Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
michal_78

Jak zaakceptowac upływ czasu ?

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć. Dziś kończę 39 lat. Nie tylko kobiety mają problem z kolejnymi urodzinami. Ja go również mam i z biegiem czasu staje się on większy. Czterdziestkę zawsze postrzegałem jako swoista granicę kończącą definitywnie młodość. Moja sytauacja osobista i to co dotknęło mnie w ciągu ostatnich lat potęguje jedynie przeświadczenie o przemijaniu. 2 lata temu zmarł mój tato, bardzo niespodziewanie (błąd chirurgów podczas banalnej operacji na kamice woreczka żółciowego, poza tym był w 100% zdrów), cios był wielki i jeszcze się po tym nie pozbierałem. Tymczasem moja mam od 4 lat walczy z nowotworem, od pół roku nie wstaje z łóżka, trudno zachować optymizm, nadziei mam z dnia na dzień co raz mniej patrząc na nią. Nie wiem czy mam zachowywać jeszcze owa nadzieję czy raczej szykować się na najgorsze. Ktoś mógłby powiedzieć że w takiej sytuacji nienormalnym jest łapać doła z powodu 39 urodzin (skoro problemy sa o tyle poważniejsze. A jednak... Mój wiek jest dla mnie problemem i źródłem kompleksów. Zawodowo jest ok, mam własną działalność która dobrze mi idzie i jest opłacalna, dzięki zaradności rodziców mam też zabezpieczenia na wypadek gdyby przestała taką być. Nie jest też na tyle pracochłonna by utrudniać mi opiekę nad mamą, a musze być do jej dyspozycji niemal cały czas. Obecnie swoje życie podporządkowałem całkowicie opiece nad nią. Nie ożeniłem się, mam dziewczynę. Nie mogę jednak powiedzieć aby fakt niezałożenia rodziny działał na mnie dołująco. Jakoś nigdy nie miałem na to parcia, nie towarzyszyły mi myśli że w przyszłości może być z tym trudniej itp. Może dlatego że, szczerze powiem, nie widzę się kompletnie w roli ojca, męża owszem, ojca nie. Ale jeśli chodzi o małżeństwo tutaj również, mimo wieku, nie mogę powiedzieć abym czuł że jest to czas w którym chciałbym się na to zdecydować, nawet gdyby moja mama byłą w 100% zdrowa raczej bym tego nie czuł. Zawsze chciałem żeby życie było trochę jak na filmie, żeby wypełniały je podróże itp. O założeniu rodziny w typowym ujęciu tego słowa nigdy nie marzyłem, podobno to dziwne w przypadku osoby z "udanej rodziny" (rodzice byli bardzo dobrym małżeństwem, bardzo się kochali). Wiem że to co napisałem nie każdemu się spodoba, bo wiele osób marzy o stabilizacji. Ja marze raczej o zyskaniu przekonania że jeszcze dużo przede mną i że jeszcze moge powiedzieć o sobie że jestem "młody". Chociaż wiem że to ostatnie to nieprawda, za 11 lat będę miał pięćdziesiątkę. Nie choruję na nic poważnego ale od pewnego czasu kręgosłup nocami dokucza zwłaszcza po siłowni, a dwa kamyki w woreczku żółciowym niechybnie oznaczają wcześniej czy później zabieg, który chociaż uchodzi za banał odebrał życie mojemu tacie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
najlepiej spójrz na TEGO, który jest źródłem wszelkiego życia, pokonał śmierć i zniszczy ją w przyszłości - http://mieczducha888.blogspot.com/2014/09/jezus-stworca-zycia-informacja-w-dna.html

 

, nasze życie to chwilka, jesteśmy istotami duchowymi więc tylko w obietnicy wieczności w Wiecznym BOGU - źródle miłości i wszelkiego dobra - jedynie sens, ukojenie, nadzieja .... " Jezus jej odpowiedział: Twój brat zmartwychwstanie. 24 Marta mu powiedziała: Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym. 25 I powiedział do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, będzie żył. " - Ewangelia JANA 11:24-25

Pieprzenie w bambus.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdaje mi się że każdy człowiek powyżej 25 roku życia zaczyna odczuwać "starzenie" i myśli że "kiedyś to był młody".Podejrzewam że za to 11 lat gdy będziesz miał 50 lat,będziesz myślał że mając to 40 to jeszcze byłeś młodziutki i wszystko było dobrze.

