Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Majster

Życie po szpitalu

Rekomendowane odpowiedzi

Jednego wątku mi jednak brakuje: jak Wam sie zyje PO kuracji na oddziale? Co zmienilo sie w Waszym otoczeniu? W pracy, w rodzinie, jak zareagowali znajomi? O ile wiem kazdy chory ma pewne obawy zwiazane z zyciem PO. Czy rodzina sie nie odwroci? Czy w pracy (szkole) nie bedzie pod gorke? Czy znajomi, przyjaciele, koledzy nadal nimi pozostana? Jak sobie ulozyc zycie, czy trzeba bedzie zaczynac wszystko od nowa, ale bez pomocy otoczenia? Ja mialem takie wlasnie obawy i w sumie wiele sie nie pomylilem, rodzina, znajomi, dawni koledzy - wszyscy ci ludzie odsuneli sie ode mnie. Wczesniej bylem osoba lubiana, taka dusza towarzystwa (ze zgnilym kregoslupem, ale o tym wiedzialem tylko ja), wspolnie ze znajomymi organizowalismy jakies akcje, imprezy, wspolne wyjazdy itd. Po powrocie ze szpitala okazalo sie, ze prawie wszyscy znajomi raczej nie chca utrzymywac relacji ze świrem, rodzina stwierdzila, ze ma dosc moich urojen, zona jeszcze w trakcie pobytu w szpitalu wystawila mi walizki. Fajnie nie bylo.. Wyprowadzilem sie do innego mieszkania w innej dzielnicy. Po kilku latach zaczynam dostrzegac plusy: nie musze przed nikim niczego udawac (nie taje przed nikim swojego pobytu w szpitalu ani szczegolow mojej deprechy), moge sam decydowac o tym co i z kim robie, stalem sie dosc asertywny i odporny na wplywy, w moim otoczeniu pojawili sie nowi ludzie, dla ktorych plama na zyciorysie, jaka jest nieskrywany problem natury psychicznej, nie stanowi problemu w utrzymaniu relacji. W sumie mam farta bo moje szefostwo w pracy okazalo sie bardzo wyrozumiale i nie wystawili mnie za brame a to przeciez bardzo wazne. Jesli mam porownac swoje zycie PRZED i PO to zdecydowanie bardziej kolorowo wypada PO. Glownie dlatego ze jest znacznie aktywniejsze, pelniejsze i nie jest zafalszowane ani w zaden sposob podrasowane. Jesli chodzi o strate kumpli, przyjaciol to doszedlem do wniosku, ze w takich wlasnie sytuacjach wszelkie przyjaznie sa skutecznie weryfikowane i jesli tej proby nie wytrzymuja tzn ze nie bylo warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie byłam w szpitalu, ale podoba mi się Twój post. nic dodać, nic ując, sam sobie odpowiedziałeś na wszystkie pytania. jesteś wygrany, gratuluję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Właśnie to najbardziej irytuje mnie w polskim ciemnogródku... Przekonanie o tym, że osoba leczona psychiatrycznie to czubek, niekontaktujący z rzeczywistością... Majster masz na prawdę świetne podejście, modlę się, żeby i moje się zmieniło... A co do "przyjaciół" to wydaje mi się, że nie byli nawet nimi przez sekundę. Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja leżałam 2 razy na oddziale psychiatrycznym. Oczywiście pomogło, ale PO szpitalu nie zawsze miałam idealny nastrój. Podczas tych dwóch pobytów miałam faceta( na szczęście teraz mam innego), odwiedzał mnie, wspierał, ale po wyjściu i tak nazywał mnie wariatką, tego nie mogę zrozumieć, czemu tak mnie nazywał?? W sumie z mojej rodziny wszyscy wiedzą i mnie wspierają, ale często w żartach mówią "Przecież Ty jesteś jebnięta, bo leżałaś w psychiatryku", czasami dla mnie to nie są żarty... Ze znajomych, to tylko jedna koleżanka wie i mnie rozumie,ale pewnie dlatego, że sama miała jakieś tam problemy z sobą. Reszta nie wie, wiem, że by mnie uważali za nienormalną, to przykre, niestety. Majster - Twojej żonie to ja gratuluję wystawienia walizek za drzwi i teraz można się zastanowić kto tu jest wariatem?? Normalny człowiek nie wyrzuca osoby,którą kocha...