Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Cassandra

Natręctwa dotyczące Boga

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Niedawno wróciły do mnie natręctwa związane z religią. Jest to tak okropne, że słowami trudno byłoby to opisać. Deklaruję sie jako osoba wierząca. Zaczęłam znowu chodzić do Kościoła od kiedy nasiliła się moja choroba. Jeżeli chodzi o moje natręctwa, to do głowy przychodzą mi najgorsze hasła, jakbym była wcielonym diabłem. Dodam że natręctwa seksualne apropos religii, to przy tym pestka. Zaczęłam wygadywać takie rzeczy, że masakra. Myślę juz tylko o piekle, bo do Nieba raczej już nie pójdę, nawet do Czyśca... Chyba nikt takiego czegoś nie ma, bo to są groźby jakieś, skierowane do Boga. Próbuję z tym walczyć, potem o dziwo zaczynam myśleć, że jak chyba naprawdę tak myślę. co za horror, przy tym czuje wielki strach. No i myślę: teraz Bóg mnie nienawidzi. Mam już w głowie totalne szaleństwo!!!! Jeżeli ktoś z was ma natręctwa zwiazane ze sferą duchową, to piszcie. Pozdrawiam :):):):)

PS: Jak tu nie myśleć, że to schizofrenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jesteś sama .Ja mam podobne myśli -na różnym ''tle'' .Dzisiaj jakoś mi dają żyć ,ale jutro (kto wie) może być znowu coś nowego i tak w kółko.Boję się ich (bo są skrajne nie do przyjęcia) ,lecz czasami mam już tego dość i nie przejmuję się nimi, aż tak bardzo (gdy już jestem zmęczony) i wtedy nie przesłaniają mi one ,moja zawężoną do minimum rzeczywistość.To jest uczucie jakby się żyło za przesłoną ,gdzie jesteśmy ''my'' (jako całość) i są one, tworzące tą przesłonę rzeczywistości.

 

Próbuję z tym walczyć, potem o dziwo zaczynam myśleć, że jak chyba naprawdę tak myślę. co za horror, przy tym czuje wielki strach. quote]

W moim przypadku jest tak ,że mam uczucie iż wszyscy już wiedzą co ja myślę (czytaja mi w myślach). Walczę podobie jak ty z tymi myślami i nie chcem ich (aby odeszły i nie dręczyły mnie już więcej),ale nie zawsze się udaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wiesz też już miałam takie jazdy... Dlaczego te myśli dotykają tego co jest najważniejsze w życiu. Czy wcześniej czytałeś coś o objawach chorób psychicznych? Uwierz mi na wszystko mozna się nakręcić. Miałam ostatnio taki atak, że groziłam Bogu, chociaż to jakby nie ja,bo potem się tłumaczyłam, że przecież wcale ja tak nie myślę. Zaczynam czuc się lepiej, nagleznowu jakieś przykre natręctwo i znowu do bani. Pozdrawiam :):):):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja nn zaczeła się od natretw dotyczących Boga... rozumiem jak jest to straszne uczucie... lęk związany z myslami, i konsekwencjami tych myśli. Byłem pewieny , że będę potępiony... Do psychologa trfiłem całkowicie wyczerpany, można powiedzieć że byłem w stanie letargu. Mam zasobą terapie która pomogła mi. Obecnie te mysli nie męczą mnie i coraz bardziej znikają. Terapia uświadomiła mi żeby nie ,,walczyć'' z tymi myślami. W dodatku wygadałem się psychologowi, księdzu (trwało to trochę) i mnie to uspokoiło, podniosło i dodało energi. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej kwaśniakowa!

Już kiedyś coś pisałam Tobie w tym temacie.

W każdym razie też przez to przeszłam - bałam się że coś złego powiem na Boga i w myślach przychodziły mi różne bluźnierstwa. Bałam się, że wbrew sobie samej wyrzeknę się Boga i skończę w piekle. Ciągle mi podsuwały się myśli i słowa o wyrzekaniu się. Bałam się, że w myślach zgrzeszę na tyle okropnie, że to będzie koniec mnie i mojego życia. Bałam się, że wszystko co robię jest nie zgodne z wolą Boga i spotka mnie za to straszna konsekwencja. Rozmawiałam o tym zarówno z psychologiem, jak i osobami duchownymi. Te rozmowy uspokajały mnie, ale w rezultacie dawały chwilową ulgę, bo pomimo ich zapewnień że nie muszę się obawać utraty miłości Boga to ja wciąż miałam wątpliwości. Pewnego dnia natręctwa na tle religijnym się zakończyły, ale za to pojawiły się nowe tematy nowych obsesji. Te obsesje zmieniają swoje formy i kształty ale problem się nie kończy. U mnie raz jest lepiej, innym razem gorzej. W każdym razie na pewno dziś jest lepiej niż jakieś trzy lata temu.

