Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

A czemu tak bardzo się zmuszasz by z nimi rozmawiać? Ja jak nie mam ochoty gadać to poprostu nie gadam.

Bo to nie jest tak że się nie chce komuś rozmawiać. Chce się ale rozmawiać, czuje się taką potrzebę ale wewnętrzna blokada na to nie pozwala... Przynajmniej coś takiego jest u mnie.

A po jakimś czasie przestaje się już próbować, człowiek się oddala i oddala od ludzi, czuje się gorzej, wpada w stan już zobojętnienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnego dnia się obudzisz i stwierdzisz, że nie masz już nikogo. Dobrze by było coś z tym zrobić bo inaczej po prostu się zamkniesz w sobie. Warto chociażby przebywać z ludźmi a po jakimś czasie się język rozplątuje. Ja siedzę ze znajomymi czasami i po prostu zadowalam się ich towarzystwem i ich słucham mimo że mało raczej gadam to czasami jak dostaję słowotoku to nie można mnie uciszyć :mrgreen: ale podejrzewam że to też moje nastrojowe wyboje. Bo mi w parę chwil może humor przelecieć przez całe spektrum :) to się nazywa depresją dwubiegunową co mi zdiagnozowali kochani pani psycholog i pan psychiatra hehe.

W każdym razie moja rada to przebywać wśród ludzi język się sam rozplątuje po jakimś czasie. A jak się boisz ludzi, co często jest objawem fobii społecznej, to zadaj sobie pytanie dlaczego dobrze się zastanów i rozwiąż problem. Nie próbujesz, nie żyjesz na prawdę.

Powodzenia i pozdrawiam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja z swoją silną fobią uniemożliwiającą kontakty jakiekolwiek nie poradziłem sobie przez kilka lat.Cały czas powtarzały się te same schematy. Dopiero podczas terapii z naprawdę dobrym psychologiem wiele rzeczy zrozumiałem,wiele swoich zachowań analizowałem, i powoli zaczęła fobia słabnąć. Tyle że ja się w tą terapię zaangażowałem, może to też było pozytywnym skutkiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Być może. W każdym razie gratuluje skoro Ci wyszło na lepsze no i powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jestem tu nowy, ale przychodzę z takim samym problemem jak Wy wszyscy...

 

Ja: mężczyzna, lat 23

Ona: fobia społeczna, lat 4

Objawy: lęk przed spożywaniem posiłków z gronie ludzi (trzęsące się ręce)

 

 

....i jak normalnie żyć kiedy to właśnie samo życie doprowadza nas do takich stanów??? Jak planować sobie przyszłość kiedy na samą myśl o poznawaniu rodziny mojej narzeczonej mam sieczkę???!!! A kiedy jej o tym powiem to czy popatrzy na mnie jak na idiotę czy jak na świra??? Właśnie od miesiąca spotykam się z dziewczyną, jest ciekawie, ale już słyszę o jakichś odwiedzinach u kuzynki, a to u ciotki....panika!!! Zwłaszcza, że ona już coś tam o mnie mówiła i ja teraz muszę zgrywać bohatera..."Jaki z niego facet jak mu się łapy trzęsą z nerwów....Ty, a może on jakiś alkoholik??? :shock: " Ludzie nie rozumieją takich zaburzeń, wszystkich podciągają pod jedna kreskę- chory psychicznie, co w rozumieniu narodu znaczy tyle samo co niepoczytalny, niebezpieczny, świr!!! Do psychiatry czy do psychologa??? Najlepiej tu i tu, prawda??? Ostatni psychiatra zapewnił mi niezły odlot na pigułkach i brak rezultatów. Nie byłem już u żadnego lekarza ponad rok. Chce znowu spróbować... Może jakieś sugestie???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem socjofobikiem conajmniej od 11 roku życia chyba.Ciężko powiedzieć kiedy dokładnie to się zaczęło.W każdym bądź razie kilka razy z tego powodu powtarzałem klasy w podstawówce-powodem były nieobecności (bałem się chodzić do szkoły).Kiedy wołano mnie do tablicy-nie byłem w stanie nic zrobić i stawałem się pośmiewiskiem klasy.Samo przejście korytarzem szkolnym w czasie przerwy było makabrycznym doświadczeniem.I tak to się skończyło,że zwiedziłem z tego powodu kilka ośrodków wychowawczych,co moją fobię tylko pogłębiło.Na pomoc psychologiczną nie ma nawet co liczyć w takich placówkach,zaczęły się ucieczki,ale to długa historia.Dzisiaj mam prawie 26 lat,podobno niegłupi i niebrzydki jestem,a czasami nie jestem w stanie wyjść z domu.Biegam do wieczorówki i dopiero jestem w klasie maturalnej (zawsze wstyd mi z tego powodu,ponieważ większość znajomych dawno pokończyła studia).Ostatnio bywa nienajlepiej,nie chodzę na zajęcia,nie mogę się zmusić,żeby wyjść z domu.Wszystkie moje związki z tego powodu się posypały (nie byłem w stanie wytłumaczyć co się ze mną dzieje,tłumaczyłem swoje zachowanie lękiem-niektórzy twierdzili,że tylko się nim zasłaniam,inni próbowali pomagać na siłę-wyciągając mnie z domu,co też jest bzdurne).

