Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Feroce

Cześć. Nic nie czuję. Chcę z kimś porozmawiać

Rekomendowane odpowiedzi

Być może potrzebuję po prostu z kimś pobyć. Nie umiem znieść tej pustki która mną zawładnęła

Piszę z jakąś nadzieją ale sama nie wiem na co

Jestem z Wrocławia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć

Do Wrocławia mam daleko, jedyne co mogę Ci dać, to świadomość, że ktoś tu czyta to co piszesz i chętnie odpisze jak tylko będzie online :)

 

Od dawna masz uczucie tej pustki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od kiedy zaczęłam psychoterapię (1,5 roku temu) pojawia się systematycznie. Chociaż jak czasami o tym myślę wydaje mi się, że całe życie gdzieś tam była tylko jej nie dostrzegałam tak wyraźnie

Znasz to? Masz czasem poczucie, że nic ani nikt nie jest w stanie zmienić tego, że czujesz się teraz jak warzywo i nie masz pojęcia co innego zrobić niż czekanie aż to przejdzie?

 

Dziękuję, że odpisałaś

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj:}

Myślę, że wiem co masz na myśli sam od wczoraj chyba czuję się podobnie:/

Chociaż z 2 strony mam nadzieje, że gdzieś jest ktoś kto dałby radę to zmienić. Tylko nie wiem czy jest sens czekać na to aż kogoś takiego się pozna:/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie na innym forum, przed chwilą, w przypływie swojej radosnej twórczości lepiej opisałam swoje samopoczucie:

 

Chciałabym żeby ktoś to ode mnie zabrał, bo to co czuję jest nie do zniesienia. Nawet nie da się tego dokładnie opisać. Trochę jakby coś odeszło i pozostawiło po sobie niemożliwie wielką dziurę w moim mózgu a ja nadal oddycham choć nie powinnam. Zawsze to czułam, ale teraz to wypływa na wierzch. Racjonalnie wiem, że w terapii przepracowuje się pewne uczucia i że te stany pojawiają się teraz po to, żeby kiedyś zniknąć. Ale świadomość nie jest w stanie pokonać tego beznadziejnego uczucia, tej czarnej dziury.. leżę i patrzę w sufit.. desperacko myślę co mogłabym zrobić, po czym zaniechuję tę myśl, bo przecież cokolwiek nie zrobię będę czuła się tak samo

Mam wrażenie, że jakbym była świadkiem zabójstwa to nie zrobiłoby to na mnie większego wrażenia, a jak ktoś chciałby zabić mnie to nie miałabym nawet siły walczyć

A najgorsze jest to, że na to nie ma ani rady.. ani leku.. ani NIC nie da się z tym zrobić

 

Chociaż nie.. gorsze są chwile takie jak teraz.. kiedy siedzę na skraju łóżka bez żadnego wyrazu twarzy, bez ŻADNEJ myśli przebiegającej przez umysł i w pewnym momencie dochodzi do mnie, że ta martwa w środku istota to JA, że moje serce bije a życie trwa i chwile które tracę nigdy nie powrócą

A ja nie potrafię zrobić nic oprócz gapienia się w ścianę.

 

 

Jeśli ktoś też to czuje - wiedz, że NIE JESTEŚ jedyny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmm ja mam troszeczkę inaczej, bo kiedy mam taki dzień to często mam do tego natłoki myśli. Niestety głupich myśli. Jednak często kończy się to tak jak napisałaś wyżej. Na końcu rezygnuję ze wszystkiego i brnę dalej w codzienność która wygląda tak, a nie inaczej. Niestety wiem też, że nie robiąc nic pogarszam swoją sytuacje. Tylko kiedy są lepsze dni to nie czuje potrzeby zmian.

W sumie kolejny raz czytając co napisałaś to mam praktycznie tak samo jedynie dochodzą te myśli, a może też tak masz :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też nic nie czuje ale to dobrze bo przecież emocje są źródłem cierpienia, złe emocje = cierpienie. Chyba, że chodzi Ci o taką apatie, anhedonie, pustke, bezsens taki to często jest biohemia mózgu, a wiem to po tym bo wiem w jaki sposób leki działają na nastrój ale leki pomagają na takie stany tylko trzeba dobrze dobrać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam troszkę inaczej, bo ja zamiast pustki mam swoje lęki. Ale wydaje mi się, że rozumiem. Większość z nas ma tutaj takie swoje "coś" czego chce się pozbyć. Ty pustkę - ja lęk. Czasem myślę, że mogłabym oddać kilka lat życia za kilka chwil bez tego "czegoś". Wydaje mi się, że nie pamiętam już jak było bez tego i nie potrafię sobie wyobrazić jak mogłoby być, gdyby to zniknęło. Tak jakby znała już tylko ten stan.

