Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Arus082

Dziwna psychoterapeutka

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, dziś po 2 miesiącach czekania dostałem się na pierwszą wizytę psychoterapii. Od samego początku Pani mnie osaczyła. Od razu zaczęła pytać o najgorsze rzeczy (ja jej powiedziałem, że ciężko mi na 1 spotkaniu o tym rozmawiać) a ona spytała "To czego ode mnie oczekujesz jak nie odpowiadasz"... Zamurowało mnie, sądziłem, że będzie inaczej. Wzbudziła moje poczucie winy do życia jeszcze bardziej. Powiedziałem, że od początku szkoły jestem gnębiony, poniżany, czasami bity za to, że mam odstające uszy a ona do mnie "Może za bardzo bojowo do tego podchodzisz", chociaż przez te wszystkie lata ani razu nie zareagowałem na czynności związane z rówieśnikami. Do tego sytuacja w domu. (Powiedziałem, że mam ogromny żal do ojca bo jak przyjechało po mnie pogotowie to nie spytał co się dzieje, czy źle się czuje czy coś ale od razu mnie zaatakował, że znowu są ze mną problemy i oczywiście "co sąsiedzi pomyślą jak zobaczą zabierająca mnie karetkę na sygnałach". Pani psychoterapeutka stwierdziła czy nie mam już dość być taki uporczliwy dla rodziców i czy powinienem może "się zamknąć". TAK, to są dokładnie jej słowa. Rozpłakałem się, oczywiście ponownie zostałem zbesztany, że się rozklejanie ale uwierzcie mi, nie jest łatwo się otworzyć przed nową osobą... 

Nie wiem czy szukać kogoś innego? Wiem na pewno, że nie będę dalej szczery z tą panią bo znowu mnie wyśmieje...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciężko uwierzyć że tak na Ciebie napadła. Jeżeli to nie jest żadna prowokacja to dla mnie pytania typu "czego ode mnie oczekujesz jak nie odpowiadasz?" są skandaliczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam zamiaru wykonywać żadnych prowokacji, od dawna tutaj na forum pisałem, że mam dziś termin. Siedzę roztrzęsiony teraz w domu i się zastanawiam czy to może jest we mnie problem jak to ona mi wmawiała, aż ms wróciły... Ehh.. 

Od samego początku była dla mnie niemiła, zero cierpliwości, zrozumienia. Byle odnotować swoje i iść do domu (byłem ostatnim pacjentem i jeszcze podniosła głos, że powinna już wychodzić z pracy a sama się prawie godzinę spóźniła). Za to ja wyczułem u niej hmm takie jakby mnie próbowała wyprowadzić z równowagi, była kompletnie empatyczna. To już moja psycholog szkolna jest lepsza bo czasami możemy po prostu posiedzieć godzinę w ciszy i posłuchać muzyki - zrelaksować się. Przyszedłem tam a ona na samym wstępie zaczęła zadawać wiele okropnych pytań o przeszłość, nie byłem w stanie na wszystkie z nich odpowiadać bo miałem już realnie łzy w oczach, po kilku minutach naskoczyła na mnie, że czego w takim razie od niej oczekuje skoro nie chce rozmawiać bo przecież "na tym polegaja te wizyty, że trzeba rozmawiać" ale kurcze... Nie od razu i nie z takiego kalibru. Raczej przepisze się do innej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No raczej się przepisz i nie miej do siebie żadnych pretensji. Nie zrobiłeś nic złego i nie w Tobie jest problem. 

To tej pani pomyliły się zawody.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie idź więcej do tej pani. I pamiętaj że masz być traktowany przez terapeutę z szacunkiem, a jeżeli nie to nie ma sensu dalej z taką osobą rozmawiać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"To czego ode mnie oczekujesz jak nie odpowiadasz"

Jeśli czujesz się osaczony i atakowany i nie masz ochoty się szarpać to faktycznie poszukaj może kogoś innego. Ale z drugiej strony- faktycznie jest tak, że terapia polega na mówieniu o trudnych sprawach a nie na siedzeniu w ciszy i słuchaniu muzy. Pytanie "po co pan przyszedł?" "czego pan ode mnie oczekuje?" - są normalnymi otwierającymi pytaniami w czasie sesji a nie atakiem ani prowokacją. Terapeuta często milczy to ty mówisz- na tym to polega. Nikt nie będzie cię do rozmowy zmuszał ani namawiał, bo terapia jest podjęciem pewnego zobowiązania. Trudności w terapii (np żal do t za coś) zgłasza się do terapeuty.