Żałuję,że w dzieciństwie psychologowi szkolnemu nie chciało się przyjrzeć mojemu przypadkowi ("nie chciało się" to w tym wypadku bardzo dobre określenie).I co ja mam dalej robić?Chyba nie mam aż tyle odwagi,żeby pójść do psychologa\psychiatry (nawet nie wiem gdzie u nas w mieście są-to mała mieścina).Bywały momenty,że wygrywałem z lękiem,bywały też takie,że nie byłem w stanie wejść do głupiego sklepu po chleb czy wykonać jakiejś innej,równie banalnej czynności.Dla ludzi z mojego otoczenia jestem leniem i nieudacznikiem.Człowiek,który tego nie przeżywa chyba nie jest w stanie tego zrozumieć (bo przecież jak to możliwe,żeby nie być w stanie wyjśc z domu!?),tłumaczenie komukolwiek nie ma sensu.Nie wydaje mi się,żeby ktoś chciał się ze mną związać,życie ze mną pewnie byłoby ciężkie.Jakiś czas temu cudem udało mi się przesiedzieć w Holandii 2,5 miesiąca i w sumie nie było tak źle,ale wiadomo-wspólny domek z innymi Polakami,jedna kuchnia.Nie obeszło się bez stresujących sytuacji.Największym problemem było chyba pójście do kuchni i zrobienie sobie jedzenia,podczas,kiedy ktoś z tej kuchni korzystał.

Fobia społeczna jest chyba przyczyną kilku innych zaburzeń,które ciężko mi w sobie zidentyfikować.Na dodatek jestem dość wrażliwym człowiekiem.Medytacja mi pomagała,ale od chyba roku próbuję bezskutecznie zacząć medytować i za nic nie mogę się przemóc (początki są dość trudne,ciężko zapanować nad myślami,co skutecznie mnie zniechęca).Zęby zaniedbane i dziurawe (na szczęście na razie tylko te z tyłu,więc nic nie widać,kiedy otwieram paszczękę)-bo pójście do dentysty wiąże się z czekaniem w poczekalni pełnej ludzi.

Ech,szkoda gadać,czasem mam ochotę zapaść się pod ziemię,albo zamieszkać w jakiejś jaskini z dala od ludzi.Bywa też tak,że udaje mi się jakoś zmienić swój punkt widzenia i wtedy wychodzę z domu z założeniem,że jeśli się ośmieszę,albo zrobię coś niezrozumiałego dla innych (z powodu lęku,braku pewności)-to kij z tym,trudno.Nie wiem co jeszcze mam napisać,nie wiem czy jest sens pisać więcej.Przynajmniej się wygadałem.Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Voytek, jakbym czytał o sobie sprzed jeszcze bardzo niedawna. Naprawdę jedynym wyjściem dla tak zagnieżdżonej fobii/nerwicy jest dobry psychiatra żeby podleczyć się lekami a potem dobry psycholog/psychoterapeuta. Ja nie wierzyłem że coś się jeszcze ze mną może zmienić ale zaryzykowałem i poszedłem na leczenie. Naprawdę się opłaciło, mozna powiedzieć że nastąpił mały przełom w moim życiu. Fakt długo na to czekałem, na terapii bywało nie raz ciężko ale opłaciło się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cały problem w tym,że ja leczenia farmakologicznego nie uważam za normalne.Byłem raz u psychiatry i na dzień dobry dostałem receptę na jakieś pigułki,których nawet nie kupiłem.Uważam to za drogę na skróty.Psychika ludzka jest jak układanka z milionami kawałków tworzących całość,trzeba wszystko poukładać jak należy,żeby była harmonia,a nie ingerować w chemię mózgu środkami chemicznymi.To moja opinia,nikt nie musi się ze mną zgadzać.Poza tym koncernom farmaceutycznym,które produkują te leki,zależy tylko na kasie (a zbijają na tym olbrzymie sumy),niektórzy lekarze mają nawet umowy z takimi koncernami i za taką a taką ilość wypisanych leków coś od nich w zamian dostają.Oczywiście w gazecie wyborczej się o tym nie przeczyta.Więc to się już mija z celem.Psychiatra lub psycholog-owszem,ale żadnych leków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie farmakologiczne działania nie pomogły w pokonaniu lęku przed ludżmi....

