Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Disappear

Użytkownik
  • Zawartość

    652
  • Rejestracja

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Ja mam jednak nadzieję, że teraz jesteśmy mądrzejsi o ten pierwszy lockdown i nie będzie takich nerwowych ruchów tam gdzie to nie jest niezbędne. Tak, wiem że pewnie zaklinam rzeczywistośc Moja, jeszcze chwilę temu, też
  2. @Aurora002 cały czas w sumie gadamy o tym, że nie wiadomo co będzie. Trudno przecież coś przewidzieć w obecnej rzeczywistości. Ale ja mam terapię prywatnie i mam nadzieję, że to daje jej jednak jakiś wybór i elastyczność w tym zakresie. Co do IPiN to mój ojciec aktualnie tam przebywa. Ale z neurologii wyleciał już na rehabilitację. Jak widać przetrzymywanie paczek na kwarantannie, żeby wirus się utlenił nie pomogło. I w sumie nie wiem co to miało zmienić skoro cały personel i tak przemieszcza się po mieście i ma kontakt z wieloma osobami. Za to czuję, że znowu pewnie zawieszą klub plastyczny na który czasem tam wpadałam...
  3. Ja się nie boję i serio powrót teraz do zdalnych sesji byłby dla mnie dramatem. Od początku roku unikalam TEGO tematu, zdalnie w ogóle nie wyobrażałam sobie pracy nad tym i teraz zaczęłam. Nie było łatwo do tego wrócić ale to wreszcie zrobiłam. I jak teraz musiałabym przerwać to... no nie wyobrażam sobie
  4. Masakra, współczuję. Ja właśnie ponownie ruszyłam swój największy syf i jak znowu okaże się, że wracamy na zdalną to wbiję sobie gwoździa w czoło chyba. Zwłaszcza, że dzisiejsza sesja (w sumie to już wczorajsza) była taka, że ujrzałam jakieś światełko w tunelu, mimo że poskładała mnie mocno.
  5. Wqrwiasz się na nią bo nazywa wprost? Bo jak tego nie nazywasz to tak jakby trochę nie istniało? A ona to robi i to wtedy staje się takie realne? Ona to robi, bo unikanie nic Ci nie daje. Jak pierwszy raz moja t. nazwała to wprost, miałam ochotę urwać jej głowę i narzygac do szyi. Jak zrobiła mi ćwiczenie, w trakcie którego powtarzała to słowo przez kilka minut, cały czas miałam zaciśnięte pięści i chciałam zniknąć. Nie chciałam tego sluchac. Nadal jest mi trudno jak tego słowa używa ale już o wiele łatwiej niż wcześniej. Sama wypowiedziałam je raz i nadal unikam. Ale one mają rację. To jest tylko słowo.
  6. Nie, nie proponuje tego z litości tylko po to, żeby Tobie pomóc. Ja wczoraj całą sesję spędziłam wokół gadania o czymś o czym sama miałam zdecydować. I t. nie dawała mi robić tego naokoło, zawijać w coś tam. Potrzebowała ode mnie jasnej deklaracji, tak żeby to była moja decyzja. I pewnie, żebym wbiła sobie w łeb, że to jest moja decyzja, że to ja tego chcę a nie ona.
  7. No ale ona chce się dostosować Tylko to Ty musisz zdecydować i Ciebie się pyta o to jakie masz potrzeby w tym zakresie. Po prostu jej powiedz, że nie wiesz co się dalej podzieje ile jeszcze wyjdzie po drodze i umówcie się na terapię długoterminową.
  8. To prawda. To z czym przyszłam na terapię to było coś co mnie do niej zmusiło. Bo mogłam spróbować przepracować coś albo się zabić. Zabić się zawsze zdążę więc wybrałam na razie opcję dania sobie szansy. Ale tak naprawdę powinnam iść na tą terapię bardzo dawno temu, długo przed tym kiedy w ogóle wydarzyło się w moim życiu to co mnie do niej zmusiło.
  9. Ja w ogóle nie rozmawiałam z nią na temat długości terapii, ale początkowo sama miałam takie założenie, że idę na terapię przepracować konkretną sytuację (tą która odpaliła ptsd) i że zajmie mi to z pół roku. Pół roku to zajęło mi nakreślenie jej tego, z czym tak naprawdę przyszłam A potem okazało się, że mam w sobie wiele mechanizmów, które utrudniają mi przepracowanie tego, że dysocjuję i że robiłam to już w dzieciństwie, że żeby to ruszyć potrzebuję zaufać i czuć się bezpiecznie a to u mnie długi proces i dość chwiejny, więc teraz z tych swoich założeń sprzed terapii trochę heheszkuję bo były mocno naiwne
