Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Estel86

Użytkownik
  • Zawartość

    188
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Buszujący, ile miesięcy/lat byłeś na terapii? U mnie teraz pojawiło się podejrzenie ze spektrum ChAD i z jednej strony to by wszystko tłumaczyło, z drugiej nie chcę być chora całe życie.
  2. Też zdarza mi się sądzić, że ozdrowiałam... A potem tylko rozczarowanie, że jestem słaba. Najgorsze jest to, że te niektóre schematy są tak głęboko wydrążone, że przy jakimś większym stresie wpadam w to i nie rozumiem jak po tylu latach terapii jest to w ogóle możliwe...
  3. Mam pytanie, czy zaburzenia osobowości są na stałe? Mam 29 lat i od 13 lat leczę się. Początkowo były to jakieś nieudolne próby, bo kończyło się jedynie na lekach i terapii dla młodzieży z NFZ, która nie zachowała ciągłości. Miałam zdiagnozowaną agorafobię, nerwicę natręctw, lęk uogólniony, zaburzenia depresyjne, potem na studiach atypowe zaburzenia odżywiania, zaburzenia lękowe mieszane, zaburzenie osobowości (nie konkretne). Samookaleczałam się, miałam jedna próbę samobójczą. W dzieciństwie byłam dotykana przez sąsiada, mój tata jest alkoholikiem, a mama leczy od lat nerwicę. Byłam na oddziale leczenia nerwic trzy miesiące, potem rozpoczęłam terapię indywidualną psychodynamiczną i trwa już 6 lat. W życiu mam sporo szczęścia i nieszczęścia (endometrioza, ale udało się zajść w ciążę, ciężkie operacje, stany przedrakowe, ale zawsze jakoś wychodzę z tego). Mam cudne dziecko i chodzi o to, że uciekam od bliskości z nim. Myślałam, że po tylu latach leczenia, poprawy, walki będę stabilna. A tymczasem wciąż odczuwam wewnętrzne napięcie, albo pustkę. Nie umiem się zbliżyć do córki, unikam bliskości z mężem. Czasem mam wrażenie, że rozumiem wszystkie mechanizmy, które rządzą moją psychiką, ale to nie zmienia samopoczucia. Wg terapeutki przyszłam do niej z głębokim zaburzeniem osobowości, a teraz postępuje o wiele dojrzalej. Postępuję, ale nie czuję się dobrze. Czy ja już zawsze taka będę? Czy całe życie będę musiała się leczyć?
  4. [pogorszenie pod koniec terapii] Kochani, ilu z Was doznało pogorszenia na koniec terapii? Kończę terapię długoterminową. Był okres sporej stabilizacji, pomimo dużych problemów obiektywnych, życiowych. Mam wrażenie nawrotu. Miał ktoś tak? Sądzę, że to sabotaż taki na sobie, by nie "wyzdrowieć" i wciąz mieć korzyści z choroby, np. możliwość samo usprawiedliwiania się, opieki itp.
  5. Boże... ja zrobiłabym teraz wszystko, by nie musieć iść jutro do pracy. Wciąż mam wrażenie, że niewystarczająco się staram. I rzeczywiście - ankiety nie były powalające. Dopadł mnie taki kryzys, że czuję, że nie nadaję się do pracy, nie nadaję się na matkę ani na żonę. Wszystko robię po łebkach, nic nie jest wystarczająco dobre - pracę ograniczam dla rodziny, rodzinę dla pracy, a wszystko to dla bezproduktywnie spędzanego czasu przed kompem. Boję się, że jak pracę pracę to już totalnie się załamię.
  6. Jestem nauczycielką w liceum i gimnazjum oraz w szkole dla dorosłych. Kurczę, dlaczego jest tak, że nie doceniam pochwał, ale za to krytyka to normalnie dla mnie jak koniec świata. Zwłaszcza, że sądziłam, że idzie mi lepiej. A tu klapa...
  7. :( Dziewczyny, jak u Was z pracą? Ja mam od pięciu lat jedną pracę i jestem tam doceniana. Ale teraz znalazłam też dodatkową... i na koniec semestru słuchacze wypełniali ankiety o nas - prowadzących zajęcia. Większość ocen zdecydowanie dobra, nawet kilka szóstek dostałam. Ale kilka osób dało mi 3 i ktoś jeszcze napisał, że nie prowadzę zajęć interesująco. Pomimo, że większość twierdzi inaczej mnie w głowę wryły się te słowa krytyki I wciąż o tym myślę i martwię się, że nie jestem idealna, że nie nadaję się, że, że, że... "Czym zawiniłam? Co mogę poprawić? Co ze mną nie tak?" - i te myśli w kółko. Oczywiście mam ochotę teraz rzucić pracę z powodu "odrzucenia". Jak Wy sobie radzicie z krytyką?
  8. Za rok kończę 30 lat i marzę, by już nigdy nie wracało. Ukończyłam pięcioletnią terapię z fajnym rokowaniem i generalnie w bardzo dobrym stanie. Aż tu - bum! Wystarczyło, że nie uniosłam stresu związanego z pracą i mam powtórkę z rozrywki. Wprawdzie wszystko teraz dzieje się łagodniej, z większą samoświadomością, ale boję się, że już zawsze taka będę - niestabilna. Hej :) a dawno temu ukończyłaś tę terapię? I jak to rozumiesz? Moze nie chodzi tylko o pracę, ale i małe dziecko wywołuje trudne emocje? Nie wiedząc nic więcej mam tylko takie skojarzenie, że co jakiś czas większość zdrowych też ma kryzysy, załamki, i nie ma w tym nic dziwnego, o ile nie trwa to za długo i nie czyni totalnego spustoszenia. Moi zdrowi znajomi też czasem płaczą albo mają dość i uczucie zwątpienia - w pracę, związek, plany.. grunt aby mijało.. Co Ci się właściwie dzieje? Tniesz sie itp? Dzięki za odpowiedź. Terapię zakończyłam trzy miesiące temu. Trwała pięć lat. W jej trakcie wyszłam z anoreksji, dowiedziałam się o niepłodności po ciężkiej operacji, potem zaszłam w ciążę, urodziłam wcześniaka w krwotoku wewnętrznym, dziecko z problemami (ale lekkimi), depresja poporodowa, potem powrót do pracy (pracuję siedem dni w tygodniu). Pracuję jako ktoś na wzór opiekuna trudnej młodzieży (!) i mam podopiecznego z prawie identycznymi problemami jak jak w jego wieku (zaburzona tożsamość, samookaleczenia, depresja, fobia społeczna). Gdy go poznałam zobaczyłam swoje lustrzane odbicie - siebie ponad dziesięć lat temu i chyba ten "powrót" oraz natłok obowiązków sprawił, że zaczynam wariować. To nie jest normalny kryzys tak myślę - ja się cofam do wieku lat szesnastu. Schudłam 10 kilo, tracę czas w Internecie, nie umiem zająć się dzieckiem, pogłębiły się moje problemy z seksem (byłam w dzieciństwie molestowana i jestem praktycznie aseksualna teraz) - bo już było po terapii lepiej, umiałam otworzyć się na bliskość i znowu bum! Bo najgorzej, że zaczynam znowu definiować siebie poprzez kogoś - tym razem poprzez tego podopiecznego.
  9. Za rok kończę 30 lat i marzę, by już nigdy nie wracało. Ukończyłam pięcioletnią terapię z fajnym rokowaniem i generalnie w bardzo dobrym stanie. Aż tu - bum! Wystarczyło, że nie uniosłam stresu związanego z pracą i mam powtórkę z rozrywki. Wprawdzie wszystko teraz dzieje się łagodniej, z większą samoświadomością, ale boję się, że już zawsze taka będę - niestabilna. A sporo już przeszłam i zawsze dawałam radę... teraz czuję, że znowu się pogrążam. A stara kobita już jestem - nie pasują mi już emocje dziecka, zwłaszcza, że mam swoje maleństwo i chcę być odpowiedzialna.
  10. Kochani, słyszałam, że BPD łagodnieje po 30 roku życia. Prawda to?
  11. Kochani, jestem tutaj od... stu lat. Najpierw jako Apatia (chyba rok 2006). W roku 2010 duży nawrót, ale pięć lat terapii i serio moja osobowość się ukształtowała. Z siedmiu diagnoz, gdzie najgorszą było BPD nie zostało nic... Aż do teraz chyba. Moja życie to już inne życie - rodzina, praca. Sporo przeszłam - ciąża zagrożona, bardzo poważna choroba (niestety nieuleczalna - endometrioza), ale dawałam radę. Teraz jednak znowu coś się dzieje. Dopadają mnie stany depresyjne... i tan lęk, że się cofam. Że to była tylko iluzja to moje wyleczenie, że zawsze taka będę, że osobie trzydziestoletniej "nie wypada" być emocjonalnym dzieckiem. Jak Wy radzicie sobie z nawrotami? Bo ja ukończyłam terapię regularną - teraz chodzę tylko w kryzysie i jest plan to skończyć. A ja znowu sobie nie radzę. Pewnie to reakcja na zakończenie terapii, ale... ale nie wiem. Może zawsze będę taka. Pocieszcie jakoś
  12. Estel86

