Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Disappear

Użytkownik
  • Zawartość

    662
  • Rejestracja

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. To co napisałaś, to dowód na to, że "samo nie mija". Bardzo dobrze, że zdecydowałaś się to ruszyć w terapii. Bardzo dobrze też, że masz odczucia z ciała. To jest coś co trzeba przerobić w gabinecie. Te emocje i to wszystko co się z tym wiąże. Ja bardzo długo odcinałam się zupełnie. Każde słowo mnie wyłączało na amen. I to niczego nie zmieniało. Teraz jest trochę lepiej. Zawsze po tym, jak ruszymy temat, mam odczucia z ciała. Wszystko mi się trzęsie, przez jakiś czas nie potrafię wstać i utrzymać równowagi. Emocje się zamrażają. Czasami na długie lata. To bardzo ważne, żeby je wreszcie puścić, mimo że to jest bardzo trudne. Ale tylko w ten sposób możesz to przełożyć w głowie, do szufladki z napisem "przeszłość".
  2. Super Ja właśnie ze swojej próbuję uciec
  3. Ja walczę w terapii schematów i to jest kwestia czasu, rozwoju relacji itd. Bardzo długo się przelamywalam. Mail to jest max z czego jestem w stanie skorzystać. Nadal nie bez problemów ale doceniam to, że kilka razy mogłam w ten sposób nakreślić coś ważnego dla mnie w danej sytuacji. Do sesji mogłabym to sobie unieważnić. Nie jest łatwo z tego korzystać ale samo to, że taką opcję masz daje Ci jakieś poczucie bezpieczeństwa.
  4. Myślę, że personel by sobie poradził Ale jak jej nie ufasz, to trochę mija się to z celem. I rozumiem dlaczego nie ufasz. Ale ja cały czas piszę o sytuacji gdyby udało się załatwić ten oddział już. Gdybyś postawiła sprawę tak, że dopuszczasz myśl o oddziale ale teraz a nie za pół roku, bo sytuacja jest jaka jest to przecież to nie byłaby taka opcja, że ona Ci coś załatwia a Ty się z tego wycofujesz.
  5. Zmieniłaś się Ty. To może być stan faktyczny. Ty jesteś na innym etapie więc oni teraz są w stanie Ci pomóc, mimo że być może na oddziale jest bez zmian. To trudne bardzo. Ja bym poczuła to jak odrzucenie i wycofała się z relacji na zawsze. Tak robię, chociaż to nie jest dla mnie ok i szkodzę tym sobie. Pytanie czego chcesz Ty. Bo jeżeli pomóc sobie i jeżeli ten oddział to jest coś co byłoby pozytywne w tym procesie, to raczej nie myślałabym że ktoś Ci pomógł za dużo razy, czy więcej niż powinien. To jest dorosła osoba, psychiatra, pomogła Ci bo tak czuła i to była jej decyzja. Nie nadwyrężyła tym siebie. Tego obie nie wiemy. I ja nie proponuję jej pójścia w pisanie zamiast czegoś. Po prostu pisanie mogłoby być wstępem do rozmowy na ten sam temat, Zawsze jest trochę łatwiej zacząć jak ta druga osoba już wie. Cytat jest pusty więc nie wiem o co pytasz.
  6. Ja czasem wywalę coś na maila do t. Taki mamy układ. Ale zawsze po tym, rozmawiamy o tym o czym pisałam. Pisać mi o wiele łatwiej niż mówić, ale sama się z tym ograniczam bo sama odbieram to jak pójście na łatwiznę. W końcu chodzi mi o jakieś przełamywanie się a nie zrobię tego unikając mówienia. Ale w Twoim przypadku jest trochę inaczej, jeżeli reakcją na emocje z którymi sobie nie radzisz są ataki padaczki. Ja się tylko wyłączam jak coś trudnego wjeżdża. Dysocjuję. Ale to mi nie zagraża tak bardzo. Może taki sposób, że najpierw o czymś piszesz a potem to omawiasz byłby dla Ciebie ok? Może wywoływał by te emocje w mniejszym natężeniu? Łatwiejszym do zniesienia? @acherontia styx a pytałaś t. czy jakbyś zdecydowała się na ten oddział to czy ona jest w stanie przyspieszyć Twoje przyjęcie tam? Są czasem sytuacje, które wymagają szybkiej reakcji i może to jest taka sytuacja (ja skierowanie na oddział dostałam w czwartek a na oddziale byłam już w poniedziałek, mimo że standardowo czeka się kilka miesięcy) a wobec Twojego "nie" odnośnie oddziału to ona poszła w taką stronę w jaką poszła. Dla mnie ryzykowne to mega i nie wyobrażam sobie jak jest Ci z tym trudno. Ale też trudno mi wyobrazić sobie, że ona tak Cię olała po tym wszystkim co mówiła i po takim czasie Twojej terapii. To pewnie prawda, że nie widzi skuteczności terapii online (ja też to przerabiam w swojej terapii i jak mamy momenty, że widzimy się zdalnie to nie ruszamy mojej traumy bo to zbyt ryzykowne) i jeżeli aktualnie nie pracuje stacjonarnie nigdzie indziej niż oddział, to może dla niej to jest jedyny sposób, żeby wyprowadzić Cię z tego kryzysu. Żebyś trafiła do niej, ale tam.
