Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Disappear

Użytkownik
  • Zawartość

    601
  • Rejestracja

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Tak jak powyżej. Po sesjach które wnoszą najwięcej też nie tryskam szczęściem. Miewałam takie stany, że mam teraz sesje dwa razy w tygodniu, żeby nie zostawać z tym sama na tydzień.
  2. Ucieczka od tematu, to coś co robię dość często i za bardzo tego nie kontroluję. Mam plan, że będę o czymś gadać i się zatykam, albo ubieram to w zupełnie inne słowa niż chciałam. Potem się na siebie wkurzam, ale to jest inna opcja niż moje ucieczki z relacji. Z relacji uciekam, bo jak stają się zbyt ważne to potem za bardzo boli ewentualne rozstanie. Staram się tego unikać, często wmawiając sobie że to dla mnie tak wiele nie znaczy i że wcale tej drugiej osoby nie potrzebuję. Często też stawiam ścianę w momencie gdy robi się za blisko. Taki instynkt samozachowawczy
  3. Taki, że często uciekam z relacji w momencie gdy staje się zbyt ważna.
  4. U mnie o ważności tej relacji świadczy chyba to, że już kilka razy chciałam z niej uciekać
  5. Właśnie dlatego w tych zdalnych sesjach omijam co trudniejsze wątki. Też mnie tak raz poskładało i to poczucie, że jestem z tym sama... w gabinecie łatwiej mi było trochę tego zostawić. Nawet w trakcie przedłużonej ekspozycji kiedy było masakrycznie ciężko w ogóle być w jakimkolwiek kontakcie zawsze był ten moment kiedy czułam że ona jest. Teraz mi tego brakuje, wiec nie ruszam nic co mogłoby mnie rozwalić. Trzymaj się.
  6. Gabinetu psychoterapeuty? Wiesz to od nich czy od niego? Ja nadal w klubie rzygających Skypem. Jak już mam coś grubego wywalać, to muszę czuć tą drugą osobę, a nie tylko widzieć i słyszeć. Jedyny plus tej całej sytuacji to to, że sobie to uświadomiłam. Cały czas przechodzę obok tych sesji. W głowie mam jedno, gadam drugie albo w ogóle nie gadam. I unikanie w takiej formie kontaktu przychodzi mi niewiarygodnie łatwo.
  7. Dorosły zawsze, nawet więcej niż kawałek. Raczej u mnie jest nacisk na to żebym tej swojej małej ja ujawniała więcej To się zdarza, nawet często z tego co tu obserwuję. U mnie znowu odwrotnie. Poszłam do niej bo miałam takie poczucie, że dźwignie to co usłyszy. Bywa trudno, ale daje radę
  8. a nie mówiłam? Pracuję ze swoją terapeutką 2,5 roku. I to jest czasami totalna wojna. Moja ze mną. Nigdy z nią. I nie jest to kwestia idealizowania, zwłaszcza że chciałam z nią pracować nie dlatego że głaskała mnie po głowie, ale dlatego że jako jedyna potrafiła dokręcić mi śrubę. Nie wiem od czego to zależy, bo kilka razy się zdarzyło, że pytała czy się na nią wkurzyłam. Ale ja mam chyba takie założenie gdzieś w środku, że to wszystko jest po coś i może to jest kwestia mojego zaufania do niej, w sensie że wie co robi. No raz się mocno zirytowałam, ale dalekie to było od złości i szybko mi przeszło.
  9. Ja jak za dużo gadam, to słyszę pytanie, czego unikam Ale zdarzało mi się słyszeć często, że byłam dzielna (w trakcie przedłużonej ekspozycji) i czasem jak już uda mi się z wielkim trudem czymś rzygnąć to docenia, że jej to powiedziałam. Fajnie, że zdecydowałaś się na terapię i że czujesz, że to jest właściwa osoba. Aż mnie korci, żeby napisać "a nie mówiłam?" @Luna* dostałaś jakieś info o powrocie do normalności? u mnie na razie bez zmian i już trochę mnie ta sytuacja męczy
  10. @Walter trochę słaba ta płatność z góry, nawet w przypadku płacenia za pojedynczą sesję. Ja płaciłam zawsze po sesji, a jak zaproponowałam sama że będę płacić z góry za miesiąc (bo przeszkadzało mi takie płacenie co sesję) to moja terapeutka stanowczo zaprotestowała i powiedziała, że jeżeli tak chcę to ok, ale płacę na koniec miesiąca za tyle sesji ile się odbyło. I jak jakaś wypadnie to nie ma znaczenia, że to ja np. odwołałam.
  11. Bardziej się otwierasz - to dość optymistyczne podejście do mojej terapii Ale chyba bardziej czuję spotykając się z nią w realu to, że nie jestem z tym syfem sama. Pracuję z nią 2,5 roku więc już trochę się znamy. Teraz gadamy przez Skype'a, nie przez telefon, ale mimo że widzę ją i słyszę, to nie jest to samo, bo nie czuję tak jak w normalnych warunkach. Trudny temat tak czy siak cały czas wisi nad tym o czym rozmawiamy, raz poszłam w to bardziej to mnie po sesji tak pozamiatało, ze teraz nie chcę dopóki nie wróci normalność. Z drugiej strony nie chcę zawieszać do tego czasu terapii bo wiem, że będzie mi bardzo trudno wrócić do tego kontaktu jaki teraz mamy.
  12. Tak to ja wybieram, ale już tu pisałam, że moja terapeutka powinna zaczynać sesję od zdania: "to o czym nie chce pani dzisiaj rozmawiać?" Nie jest tak, że wszystko o czym mówię jest dla mnie ważne. Czasami gadam o czymkolwiek byle nie dotykać swoich emocji. I tak średnio to kontroluję. Kwestie które omijam teraz zaczęłyśmy już dawno, był nawet moment że weszłyśmy w to dość grubo, ale teraz nie chcę bo na tych zdalnych sesjach czuję się jak niepełnosprawna. Ważne dla mnie w kontakcie jest czucie emocji drugiej strony i teraz jestem trochę od tego odcięta. Przez wizjer to nie to samo. Do tego bezpieczniej czułam się w gabinecie i chyba miałam takie poczucie, że zostawiałam tam trochę tego co wywalałam. No i to są takie rzeczy których nie chciałabym powtarzać, bo akurat net się przytnie czy coś takiego. Często też odpala mi dysocjacja i jakoś w gabinecie łatwiej mi wrócić, albo jej jest łatwiej sprowadzić mnie z powrotem na ziemię. Ja mam w takich godzinach, że jestem sama, ale z powodów powyżej te sesje słabo się u mnie sprawdzają jeżeli chodzi o to z czym wojuję.
  13. Ja zupełnie odwrotnie. W zdalnej formie jedynie minimalizuje straty. Podtrzymuję kontakt. Z dużą łatwością uciekam od wszystkiego co ważne. Wbijam w jakieś tematy zastępcze.
  14. Disappear

