Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Okami

Ja już nie daje rady

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, jestem Klaudia. Walczę z nerwicą natręctw 3 lata zaraz będzie 4. Zaczęło się od matury. Cholernie mi na niej zależało i zachowywałam się dziwnie. Dziś jest to dla mnie śmieszne ale wtedy brałam wszystko za poważnie. Mianowicie oprócz nauki do niej ciągle 24/7 byłam w ogromnym stresie, ciągle płakałam. Nie spałam, nie jadłam. W głowie myśli samobójcze. Trwało to pol roku. Wystarczyło żeby wykształciła się u mnie nerwica natręctw tylko kurde jest zupełnie inna niż opisy w internecie typu bardzo częste mycie rąk albo sprawdzanie czy wyłączyło się żelazko. Ja tego nie mam. Mam za to wydaje mi się gorsze rzeczy. Na początku to dotyczyło jedynie nauki teraz rzutuje na całe moje życie. Podam parę przykładów. 

Będąc na studiach a dokładniej na wykładzie wydawało mi się że moje uszy mnie okłamują że ten gość mówi zupełnie coś innego niż ja słyszę tylko nie wiem co. Przez co czytając potem notatki zastanawiałam się czy ja mam się tego uczyć. 

W ogóle czytając je też mi się wydawało i dalej wydaje ze może być napisane coś innego niż ja widzę i głowie się co ale jest druga opcja że mogą być prawdziwe i nie wiedziałam co mam zrobić. 

Jak dostałam polecenie od lekarza jak mam zażywać leki to w domu zanim wzięłam zastanawiałam się czy na pewno tak a może inaczej. Chore. Przecież powiedziała wyraźnie jedna tabletka a potem pół nad czym się zastanawiać... 

Nie mogę też oglądać filmów bo mój mózg szuka dowodu na to że istnieje albo nie istnieje cos innego niż widzę. Ciężko mi to opisać. Sama tego nie rozumiem

Miewam też odrealnienia. Idąc za moim kolegą musiałam go dotknac w ramię bo wydawało mi się że jest tylko wytworem wyobraźni 

Insane

Tak samo przechodząc przez ulicę. Widzę samochód i myślę czy on naprawde istnieje i serio mam ochotę wpaść pod niego żeby się przekonac

Jestem umęczona. Te mysli już się tak nasiliły że nie mam chwili odpoczynku. Przyszłam tu porozmawiać z innymi ludźmi. Zobaczyć czy też ktoś ma takie objawy bo jeszcze się z czymś takim nie spotkalam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hell(o) 🙂. No cóż, w moim bogatym arsenale natręctw również występuje coś podobnego jak u Ciebie, choć mimo wszystko w trochę mniej zaawansowanej postaci. Ja mówię, że nie do końca wierzę we własne postrzeganie rzeczywistości. Przykładowo nie powiem, że trawa jest zielona, a jedynie, że wszystko wskazuje na to, że jest zielona. Że najprawdopodobniej ulicą jedzie samochód, a nie że jedzie na pewno. Aczkolwiek nie mam ochoty tego sprawdzać stając mu na drodze. Ogólnie w takich zwykłych sytuacjach nie jest źle. Większy problem pojawia się na przykład wtedy, gdy muszę załatwić jakąś sprawę urzędową. Wówczas proszę kogoś, żeby mi towarzyszył i tak jakby nadzorował to co robię. Gdy mam wysłać, albo gdzieś złożyć jakiś urzędowy dokument, to zawsze proszę, żeby ktoś najpierw to co napisałem przeczytał. Łącznie z moim nazwiskiem, bo tu też nie jestem pewien tego co napisałem 😎.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też nie mam pewności że trawa jest zielona czy niebo niebieskie. Wydaje mi się że ten obraz tworzą moje oczy a rzeczywistość jest inna. Ostatnio idąc ulicą zastanawiałam się czy wszyscy widzą tego gołębia co sobie idzie środkiem ulicy i także ktoś musi sprawdzić to co napisałam bo ja nie mam pewności 🙂

 

Widać nie jestem sama tak jak zakładałam. Ostatnio przeczytałam wpis jakiegoś chłopaka o tym, że wyszedł z tej choroby ale jak przeczytałam ile lat mu zajęło to się poryczałam... 10 lat. Rany, ja nie mam tyle czasu. Teraz próbuję znowu iść do pracy ale pewnie znowu nic z tego nie wyjdzie przez tą chorobę. Tragedia. Już raz leżałam na torach próbując się zabić ale stchórzyłam jak jechał i kurcze to nie tak, że ja nie chce żyć bo chce bardzo tylko nie tak. Mam tyle planów. Między innymi iść na studia a ta choroba wszystko mi psuje i nie daje żyć 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Większość osób nigdy nie wychodzi z nn, to choroba przewlekła. Przez covid i ten sztucznie wywołany kryzys psychiatrzy już w ogóle mają kompletnie wyyebane na zdrowie pacjentów. 