Śmierć jest przerażająca,choć pewnie brzmi to dziwnie z ust osoby po próbie samobójczej,to jednak mnie wciąż przeraża.Nie ma chyba odpowiedzi na to pytanie.Jeśli jest Bóg to zobaczymy się wszyscy po śmierci,jeśli nie...no to na pewno nie będziemy cierpieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Do 30 rż człowiek rzadko myśli o przemijaniu, bo ma rolę prokreacyjną, która chroni go przed takim rzeczami. Potem leci z górki. Wszystko zależy w jakim tempie ulegasz degradacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Główna metoda to religijna.

W stylu, Bóg jest nieskończony i nieśmiertelny. No i ciche oczekiwanie, że nie stworzyłby świata, w którym końcem jest kostnica.

 

Inna to na bohatera.

Świat jest bez sensu, każdy umrze, Bóg to wymysł. ALE. Ja i tak będę żył i nie popełnię samobójstwa.

 

Można na ignorancję.

Po co się martwić, lepiej włączę sobie TV.

 

Na Horacego, czyli nieśmiertelność poprzez sztukę.

 

A moja to taka, że to nie ja wymyślałem życie, nie ja wymyślałem śmierć. Więc to poza moimi kompetencjami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

dawno nie grałem, nie wiem co jest na topie, ale pamiętam jaką furorę kiedyś zrobiło diablo I , przełom.

jak możliwe, że aż tak wciągało? chodziło oczywiście o rozwijanie postaci i mimo dość liniowej rozgrywki ludzie zarywali całe noce aby zdobyć troche lepszą tarczę czy podnieść sobie zręczność. wyobraźcie sobie jednak, że w pewnym momencie co byście nie robili to wasz warrior zaczyna chodzić troszkę wolniej, mieczem trafiać coraz słabiej itd. no przecież płyta z grą momentalnie poleciałaby za okno. dlaczego? no właśnie dlatego, że gra skupia się na postaci.

 

z życiem wielu ludzi, zwłaszcza w naszej kulturze sukcesu i rozwoju osobistego jest podobnie, bardzo mocno skupieni są na swojej postaci, dlatego do tych 25-30lat (zazwyczaj) kiedy ten rozwój przychodzi naturalnie, ma się jeszcze tę naiwność i nie myśli o przemijaniu - ono jest tam gdzieś daleko, abstrakcyjne takie.

 

słowem klucz jest tutaj tożsamość - kulturysta utożsamiający się z własnymi mięśniami może źle się poczuć jak odkryje, że teraz może już tylko utrzymywać ich formę, a za chwilę jedynie spowalniać jej spadek, jeśli nie zmieni swojej tożsamości na taką w której może się dalej rozwijać (np. trener, właściciel siłowni) melancholijny nastrój może się utrzymać.

 

ktoś kto osiągnął bardzo szybko oszałamiający sukces np. jakaś gwiazda to również szybciej niż inni może mieć poczucie osobistego rozpadu, bo już nic większego go nie czeka, jego zenit nie jest z przodu tylko z tyłu. moim zdaniem właśnie Pudzian wiedząc, że już w strongmanach osiągnął co mógł rzucił się na ksw (niektórzy twierdzą kasa) ja myślę, że nie nie tylko - dodatkowo nie chciał raczej zostawić swojej postaci na linii pochyłej w dół.

 

 

i teraz - przechodząc do spraw mniej oczywistych - jakie ludzie znajdują na to jeszcze mocniejsze remedium niż tylko zmiana dyscypliny rozwoju postaci (bo i tu możliwości mogą się szybko skończyć)?

 

tak jak pisałem kluczem jest tożsamość, lepiej znoszą przemijanie ci których tożsamość nie jest wyizolowana, zjednoczona z tym co nie wydaje się przemijać np. czujący się integralną częścią dobrze ułożonej lokalnej społeczności, daną kulturą, ideologią, drużyną sportową, działalnością charytatywną czyli czymś co przekracza ich osobę i ich osobiste przemijanie. jeżeli to coś - co jest większe od nich - też przemija na ich oczach np. jeżeli ktoś utożsamia się z własnym rodem, ale ród ten wygasa (nie ma następców tronu na horyzoncie) ten również poczuje oddech nicości na swych plecach.