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Majstra serdecznie.Mam poglądy podobne do twoich,i równierz leżałem na oddziale,tyle że za granicą.Tutaj jest o wiele ciężej jak w polsce(mi było),a to z racji bariery językowej.Ja przy swojej depresji,nie miałem problemu z tym czy się znajomi odemnie odwrócą,niestety to ja pierwszy to zrobiłem,nawet odsunęlem się od swojej kobiety.Owszem jest mi ciężko z tym żyć,bo co ja narobiłem.Lecz przynajmniej znalazłem pomoc u polskiego psychologa tutaj na miejscu i teraz jestem już pewien że wyjdę z tego.Szkoda wielka bo z tą kobietą mam Dziecko,SYNKA,lecz jej i tak tutaj już nie ma.Mój problem Ciągnie się za mną od najmłodszych lat.Piszę z nadzieją poznania tutaj na forum kogoś kto potrafiłby mnie,a ja jego wesprzeć.Jeszcze raz pozdrawiam Melon:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydawać by się mogło, że dolegliwości natury emocjonalnej takie jak nerwica czy depresja są aktualnie bardzo na czasie. Dlatego tym bardziej zastanawiająca wydaje mi się w niektórych przypadkach reakcja otoczenia na wieść o pobycie kogoś z kręgów towarzyskich na oddziale psychiatrycznym. Mnie osobiście nic podobnego nie spotkało i nikt ze znajomych nie zmienił swojego podejścia względem mojej osoby na wieść o tym, że sam znalazłem się w podobnym położeniu. Irytuje mnie natomiast podejście ludzi, z którymi zmuszony jestem spotykać się obecnie. Wszystkie te mity odnośnie tzw. żółtych papierów, konsultacji z psychiatrami etc... Pojęcia nie mam na czym opierają oni swoje poglądy odnośnie omawianej kwestii... Choć z drugiej strony chyba doskonale zdaję sobie z tego sprawę, nie mogę jednak pojąć jak można być tak ograniczonym???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Szczerze miałam gdzieś co kto gada n/t. Grunt że mi pomogło. Po wyjściu czułam się fantastycznie jak nigdy dotąd - mogłabym góry przenosić, rzeki zawracać... Jakbym pierwszy raz w życiu żyła. Ale z czasem jakoś wygasła ta energia... Nie no nie ma porównania jest o niebo lepiej niż było kiedyś ale mimo wszystko nadal nie radze sobie z wieloma sprawami i qrcze straszne mnie to wkurza bardziej niż przedtem. Czuję jakąś dziwną presję (pewnie wyimaginowaną) że muszę być silna i koniec i kropka - bo inaczej pokażę, że albo jestem po prostu nieudacznikiem życiowym - albo że zmarnowałam 3 miesiące w psychiatryku...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Świetnie że się dobrze czujesz,tylko nie kończ na szpitalu,znajdz,dobrego psychologa,jeśli nie masz.Pozdro!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłam na oddziale. Wiem, ze to dopiero pierwszy krok do wyzdrowienia, nadal się boję, nadal odczuwam smutek, ale mam większa świadomość tego, co się ze mną dzieje i o wiele szybciej potrafię się otrząsnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Qrde a czy ta podróż kiedyś się kończy? od lekarza do lekarza od szpitala do szpitala... póki co udaję, że wszystko jest dobrze tzn. nie jest ale że sobie radzę. Jeszcze się trochę pooszukuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szpital to tylko jedna z metod leczenia siebie. Nie poprzestawaj na tym. Szukaj innych metod, ktore Tobie pomagaja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×