Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Forumtylko

Jak to jest z praniem, seksem i pościelą?

Rekomendowane odpowiedzi

Ja jestem pier.dol.nieta po prostu. Gadałam tu że mam wstawić pranie, no i pamiętam że wkladalam do pralki. Kojarzę tez ze jak się wykąpałam to oczywiście nie miałam ręcznika i krzyknęła do córki z łazienki czy już wstała i że wtedy czekałam aż pralka przestanie się kręcić żeby bylo ciszej, więc była włączona. Pamiętam też że jak wychodziłem z domu to zerknelam na pralkę i widziałam na wyświetlaczu że jeszcze kilkanaście minut ma sie prac. A teraz jak wróciłam i pralka jest wyłączona to się zastanawiam czy na pewno włączyłam ja, czy może tylko wrzuciłam ciuchy ale nie włączyłam. Wyjąłem te ciuchy z pralki i wszystkie są mokre, i czuć delikatny zapach zapewne płynu do płukania. Ale boję sie nadal że nie wstawiłam... Zameczy mnie ta nerwica.... Ale w dupie!!! Wywiesilam te cholerne pranie i trudno. Jak nie jest ubrane to będę chodzić w brudnym jak wyschnie! Nawet w majtkach bo też je pralam. Inaczej nie wygram. Przecież tego wszystkiego co kojarzę że była włączona nie mogłam sobie wymyślec.... Popłaczę się zaraz z tej rozpaczy.... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słuchaj, no to potrzebujesz psychoterapii. Chodzisz na zajęcia?

 

Ja ze swej strony radzę też odstawić papierosy, bo z obserwacji widzę, że osoby palące są nadaktywne: w gadaniu i robieniu wielu drobnych niepotrzebnych czynności 🙂 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@vpprofna psychoterapię chodzę już ponad 5 lat.... A co do fajek... Nie tak łatwo rzucić.... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeżyłam wczorajszy dzień, dziś znowu walka. Powiedzcie mi coś. Na podłodze leży kołdra pod którą z mężem spalismy.jest przepocona. Mam ją wyrzucić na śmieci. Boję się to zrobić bo nieuniknione że dotknę nią kurtki i ubrań jak będę szła. Boję się że wtedy te ubrania będą do prania a ja będę musiała się kąpać. Na domiar złego, jakby na złość. Moje czyste leginsy, zajęte że sznurka dopiero, spadły mi na tą kołdrę. I teraz tak leżą, bo uznałam że znowu są brudne.... Czy mogę je z niej podnieść i włożyć do szafy z czystymi ciuchami i nosić je? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli leginsy już wysuszone to prawie nic brudnego się nie przeniosło. 

W TV na Galileo kiedyś sprawdzali ile bakterii jest na jedzeniu co spadło na podłogę. Do kromki chleba prawie nic się nie przyczepiło i można było ją bezpiecznie zjeść. Z kolei banan, który ma sporo wody i cukru, czyli jest klejący to już był do wyrzucenia.

Jak na to wszystko reaguje córka i mąż ? Chyba wszystkim jest trudno. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 19.09.2019 o 05:44, vpprof napisał:

@Forumtylko ja nie mam OCD, więc to co powiem może zabrzmieć bardzo nieempatycznie, ale… wierzę w rozum i wiedzę. Wierzę, że nikt nie będzie usuwał bakterii z danego miejsca, jeśli będzie wiedział, że nie mogły się one w to miejsce dostać. Wierzę, że jeśli ktoś widział naprawdę bakterie pod mikroskopem i przepracował choć parę godzin w laboratorium, to wie mniej więcej jak ten cały mikroświat działa i czego może od niego oczekiwać. Ja byłem parę semestrów na studiach fizyczno-chemicznych (może kiedyś dokończę) i one dały mi taką wiedzę, a wraz z tą wiedzą — pewność i spokój. Na przykład wiem, że rękawiczki lateksowe skutecznie powstrzymują Kreta, oraz wiem, że jak sobie już wyleję tego Kreta na rękę, to wystarczy ją szybko spłukać a zniszczenia tkanek będą minimalne — a kiedyś się tego bardzo bałem. Akurat bakterii się nigdy nie obawiałem.


Wracając do Twojego problemu. Bakterie nie są jakimiś superstworzeniami, które mnożą się z prędkością światła i skaczą z jednego przedmiotu na drugi.