 

 

są też tacy (mniejsza grupa) co idą zupełnie na całość - oglądałem program dokumentalny o buddystach ostatnio, prowadząca powiedziała: wszystko płynie, stawiając temu opór powiększa się cierpienie. wydaje mi się, że buddyści dążą do rozpuszczenia własnej osobistej tożsamości (poprzez głębokie uświadomienie sobie jej względności i iluzoryczności) po to by oddzielić granice (również iluzoryczną) między osobistym ja, a całym tym wszechświatem, przepływem i jego wewnętrzną logiką która łączy wszystko ze wszystkim.

 

 

podobne podejście, zdaje się przejawiał Einstein, który do takiej wizji doszedł z kolei naukowo (jak znajde cytat to wkleję).

w ogóle to wielu naukowców jest podbudowanych zachwytem nad wszechświatem, w którym czują oparcie (tzn. w harmonii wszystko przekształcających praw, a nie w syfie pojawiającym się po włączeniu serwisu informacyjnego).

 

 

zdobywanie wiedzy o rzeczywistości może też stanowić kompromis między rozwojem osobistym (który może trwać do późnej starości), a rozpuszczaniem własnej osoby w tejże rzeczywistości - Źródle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

o znalazłem ten cytat:

 

"Istota ludzka jest częścią całości, którą nazywamy wszechświatem, częścią ograniczoną przez czas i przestrzeń.

Człowiek doświadcza samego siebie - swoich myśli i uczuć - jako czegoś oddzielonego od reszty zjawisk. Jest to rodzaj iluzji świadomości - złudzenie to jest dla nas pewnego rodzaju więzieniem, ograniczającym nas do osobistych pragnień i "przypisującym" nas do kilku najbliższych osób. Musimy wyzwolić się z tego więzienia, rozszerzając krąg naszego współczucia tak, by objął wszystkie żyjące istoty i całą naturę w jej pięknie. " - Albert Einstein

 

ze współczesnych naukowców to zachwytem do świata próbuje nas zarazić np. Frank Wilczek. polecam jego książkę "Piękne pytanie. Odkrywanie głębokiej struktury świata".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

no dobra sam sie zripostuje zeby was uprzedzić, bo już was aj! już was rączki świerzbiły aby mi przygadać :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mysle ze nie nalezy zastanawiac sie nad rzeczami na ktore nie mamy wplywu.

Nawet za bardzo nie wiadomo co to jest czas, a co dopiero coś wiecej.

 

Subiektywne odczucie marnowana czasu - na tym polu mozesz podzialac.

Przypomnij sobie co robiles dokladnie 12 dni temu.... ciezko nie?

No bo to tak dawna.... pomyslisz.

To teraz zastanow sie jak sie czules gdy wsiadles na rower, jako dzieciak, jak ogarnoles jezde bez dodatkowych kolek.

Albo dzien pogrzebu Twojego ojca...

 

Nie daty sie licza, - to tylko liczby,

w zyciu licza sie emocje.

Najbardziej pamietamy te skrajne emocje,

ale ogolne wiekszosc rzeczy ktora jest przechowywana w naszej dlugotrawej pamieci,

to wlasnie emocje i zwiazane z nimi konkretne wydarzenia.

 

Mysle, ze najlepszym sposobem na przezycie tego jedynego życia,

jest zapewnienie sobie jak najwiecej przezyc, emocji,

najlepiej na codzien, nie od swieta.

 

Inaczej patrzymy w przeszlosc, gdy wiemy, ze zrobilismy, wszystko,

zeby przezyc to zycie, tak jakbysmy chcieli,

a inaczej gdy caly miesiac zlewa sie w jeden dzien.

 

Każdy z nas ma tylko 24h,

to jak to wykorzystamy zależy tylko od nas.

 

Niektórzy żyja tak jakby mieli żyć wiecznie,

odkładaja wszystko na lepsze czasy...

Bardzo pewnym siebie, albo może głupim trzeba być,

żeby odkładac wszystko co dla nas wazne na pozniej,

bo tak na prawde nie wiadomo co przyniesie jutro.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Napisano (edytowane)

no wejde tu troche w polemike z powyższym wpisem, tzn. owszem warto robić to co ważne, zróżnicować sobie zajęcia słuszna uwaga, ale chyba nie z taką wewnętrzną presją, że "Każdy z nas ma tylko 24h, to jak to wykorzystamy zależy tylko od nas."...

bo wtedy trudno się z wieloma sprawami pogodzić a jakieś błędy i marnotrawienie szans, okazji zawsze się znajdzie, wiele wpisów na forum świadczy o tym, że ktoś czegoś żałuje, że na coś już dla niego za późno, że bilans życiowy się nie zgadza itp.

nie powiedziałbym im, ba nie okłamałbym ich, że to tylko ich wina ponieważ nie są na tyle wyizolowanymi jednostkami aby byli do tego w ogóle zdolni, a że nie są to podpowiada mi sam chłopski rozum oraz - i moge znaleźć od ręki również współczesnych naukowców - powiedział to też wyżej zacytowany Einstein.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie o tym pisze,

Każdy ma 24h,

to co bylo już nie wroci, mozna spedzic cale zycie rozpamietujac, tylko po co?