Jedyne wyjście to terapia wg mnie.

 

A u mnie nic sienie zmieniło.....planuje podjąc jakąś prace....i tak planuje i planuje....i juz na samą myśl o ludziach w pracy mam ochote zrezygnować z szukania roboty.Już widze jak sie ze mnie nabijają...i jak sobie nie radze bo w sumie to tak naprawde nic nie wiem o tym co powinienem robić....

 

OT:no prosze 3 szóstki w liczbie postów : :twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a u mnie to zalezy i zalezalo zawsze od osoby. musze zawsze czuc sie akceptowana przez kogos w 100 %, wtedy moge sie czuc swobodnie albo jezeli mi nie zalezy na czyjejs opinii. jezeli jednak mam podejrzenia ze ktos moze byc dla mnie mily na pozor a tak naprawde mnie nie lubic to sie wtedy strasznie stresuje w rozmowie z nim nawet jezeli jest mily. poza tym zawsze musialam miec ta 1 kolezanke\psiapsiole ktora byla "moja", tzn zawsze byla dla mnie najwazniejsza i ja dla niej, moglam na nia liczyc. wtedy moglam nawet swobodnie gadac z innymi ale nigdy nie lubilam "towarzystwa", chyba ze z ta jedna psiapsiola. z 2giej strony jak ogladam "przyjaciol" to marze o tym zeby miec taka paczke. obecnie to nawet tej psiapsioly nie mam. mam wspanialego faceta ale to facet. chcialabym miec taka przyjaciolke ktora mnie w pelni rozumie, przy ktorej moge czuc sie swobodnie. . .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się w życiu zawiodłem na kilku osobach,które miałem za przyjaciół.Nie wiem,czy jestem w stanie komukolwiek w takim samym stopniu zaufać.Część okazała się zwykłymi chamami.Chciałbym mieć zaufanego przyjaciela,albo przyjaciółkę,ale jestem strasznym idealistą.Odnośnie przyjaźni też-dużo wymagam,ale jestem w stanie to samo dać w zamian.Jeśli ktoś jest w stanie pójść za mną w przysłowiowy ogień,może być pewien,że zrobię to samo kiedy zajdzie taka potrzeba.Chorobliwy perfekcjonizm-albo coś jest idealne,albo nie ma sensu i jest stratą czasu.No cóż,taki już jestem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz co Voytek, koleżanka mi właśnie wiele razy mówiła, że jestem straszną idealistką. Tworzę w mojej głowie idealny obraz świata, co powoduje tylko mój zawód, ponieważ, jak wiadomo świat nie jest i nigdy nie będzie idealny. Jestem bardzo wymagająca, ale głównie dla siebie i zawsze chciałabym, aby wszystko było perfekcyjnie. Wiadomo jak to dziewczyny rozmawiamy czasem o chłopakach. Cóż, przez pewną rzecz jestem nieufna do płci przeciwnej, a nawet można by rzec, że gardzę mężczyznami. Z drugiej jednak strony nie chciałabym być sama, kiedyś w przyszłości. Chciałabym, aby ktoś to zmienił. Jednak w głowie stworzyłam swój ideał, którego nigdy nie znajdę, a poza tym boję się w ogóle próbować.