    Nerwus na ślubie!

    Kochani, pomocy! Mam ślub w sobotę, swój własny! Tak jak od dawna nie miałam ataków tak teraz po kilka razy dziennie. Boję się, że zemdleję i zrobię z siebie idiotkę przed tymi wszystkimi ludźmi. A wesele? Trzeba trzymać fason, jest się w końcu atrakcją wieczoru. To dopiero będzie atrakcja jak fiknę! Ale myślę sobie tak - chociaż zawsze wydaje mi się, że mdleję to jeszcze nigdy nie zemdlałam, to ma być mój dzień i mojego ukochanego, wiem, że on mnie wspiera i nawet jak się coś stanie to jego miłość jest najważniejsza.
  13. Dawno mnie tu nie było... kilka lat. A ostatnio znowu mam nogi z waty, zimne poty i nie mogę samodzielnie przejść kilku metrów. Jestem jak kaleka - uzależniona od taksówek, narzeczonego... U mnie główny objaw to lęk przed zasłabnięciem... Kiedy mam atak czuję się zagubiona, mam ochotę biec, moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Nie radzę sobie.
  14. Nie jest dobrze, tzn. tak myślę. Było już wszystko - lęki, niska samoocena, myśli samobójcze, stan, kiedy nie da już się płakać... Ból, bezsenność itd. Ale teraz jestem obojętna, nie wiem, co czuję, w sumie to nie czuję nic szczególnego. Nie umiem się już smucić, nie umiem się jeszcze cieszyć. Funkcjonuję bez satysfakcji. Co zrobić? Terapeutka mówi, że zablokowałam emocje, ale ja nie mam pojęcia jak do nich dotrzeć... Czy Wam udało się wyrwać z tego... i coś poczuć?
  15. U mnie krwi ostatnio w ogóle nie ma, za to wymyśliłam inny sposób. Mam trochę za małe buty i bardzo mocno uciskam palce. Kiedy czuję się dziwnie, kiedy mam derealizację muszę poczuć ten ból, by wrócić do rzeczywistości... Ale kicha...
×