Może też być tak, że w stanie jakim jesteś każdy terapeuta, nawet anioł, będzie w twoim odbiorze raniący i niecierpliwy.

Pani t. zdaje pytania o przeszłość, bo próbuje stworzyć sobie jakiś obraz twojej osoby, to wszystko. To nie był atak.

Nie każdy może pracować z każdym, nie każdy osobowościowo sobie odpowiada, ale odbierasz coś jako atak co być może było normą w takiej sytuacji społecznej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, doi napisał:

 

Pani t. zdaje pytania o przeszłość, bo próbuje stworzyć sobie jakiś obraz twojej osoby, to wszystko. To nie był atak.

A pytanie czy nie ma dość bycia ciężarem dla rodziców, że powinien 'się zamknąć' i kop na koniec bo jej się spieszy jest ok?

Błagam. To byla pierwsza sesja. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
36 minut temu, Disappear napisał:

A pytanie czy nie ma dość bycia ciężarem dla rodziców, że powinien 'się zamknąć' i kop na koniec bo jej się spieszy jest ok?

Błagam. To byla pierwsza sesja. 

Tak naprawdę nie wiemy co się wydarzyło. Ludzie słyszą to, co chcą usłyszeć (tj. słyszą swoją prawdę).  I relacjonują to czego druga strona nie zrobiła. Umyka nam też kontekst. Być może t. zwróciła uwagę na to , że A. opiera się za bardzo na oskarżaniu rodziców zamiast przejąć inicjatywę i odpowiedzialność za swoje życie? Nie wiemy. Być może wywołał silne przeciwprzeniesienie swoją biernością a ona zareagowała nieprofesjonalnie. Normalnie takie coś zgłasza się do t. "uraziła mnie pani mówiąc..." albo stawia granice "proszę nie mówić do mnie takim językiem, mnie to rani, przypomina,..." i spokojnie wyjaśnić co kto miał na myśli. Tak dzieje się gdy jest jakaś więź- lub nadzieja na więź.

Czasem jest tak, że pacjent idzie na pierwsze spotkanie z taką nadzieją, że nikt tego nie zdoła unieść. Widzi w terapeucie zbawcę, boga, matke etc, etc - i wszystko co wychodzi poza ten idealny obraz jest tragedią. A fakt jest taki, że spotykają się dwie osoby, które idealne nie są. I tyle.

Jesli ktoś po pierwszym kontakcie czuje się zniechęcony i nie chce więcej rozmowy, to rozumiem że coś nie zagrało. I pacjent ma pełne prawo do zmiany. Ale z drugiej strony- nie ma łatwo, terapia wiąże się jednak ze stresem, nie jest tez łatwo wyjść poza swoje zaburzone postrzeganie i zobaczyć w terapeucie kogoś neutralnego. Niekoniecznie kogoś kto rani z deliberacją a kogoś kto otwiera -bezwiednie, swoim zachowaniem- stare rany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jeżeli terapeuta nie jest w stanie unieść na pierwszej terapii nadziei pacjenta że będzie on osobą idealną, to jaka jest szansa że później uniesie on o wiele gorsze rzeczy, stany czy oczekiwania, np dewaluację czy chęć zakończenia terapii albo groźby samobójstwa? Taki słaby psychicznie terapeuta nie nadaje się do tego zawodu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, Inga_beta napisał:

jeżeli terapeuta nie jest w stanie unieść na pierwszej terapii nadziei pacjenta że będzie on osobą idealną, to jaka jest szansa że później uniesie on o wiele gorsze rzeczy, stany czy oczekiwania, np dewaluację czy chęć zakończenia terapii albo groźby samobójstwa? Taki słaby psychicznie terapeuta nie nadaje się do tego zawodu. 