    OT

    Wiesz czemu? Bo w dupie byłeś i gówno widziałeś. I jeżeli ktoś tu biadoli to ty teraz, nad swoim forumowym niezrozumieniem. Piszesz o jakimś linczu itd. No bez jaj Możesz zrozumieć, że trudno coś z tym zrobić? Coś? Problem w tym, że ty nic nie rozumiesz i nie chcesz zrozumieć i serio nie wiem dlaczego pokasowano posty w tej dyskusji a zostawiono tu ciebie. Zwłaszcza, że tytuł brzmi "dziennik psychoterapii" a ty aktualnie w niej nie jesteś. Idź sobie biadolić do innych wątków, poszukaj fanów Witkowskiego, poklepcie się po pleckach. Będzie fajnie. Ktoś cię wreszcie zrozumie
  15. Disappear

    OT

    Jak twoja wiedza na temat terapii jest tak samo wyczerpująca jak na temat tego czym jest gwałt, to szczerze podziwiam osoby którym chce się odpowiadać na te twoje z dupy wysnute teorie. Tak w terapii skupiającej się na ptsd chodzi o przepracowanie traumy. I praca ta polega często na sklejeniu sobie całej historii (bo bardzo często jest we wspomnieniach poszatkowana) i przeżycie tych samych emocji w bezpiecznych warunkach. Po to, żeby mózg mógł to sobie ułożyć i odłożyć do przeszłości. I to nie znaczy, że wspomnienia miną. Po prostu staną się mniej dotkliwe i nie będą wracały bez żadnej kontroli nad nimi. A ty masz na to przykład buddyjskich mnichów, którzy nie przywiązują się do rzeczy. Jestem pod wrażeniem. Serio. Jeżeli chodzi o ignorancję to jesteś konsekwentny.
×