Z dziwnych i nietypowych natręctw to ja miałem tak, że bałem się że moje ciało "nie słucha" się mózgu. Ciągle chodziłem bardzo powoli, żeby się nie potknąć. Chwytanie przedmiotów mi sprawiało problem. Np. potrafiłem wylać wodę z kubka, bo "zapomniałem" odjąć palce z uchwytu zanim podniosłem rękę do góry. Często mi się trafiały rózne drobne wypadki. Oczywiście natręctwa związane z brudem nadal aktywne, wię musiałem jeść tylko chleb i pić wodę, żeby nie było w razie czegoś dużych zabrudzeń. Noża czy innych ostrych przedmiotów nie brałem już do ręki, zbyt niebezpieczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ciekawe co piszesz. Leczysz się? Chodzisz na psychoterapię? 

 

Tak w ogóle to skąd taka informacja, że malo kto z tego wychodzi 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sami lekarze mi to to mówili, że wyleczyć tego się nie da, można tylko poprawić trochę jakość życia dobrze dobranymi lekami. Nawet cingulotomia powoduje poprawę najwyżej na kilka lat, potem wszystko i tak wraca. Leczę się już 17 lat. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dużo zależy od nasilenia choroby. Znam osobę z nn która w miarę normalnie funkcjonuje z nerwicą, tzn. skończyła studia, poszła do pracy, teraz ma dziecko, rodzinę. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 15.11.2021 o 22:09, Okami napisał:

Ostatnio przeczytałam wpis jakiegoś chłopaka o tym, że wyszedł z tej choroby ale jak przeczytałam ile lat mu zajęło to się poryczałam... 10 lat. Rany, ja nie mam tyle czasu.

 

W dniu 16.11.2021 o 21:35, pacjent13 napisał:

Większość osób nigdy nie wychodzi z nn, to choroba przewlekła.

 

W dniu 16.11.2021 o 22:01, Okami napisał:

Tak w ogóle to skąd taka informacja, że malo kto z tego wychodzi 

 

Gdyby u mnie natręctwa skończyły się po 10 latach, to byłbym szczęśliwy. Znam też kilka osób z natręctwami i u żadnej z nich one całkiem nie przeszły. Jednak o ile ja jestem beznadziejnym przypadkiem, to u tych osób, poza gorszymi okresami, bywały też lepsze. U Ciebie pewnie też tak będzie, więc jeżeli nawet całkiem nie wyjdziesz z natręctw, to mimo wszystko będziesz miała szansę na realizację swoich planów i marzeń. Będzie to trudniejsze niż byś chciała, ale nie niemożliwe.

 

W dniu 15.11.2021 o 22:09, Okami napisał:

Już raz leżałam na torach próbując się zabić ale stchórzyłam jak jechał i kurcze to nie tak, że ja nie chce żyć bo chce bardzo tylko nie tak.

 