A skąd wiadomo, że nie była w stanie? Przecież nie wiemy co się wydarzyło. Gdyby tu mogła opowiedzieć  t. to jej opowieść byłaby inna. Byłyby dwie różne opowieści. Nie wiemy też czy nadaje się do zawodu czy nie. Przecież mamy tylko subiektywną ocenę jednego pacjenta po jednej konsultacji.

Ja jej nie usprawiedliwiam, bo może faktycznie zadziałała bezmyślnie lub za szybko na nastrój Arusa. Ale z drugiej strony wiem, że pacjenci wymyślają- w swoich zaburzonych głowach żyjąc - różne rzeczy. Że nie rozumieją terapii i swojej własnej- ogromnej- roli. Wiem ze swoich doświadczeń również jak bardzo w skrzywiony sposób t. odbieram czasem. Więc może więcej spokoju by się przydało? Pójść do niej jeszcze raz, pogadać o tym, co sie wydarzyło, poskarżyć sie choćby, a w miedzyczasie poszukać kogoś innego? A to doświadczenie potraktować jako naturalną, konieczną naukę. Nie od razu trafia się na kogoś z kim chce się gadać, to naturalne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Autorze tematu.. nie martw się, nie jesteś sam, ja też założyłem prawie taki sam temat, również trafiłem na "dziwna" psychoterapeutkę.. Pytała się z 7 razy czy jestem gotów na psychoterapię bo jej się wydaje że nie.. jakbym nie był, i nie chciałbym tego to chyba bym nie przyszedł?! A na koniec mówi że nie może znaleźć ze mną wątku.. że to raczej trzeba pracować z rodzicami.. buhehe :D Szkoda że jeszcze nie powiedziała że moje lęki to wina niedoboru witamin i złej tarczycy...😅

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Santiago20 napisał:

Autorze tematu.. nie martw się, nie jesteś sam, ja też założyłem prawie taki sam temat, również trafiłem na "dziwna" psychoterapeutkę.. Pytała się z 7 razy czy jestem gotów na psychoterapię bo jej się wydaje że nie.. jakbym nie był, i nie chciałbym tego to chyba bym nie przyszedł?! A na koniec mówi że nie może znaleźć ze mną wątku.. że to raczej trzeba pracować z rodzicami.. buhehe :D Szkoda że jeszcze nie powiedziała że moje lęki to wina niedoboru witamin i złej tarczycy...😅