 

Ostatnio próbuję wychodzić z domu bez lęku przed ludźmi. Staram się nie spuszczać głowy i iść pewnie. Jest już o wiele lepiej. Dzisiaj np. wróciłam sama z rynku (byliśmy z klasą w kinie) do domu, może jeszcze trochę niepewnie, ale z podniesioną głową :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Chorobliwy perfekcjonizm-albo coś jest idealne,albo nie ma sensu i jest stratą czasu.No cóż,taki już jestem.

 

skąd ja to znam. Popadanie ze skrajności w skrajność. Dlatego podejrzewałem u siebie borderline. Do tego dochodzą zmienne nastroje - euforia, a potem dół. Irytacje, że świat nie jest taki jak byśmy chcieli, albo jak jest napisane w książkach. Dlatego podejrzewałem u siebie chorobe afektywną dwubiegunową...(jak u Zbigniewa Herberta...)

Idealizm, ale przede wszystkim naiwność, myślenie życzeniowe.

 

Teraz myślę, że przede wszystkim mamy słabsze, tj. bardziej wrażliwe systemy nerwowe. (patrz mój wątek o wysokoreaktywnym typie układu nerwowego) Tego na razie nikt nam nie naprawi. Musimy mieć świadomość miniejszych możliwości, bo nasz system nerwowy szybciej nam się przegrzewa. Np. myślę, że nie dał bym rady żyć w dużym mieście - żyłem tak przez 4 lata i się to dobrze nie zakończyło.

 

Sam nie stosowałem żadnych leków, poza piciem naparu z lipy, ale myślę że pomogło odstawienie wszelkich wzmacniaczy, tj. kawy, herbaty i słodyczy. Myślę, że to w związku z tym wysokoreaktywnym układem nerwowym. To co innym pomaga, nam szkodzi, na tej samej zasadzie mamy słabsze głowy do alkoholu.

No i nie uciekać, tylko starać się żyć. Jakoś żyję. Jest lepiej. Doceniam to co mam. Mogę się podpisać w banku, ostatnio piłem kawę na zebraniu w pracy. Piję dużo kakao, chodzę na saunę (co też wymagało odwagi, bo ja nigdzie wcześniej nie chodziłem) - mam nadzieję, że to będzie drugi czy trzeci sezon jesienno-zimowy bez oznak depresji. Wziąłem się ostro za angielski - może za rok odważę się i spełnię jedno z marzeń życia - zwiedzę Londyn, Paryż... (no nie, aż tak dobrze to nie jest - w to jednak nie wierzę....)

Przez nieśmiałość moje życie nie poszło drogą, która byłaby dla mnie odpowiednia, nie stworzę związku itp. moja praca nie będzie moją pasją.