Ja też raz w życiu byłem zdecydowany na spotkanie z pociągiem, ale w miejscu gdzie nie powinno być nikogo, szczególnie w późny lutowy wieczór, ktoś bawił się z psem. Nie planowałem świadków, więc czekałem, aż ten ktoś sobie pójdzie, jednak po 15 minutach to mnie przeszedł zapał i opuściła odwaga. I dzięki temu w niedługim czasie przeżyłem swoje najszczęśliwsze chwile w życiu. Co prawda wszystko co dobre kiedyś się kończy, więc i u mnie się skończyło, ale wiem, że warto wytrwać nawet wtedy, gdy jest bardzo źle. Bo nikt nie zna swojego dnia ani godziny. Dobrego dnia. Dobrej godziny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam pracy, nie mam żony, nie mam potomstwa. Mam ponad 30 lat. Poza NN mam zaburzenia ze spektrów autyzmu i schizofrenii. Teraz biorę 150 mg sertraliny i 20 mg paroksetyny na dobę. Maksymalne dobowe dawki tych leków to odpowiednio: 200 mg i 60 mg. Po przeliczeniu wychodzi, że na dobę biorę 13/12 maksymalnej dawki SSRI... Nie mam ochoty męczyć się z natręctwami. W czasie pandemii jest znacznie mniej cierpienia przez natręctwa w moim życiu niż ok. 3 lata temu, ale w ciągu ostatnich dwóch lat tylko dwa razy byłem u spowiedzi i komunii. Mam wielkie problemy religijne. Chyba kilkanaście razy w życiu odprawiałem spowiedź generalną, w liceum (lata 2008 - 2009 czy 2010, może ponad 10 razy wtedy odprawiałem spowiedź generalną) i w styczniu 2017 (kilka razy). Nie chcę nikogo gorszyć swymi postami. Powiedziałbym, że mam poważne problemy z funkcjami wykonawczymi.

Edytowane przez take

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej!

Widzę, że niezależnie od sfery której dotyczą natręctwa wspólnym mianownikiem są nieustanne i dręczące wątpliwości i ciągłe analizowanie. Mam to samo. U mnie nerwica rozhulała się wraz z pandemią. Panicznie boję się popełnienia jakiegoś błędu, który mógłby spowodować komuś krzywdę. Mój lęk osiąga zenit kiedy nie jestem w stanie czegoś zweryfikować na podstawie twardych dowodów. Obecnie żyję w ciągłym napięciu i non stop dręczą mnie wątpliwości że coś mogłam zrobić nie tak - czy na.pewno umyłam ręce? Czy na pewno miałam na sobie maseczkę? Co gorsza moja mój umysł produkuje różne wyobrażenia- np. że wymacałam brudnymi rękami czyjś kubek we wspólnej kuchni, na rękach mogłam mieć wirusa i teraz ktoś przeze mnie się zarazi... Te myśli powodują u mnie taki lęk, że zaczynam się zastanawiać czy faktycznie nie doszło do czegoś takiego i zupełnie tracę pewność. Przeraża mnie fakt, że nie jestem pewna tego co robię i że nie odróżniam wyobrażeń od rzeczywistości. Nie wiem czy to już rodzaj odrealnienia. Ale jednocześnie mam ogromne zaufanie do mojego terapeuty, dzięki któremu trochę juz zrozumiałam że właśnie w tym tkwi istota tego zaburzenia. Mam również to samo z utwierdzaniem się w oparciu o opinię innych, najchętniej chciałabym mieć kogiś non stop obok siebie żeby w każdej chwili móc rozwiać wątpliowści;p 

Okapi, w ramach otuchy dodam, że mimo iż mam obecnie bardzo zaostrzone objawy funkcjonuję normalnie, chodzę do pracy i mimo mojego lęku związanego z pandemią funkcjonuje wśród ludzi i staram się nie izolować. Raz wychodzi to lepiej raz gorzej. Co do samej nerwicy natręctw wydaje mi się że trzeba ją oswoić i nauczyć się z nią żyć. I zaakceptować fakt, że będą okresy gorsze i lepsze. Miałam taki okres kiedy natręctwa praktycznie ucichły i praktycznie zapomniałam o nerwicy. I trzymam się tego że wkrótce może znów taki okres nadejdzie:) Tego też Ci życzę!

Edytowane przez zazuzizu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 21.11.2021 o 18:52, take napisał:

Nie mam pracy, nie mam żony, nie mam potomstwa. Mam ponad 30 lat. Poza NN mam zaburzenia ze spektrów autyzmu i schizofrenii. Teraz biorę 150 mg sertraliny i 20 mg paroksetyny na dobę. Maksymalne dobowe dawki tych leków to odpowiednio: 200 mg i 60 mg. Po przeliczeniu wychodzi, że na dobę biorę 13/12 maksymalnej dawki SSRI... Nie mam ochoty męczyć się z natręctwami. W czasie pandemii jest znacznie mniej cierpienia przez natręctwa w moim życiu niż ok. 3 lata temu, ale w ciągu ostatnich dwóch lat tylko dwa razy byłem u spowiedzi i komunii. Mam wielkie problemy religijne. Chyba kilkanaście razy w życiu odprawiałem spowiedź generalną, w liceum (lata 2008 - 2009 czy 2010, może ponad 10 razy wtedy odprawiałem spowiedź generalną) i w styczniu 2017 (kilka razy). Nie chcę nikogo gorszyć swymi postami. Powiedziałbym, że mam poważne problemy z funkcjami wykonawczymi.