 

Ps. tomi1234 napisałeś, że przestałeś walczyć z tymi myślami. Właśnie to jest najtrudniejsze uświadomić sobie brak koniecznośći walki z tymi myslami. Czasami udaje mi się nie zajmować jakomś durną myślą, ale to wymaga dużej siły woli. Zresztą czym sileniej odczuwa się strach tym silniejsza obsesja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zastanawia mnie tylko skad się biorą te natręctwa? Czujęjakbym chciała iść do piekła ale to jest jakiś absurd. Niestety masz rację etiene obsesje się zmieniają. Widzę że to nie tylko mój problem. Piszcie jak was znowu najdzie. Pozdrawiam :):):):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

"W moim przypadku jest tak ,że mam uczucie iż wszyscy już wiedzą co ja myślę (czytaja mi w myślach). Walczę podobie jak ty z tymi myślami i nie chcem ich (aby odeszły i nie dręczyły mnie już więcej),ale nie zawsze się udaje."

Cierpisz może na fobię społeczną nanom1? Czasami też mam coś takiego. Myślę że nikt mnie nie lubi ani nie kocha. Strasznie to niszczy człowieka takie myślenie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jak ksiądz zareagował na twoje słowa tomi1234? Pozdrawiam :):):):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też strasznie boję się Boga.

Mam dwupłaszczyznowe myślenie, z jednej strony wiem, że jest dobry i miłosierny, a z drugiej wydaje mi się, że mnie karze i kontroluje. Staram się sobie tłumaczyć, że to tylko moja choroba, ale chyba to wszystko już za daleko zaszło, żebym zrozumiała, że się mylę.

Nie wiem czy faktycznie jestem bardzo wierząca czy jestem aż tak bardzo przestraszona, że wierzę (obsesyjnie).

Mam kłopoty z koncentracją w kościele, podczas modlitwy.

Często na widok obrazków czy jakiś motywów religijnych pojawiają mi się w myślach bluźnierstwa, wyzwiska i nieprzyzwoite myśli.

Ciągle siebie karzę za coś, mimo, iż wiem, że w ten sposób popełniam grzech pychy (brak wiary w miłosierdzie Boże i próba "odkupienia się" samemu, a przecież w Piśmie Świętym jest napisane "Nie ofiary oczekuję, a miłosierdzia").

Karząc się za wszelkie przewinienia i gnębiąc siebie samą dokonuję zamachu na swoją wolną wolę, grzeszę pychą, przyjmuję fałszywy obraz Boga i niszczę samą siebie. Aż tyle grzechów popełniam chcąc uciec przed innymi grzechami. ABSURD & BŁĘDNE KOŁO

W tym miejscu się ironicznie zaśmiję :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kwaśniakowa, Ksiądz mi powiedział żebym ,,akcepotował'' te myśli, żebym z nimi nie walczył bo one są zawsze silniejsze i mądrzejsze od człowieka... powiedział, że tą są natręctwa z którymi mają problem też niektórzy księża... mówiłem księdzu jakie mam myśli: myśli bluźniercze, wyobrażenia bluźniercze itp. Najważniejsze było dla mnie, że ksiądz mnie wysłuchał, nie potępił mnie i nie wyrzucił mnie, w dodatku powiedział że mogę dalej przystępować do komuni, chodzić do kościała. Wysłał mnie na badania i wyszło że to nn. Naprawdę ta i jeszcze inne rozmowy z tym księdzem uratowały mi życie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hmm ja nie mam i raczej nie mialam nn zwiaznych z religia ale to pewnie dlatto ze ja nie walcze juz z myslami pojawia sie to sie jej nie boje traktuje to jako i czastek choroby ani nie mnie

moglabym napisac tu setki bzdur i brzydkich slow na boga i nie zrobiloby to na mnie wrazenei bo wiem ze to tylko slowa chore

a rzeczysttosc jest innai jesli Bog jest to on o tym wie;)

poza tym to chyba Bog nas stworzyl z NN?