 

Nie powiem Ci jak się tego pozbyć, sama bym chciała wiedzieć... jedyne co mogę podpowiedzieć to żeby w takich chwilach próbować nie ufać sobie (swojemu zaburzonemu postrzeganiu) tylko innym, którzy potrafią obiektywnie spojrzeć na sprawę i powiedzieć, że to może kiedyś minąć, że możemy przez to po prostu przejść, że to nie musi trwać już zawsze.

 

Najgłupszym paradoksem tego wszystkiego jest to, że potrafię to powiedzieć tobie i wierzę w to w twoim kontekście, ale samej sobie nie umiem. Pozostaje nam mówić sobie to nawzajem i nawzajem uwierzyć :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć!

Ja od 9 miesiący czuje ta ,,pustkę " a od 1,5 miesiąca chodzę na terapie. To uczucie miesza się z natłokiem myśli, niezbyt przyjemnych. Tez czuje się jakbym tylko wegetowała i gdyby w moim życiu stało się coś tragicznego to myśle, ze nie zrobiło by to na mnie najmniejszego wrażenia :/ To jednak trochę podbudowuje, ze trochę nas z takim stanem jest i możemy porozmawiać o tym i się zrozumiemy :) Bo większość nie ma pojęcia co przeżywamy i ,,weź się w garść " czy ,, przesadzasz " nie za bardzo pomaga w takiej sytuacji :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja słyszę to ciągle od ludzi...

Dziś jedna Pani doktor uznała, że mogło się to skończyć źle bo wstrząs nie był słaby i leki średnio pomogły. Po godzinie byłem na kontroli u 2giej Pani doktor i uznała, że z wysypka mam przyjść kiedy indziej. Mimo, że tętno miałem 150 i cisnienie 160/110. Ledwo oddychałem i miałem zawroty głowy, a twarz cała sina w wybroczynach do tego spuchniety jak bania, ale co tam z wysypka to jutro... Po czym pielegniarka która to słyszała wychodząc powiedziała, że jakby coś do szpitala na sor bo tutaj jak widać nic więcej nie poradzą... Niestety ludzie tacy są i mimo tego, że nawet jeśli sami coś przeszli to to zapominają i po czasie nie potrafią zrozumieć innych.

Ja może i spanikowałem, ale skoro dostałem 2 zastrzyki z bardzo mocnymi lekami i dostałem prednizon na kilka dni w nie małych dawkach to chyba to mi się nie wydawało ani nie przesadzam... Czasami już sam nie wiem czy to tylko moja fanaberia i nie ma czym się przejmować czy to serio coś poważnego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witaj Feroce! Napisałaś o pustce. Jaką masz diagnozę? W jakim nurcie jest Twoja terapia?

 

Chodzę na terapię psychodynamiczną od prawie dwóch lat. Jaką mam diagnozę? Z tego co wiem na pewno są to zaburzenia depresyjne, osobowość depresyjna i bardzo niska samoocena.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Hmmm ja mam troszeczkę inaczej, bo kiedy mam taki dzień to często mam do tego natłoki myśli. Niestety głupich myśli. Jednak często kończy się to tak jak napisałaś wyżej. Na końcu rezygnuję ze wszystkiego i brnę dalej w codzienność która wygląda tak, a nie inaczej. Niestety wiem też, że nie robiąc nic pogarszam swoją sytuacje. Tylko kiedy są lepsze dni to nie czuje potrzeby zmian.

W sumie kolejny raz czytając co napisałaś to mam praktycznie tak samo jedynie dochodzą te myśli, a może też tak masz :P

 

Teraz, jak przeczytałam Twoją odpowiedź, rzeczywiście, we mnie też się coś pojawia.