Według mnie, dla kogoś z depresją czy innymi zaburzeniami psychicznymi SAMO POJAWIENIE się na takiej wizycie już coś oznacza. Również kilkakrotnie byłem pytany o to samo, czułem jakby ona próbowała mnie sprowokować. Od samego początku była ostra. Co do wyższych komentarzy... Ehhh szkoda na Was słów, nic mi nie przysłania myślenia logicznego. Jeżeli ktoś na końcu wizyty mówi do ciebie stanowczo "Tylko się nie zabij do kolejnej wizyty" to już coś nie halo, do tego takie spotkania tudzież sesje powinny być co najmniej raz na 1-2 tygodnie a ja mam kolejną wizytę za 1,5 miesiąca. Do tego dostałem pracę domową, że mam się mocno zastanowić co mam w sobie zmienić, żeby ludzi nie drażnić. Mówię jej, że od małego w szkole byłem poniżany, bity, kopany po brzuchu itp z powodu odstających uszu i przez to siedziałem cicho w klasie, bałem się po prostu ich, a ona, że czemu w takim razie nie odpowiem przemocą za przemoc (skoro "Ktoś Cię bije, jak ty oddasz to wzbudzisz respekt i może ci podarują") to są jej kolejne słowa. Nie bylem w żadnym stanie amoku, stresu czy jakiejś ekscytacji w tamtym momencie. Nie wiem też co miało znaczyć jej stwierdzenie "Skoro tobie swój wygląd nie przeszkadza to oni mają z tym problem". No mają kurwa i co mam zrobić, skoro mnie biją za wygląd, który mnie już nie przeszkadza? To wszystko jest takie nielogiczne. Do tego mówię, że mam stwierdzoną nerwicę natrectw i lęki związane z wieloletnim poniżaniem (np. zawsze się obracam jak jakaś osoba koło mnie przejdzie i np się akurat wtedy zaśmieje, bardzo pod tym względem obserwuje ludzi, często jak ktoś przechodzi to po prostu zakrywam uszy, żeby nie zrobić sobie wstydu. Po tylu latach niestety coś takiego się utworzyło nawet jeśli ta dysfunkcja zewnętrzna mi nie przeszkadza. Ona na to "Skoro tobie to nie przeszkadza to po co się przejmujesz innymi"... SERIO? KTOŚ JEST poniżany przez około 9 lat szkoły i miałoby to nie odbić się na mojej psychice? Mimo, że mi to nie przeszkadza to jednak doświadczenia z przeszłości stworzyły cos takiego jak "fałszywy obraz". Ehh długo by opisywać. Żałuję, że zdecydowałem się na tą psychoterapeutkę (cofam, to nawet nie jest psychoterapeutka tylko Psycholog Kliczny) bo miała wcześniejsze terminy od dużo bardziej polecanej przez moich psychiatrów Pani Klebby, która ma dłuższe kolejki ale co nie spytam czy jej nie widzę to ludzie bardzo miło ją opisują a przy tej, widziałem, że ludzie jakoś panikują przed jej gabinetem i mówią między sobą (czy nie mają ze sobą problemu i czy na pewno są dobzi)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że warto zaufać sobie i postąpić w zgodzie ze sobą. Jeśli źle czujesz się w relacji z tą terapeutką, to zapisz się do kogoś innego. Chodzenie do takiego terapeuty może pogorszyć jeszcze bardziej Twoją samoocenę. 

Musisz sam jednak zdecydować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość weltschmerz

Widocznie pani preferuje stosowanie terapii szokowej.

3 godziny temu, Arus082 napisał:

Jeżeli ktoś na końcu wizyty mówi do ciebie stanowczo "Tylko się nie zabij do kolejnej wizyty"

Błysnąć ciętym dowcipem może chciała, tylko słabo wyszło, daruj ją sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie rozumiem jak taki ktoś może wykonywać swój zawód, przecież ona szkodzi pacjentom zamiast pomagać! 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, Arus082 napisał:

nic mi nie przysłania myślenia logicznego. Jeżeli ktoś na końcu wizyty mówi do ciebie stanowczo "Tylko się nie zabij do kolejnej wizyty" to już coś nie halo, do tego takie spotkania tudzież sesje powinny być co najmniej raz na 1-2 tygodnie a ja mam kolejną wizytę za 1,5 miesiąca.

Rozumiem, że szkoda ci słów, ale ja jednak coś wyjaśnię. Nie chodzi o myślenie logiczne. Chodzi o twój (prawdopodobny, bo nie wiem) nieuświadomiony schemat, w którym wszystkich odbierasz jako atakujących, agresorów a siebie jako słabego, niezdolnego do obrony. Każdy filtruje sobie dane na wejściu wg swoich nieświadomych schematów, ty też, mając przy tym poczucie że "myśli logicznie". W moim odczuciu, ona - z tego co piszesz- cię nie atakowała, raczej prowokowała do jakiegoś odruchu buntu. Tekst "tylko się nie zabij" jest jednak wyrazem niepokoju tej pani  choć powinien brzmieć wg standardu "za tydzień czekam na pana".

Mam wrażenie, że tak wszedłeś z pozycję ofiary, ze dałeś pani - świadomie czy nie- możliwość zajęcia  pozycji oprawcy. Odtworzyłeś swój schemat, w którym ktoś musi być agresorem. W terapii chodzi o to by go sobie uświadomić (wejść na pozycję meta, samo-obserwatora) i zrobić coś inaczej (np. powiedzieć "jest pani chamska i raniąca, nie będę z panią rozmawiał, do widzenia"- przecież miałeś taką możliwość?). Wychodzenie poza schemat (walka z własna głową) boli, terapia jest trudna i to bardzo. To nie terapeuta pracę robi.

