim atutowym argumentem, szczegolnie ze matka ma studia prawnicze skonczone to prawo o konstytucjonalnej wolnosci zagwarantowanej mi jako obywatelowi.

Dwa, ze jakiekolwiek rozporzadanie moja osoba nastepuje wbrew mojej woli. Dysponowanie moimi rzeczami jest niezgodne z prawem. A grzebanie mi po szafkach mozna uznac jako mobbing i nekanie.

Z pełnym spokojem przedstawilem jak jej szereg zachowan wobec mnie jest niezgodny z prawem i pomoglo troche. Choc zarazem wsciekla sie niesamowicie.

 

Dodatkowy plus ktory mnie wzmocnil jest taki ze kiedy mowi ze mnie wypierdoli z domu, wzruszam ramionami i mowie ze znalazlem przytulek dla bezdomnych - male miasto, praca "publiczna" wiec dobrze wiem ze tego akurat chcialaby uniknac. (25 letni chory syn, niepelnosprawny umyslowo probuje zamieszkac w przytulku dla bezdomnych ? ).

Im ze mna lepiej fizycznie i psychicznie tym bardziej komfortowo czuje sie w tej sytuacji i troche odbijam sobie i powoli po swojemu wszystko robie.

wielkie FUCK YOU kiedy nie mam ochoty pracowac, wkurwia mnie dysponowanie moja kasa, albo mam sprzatac wbrew sobie :>.

Ostatnio kiedy wychodziłem z domu, a nie chciała mnie puscić gdzieś, zagroziłem że zadzwonie na policje że jestem przetrzymywany.

Ale ergo, nie robie krzywych akcji, nie cpam juz, widac po mnie ze jest lepiej czego nie moze negowac, bo faktycznie jest duuuzo lepiej choc po mojemu. Staram sie odbebnac minimum, a coraz czesciej nachodzi mnie ochota zeby faktycznie posprzatac. Czy cos zrobic.

O pracy zaczynam myslec i to pozytywnie, ciesze sie na mysl ze za niedlugo, po 3 miesiacach ostatniego niepracowania, moze pojde do pracy ! (bo trzeba jeszcze znaleźć :P)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie interesowała mnie kwestia zachowania otoczenia, kiedy dostanie info że coś może być nie tak. Obstawiałem, że zmiana nie nastepuje.

Bardzo podobne kwestie do moich opisałeś. Oczywiście koloryt sytuacji jest inny, ale generalnie sprowadza sie do tego samego. Nie moge sie nadziwić jak dochodzi do takiej sytuacji, że ktos stara sie druga osobe zniszczyć(dla jej dobra) i jeszcze zmusza ją odczuwać wdzięczność. Ja mam sytuacje troche bardziej pokręconą, bo u mnie ten konflikt sie uwewnętrznił. Od podstawówki ukrywam wszystko co sie da przed moja matką. Ona wyznawała jedną zasadę: rób co ci każe, kiedy ci każe, tak jak ci każe. Relacje są troche na wzór więziennych. Ja jestem silniejsza i mi wszystko wolno, a ty masz mnie słuchać. Z naciskiem na masz mnie słuchać. żeby ktos słuchał, to najlepiej jest zniszczyc jego siły witalne. Ma robić to czego inni oczekują, a nie sięgac po to czego potrzebuje. To sie nazywa wychowaniem, z całą resztą przeróżnych środków nacisku i persfazji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zujzuj dominujaca apodyktyczna matka? zacznij z nia rozmawiac, wiem poczatki sa trudne. Bo to widac ze ciezko dotrzec do malego rozumku ktory mysli ze jest ogromny, ze to co wydaje sie dobre i pozytywne tak naprawde wyniszcza twoja czy moja osobowosc, uposledza psychike i wykoleja rozwoj. Ale sproboj. Przekonasz sie ze warto, próbuj do skutku, powoli, spokojna rozmowa, bez nerwow - do huja wafla ! badz lepszy! :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie bardzo długo odczuwałem poczucie winy w stosunku do rodziców, nadal wzbudzają we mnie lęk, pamiętam że jako dziecko starałem się ich "godzić" gdy się bardzo często kłócili i ten model bycia "grzecznym dzieckiem" mam do dziś, podświadomie staram się ich zadowolić

Generalnie rodzina nie jest ci w stanie za bardzo pomóc bo sami są mocno znerwicowani

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moi rodzice niedługo wyjeżdżają na urlop, ja cały czas męczę się z nerwicą natręctw, depresją i lękami, raz jest lepiej, raz gorzej, ostatnio bardzo źle, moi rodzice widząc to mówią, że się o mnie boją i są nawet w stanie zrezygnować z wyjazdu żeby mnie samego w takim stanie nie zostawić w domu, a mi jest z tym źle, chcę żeby pojechali i wypoczęli, należy im się to. Nie wiem co mam robić ciężko mi udawać że wszystko jest ok, i uśmiechać się na siłę, nie wiem już co mam robić, doradźcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja na razie ukrywam się. U mnie jest tak, że od zawsze byłem chorowity. I przez to musiałem w życiu z wielu rzeczy rezygnować. Matka bardzo się o mnie martwiła - wg mnie bardzo. Dyskoteka? A jak cię pobiją? Sam się nie obronisz. Wyjazd z kolegami? A jak was napadną? Oni uciekną ty nie. Wyjazd do większego miasta? Przecież się zgubisz! Podejrzewam, że właśnie stąd bierze się moje niskie poczucie własnej wartości i brak pewności siebie. Dlatego, staram się jej nie zwierzać, po co ma panikować i próbować roztaczać nade mną jeszcze większy kordon bezpieczeństwa? Nigdy w życiu. To mnie wkurza tak, że ciśnienie ląduje grubo powyżej 130 - zwykle mam w okolicach 115/75.

 

Ojciec? Ogólnie jest małomówny, więc i tak z nim nie pogadam - ale przynajmniej mnie nie wkurza.

Gram twardziela i jakoś mi się to udaje. Za to wieczorami zdarza mi się popłakać - z samotności, braku nadziei itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moi rodzice niedługo wyjeżdżają na urlop, ja cały czas męczę się z nerwicą natręctw, depresją i lękami, raz jest lepiej, raz gorzej, ostatnio bardzo źle, moi rodzice widząc to mówią, że się o mnie boją i są nawet w stanie zrezygnować z wyjazdu żeby mnie samego w takim stanie nie zostawić w domu, a mi jest z tym źle, chcę żeby pojechali i wypoczęli, należy im się to. Nie wiem co mam robić ciężko mi udawać że wszystko jest ok, i uśmiechać się na siłę, nie wiem już co mam robić, doradźcie.

 

Nie masz możliwości pojechać z nimi? Rodzice nie martwiliby się o ciebie, a ty też mógłbyś trochę odpocząć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×