Takie podejście "naukowe" do natręctw dot. brudu pozwoliło mi się ich wielu pozbyć. Nie studiowałem chemii, tylko w internecie dużo czytałem. Kiedy niezbyt dokładnie się umyję to tłumaczę sobie, że te kilka procent brudu jaki pozostał jest na budowanie odporności. 

Co do moczu i innych wydzielin. Ja w miejscach poza domem myję ręce tylko PRZED skorzystaniem  z toalety. W domu w ogóle nie myję rąk ani przed ani po. Oczywiście dotyczy to tej pierwszej potrzeby, po "dwójce" zawsze myję ręce.

Przebywając poza domem nigdy nie trzymam jedzenia bezpośrednio w rękach, tylko przez folie lub papier.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, pacjent13 napisał:

 

Jak na to wszystko reaguje córka i mąż ? Chyba wszystkim jest trudno. 

 

Leginsy poszły do prania... Została kurtka w której wynosiłam kołdrę do śmieci, na razie wisi w szafie z czystymi kartkami, ale też będę musiała ja ubrać. A co do rodziny... Miałam szczera rozmowę z mężem na ten temat, najszersza odkąd choruje. Jest mu ciężko, boi się co będzie dalej z moją choroba, stara się być cierpliwy ale nie wiem  czy zawsze będzie to wytrzymał. Na razie stara się mi pomóc jak pytam czy coś jest brudne, ale boję się jak długo da tak radę. Córka ma już 14 lat. Wie co mi jest, ale denerwuje się jak znowu coś do prania wyrzucam czystego, lub jak od niej pożyczam leginsy bo swoje wszystkie mam w praniu przez NN, i jak myje ręce czesto. Tak, wszystkim jest ciężko. A ja czasem mam też wyrzuty sumienia że to przeze mnie i boję się żeby córka też tego nie miała. Ale to nie moja wina ze choruje, to nie mój wybór przecież....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Forumtylko masz bardzo ciężka postać nerwicy.

wiem co mówię bo kiedyś robiłam to co ty

zamiast wyprać ciuchy to wyrzucałam do kosza na śmieci.

potrzebujesz leki.

jakie masz rachunki za wodę i prąd??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zastanawia mnie jedno

Dlaczego nie przeczekasz tego nawrotu.

Ja byłem w podobnej sytuacji po odstawieniu leków, wszystko na chwilę wróciło.

Gdy wróciłem do leków,  miałem mnóstwo wątpliwości, powiedziałem sobie ok, posprawdzam wszystko tylko niech leki zaczną działać.

Wiedziałem że w obecnej sytuacji podejmowanie decyzji było bez sensu. Była by to niekończąca się chęć sprawdzania, która nic nie wnosiła. Powiedziałem sobie ok. muszę wytrzymać miesiąc aby "leki się wczytały" i będę sprawdzał wątpliwości.

Z każdym dniem brania leków było lepiej i napięcie spadało. Minął miesiąc i praktycznie pozapominałem co chciałem sprawdzać.

Jasne że jest ciężko wytrzymać, cholernie ciężko ale przecież pomimo lęków zostaje racjonalne rozumowanie.

Wytłumaczyłem sobie że to zaburzenie, robiąc coś, chciałem dobrze a nawet gdyby coś się sprawdziło z natręctw " co jest praktycznie nie możliwe" no trudno,  ja starałem się zrobić najlepiej jak potrafiłem.

ps. nigdy nic się nie sprawdziło z moich natręctw, choć zawsze była myśl a jak tym razem będzie inaczej ......

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lusesita Dolores leki biorę, zaczęłam od początku lipca, więc na pełnej dawce jestem już ponad 1,5 miesiąca i nadal jest jak jest, ten kryzys zmienia się, ewoluuje. A rachunki mało mnie teraz interesują. Jak uda mi się wrócić do równowagi to tak nie będzie i rachunki nie będą straszne. Najważniejsze to teraz nauczyć się nie popadać w obled... A Ty? Leki pomagają Ci na tyle żebyś mogła normalnie funkcjonować? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, sylwek_31 napisał:

 

 

ps. nigdy nic się nie sprawdziło z moich natręctw, choć zawsze była myśl a jak tym razem będzie inaczej ......