I dwa: pisałeś o psychoterapii. Ona musi być przynajmniej raz w tygodniu, z tą samą osobą, wg ustalonego kontraktu i settingu. Czy ta pani jest po szkoleniu psychoterapeutycznym? Może być psychologiem klinicznym, ale czy jest też psychoterapeutką? Bo jeśli nie, to opisujesz jednorazową konsultację z psychologiem ( i tak taka konsultacja ma prawo się odbyć jak opisujesz) a nie wstęp do terapii, nawiązania sojuszu terapeutycznego i głębszej pracy.

Spotkania raz na 1,5 mca sensu nie mają, oprócz podtrzymania nadziei. To nie jest psychoterapia, więc do tego nie mają zastosowania zasady terapii. Jeśli masz możliwość porozmawiania z kims innym i częściej, to zrób tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, doi napisał:

Rozumiem, że szkoda ci słów, ale ja jednak coś wyjaśnię. Nie chodzi o myślenie logiczne. Chodzi o twój (prawdopodobny, bo nie wiem) nieuświadomiony schemat, w którym wszystkich odbierasz jako atakujących, agresorów a siebie jako słabego, niezdolnego do obrony. Każdy filtruje sobie dane na wejściu wg swoich nieświadomych schematów, ty też, mając przy tym poczucie że "myśli logicznie". W moim odczuciu, ona - z tego co piszesz- cię nie atakowała, raczej prowokowała do jakiegoś odruchu buntu. Tekst "tylko się nie zabij" jest jednak wyrazem niepokoju tej pani  choć powinien brzmieć wg standardu "za tydzień czekam na pana".

Mam wrażenie, że tak wszedłeś z pozycję ofiary, ze dałeś pani - świadomie czy nie- możliwość zajęcia  pozycji oprawcy. Odtworzyłeś swój schemat, w którym ktoś musi być agresorem. W terapii chodzi o to by go sobie uświadomić (wejść na pozycję meta, samo-obserwatora) i zrobić coś inaczej (np. powiedzieć "jest pani chamska i raniąca, nie będę z panią rozmawiał, do widzenia"- przecież miałeś taką możliwość?). Wychodzenie poza schemat (walka z własna głową) boli, terapia jest trudna i to bardzo. To nie terapeuta pracę robi.

I dwa: pisałeś o psychoterapii. Ona musi być przynajmniej raz w tygodniu, z tą samą osobą, wg ustalonego kontraktu i settingu. Czy ta pani jest po szkoleniu psychoterapeutycznym? Może być psychologiem klinicznym, ale czy jest też psychoterapeutką? Bo jeśli nie, to opisujesz jednorazową konsultację z psychologiem ( i tak taka konsultacja ma prawo się odbyć jak opisujesz) a nie wstęp do terapii, nawiązania sojuszu terapeutycznego i głębszej pracy.

Spotkania raz na 1,5 mca sensu nie mają, oprócz podtrzymania nadziei. To nie jest psychoterapia, więc do tego nie mają zastosowania zasady terapii. Jeśli masz możliwość porozmawiania z kims innym i częściej, to zrób tak.