  10. Nie musisz się znać. Nie o to chodzi. Chodzi o to co czujesz, co myślisz, że będzie dla Ciebie najlepsze. Ja w swojej terapii przerabiałam wiele wariantów. 50 minutowe sesje raz w tygodniu, 90 minut raz w tygodniu, 2x w tygodniu po 50 minut, od jakiegoś czasu nagrywam każdą sesję, weszłyśmy w przedłużoną ekspozycję i potem ją zawiesiłyśmy, niedługo może spróbuję innego sposobu i o tym wszystkim finalnie decydowałam ja. W temacie jakiejś innej metody pracy z traumą, to nakreśliła mi pomysł, wytłumaczyła dlaczego to może mi pomóc, ale to ja muszę zdecydować i akurat w tym wypadku kompletnie tego nie czuję i powiedziałam jej dlaczego według mnie to się nie uda, nie czekałam aż się domyśli albo zdecyduje coś za mnie. Czasem ja mam jakiś pomysł na to co może być dla mnie korzystniejsze, czasem ona, ale decyzja zawsze należy do mnie. I zawsze rozmawiamy o tym co czuję, co myślę w związku z każdą zmianą. Też się nie znam Ale trochę rozumiem co czujesz, bo pamiętam jak na początku miałam poczucie, że te 50 minut jest dla mnie niewystarczające i trochę mi zajęło zaznaczenie tego samodzielnie. Czekałam na jej inicjatywę w tym zakresie, że sama to zauważy. Ale ona nie siedzi w mojej głowie i nie wie, dopóki jej czegoś nie powiem. Jedyna różnica jest taka, że ja nie umawiałam się na początku na żaden czas określony, jakąś ilość sesji.
  11. @ehempatia tu masz napisane mniej więcej co ma znaczenie w potraumatycznej adaptacji I tak, można być "nękanym" przez kilka traum na raz. Te nieprzepracowane nie znikają same.
  12. Co znaczy na wielu frontach? PTSD to częściej konsekwencja pojedynczego zdarzenia, natomiast od jakiegoś czasu funkcjonuje pojęcie Complex PTSD dotyczące osób, które doświadczały przewlekłej sytuacji stresowej i diagnoza PTSD nie oddawała w pełni obrazu klinicznego tych osób. Complex PTSD objawowo pokrywa się z PTSD w połączeniu z BPD lub z samym BPD. Około 70% osób z zaburzeniem osobowości borderline miało w swoim życiu sytuacje urazowe. Tak czy owak zachęcam do wizyty u specjalisty, bo tylko tam można znaleźć konkretną pomoc.
  13. To nie jest prawdą. W certyfikacji p-b terapia własna jest wymogiem.
  14. Bardzo mi przykro. Tak jest, że rocznice nasilają wszystkie objawy związane z żałobą. Niedawno taką rocznicę przerabiałam, pierwszą. To był bardzo trudny czas i dużo o tym rozmawiałam na sesjach. Mam podobny stosunek do psychodynamicznej. Nigdy bym się w czymś takim nie odnalazła. Też wolę aktywniejszego terapeutę. Pracuję z terapeutką poznawczo-behawioralną, ale w terapii schematów. Dość często grzebiemy w czymś z dalekiej przeszłości, ale w dość aktywny sposób w sensie ćwiczeń itd. Tak piszecie tu o kasie, to sobie policzyłam że u mnie już ze 20 kółek poszło. Tylko, że ja nie żałuję żadnej wydanej złotówki. Bez tej terapii już dawno pływałabym w Wiśle. Mimo, że czasem kręcę się w kółko czy nawet cofam, to jednak potrafię zauważyć zmiany. Jedyne co mnie drażni to tegoroczne pandemiczne zawirowania. Przez to straciłam trochę poczucia stabilności.
  15. Nie wiem jak u Ciebie, ale dla mnie ta możliwość wiąże się z dużym poczuciem bezpieczeństwa i dla mnie to musi być w jakiś sposób stabilne, żebym ruszała największy syf. Ostatnio miałam trochę zawirowań w terapii i o tym ostatnio rozmawiałam. Że przez to czuję, że ta stabilność mi gdzieś ucieka, że w temacie PTSD się cofam. W ogóle było we mnie ostatnio trochę złości na nią, ale też nie wycofałam się jak zawsze tylko o tym wszystkim porozmawiałyśmy. To jest coś innego i sama nie wiem dokąd mnie to zaprowadzi, ale wszystko inne już w życiu przerabiałam. Nie mówiła wprost o przeniesieniu, ale rozmawiałyśmy o tym, że to że ktoś na coś się ze mną umawia i zawodzi, bardzo dobrze znam i z reguły wiązało się to z jakimś oszukiwaniem mnie. Dlatego teraz trochę tak to czuję, mimo że teraz bywa że ktoś mnie zawodzi z przyczyn losowych. Ja byłam najpierw na terapii grupowej, a teraz kontynuuję indywidualnie. Myślę, że terapia grupowa byłaby dla mnie w jakiś sposób wartościowa gdybym odwróciła tą kolejność. W sensie przerobienia iluś tam rzeczy na indywidualnej i sprawdzenia potem w grupie, w bezpiecznych warunkach, czy coś się zmieniło.
×