U mnie są to po prostu obrazy. Tego, że rzucam studia, że przestaję walczyć i wychodzić z domu, jak wszyscy są mną zawiedzieni itd itp..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja mam troszkę inaczej, bo ja zamiast pustki mam swoje lęki. Ale wydaje mi się, że rozumiem. Większość z nas ma tutaj takie swoje "coś" czego chce się pozbyć. Ty pustkę - ja lęk. Czasem myślę, że mogłabym oddać kilka lat życia za kilka chwil bez tego "czegoś". Wydaje mi się, że nie pamiętam już jak było bez tego i nie potrafię sobie wyobrazić jak mogłoby być, gdyby to zniknęło. Tak jakby znała już tylko ten stan.

 

Nie powiem Ci jak się tego pozbyć, sama bym chciała wiedzieć... jedyne co mogę podpowiedzieć to żeby w takich chwilach próbować nie ufać sobie (swojemu zaburzonemu postrzeganiu) tylko innym, którzy potrafią obiektywnie spojrzeć na sprawę i powiedzieć, że to może kiedyś minąć, że możemy przez to po prostu przejść, że to nie musi trwać już zawsze.

 

Najgłupszym paradoksem tego wszystkiego jest to, że potrafię to powiedzieć tobie i wierzę w to w twoim kontekście, ale samej sobie nie umiem. Pozostaje nam mówić sobie to nawzajem i nawzajem uwierzyć :)

 

Właśnie doszło do mnie, że ja też mam podczas tej pustki lęki.. ciężko było mi to ogarnąć, bo nie czuję wtedy, że się boję, że coś się stanie, tylko, że to już się dzieje. Te obrazy, które mam w głowie są wtedy dla mnie po prostu nieuniknioną rzeczywistością i mam nieodparte wrażenie, że nic nie dam rady z tym zrobić. Do tego towarzyszy temu właśnie ta apatia, poczucie ogromnej pustki we mnie, jakby nie było mnie, tylko jakaś pusta skorupa, a ja widzę świat nie jako ja, tylko jakbym oglądała film.. ciężko to opisać.

 

Wiem, że tak powinnam zrobić :) i na pewno jest to jedyna dobra rada.. ale kiedy ogarnia mnie to uczucie bezsensu, bezsilności.. to po prostu nie potrafię uwierzyć czemukolwiek innemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cześć!

Ja od 9 miesiący czuje ta ,,pustkę " a od 1,5 miesiąca chodzę na terapie. To uczucie miesza się z natłokiem myśli, niezbyt przyjemnych. Tez czuje się jakbym tylko wegetowała i gdyby w moim życiu stało się coś tragicznego to myśle, ze nie zrobiło by to na mnie najmniejszego wrażenia :/ To jednak trochę podbudowuje, ze trochę nas z takim stanem jest i możemy porozmawiać o tym i się zrozumiemy :) Bo większość nie ma pojęcia co przeżywamy i ,,weź się w garść " czy ,, przesadzasz " nie za bardzo pomaga w takiej sytuacji :)

 

Cześć :)

Na jaką terapię się zapisałaś? Wegetacja.. tak, to dobre słowo.

Niby ta świadość podbudowuje.. mnie chyba bardziej w ten sposób, że myślę "ok, może nie jestem jednak aż tak zaburzona jak myślałam skoro inni też tak mają" :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, jak przeczytałam Twoją odpowiedź, rzeczywiście, we mnie też się coś pojawia.

U mnie są to po prostu obrazy. Tego, że rzucam studia, że przestaję walczyć i wychodzić z domu, jak wszyscy są mną zawiedzieni itd itp..

Ja rzuciłem studia już jakiś czas temu... Czasami są to nawet gorsze myśli, najgorzej jest kiedy pogarsza się fizyczny stan zdrowia.

Co do reszty to mam idealnie to samo czasami jest tych myśli więcej, a czasami mniej.

Widziałem też wiadomości o lękach i myślę, że to też częsta sprawa w takich chwilach. Sam nie wiem co można nazwać lękami, ale chyba strach przed jutrem do tego należy. Najczęściej boję się pogorszenia stanu zdrowia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, jak przeczytałam Twoją odpowiedź, rzeczywiście, we mnie też się coś pojawia.

U mnie są to po prostu obrazy. Tego, że rzucam studia, że przestaję walczyć i wychodzić z domu, jak wszyscy są mną zawiedzieni itd itp..

Ja rzuciłem studia już jakiś czas temu... Czasami są to nawet gorsze myśli, najgorzej jest kiedy pogarsza się fizyczny stan zdrowia.