 

 

U mnie było na odwrót. W ramach terapii wyjazd kilkudniowy. Mocno ograniczone możliwości dbania o higienę. Efekt: grzybica, którą leczyłem kilka miesięcy. Mam żal i ograniczone zaufanie do psychoterapeutów. Bo w tej trudnej sytuacji nie miał pomysłów jak mi pomóc. Zakładał że nic nie może się stać i widocznie nie był przygotowany na taki scenariusz. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Forumtylko, mój syn jest młodszy, nie ma natręctw dot. higieny i raczej nigdy nie będzie miał. Ale genetycznie jest obciążony. Nie wiem co będzie w wieku dojrzewania, jak będzie sobie radził ze stresem. Na dzień dzisiejszy trochę mnie niepokoi że np. w jakiejś grze komputerowej musi mieć idealnie uporządkowane przedmioty w ekwipunku/plecaku. To mogą być pierwsze objawy nerwicy.

 

Poza tym znane są przypadki nerwicy natręctw u zwierząt. Co potwierdza że są to konkretne nieprawidłowości w strukturach mózgu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@pacjent13 warto obserwować syna, żeby w razie czego szybko i wcześnie reagować. Moja córka wie co mi jest i mówię jej żeby robiła po swojemu, że dobrze robi, że gdy ja myje ręce a ona nie w określonych sytuacjach, to jest ok. Jest już w okresie dojrzewania i nie zauważam u niej symptomów NN, mam nadzieję że tak zostanie. Owszem, jest bardzo wrażliwa, i ambitna ale niepokojących sygnałów nie widzę. Jednak też ją obserwuje, żeby móc reagować jak najszybciej. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to teraz hardcore.... Właśnie mam zaraz iść na terapię, a że jest ponad 30km od miejsca mojego zamieszkania to jeżdżę od razu po pracy. Byłam wcześniej w galerii i poszłam do WC. I tam nagle zauważyłam że na papierze jest ledwo widoczne żółte coś. Ewidentnie rano musiałam niedokończone dobrze się podetrzec, w co wątpię i co mnie dziwi. No ale bielizna wydaje się czysta. Druga próba j na papierze już nic nie widzę. Chciałam uciec jak poparzona do domu, kąpać się i wyrzucić wszystko do prania łącznie z kurtka. Nie zrobiłam tego. Idę na terapię. Ponoć takie rzeczy się zdarzają i ponoć to żadna tragedia. Pisząc to boję się że zostanę zlinczowana i usłyszę że powinnam jednak lecieć się kąpać i prac... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Walka ego i superego. Tym razem u Ciebie 1:0.

Ja dzisiaj miałem sytuację z psem. Brudas jeden przyszedł z podwórka. Nieznośne myślenie czy iść do tej łazienki i odwalić te wszystkie rzeczy które oczyszczą mi umysł. Upłynęły już 2h i siedzę przed TV jak zawieszony, nawet nie wiem co gadają w tv, randomowe obrazy i dźwięki.

Co było na terapii ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@pacjent13 tak bardzo się cieszę że nie było linczu! Mało tego, wróciłam do domu i zmieniłam tylko bieliznę a wykapie się dopiero rano. A na terapii cóż, poruszana jest relacja między mna a terapeuta. Prawdopodobnie to co teraz się dzieje ma związek z t że poczułam na nią złość i nie potrafię jakoś tego przeskoczyć, zaakceptować. Obwiniam się za to, zresztą złość chyba zawsze wywołuje we mnie lęk. A Ty też wygrywasz, może i nie wiesz co leci w tv ale na razie nie poszłes do łazienki. I tak trzymaj! Musimy się wspierać...my nerwicowcy 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Wiecie co, może znowu wrzucę granat w szambo, ale dla mnie takie „zajęcia z psychoterapii” godzinkę w tygodniu po pracy (czy tam dwie) to się w ogóle nie liczą. Są dobre szpitale psychiatryczne (są też niestety złe!) i są tam oddziały dzienne i stacjonarne — terapia za darmo w ramach NFZ, o odpowiedniej intensywności, po 8 godzin dziennie. Wydaje mi się, że psychoterapia musi być gruntowna, bo inaczej nie zadziała.