 

wyluzujcie i nie walczie z myslami akceptujcie je w pleni to odejda

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Tak to już jest, że nerwica natręctw dotyczy rzeczy absurdalnych i nieistniejących. Nie inaczej jest w tych przypadkach. :)

 

Słuchajcie księży dalej zamiast samemu myśleć, oni was wyprowadzą na ludzi... ale bezwzględnie im posłusznych.

Raczej nie bo księża to tez są zwykli ludzie. Jestesmy pokoleniem ktore raczej ksiezy nie slucha bo czesto to sa ludzie gorsi niz my. Zdarzaja sie tez duchowni z ktorymi mozna po ludzku pogadac na przyklado takiej nerwicy. Pozdrawiam :):):):)

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ja też strasznie boję się Boga.

Mam dwupłaszczyznowe myślenie, z jednej strony wiem, że jest dobry i miłosierny, a z drugiej wydaje mi się, że mnie karze i kontroluje. Staram się sobie tłumaczyć, że to tylko moja choroba, ale chyba to wszystko już za daleko zaszło, żebym zrozumiała, że się mylę.

Nie wiem czy faktycznie jestem bardzo wierząca czy jestem aż tak bardzo przestraszona, że wierzę (obsesyjnie).

Mam kłopoty z koncentracją w kościele, podczas modlitwy.

Często na widok obrazków czy jakiś motywów religijnych pojawiają mi się w myślach bluźnierstwa, wyzwiska i nieprzyzwoite myśli.

Ciągle siebie karzę za coś, mimo, iż wiem, że w ten sposób popełniam grzech pychy (brak wiary w miłosierdzie Boże i próba "odkupienia się" samemu, a przecież w Piśmie Świętym jest napisane "Nie ofiary oczekuję, a miłosierdzia").

Karząc się za wszelkie przewinienia i gnębiąc siebie samą dokonuję zamachu na swoją wolną wolę, grzeszę pychą, przyjmuję fałszywy obraz Boga i niszczę samą siebie. Aż tyle grzechów popełniam chcąc uciec przed innymi grzechami. ABSURD & BŁĘDNE KOŁO

W tym miejscu się ironicznie zaśmiję :lol:

Rozumiem cię aż za dobrze. Mysle nawet ze kiedys ze wstydu uciekne z Kościoła. Może robimy to po to zeby sie bezkonca przejmowac? Pozdrawiam:):):):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim przypadku jest tak ,że mam uczucie iż wszyscy już wiedzą co ja myślę (czytaja mi w myślach). Walczę podobie jak ty z tymi myślami i nie chcem ich (aby odeszły i nie dręczyły mnie już więcej),ale nie zawsze się udaje...

 

To okropne uczucie musi byc jesli myslisz ze wszyscy wiedza co myslisz(czytaj ci w myslach) ja znow uwazam ze glosno mysle (wiec tez wiedza wszyscy co mysle) to straszne i nawet czsem zdawalo misie kiedys teraz bardzo zadko ze ja czytam ludziom i odziwo mam ogromne wrazenie ze to jest prawda. nawet pisac mi o tym glupio a przeciez na codzien w to wierze pozdroi dla wszystkich .

 

---- EDIT ----

 

OD poczatku do trzech kropek CYTOWALEM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam to samo. To jest tak okropne, że lepiej o tym nie pisac. Mam bluźniercze myśli, które sa takie, jakbym je sama wymyśliła, nie mogę skupic się na modlitwie, mam jakąś awersję w stosunku do świętych, czuję się jakaś potępiona, a tak bardzo chciałabym kochac Boga, ale chyba nie potrafię. Ciągle czuję się jakbym grzeszyła i to bez przerwy. Usypiając zastanawiam się na ile czasu będę w czyściu. Czasami czuję też jakbym chciała isc do piekła, ale to nie jest prawda! To nie jest prawda intelektualnie, ale emocjonalnie mam wielkie bagno. I nie wiem co mam robic...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie jest tak, że w moim przypadku największym demonem są moje myśli - najpierw o opętaniu, potem o niewierze w Boga, jeszcze innym razem o chorobach psychicznych, a teraz wszystko naraz.