Co do reszty to mam idealnie to samo czasami jest tych myśli więcej, a czasami mniej.

Widziałem też wiadomości o lękach i myślę, że to też częsta sprawa w takich chwilach. Sam nie wiem co można nazwać lękami, ale chyba strach przed jutrem do tego należy. Najczęściej boję się pogorszenia stanu zdrowia...

 

Gdybym rzuciła studia to chyba bym się z tego nie podniosła. Dlatego tak się boję momentów kiedy świadomie robię coś żeby je spieprzyć... najczęściej od nich uciekam i nie wypełniam swoich obowiązkowe tak jak powinnam i moge. Nie wiem jak to jest kiedy stan zdrowia jakoś drastycznie się pogarsza. Mam typowe objawy psychosomatyczne, które codziennie zatruwają mi życie, ale nic poza tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ważne jest mieć jakiś cel i myślę, że studia to idealna sprawa. Ja niestety poddałem się już jakiś czas temu i czasami tylko mam chęć z tym walczyć, ale wtedy przychodzi kolejna choroba i znów wszystko wraca do "normalności" i życia z dnia na dzień. Myślę, że w tych gorszych chwilach bardzo duży wpływ ma na nas otoczenie oraz to czy ktoś jest w stanie nas wtedy wspierać. Chociaż to też nie wszystko bo musimy sami chcieć i stawiać sobie jakieś cele:}

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Feroce, Witaj.. Piszesz o swoich przeżyciach wewnętrznych, pustce..o studiach ..A jak wygląda twoje życie "zewnętrzne"? Masz przyjaciół ? kolegów, koleżanki ? znajomych? chłopaka? Jakie masz relacje z nimi? A twoi rodzice? jak Ci się z nimi układa? A jak się czujesz w grupie? chodzisz na imprezy, dyskoteki ? jak się czujesz na wykładach? Mieszkasz w akademiku, czy na stancji sama?

 

A jak ogólnie twoje życie? jakie miałaś dzieciństwo? szczęśliwe, nieszczęśliwe? przeżyłaś może w życiu jakieś traumy? ktoś Ci umarł? a może któreś z rodziców nadużywało alkoholu, leków? a może jakieś problemy mieli, nerwica, depresja, stany lękowe? A studia, na których jesteś, to twój wybór ? interesuje Cię to co studiujesz?

 

Skoro uczestniczysz w psychoterapii psychodynamicznej (też zaliczyłem) to pewnie coś nie coś dowiedziałaś się o tym, dlaczego przeżywasz takie stany, jakie przeżywasz? skąd takie samopoczucie?..

 

Wypowiadasz się w swoich postach bardzo kategorycznie na temat swojej przyszłości, że nic się absolutnie nie zmieni, że będzie tak jak jest, albo gorzej, a tak naprawdę nie wiesz, co będzie za tydzień, dwa, miesiąc , rok, 5 lat (?) Nie jesteś przecież "wróżką" mającą zdolność przepowiadania przyszłości..tym bardziej, że uczestniczysz w terapii..Opierasz swoje przekonania na negatywnych emocjach i "czujesz" że tak będzie, a to jest tzw błąd myślowy, poznawczy, który popełńia wiele osób, bo to, że się coś silnie czuje wewnętrznie nie jest żadnym dowodem na to, ze tak się w przyszłości stanie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Feroce, Witaj.. Piszesz o swoich przeżyciach wewnętrznych, pustce..o studiach ..A jak wygląda twoje życie "zewnętrzne"? Masz przyjaciół ? kolegów, koleżanki ? znajomych? chłopaka? Jakie masz relacje z nimi? A twoi rodzice? jak Ci się z nimi układa? A jak się czujesz w grupie? chodzisz na imprezy, dyskoteki ? jak się czujesz na wykładach? Mieszkasz w akademiku, czy na stancji sama?

 

A jak ogólnie twoje życie? jakie miałaś dzieciństwo? szczęśliwe, nieszczęśliwe? przeżyłaś może w życiu jakieś traumy? ktoś Ci umarł? a może któreś z rodziców nadużywało alkoholu, leków? a może jakieś problemy mieli, nerwica, depresja, stany lękowe? A studia, na których jesteś, to twój wybór ? interesuje Cię to co studiujesz?

 

Skoro uczestniczysz w psychoterapii psychodynamicznej (też zaliczyłem) to pewnie coś nie coś dowiedziałaś się o tym, dlaczego przeżywasz takie stany, jakie przeżywasz? skąd takie samopoczucie?..