Hej! Też kiedyś miałam silne natręctwa na tle religijnym. Był to w moment kiedy ta sfera była dla mnie wyjątkowo ważna. Pamiętaj, że to tak działa, te natrętne wyobrażenia zawsze uderzają w sferę ktora ma dla nas znaczenie i dlatego tak bardzo bolą. Natręctwa nigdy nie będą dotyczyły sfery która jest nam obojętna bo w żaden sposób w nas to nie uderzy. Pamiętaj, że jest to zaburzenie na które nie masz wpływu i nie jest to twoja wina. Skoro sfera religijna jest dla Ciebie ważna może warto pogadać o tym z jakimś mądrym duchownym. Tylko musiałaby to być naprawdę mądra osoba bo ktos niezorientowany w temacie może narobić jeszcze większej szkody. 

Ps. Też nie mam męża, ani potomstwa a mam ponad 30 lat, ale się tym nie przejmuję. Każdy ma swoje tempo i swój moment w życiu;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 10.11.2021 o 21:11, Okami napisał:

Cześć, jestem Klaudia. Walczę z nerwicą natręctw 3 lata zaraz będzie 4. Zaczęło się od matury. Cholernie mi na niej zależało i zachowywałam się dziwnie. Dziś jest to dla mnie śmieszne ale wtedy brałam wszystko za poważnie. Mianowicie oprócz nauki do niej ciągle 24/7 byłam w ogromnym stresie, ciągle płakałam. Nie spałam, nie jadłam. W głowie myśli samobójcze. Trwało to pol roku. Wystarczyło żeby wykształciła się u mnie nerwica natręctw tylko kurde jest zupełnie inna niż opisy w internecie typu bardzo częste mycie rąk albo sprawdzanie czy wyłączyło się żelazko. Ja tego nie mam. Mam za to wydaje mi się gorsze rzeczy. Na początku to dotyczyło jedynie nauki teraz rzutuje na całe moje życie. Podam parę przykładów. 

Będąc na studiach a dokładniej na wykładzie wydawało mi się że moje uszy mnie okłamują że ten gość mówi zupełnie coś innego niż ja słyszę tylko nie wiem co. Przez co czytając potem notatki zastanawiałam się czy ja mam się tego uczyć. 

W ogóle czytając je też mi się wydawało i dalej wydaje ze może być napisane coś innego niż ja widzę i głowie się co ale jest druga opcja że mogą być prawdziwe i nie wiedziałam co mam zrobić. 

Jak dostałam polecenie od lekarza jak mam zażywać leki to w domu zanim wzięłam zastanawiałam się czy na pewno tak a może inaczej. Chore. Przecież powiedziała wyraźnie jedna tabletka a potem pół nad czym się zastanawiać... 

Nie mogę też oglądać filmów bo mój mózg szuka dowodu na to że istnieje albo nie istnieje cos innego niż widzę. Ciężko mi to opisać. Sama tego nie rozumiem

Miewam też odrealnienia. Idąc za moim kolegą musiałam go dotknac w ramię bo wydawało mi się że jest tylko wytworem wyobraźni 

Insane

Tak samo przechodząc przez ulicę. Widzę samochód i myślę czy on naprawde istnieje i serio mam ochotę wpaść pod niego żeby się przekonac

Jestem umęczona. Te mysli już się tak nasiliły że nie mam chwili odpoczynku. Przyszłam tu porozmawiać z innymi ludźmi. Zobaczyć czy też ktoś ma takie objawy bo jeszcze się z czymś takim nie spotkalam

 

Wychodząc rano po tym jak budzi cię świt i pianie koguta wychodzisz przez sień z domu. Widzisz słońce i błękit nieba na którym zawieszone są smugowate obłoki. Czuć chłodny świeży powiew. Idziesz po nieskoszonej trawie. Twoje bose stopy wyczuwają poranną rosę ale nie martwisz się bo twoje uszy usłyszały śpiew skowronka na starej wierzbie która rośnie przy podniszczonym płocie. Za płotem jest droga a za drogą rówek, dalej pole i las. Koło rówka chodzi pies, mały krótkowłosy kundelek.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×