Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

vpprof

Użytkownik
  • Zawartość

    12
  • Rejestracja

  1. Czytam ulotkę tego Seroxatu i pusty śmiech mnie ogarnia: Ciekawe, że ja miałem bardzo nasilone napady lęku, po kilka na dobę, i poradziłem sobie z nimi zupełnie sam, bez żadnych lekarzy ani tym bardziej leków, oglądając relacje na YT innych osób oraz rozpracowując to zagadnienie intelektualnie. I cholera od 3 lat nie miałem ani jednego napadu. Nabijanie kasy producentom leków i tyle. I niszczenie ludziom życia.
  2. Dobra, szybka piłka Tu masz filmik faceta, który po latach odstawił paroksetynę w ciągu ok. dziesięciu tygodni: https://youtu.be/qAjRZjiXCcg Jest po angielsku, więc mogę go streścić Facet POWOLI redukował dawkę o 1/8 oryginalnej dawki, czyli o 12,5 punktu procentowego (12,5% oryginalnej dawki). Każda redukcja następowała po ustabilizowaniu się jego stanu psychicznego (brak objawów odstawiennych), co następowało po około tygodniu. Więc teraz dla Ciebie @Forumtylko zadanie. Jesteś uzależniona od paroksetyny i to, czego doświadczasz, to silne objawy odstawienne. Wracasz do tej dawki paroksetyny, którą brałaś, żeby objawy odstawienne ustąpiły. Mówisz lekarzowi, że chcesz przestać brać. Kupujesz wagę laboratoryjną/jubilerską: https://allegro.pl/oferta/waga-precyzyjna-laboratoryjna-dokladna-500g-oslona-8478019859 (przykładowo) Zmniejszasz sobie stopniowo dawkę paroksetyny powiedzmy o 10% dawki oryginalnej, stosując zasadę, że po każdym zmniejszeniu objawy muszą ustąpić! Ostatnie 10% możesz podzielić jeszcze na dwa etapy. Na pewno się uda. Bez tego, walczysz z dwoma przeciwnikami naraz: ze swoją nerwicą i ze swoim uzależnieniem.
  3. No to widzisz co Ci szkodzi, prawda? Rozumiesz, uzależniłaś swoje dobre samopoczucie od związku chemicznego. Nie wykonałaś pracy (tak mi się przynajmniej wydaje, mogę się mylić!!) nad psychogennymi źródłami swojej nerwicy, tylko ją zamaskowałaś. W jaki sposób zmierzysz skuteczność psychoterapii, skoro maskujesz objawy choroby? PS. Podpisuję się pod wypowiedzią @refren a co do wymyślania pojemników na pety to mam mieszane odczucia. Bo to jest leczenie dżumy cholerą. Mam nadzieję, że Ci przejdzie ochota na palenie
  4. Wiecie co, może znowu wrzucę granat w szambo, ale dla mnie takie „zajęcia z psychoterapii” godzinkę w tygodniu po pracy (czy tam dwie) to się w ogóle nie liczą. Są dobre szpitale psychiatryczne (są też niestety złe!) i są tam oddziały dzienne i stacjonarne — terapia za darmo w ramach NFZ, o odpowiedniej intensywności, po 8 godzin dziennie. Wydaje mi się, że psychoterapia musi być gruntowna, bo inaczej nie zadziała. Ach, jeszcze jedno: @pacjent13, to że zwierzęta mają natręctwa, nie dowodzi, że natręctwa mają organiczne przyczyny. Zwierzęta też mają psychikę, wiesz, może nie znają się na fizyce jądrowej, ale myśli — i własne odrębne osobowości — mają. Miałem w życiu w sumie kilkanaście królików i nie było dwóch takich samych w zachowaniu.
  5. I jednocześnie Cię nakręca. Nikotyna zwiększa poziom stresu. Poza tym jakie masz dokładnie rozpoznanie, nerwica natręctw (OCD) czy coś innego? No i jak się leczysz?
  6. Słuchaj, no to potrzebujesz psychoterapii. Chodzisz na zajęcia? Ja ze swej strony radzę też odstawić papierosy, bo z obserwacji widzę, że osoby palące są nadaktywne: w gadaniu i robieniu wielu drobnych niepotrzebnych czynności
  7. A jak się przejmujesz, to włóż gumowe rękawiczki, je wystarczy tylko spłukać, bo do nich bakterie się nie przyczepiają. Ja w nich zmywam, po to, żeby — uwaga — skóra rąk nie miała za często kontaktu z detergentem.
  8. hahaha, no widzisz Czyli znaczy to, że te bakterie nie zagrażają życiu ani zdrowiu, bo po prostu giną. Wiesz, żeby bakterie mogły się rozmnożyć, to muszą mieć pożywkę. W organizmie trudno znaleźć taką pożywkę, wszystko jest na bieżąco „czyszczone” i „porządkowane” np. przez granulocyty — chyba że organizm jest bardzo osłabiony.