 

---- EDIT ----

 

Apropos jest jakiś lek, który powoduje jakąś czarną pustke w głowie, ze się nie ma tych myśli

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też ostatnio mam tego typu natręctwa.

Mój problem polega na tym, że ktoś kiedyś powiedział mi, że jeśli pomyśli się coś w stylu "wzywam cię szatanie" to on naprawdę przyjdzie. Nie mogę opanować mojego mózgu, który wbrew mojej woli generuje myśl wzywającą szatana... W ostatnich dniach nie pozwala mi to spać, te myśli nachodzą mnie, ja zaczynam się modlić, żeby ochronić się przed złymi mocami, "nakręcam się", zaczyna boleć mnie brzuch, muszę spać przy zapalonym świetle. Często oglądam się za siebie, żeby sprawdzić, czy nie ma tam żadnego ducha itp, robię to leżąc w łóżku, siedząc przed komputerem, czasem czuję, że po prostu MUSZĘ się odwrócić. Raz zdarzyło mi się obudzić w nocy i naszły mnie moje chore myśli dot. diabła, później nastąpiły wszystkie czynności, które zwykle w takich sytuacjach robię (modlitwa, światło, ciągłe patrzenie na pokój, bo wydaje mi się, że w ten sposób mam wszystko pod kontrolą). Lęk nasilał się, nie mogłam tego opanować, doszło do tego, że byłam tak sparaliżowana, że nie mogłam się ruszyć, ani nawet zamknąć oczu mimo zapalonej lampki (bo MUSIAŁAM patrzeć na pokój i sprawdzać czy nikt się w nim nie pojawia). Zauważyłam też, że zwykle wszystkie moje mechanizmy obronne potęgują strach, natrętne myśli i jest jeszcze gorzej. Co robić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokłądnie u mnie też cała nerwica (a mam tu wątki lękowe, natręctwa i hipochondryczne) miała początek z tym, że oglądałem film dokumentalny o egzorcyzmach tej niemki (imienia nawet nie chce sobie przypominać bo mnie ciary przechodzą - puszczali tam taśmy z prawdziwych egzorcyzmów - te głosy coś strasznego) i nie wiem jakim sposobem naszła mnie sama z siebie myśl "chciałbym się z zmierzyć z opętaniem" i od tego się zaczeło moje skomlanie, że co ja za bzdety wygaduje, że nigdy w życiu bym tego nie chciał, Boże chroń mnie przed diabłem i tego typu. No dzisiaj sobie jade autobusem a tu sama z siebie myśli szatanie wejdz we mnie i ponownie panika co ja gadam, a już kilka miesięcy luzu miałem z opętaniem (w międzyczasie bardziej znośne raki, śmierć i takie tam). Najgorsze jest jeszcze to, że modle się do Boga o opieke, przyjdzie chwila spokoju i wpadają mi myśli - e tam Bóg nie istnieje - i już panika, że będzie kara boska. Ogólnie myśli natrętne to katorga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czesc:)

Na forum nigdy się nie udzielałam, w ogóle dawno tu nie byłam:)Pewnie dlatego, ze czułam się jako tako:) A że ostatnio jest gorzej, no to zajrzałam:)

 

Moje natręctwa na temat Boga zaczęły się nie pamiętam kiedy. W każdym razie teraz to one grają pierwsze skrzypce. Wielu innych udało mi się pozbyć dzięki terapii:)

 

Wszystko zaczęło się jakieś 2 tygodnie temu, zaczełam się bać , ze mam raka: najpierw piersi, potem węzłów chłonnych. Ostatnio byłam u lekarza, okazało się, że nic mi nie jest. Ale do tego czasu ryczałam, modliłam się , żeby wszystko było dobrze, liczyłam, dotykałam itd. itd., żeby wyszło wszystko dobrze. Oczywiście wizyta u lekarza mnie uspokoiła, ale razem z wiadomością, że nic mi nie jest, pojawiły się wyrzuty sumienia. A mianowicie takie, że nie powinnam się cieszyć. Jestem egoistką, samolubna itd. Dlatego, ze mnóstwo ludzi jest chorych. A ja powinnam się nimi martwić, a nie cieszyc ze swojego zdrowia.No i teraz wszystko muszę robić idealnie, bo inaczej Bóg mnie ukarze. Tzn. teraz Bóg obdarzył mnie zdrowiem,ale jak ja tego nie docenię i np. nie przeżegnam się w autobusie mijając kościół, to zostanę inaczej ukarana.Albo zginę w wypadku, albo zachoruję, albo mój chłopak umrze, albo umrę podczas porodu, albo moje dziecko umrze, albo bedzie śmiertelnie chore, albo upośledzone..... Mam poczucie, jakby Bóg czyhał na moje potknięcie. Jeśli zrobię coś złego ( np. nie przeżegnam się) to Bóg się nie obrazi, ani nie będzie mu przykro, powie : O, nie jest wdzięczna, niech będzie rak. Te myśli kłócą się oczywiście z rozumem i logiką, bo wiem, żę Bóg jest miłosierny, dobry, wybacza wszystko. Ale ten strach jest nie do przejścia.