Trudno. Tu już nawet psychoterapia mi nie pomoże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak czytam ten temat i czytam co dziwne z dużą przyjemnością, co prawda męczy mnie teraz nerwica, derealka a fobia została jakoś w tyle to mimo wszystko chłonę wypowiedzi wielu z was i widzę swoje życie przez które jakoś przebrnąłem do tego czasu kiedy nie zacząłem dostawać pierwszych nerwicowych lęków i ataków. Zawsze uważano mnie za strasznie nieśmiałego wręcz chorobliwie ale tak w gruncie rzeczy to nie wiem czy ja byłem taki nieśmiały, że się czegoś wstydziłem czy coś, miałem problemy w rozmowach z dziewczynami ale i również kolegami, niesmiałość moja bardziej przejawiała się tą właśnie psychiczną blokadą o której tak wiele z was tutaj pisze. Były nawet takie okresy że nie byłem w stanie nawet wyjść z domu, i nie dlatego że się źle czułem czy coś, po prostu bałem się kontaktu z innymi, kiedy ulicą szli znajomi ja skręcałem żeby ich nie spotkać, bo niby nie będe wiedział o czym rozmawiać. Wizyty u rodziny mnie przerażały, trzęsące się ręce i moja "niemowość" nie robiły dobrego wrażenia na innych, tak samo było w szkole, w urzędach a nawet w sklepie. Wsiadając do tramwaju zawsze od razu na koniec zeby przypadkiem za wiele osób na mnie nie patrzyło, a nawet czesto nie wsiadałem bo wydawało mi się że jedzie za dużo ludzi i tak przepuszczałem nawet kilka tramwai i autobusów. I tak wile innych sytuacji i wiele lat w sumie to odkąd pamiętam ... Watpie troche żeby były na to jakieś leki, psychoterapia owszem ale to nie zawsze skutkuje - niestety :( Wiem tylko ze w którymś momencie jak już skończyłem technikum, zaczeło się poprawiać tzn zyskałem jakąś pewność siebie, ogólnie przez to że zacząłem ćwiczyć, moje ciało nabrało nawet ciekawych kształtów :) i tak powoli coraz cześciej otwierałem usta, coraz cześciej kontaktowalem się z dziewczynami, zaczeły się randki o których wcześniej nie było mowy, wreszczie dostawałem od życia to co widziałem z zazdrością u innych, tzn. oni zabawy, imprezy randki a ja zawsze biedny materialnie,sam, niemowa jakaś, zamyślony w własnej krainie marzeń, czułem się wtedy jakiś taki mały i niezdarny. Ogólnie polepszyło się :) miałem jeszcze jakieś tam strachy ale czułem że żyłem wreszczie!! tyle że miałem dwa lata takiej radości i to chyba los dał mi się tak nacieszyć tym wszystkim :), bo teraz od ponad roku walczę z nerwicą cholerną, derealizacją a nawet jak się czuje lepiej to już mam znów opory przed nowymi ludźmi, nowa pracą, spotkaniami, tramwajami. jedyne co to to że mam narzeczoną poznaną jak byłem jeszcze zdrowy i z mniejszą fobią i ona na szczęście rozumie a przynajmniej się stara, mój shit :) No nic ogólnie jak zaczynałem pisać to nie miałem zamiaru aż tak się użalać nad sobą :) więc sorki :) moja intencja miała być ogólnie taka dla tych co już tracą nadzieję że fobia minie, ze czasem może nawet nie zdacie sobie sprawy że jest lepiej!!! że w końcu żyjecie, otwarci a nie w ciągłym skryciu, ze ta wrażliwość wyjdzie w końcu na dobre!! Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Victorek a czy przychodzi Ci do głowy jakaś przyczyna że TO znowu wróciło?

Jakieś przemęczenie psychiczne? narastające obawy ? o przyszłość, pracę, planowaną rodzinę?

moja jedyna teoria jest na razie taka, że objawy fobii nasilają się pod wpływem stresu, więc musimy dbać żeby się nie przemęczać, i najważniejsze nie tkwić w błędnym kole lęków-stresów-fobii-depresji-itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
najważniejsze nie tkwić w błędnym kole lęków-stresów-fobii-depresji-itd.

Dokładnie.Ja akurat w takm kole tkwie i nie jest mi zbyt dobrze:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
najważniejsze nie tkwić w błędnym kole lęków-stresów-fobii-depresji-itd.

Dokładnie.Ja akurat w takm kole tkwie i nie jest mi zbyt dobrze:(

 

 

 

ja też żyję w takim kole, 10 lat chyba będzie

 

dzisiaj pod wieczór leżałem sobie, powyłączałem komputery i radia i patrzyłem przez skrawek okna na łunę miasta i w pewnym momencie przyszło do mnie jakieś dziwne uczucie, coś jakby starego, zapomnianego: taki stan poczucia przygody,który czułem kiedyś, gdy byłem bardziej zdrowy, przed wyjściem na imprezę albo wyjazdem na wakacje; szeroko, przestrzennie, świat jest wielkim, fajnym miejscem, w którym dzieją się super sprawy i ja mogę w nich uczestniczyć; na spokojnie, bez euforii, raczej nie wyglądało to na przeciwny biegun choroby,bo znam te swoje bieguny; tutaj był luz i pełne jakieś władanie chwilą, trudno to ująć w słowa;

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marmarc akurat teraz to dociekam do tego co powoduje u mnie nerwice i depersonalizacje, bo tą fobię przy tym co mam olałem trochę, i ogólnie domyślam się co. Staram się to wszystko rozwiązać, tyle że na to trzeba czasu a ja się męczę z tymi atakami i nie mogę przyspieszyć z tym co powinienem. U mnie stresy związały się z wyprowadzką do swojego własnego mieszkania z dziewczyną, i brak kasy na to oraz wieczne obserwowanie i oczekiwanie innych na to co ja jestem w stanie pokazać załatwiło mnie na razie na dobre. Najlepiej nie mieć stresów, ale życie jest takie że tak naprawdę nie da się ich uniknąć choć można jakoś ograniczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
najważniejsze nie tkwić w błędnym kole lęków-stresów-fobii-depresji-itd.