 

Wypowiadasz się w swoich postach bardzo kategorycznie na temat swojej przyszłości, że nic się absolutnie nie zmieni, że będzie tak jak jest, albo gorzej, a tak naprawdę nie wiesz, co będzie za tydzień, dwa, miesiąc , rok, 5 lat (?) Nie jesteś przecież "wróżką" mającą zdolność przepowiadania przyszłości..tym bardziej, że uczestniczysz w terapii..Opierasz swoje przekonania na negatywnych emocjach i "czujesz" że tak będzie, a to jest tzw błąd myślowy, poznawczy, który popełńia wiele osób, bo to, że się coś silnie czuje wewnętrznie nie jest żadnym dowodem na to, ze tak się w przyszłości stanie..

 

Może lepiej odpowiem na tą wiadomość prywatnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Feroce, Witaj.. Piszesz o swoich przeżyciach wewnętrznych, pustce..o studiach ..A jak wygląda twoje życie "zewnętrzne"? Masz przyjaciół ? kolegów, koleżanki ? znajomych? chłopaka? Jakie masz relacje z nimi? A twoi rodzice? jak Ci się z nimi układa? A jak się czujesz w grupie? chodzisz na imprezy, dyskoteki ? jak się czujesz na wykładach? Mieszkasz w akademiku, czy na stancji sama?

 

A jak ogólnie twoje życie? jakie miałaś dzieciństwo? szczęśliwe, nieszczęśliwe? przeżyłaś może w życiu jakieś traumy? ktoś Ci umarł? a może któreś z rodziców nadużywało alkoholu, leków? a może jakieś problemy mieli, nerwica, depresja, stany lękowe? A studia, na których jesteś, to twój wybór ? interesuje Cię to co studiujesz?

 

Skoro uczestniczysz w psychoterapii psychodynamicznej (też zaliczyłem) to pewnie coś nie coś dowiedziałaś się o tym, dlaczego przeżywasz takie stany, jakie przeżywasz? skąd takie samopoczucie?..

 

Wypowiadasz się w swoich postach bardzo kategorycznie na temat swojej przyszłości, że nic się absolutnie nie zmieni, że będzie tak jak jest, albo gorzej, a tak naprawdę nie wiesz, co będzie za tydzień, dwa, miesiąc , rok, 5 lat (?) Nie jesteś przecież "wróżką" mającą zdolność przepowiadania przyszłości..tym bardziej, że uczestniczysz w terapii..Opierasz swoje przekonania na negatywnych emocjach i "czujesz" że tak będzie, a to jest tzw błąd myślowy, poznawczy, który popełńia wiele osób, bo to, że się coś silnie czuje wewnętrznie nie jest żadnym dowodem na to, ze tak się w przyszłości stanie..

 

Może lepiej odpowiem na tą wiadomość prywatnie.

 

Ok, napisz :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Cześć!

Ja od 9 miesiący czuje ta ,,pustkę " a od 1,5 miesiąca chodzę na terapie. To uczucie miesza się z natłokiem myśli, niezbyt przyjemnych. Tez czuje się jakbym tylko wegetowała i gdyby w moim życiu stało się coś tragicznego to myśle, ze nie zrobiło by to na mnie najmniejszego wrażenia :/ To jednak trochę podbudowuje, ze trochę nas z takim stanem jest i możemy porozmawiać o tym i się zrozumiemy :) Bo większość nie ma pojęcia co przeżywamy i ,,weź się w garść " czy ,, przesadzasz " nie za bardzo pomaga w takiej sytuacji :)

 

Cześć :)

Na jaką terapię się zapisałaś? Wegetacja.. tak, to dobre słowo.

Niby ta świadość podbudowuje.. mnie chyba bardziej w ten sposób, że myślę "ok, może nie jestem jednak aż tak zaburzona jak myślałam skoro inni też tak mają" :P

Z tego co wiem to moja terapia jest poznawczo- behawioralna. Mam prace domowe, taka tabelkę w której zapisuje sytuacje i emocja jakie mi w tym czasie towarzyszyły. Tak, to jest trochę podbudowywujace lecz w większości czasu masz wrażenie, ze jesteśmy z tym wszystkim sami i ciężko będzie uwolnić się od tych myśli :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×