No i teraz muszę iść do spowiedzi, wyspowiadać się z nieprzeżegnania się w autobusie, bo inaczej Bój pomyśli, że o Niego nie dbam, a przecież On dał mi zdrowie.... CZuję się zła. Niewdzięczna. Grzeszna - wszystko co robię, jest grzechem.

W wersji standard występują oczywiście przekleństwa na temat Boga, z modlitwą jest kiepsko, no i teraz boję się, że wpadnę w psychozę, obsesję albo coś w tym stylu.

 

Teraz trochę się już uspokoiłam, ale nadal czuję to coś w środku, czyli jeszcze nie jest do końca ok. Terapia bardzo mi pomaga!BARDZO! Gdyby nie ona, nie wiem, w jakim stanie byłaby moja nerwica teraz. Wiem jedno, na pewno się jej pozbędę. Terapia nie trwa tygodnia, ani dwóch. Ja chodzę już chyba ze 3 lata. I jest coraz lepiej. Zawsze sobie mówię, że to TYLKO MOJA NERWICA. I od razu mi lepiej:)))) Nie raz i nie dwa bywały takie gorsze dni i zawsze to mijało. Któregoś dnia zniknie na dobre:))))) U nas wszystkich:)

 

Pozdrawiam wytrwałych czytelników mojej opowieści:):)))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie co mi powiedział ksiądz? Że natręctwa to nie grzech, nawet te bluźnierstwa wobec Boga. Wytłumaczył mi że to są myśli których nie chcemy, nie zapraszamy ich, że to się dzieje jakby bez naszego przyzwolenia. Ja kiedyś ciągle miałam potrzebę spowiadania się, wręcz za każdym razem gdy pomyślałam coś okropnego. Po tej rozmowie z księdzem, myśli (a szczególnie te o Bogu) znacznie się osłabiły, nadal są, owszem, ale już nie czuję tego przymusu spowiadania i poczucia winy, bo skoro myśle nie są moje, skoro z ich powodu nie jestem zła, to trochę przestałam się aż tak nimi przejmować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No, spowiedź to też jest nie lada wyzwanie. Właśnie się wybieram, bo jak nie, to znaczy, ze jestem zła. I ogólnie często mam tak, że coś zrobie, albo nie zrobie ( nic złego) i jest ok. A po 3 miesiącach , przed spowiedzią sobie to przypominam i juz to traktuje jak grzech ciężki. I musze się wyspowiadać , żę chodziłam do komunii z grzechem ciężkim.

 

Co do natręctw odnośnie Boga, to chyba każdy z nas wie, że to nie jego myśli. CZasem się pojawiają wątpliwości, a może ja tak jednak naprawdę myślę? ALe tak nie jest. Ale łatwo się mówi, co nie?Jak człowieka męczą od rana do wieczora takie myśli. Ale zawsze pocieszają mnie takie słowa, że to nie zależy od naszej woli:)

 

Ja dzięki terapii wiem, dlaczego tak mam. To już coś:) Teraz trzeba jeszcze troche czasu, żeby wszystko się ułożyło, w głowie, w sercu... MAm nadzieję, że się uda!!:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Haniu, napewno się uda. Mnie pociesza już sama świadomość że nie tylko jak z tym walczę. Zanim znalazłam to forum żyłam z myślą że jestem odludkiem, dziwakiem, a wręcz że jestem nienormalna i powinnam się izolować od świata. Teraz jest dużo lepiej, w porównianiu z tym co było jeszcze 10-12 miesięcy temu

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×