Dokładnie.Ja akurat w takm kole tkwie i nie jest mi zbyt dobrze:(

 

 

 

ja też żyję w takim kole, 10 lat chyba będzie

 

dzisiaj pod wieczór leżałem sobie, powyłączałem komputery i radia i patrzyłem przez skrawek okna na łunę miasta i w pewnym momencie przyszło do mnie jakieś dziwne uczucie, coś jakby starego, zapomnianego: taki stan poczucia przygody,który czułem kiedyś, gdy byłem bardziej zdrowy, przed wyjściem na imprezę albo wyjazdem na wakacje; szeroko, przestrzennie, świat jest wielkim, fajnym miejscem, w którym dzieją się super sprawy i ja mogę w nich uczestniczyć; na spokojnie, bez euforii, raczej nie wyglądało to na przeciwny biegun choroby,bo znam te swoje bieguny; tutaj był luz i pełne jakieś władanie chwilą, trudno to ująć w słowa;

 

taniec, to co doswiadczyles to medytacja :smile: taka chwilowa przerwa w pracy umyslu- w tym podawaniu niechcianych mysli. im wiecej takich przerw, im bardziej kierujesz uwage na cos innego jak fobia, tym lepsze samopoczucie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

gratuluję zajebistego nicka taniecupsychiatry szczerbatykh9.gif

 

 

ja też mam fobie społeczną, a może osobowość unikającą a raczej oba i egzystuję w tym błędnym kole lęków-stresów-fobii-depresji-itd. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

coś by warto jednak robić..

na przykład szukać zastępczych form komunikacji i szukać swojej niszy ekologicznej, czyli środowiska,w którym się odnajdujemy, wyrażamy i oddychamy

ja się kręcę w tzw sztuce, zacząłem posyłać swoje teksty poetyckie na konkursy (nie chodzi o wygraną, ale o coś ważniejszego - o branie udziału, i lepiej żebym nie wygrywał,bo wątpię bym dał radę gdzieś pojechać po odbiór nagrody :D , natomiast sam udział ma dla mnie spore znaczenie) , do pism i pisemek, w internecie ; chodzą mi po głowie jakieś projekty w postaci łączenia tekstu z krótkim filmem i własną muzyką gitarową, dziką i swawolną;

wyrażanie, twórczość, autoterapia, udzielanie się jak się da

a nerwica niech spada na drzewo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tu jest właśnie pytanie czy jedyną szansą dla nas jest znalezienie "niszy ekologicznej" i próbowanie użądzenia tam jakiegoś spokojnego życia, ale jednak w pustelni, z dala od życia zdrowych ludzi, czyli byłoby to godzenie się z jakąś ułomnością naszych systemów nerwowych, czy powinniśmy wierzyć i próbować brać na siebie plany, obowiązki i odpowiedzialność taką jak większość ludzi - np. rodzina, dzieci, itp.

Pewnie jednych stać na więcej, innych na mniej. Tylko jak to sprawdzić w konkretnym, np. własnym, przypadku...?

Praca, dbanie o siebie, relaks, rozrywka, zakupy, jakiś tam samorozwój - to szczyt naszych możliwości? Z tego trzeba się cieszyć, i o to bardzo dbać, żeby kiedyś nie dotrzeć znów do sytuacji, że boję się wyjść z domu do sklepu....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nisza ekologiczna to nie jest pustelnia tylko miejsce,w którym możemy być sobą, wyrażać siebie,swoje myśli i uczucia; takie nisze to wszelkiego rodzaju kółka zainteresowań, różne grupy scalone jakimś hobby i tak dalej; w takich miejscach choroba schodzi na drugi plan i oto chodzi

 

jest pytaniem na ile życie tak zwanych zdrowych ludzi może być jakimś wzorcem, o którym trzeba marzyć i próbować na siłę wstawiać się w jego ramy; tak zwana choroba czy zburzenia często są nieświadomym lub świadomym wyrazem buntu wobec skostniałego społeczeństwa, które w dodatku spycha "chorych" na margines; ile jest warte to wszystko, co ma do zaoferowania zdrowy świat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ile jest warte to wszystko, co ma do zaoferowania zdrowy świat?