 

Ach, jeszcze jedno: @pacjent13, to że zwierzęta mają natręctwa, nie dowodzi, że natręctwa mają organiczne przyczyny. Zwierzęta też mają psychikę, wiesz, może nie znają się na fizyce jądrowej, ale myśli — i własne odrębne osobowości — mają. Miałem w życiu w sumie kilkanaście królików i nie było dwóch takich samych w zachowaniu.

Edytowane przez vpprof

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@vpprof zależy o jakiej terapii mówimy. Moja jest w nurcie psychodynamicznym. Tak nie da się pracować 8h dziennie. Trzeba czasu żeby zrozumieć siebie, dotrzeć do tego co podświadomie skrywamy i czego się boimy,  żeby to zmienić. 5 lat mojej psychoterapii dało mi na prawdę dużo, zmieniło się też bardzo dużo. Ale jak widać to jeszcze nie starczy. Nadal muszę pracować. Wiesz, jak nigdy nie umiałam się złościć na bliskich to mimo pełnej świadomości że to tylko uczucie, że mam do tego prawo itp itd bardzo ciężko jest pozwolić sobie ją przeżyć, a jak już się uda to jeszcze ciężej pogodzić się z tym że to nic nie znaczy i że to nie jest coś złego. Tak jest np w moim przypadku. Może to głupie, ale teraz poczułam złość na moją terapeutke że po tylu latach pracy wróciło, że był nawrót. Nie umiałam poczuć tej złości. Wypieralam się że jestem zła na całokształt, a nie na nia. Aż któregoś dnia bum.... I poczułam ta złość! Teraz staram się z tym pogodzić i nie oceniać siebie za to. Znaczące też jest to że od dnia w którym ta złość poczułam objawy powoli, powolutku slabnął. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to teraz będziecie pekac że śmiechu! Niby jest już lepiej, nieźle poradziłam sobie z kąpielą i depilacja. Ale nie, nerwica nie może mi dać spokoju. Jak się wycierałam ręcznikiem to wydawało mi się że z przodu na muszelce (tak ładniej brzmi) mam coś, paproch z ręcznika czy coś. Więc schylilam się przyjrzeć temu przestraszona. Okazało się że nie ma nic, a moja głowa : schylilas się tak bardzo a co jak ustami dotknęłas muszelki? Jesteś brudna, musisz się znowu myć. I wiecie że w mojej głowie na prawdę jest taki lęk! Śmiejąc się sama z siebie musiałam od razu umyć okolice ust i zęby. Teraz siedzę i nadal sie boję tego, a jednocześnie śmieje się sama z siebie ze jak takie coś potrafię to sama sobie mogę zrobić dobrze. O rany! Co chora głowa potrafi wymyślec. Czy zdaza Wam się taka irracjinalna myśl? Aż tak irracjonalna? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
58 minut temu, Lusesita Dolores napisał:

Ja się nie schylam bo co będzie jak schylenie za blisko podlogi

Boisz się że się pobrudzisz? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Lusesita Dolores napisał:

Tak :(((

No widzisz, ja mogę usiąść na podłodze, zjeść jak coś na nią upadnie, a boję się i być rzeczy. Szkoda że to nie jest takie proste że na logikę człowiek nie przestaje się bać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Ja na podłodze nie usiądę, dla mnie to zabrudzenie się. I nie chodzi o bakterie. Nie wiem dlaczego tak jest, że czegoś się boję a innej rzeczy nie. Np. kiedyś bałem się moczu tak jak u Forumtylko i też kombinowałem mniej więcej podobnie. To mi przeszlo, pojawiło się coś innego. Dlatego nie potrafię się cieszyć z jakiegoś natręctwa z którym walczyłem i je pokonałem. Muszę się czegoś bać całe życie. Nie ma kompletnie znaczenia czego, cały czas mi towarzyszy to uczucie lęku. Dlatego uważam że coś jest z mózgiem nie tak, a to czego konkretnie dotyczą natręctwa to kwestia wychowania, środowiska, sytuacji losowych. 

Co do szpitala. Teraz jest terapii indywidualnej 2x40min. Na więcej nie ma pieniędzy z NFZ. Reszta to zajęcia w grupie. Bardziej pomocne dla osób z fobią społeczną niż na natręctwa.

Edytowane przez pacjent13
.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×