Pozwól, że nie będę odpowiadał na całą wypowiedź. Poszedłem tam bez żadnych przekonań... Nie jest tak, że z góry skazuje siebie na pożarcie, chciałem tylko o tym z nią porozmawiać, nie dało się na spokojnie nawet nic wyjaśnić. To nie jest żadna psychoterapeutka, brak certyfikatów w tym zakresie, tylko i wyłącznie psycholog kliniczny. Umawiałem się na psychoterapię w której będę uczestniczył raz w tygodniu co najmniej a usłyszałem, że mam przyjść za 1,5 miesiąca i jeszcze dała mi jakąś pracę domową (serio? Po 1,5 miesiąca czasu mam jeszcze o tym pamiętać?) Czy nie zasługuje na normalną psychoterapię gdzie mogę się wygadać itp? Przepraszam ale spotkanie raz na 1,5 miesiąca do tego po pół godziny mi nie odpowiada... Zresztą nikt z lekarzy jej zbytnio nie polecał i pierwotnie zostałem skierowany na ową terapię do innej osoby - psychoterapeutki z zawodu, jednak na terminach się zawiodłem. Trzeba było czekać do grudnia, jednak myślę, że byłby to lepszy pomysł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jej, nie twierdzę że nie zasługujesz na terapię:). Jasne, konsultacja co 1,5 miesiaca nie ma sensu, ale użyłeś słowa "psychoterapia" więc pomyślałam że to jednak inaczej wygląda. Problem w tym że to co opowiadasz to nie terapia ani "osaczenie" jak to napisałeś. Ja nie podważam twoich uczuć bo po sesji/konsultacji mogą być różne, ale nie skreślaj tego doświadczenia. Masz już jakiś materiał do refleksji- możesz siebie zobaczyć z boku, w gabinecie. Może ten czas do grudnia wykorzystaj żeby czegoś o terapii sie dowiedzieć, przygotować się jakoś? Nastawić się na wysiłek, zbudować motywację. Powodzenia w każdym razie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość weltschmerz

Nie jestem pewien, po tym wszystkim, co czytam, czy ta pani rzeczywiście jest psychoterapeutką, czy tylko się tak mianuje (albo i nie) i czy to, na co uczęszcza @Arus082jest w ogóle psychoterapią choćby z nazwy.

Przez brak ustawy o tym zawodzie nazwać się psychoterapeutą i otworzyć gabinet może praktycznie każdy i poza odpowiednimi stowarzyszeniami i rzecznikiem praw pacjenta (w przypadku terapeutów świadczących usługi na fundusz) nikt nad tym nie ma kontroli.

Żeby było śmieszniej, to od kilkunastu lat w zamrażarce leży PiS-owska ustawa regulująca zawód psychoterapeuty, zablokowana przez ówcześnie rządzący SLD i jej przegłosowanie dziś byłoby kwestią około godzinnych obrad w Sejmie i później w Senacie, ale obecny rząd zamiast popracować nad tym woli rozwalać nocami trójpodział władzy, uchwalać bzdurne wolne 12 listopada i grzebać przy kodeksie pracy, żeby był korzystniejszy dla pracodawców.

Edytowane przez weltschmerz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.10.2018 o 15:28, Arus082 napisał:

Pani psychoterapeutka stwierdziła czy nie mam już dość być taki uporczliwy dla rodziców i czy powinienem może "się zamknąć". TAK, to są dokładnie jej słowa. Rozpłakałem się, oczywiście ponownie zostałem zbesztany, że się rozklejanie ale uwierzcie mi, nie jest łatwo się otworzyć przed nową osobą... 

Masakra...wredna małpa. Nie łam się. Powinieneś poszukać dobrego psychoterapeuty. Ta baba to jakiś nie wypał. 

Edytowane przez Marcelina 28
Błąd ort

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wróciłem :)

Opowiedziałem o całej sytuacji mojej psychiatrze i sama mi powiedziała, że mało kto do niej chodzi (dała mi sama skierowanie do innego psychoterapeuty ale terminy były zbyt odległe) więc zdecydowałem się na inną. To był błąd. Jeśli ktoś ma długie kolejki to znaczy, że zna się na swoim fachu i lepiej poczekać miesiąc dłużej niż się rozczarować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i bardzo dobrze Arus ze sie nie poddales)

takich ''terapeutow'' jak  ta baba powinni wykluczac z zawodu. ewidentnie kobieta ma problem ze soba.

zreszta, studiuje psychologie i widze to na naszych studiach, niektorzy wykladowcy ewidentnie

maja nierozwiazany problem sami ze soba. sa wredni,zlosliwi,wyzywaja sie na  studentach.

na szczescie,jest ich mniejszosc.

czyli-szukac dobrego psychologa az do skutku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×