  9. Mówię, nie mam OCD, czyli nerwicy natręctw. Mam inne zaburzenia — z którymi wiedza nie pozwoliła mi co prawda samodzielnie sobie poradzić, ale pozwoliła zrozumieć, co jest nie tak w moim postępowaniu, pozwoliła zredukować lęk i przekonała do tego, żeby szukać pomocy. W pewnym okresie miałem po kilka napadów paniki dziennie — teraz od ponad 3 lat nie miałem ani jednego i wiem, że już nigdy nie będę miał. A nie byłem na razie jeszcze nijak leczony, dopiero będę. I na miłość Miodkowską, cholera, pisze się jak choroba po francusku colère, więc nie ma jak tam wsadzić tego twardego "h"
  10. Heh, ty się pytasz, jakie jest ryzyko pożaru pola kukurydzy. Lepiej zapytaj, jakie jest ryzyko rozedmy płucnej i postaraj się wyobrazić, w jakim stanie są teraz ścianki Twoich żył — ponoć po 20 latach palenia drą się jak stare szmaty. Ja nigdy więcej nie sięgnąłem po papierosa (nie to, żebym kiedykolwiek regularnie palił), jak uświadomiłem sobie, że wciągam w najdelikatniejsze miejsce swojego organizmu (może poza mózgiem) jakiś wyziew, w którym nikt nie wie, co się dokładnie znajduje. To tak jakbym podszedł pod komin jakiejś fabryki, z którego bucha czarny gaz — jakieś nieznane chemiczne świństwo. Umyłabyś się w tej rzeczce?
  11. Oj, koniecznie. Raz i na zawsze. Natręctwo przejdzie jak ręką odjął.
  12. @Forumtylko ja nie mam OCD, więc to co powiem może zabrzmieć bardzo nieempatycznie, ale… wierzę w rozum i wiedzę. Wierzę, że nikt nie będzie usuwał bakterii z danego miejsca, jeśli będzie wiedział, że nie mogły się one w to miejsce dostać. Wierzę, że jeśli ktoś widział naprawdę bakterie pod mikroskopem i przepracował choć parę godzin w laboratorium, to wie mniej więcej jak ten cały mikroświat działa i czego może od niego oczekiwać. Ja byłem parę semestrów na studiach fizyczno-chemicznych (może kiedyś dokończę) i one dały mi taką wiedzę, a wraz z tą wiedzą — pewność i spokój. Na przykład wiem, że rękawiczki lateksowe skutecznie powstrzymują Kreta, oraz wiem, że jak sobie już wyleję tego Kreta na rękę, to wystarczy ją szybko spłukać a zniszczenia tkanek będą minimalne — a kiedyś się tego bardzo bałem. Akurat bakterii się nigdy nie obawiałem. Wracając do Twojego problemu. Bakterie nie są jakimiś superstworzeniami, które mnożą się z prędkością światła i skaczą z jednego przedmiotu na drugi. Jeśli dotkniesz brudnymi majtkami do bluzki, to przeniesiesz na nią może kilka bakterii, co w skali milionów obecnych na nich bakterii jest zaniedbywalną wielkością. Poza tym te kilka bakterii na tej czystej bluzce zaraz zginie, bo nie będą miały się czym żywić — one nie żywią się wszystkim i nie są nieśmiertelne. Organizm też wydziela kilka substancji, które bakterie zabijają, kontrolując ich liczebność. Nawet jak zjesz coś z podłogi po umyciu, to te resztki bakterii zostaną wybite przez kwas żołądkowy. Poza tym — tu Cię może zdziwię — nie da się zupełnie wyeliminować bakterii i brudu na długo. Udaje się to na chwilę na sali operacyjnej, ale w codziennym życiu jest raczej nieosiągalne. Spirytus nie zabija wszystkich bakterii. Jeśli już, to polecam płyn Manusan. Poza tym, znakomita większość bakterii, z jaką się w życiu zetkniesz, ma działanie dobroczynne, a wręcz jest konieczna — i ich usuwanie jest przeciwwskazane. Ja np. do mycia się nie używam mydła, bo jest zbyt agresywne, zabija zbyt dużo drobnoustrojów i niszczy warstwę tłuszczu, która powinna znajdować się na skórze. Jeszcze jedna ciekawostka. Obejrzyj sobie to: https://youtu.be/l9PYMfqNGm0?t=119 Dziewczyna ma zrobioną stomę, czyli nie robi kupy odbytem, tylko wystaje jej z brzucha kawałek jelita. Tak się robi, jak ktoś ma np. nowotwór. W efekcie musi nosić woreczek na kupę przytroczony do pasa. Kiedy zmienia woreczek, maże się swoją własną kupą. Jak dotąd nie umarła Więc… chill out. PS. Drażni Cię, że rękaw koszulki dotknął nogawki od spodenek, a nie drażni Cię ilość byków w Twoim tekście? najswierzsza, w holere, z tad, umozyc… No ale nie chcę Cię wpędzać w inne natręctwo
×