  7. Bo od dwóch lat się z tym boksuję na terapii i nadal przychodzi moment, że się blokuję i nie jestem w stanie zrobić kroku do przodu. Teraz sama sobie wymyśliłam w jaki sposób chcę przez to przejść i znowu blokada. To frustrujące jak bardzo chcesz coś zrobić a nie możesz, bo przegrywasz z czymś co dzieje się wewnątrz Ciebie. Unikanie absolutnie nie poprawia mojego stanu i też sobie zdaję z tego sprawę, więc jakieś czekanie, nie wiadomo ile, bo może nie jestem gotowa, nie ma sensu. Nigdy tak naprawdę nie będę. T. też staje na głowie, żeby mi to ułatwić. Po prostu wjechało mi, że jestem tak popsuta że już nic się nie da zrobić. Że to wszystko jest bez sensu. Teraz jest ciut lepiej. Rozmawiałam jeszcze z t. przez telefon. Trochę mi podtrzymała tą moją głowę zanim sobie ją roztrzaskałam. Ja wiem, że to są chwile, które mijają. Ale w takich chwilach naprawdę boli mnie to, że muszę żyć.
  8. U mnie trochę katastrofa. Wczoraj po sesji miałam mega zjazd. Dawno nie czułam, a może w ogóle wcześniej nie czułam, tak bardzo bezsensu w tym co robię. To taki stan, kiedy żałuję, że nie mogę się zabić.
  9. Nie radzę sobie bo nie jestem wtedy tego świadoma. Po prostu mam potem dziurę we łbie. Na sesji t. mnie z tego wyciąga, ale wkurza mnie to, bo nie potrafię przebrnąć przez to co powinnam i zajmuje mi to zbyt dużo czasu. Dziękuję Nie wiem co z tego wyjdzie, bo to już taki w sumie eksperyment ze zmieszanych różnych metod i na moją prośbę będziemy wbijać w to w co t. za bardzo wbijać się nie chciała (po doświadczeniach z pierwszej próby). Ale ja chcę, bo czuję że nic się nie zmieni jak przez to w końcu nie przebrnę. Też jestem pamięciowo z tą sytuacją na innym etapie niż jak zaczynałyśmy. Myślę, że to ma jakieś znaczenie.
  10. Tylko, że ja przy terapii online właśnie wszystko odsuwałam na potem Na szczęście cały czas mam normalne sesje i postanowiłam podjąć kolejną próbę rozprawienia się z traumą. Tym razem wchodzę w opcję kamikadze. Na własną prośbę, ale gorzej nie będzie więc nie mam nic do stracenia. Mam tylko nadzieję, że nie będzie mi wywalać korków każdorazowo po pierwszym zdaniu.
  11. Ja mam jednak nadzieję, że teraz jesteśmy mądrzejsi o ten pierwszy lockdown i nie będzie takich nerwowych ruchów tam gdzie to nie jest niezbędne. Tak, wiem że pewnie zaklinam rzeczywistośc Moja, jeszcze chwilę temu, też
  12. @Aurora002 cały czas w sumie gadamy o tym, że nie wiadomo co będzie. Trudno przecież coś przewidzieć w obecnej rzeczywistości. Ale ja mam terapię prywatnie i mam nadzieję, że to daje jej jednak jakiś wybór i elastyczność w tym zakresie. Co do IPiN to mój ojciec aktualnie tam przebywa. Ale z neurologii wyleciał już na rehabilitację. Jak widać przetrzymywanie paczek na kwarantannie, żeby wirus się utlenił nie pomogło. I w sumie nie wiem co to miało zmienić skoro cały personel i tak przemieszcza się po mieście i ma kontakt z wieloma osobami. Za to czuję, że znowu pewnie zawieszą klub plastyczny na który czasem tam wpadałam...
  13. Ja się nie boję i serio powrót teraz do zdalnych sesji byłby dla mnie dramatem. Od początku roku unikalam TEGO tematu, zdalnie w ogóle nie wyobrażałam sobie pracy nad tym i teraz zaczęłam. Nie było łatwo do tego wrócić ale to wreszcie zrobiłam. I jak teraz musiałabym przerwać to... no nie wyobrażam sobie
  14. Masakra, współczuję. Ja właśnie ponownie ruszyłam swój największy syf i jak znowu okaże się, że wracamy na zdalną to wbiję sobie gwoździa w czoło chyba. Zwłaszcza, że dzisiejsza sesja (w sumie to już wczorajsza) była taka, że ujrzałam jakieś światełko w tunelu, mimo że poskładała mnie mocno.
  15. Wqrwiasz się na nią bo nazywa wprost? Bo jak tego nie nazywasz to tak jakby trochę nie istniało? A ona to robi i to wtedy staje się takie realne? Ona to robi, bo unikanie nic Ci nie daje. Jak pierwszy raz moja t. nazwała to wprost, miałam ochotę urwać jej głowę i narzygac do szyi. Jak zrobiła mi ćwiczenie, w trakcie którego powtarzała to słowo przez kilka minut, cały czas miałam zaciśnięte pięści i chciałam zniknąć. Nie chciałam tego sluchac. Nadal jest mi trudno jak tego słowa używa ale już o wiele łatwiej niż wcześniej. Sama wypowiedziałam je raz i nadal unikam. Ale one mają rację. To jest tylko słowo.
×