 

ja mam wrażenie że nie warte jest nawet funta za******** kłaków: starasz się tak bardzo coś osiągnąć a mimo to życie w realu pokazuje Ci, że zawsze znajdą się lepsi co wyrzucą cię z siodła, bądź nie pozwolą nawet do niego wsiaść->tak było in my case at least;

sprawdź jakiekolwiej ogłoszenie o pracę: szukamy ludzi zmotywowanych, zdeterminowanych i (coraz częsciej pojawia się w ogłoszeniach) lubiących współzawodnictwo-płaca uzależniona od osiąganych wyników; z jednej strony to nawet fajnie, ale z drugiej prędzej czy później czeka wypalenie zawodowe I guess-najlepiej prowadzić własny biznes:D

jeśli dam ogłoszenie że potrzebuję ludzi do pracy to napewno napiszę, że zatrudnię normalnych ludzi :D

 

---- EDIT ----

 

ile jest warte to wszystko, co ma do zaoferowania zdrowy świat?

 

ja mam wrażenie że nie warte jest nawet funta za******** kłaków: starasz się tak bardzo coś osiągnąć a mimo to życie w realu pokazuje Ci, że zawsze znajdą się lepsi co wyrzucą cię z siodła, bądź nie pozwolą nawet do niego wsiaść->tak było in my case at least;

sprawdź jakiekolwiej ogłoszenie o pracę: szukamy ludzi zmotywowanych, zdeterminowanych i (coraz częsciej pojawia się w ogłoszeniach) lubiących współzawodnictwo-płaca uzależniona od osiąganych wyników; z jednej strony to nawet fajnie, ale z drugiej prędzej czy później czeka wypalenie zawodowe I guess-najlepiej prowadzić własny biznes:D

jeśli dam ogłoszenie że potrzebuję ludzi do pracy to napewno napiszę, że zatrudnię normalnych ludzi :D

 

---- EDIT ----

 

ile jest warte to wszystko, co ma do zaoferowania zdrowy świat?

 

ja mam wrażenie że nie warte jest nawet funta za******** kłaków: starasz się tak bardzo coś osiągnąć a mimo to życie w realu pokazuje Ci, że zawsze znajdą się lepsi co wyrzucą cię z siodła, bądź nie pozwolą nawet do niego wsiaść->tak było in my case at least;

sprawdź jakiekolwiej ogłoszenie o pracę: szukamy ludzi zmotywowanych, zdeterminowanych i (coraz częsciej pojawia się w ogłoszeniach) lubiących współzawodnictwo-płaca uzależniona od osiąganych wyników; z jednej strony to nawet fajnie, ale z drugiej prędzej czy później czeka wypalenie zawodowe I guess-najlepiej prowadzić własny biznes:D

jeśli dam ogłoszenie że potrzebuję ludzi do pracy to napewno napiszę, że zatrudnię normalnych ludzi :D

 

---- EDIT ----

 

ile jest warte to wszystko, co ma do zaoferowania zdrowy świat?

 

ja mam wrażenie że nie warte jest nawet funta za******** kłaków: starasz się tak bardzo coś osiągnąć a mimo to życie w realu pokazuje Ci, że zawsze znajdą się lepsi co wyrzucą cię z siodła, bądź nie pozwolą nawet do niego wsiaść->tak było in my case at least;

sprawdź jakiekolwiej ogłoszenie o pracę: szukamy ludzi zmotywowanych, zdeterminowanych i (coraz częsciej pojawia się w ogłoszeniach) lubiących współzawodnictwo-płaca uzależniona od osiąganych wyników; z jednej strony to nawet fajnie, ale z drugiej prędzej czy później czeka wypalenie zawodowe I guess-najlepiej prowadzić własny biznes:D

jeśli dam ogłoszenie że potrzebuję ludzi do pracy to napewno napiszę, że zatrudnię normalnych ludzi :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×