Jutro dojdzie jeden dzien wiecej do tego "jest juz za pozno".

 

Każdy może wykorzystać ten czas jak chce,

no właśnie jak chce - zawyczaj oznacza że niestety nie za bardzo mu sie chce wykorzytać go tak,

jakby chciał.

 

Dla mnie dzien bezproduktywny to dzien stracony,

nie lubie wszystkich swiat, wolnego,

bo niestety zazwyczaj mam wtedy problem z motywacja,

tylko sie je, pije, odpoczywa.... wegetuje.

 

Myśle, ze presja jest wtedy, gdy juz blizej jak dalej,

i ze nie tak to wszystko mialo wygladac,

niestety ale zazwyczaj wtedy ta presja jest juz tak duza,

ze paralizuje i pozostaje pogodzic sie z tym.

 

Gdyby okazalo sie ze zostal CI rok zycia,

co bys zmienil, zakladajc ze przez ten rok mialbys dalej sile, energie do dzialania?

Mysle ze duzo.

Czy na prawde trzeba czekac na tak drastyczne wydarzenia,

zeby cos zmienic?

 

Jezeli ktos uwaza ze w zyciu najwazniejsze sa pieniadze, to co robi?

Dwoi sie i troi kombinujac jak je zdobyc.

A jezeli ktos uwaza ze w zyciu licza sie tylko chwile?

Co robi? A co na logike powinien?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

damn bro, ale mnie zakuło jak to przeczytałem, chyba pora wylogować się do życia :?

 

 

aczkolwiek nie wiem czy rozumiem dobrze logikę tego zdania:

 

Każdy może wykorzystać ten czas jak chce,

no właśnie jak chce - zawyczaj oznacza że niestety nie za bardzo mu sie chce wykorzytać go tak,

jakby chciał.

 

jest pozornie sprzeczna (nie za bardzo mu sie chce jakby chciał), ale pewno zastosowałeś skrót myślowy i chodzilo o: nie za bardzo mu się chce jakby chciał chcieć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

superb,

 

i ze nie tak to wszystko mialo wygladac

 

tak już abstrahując od całej wypowiedzi to chyba często kwestia tego, że człowiek sobie wyobraża nie wiadomo co.

 

kiedyś byłem świadkiem dyskusji o sensie życia, jedna kobieta powiedziała, że dla niej sensem życia jest odkrywanie, że w go nie ma w każdej poszczególnej płaszczyźnie gdzie się go wcześniej dopatrywała, a był to kobieta szczęśliwie zamężna, mająca zdrowe dzieci, z sukcesami w pracy zawodowej.

 

jakieś przynajmniej ziarnko prawdy w jej wypowiedzi się zawiera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy jest inny, chciałby co innego.

 

Nie widze nic zlego w marzeniu o wielkich celach,

lepiej chciec wiecej jak mniej wedlug mnie.

Nie wszystko zawsze sie uda,

jednak lepiej zrealizowac 50% czegos wielkiego, na pierwszy rzut oka niemożliwego,

niż 75% celu który wydaje nam się, że jest naszym szczytem możliwości.

 

A to jak ktoś patrzy na świat,

jak go odbiera...

Każdy patrzy i widzi to co chce dostrzec.

 

Jeżeli na wszelką cenę chce się znaleźć coś negatywnego,

to się to zawsze znajdzie.

Na odwrót podobnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za wszystkie wypowiedzi, chociaż nie powiem żebyście mnie pocieszyli specjalnie. Z mamą jest bardzo źle, lekarze nie dają szans, ja ciągle mam nadzieję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mysle, ze nie o to chodzi, ze lizac sobie d*py i mowic co ktos sie spodziewa, zeby tylko bylo milo....

 

Najlepiej jak kazdy po zapoznaniu sie w opiniami wielu osob,

ich innych spojrzeniem na sprawe,

zrobi sobie z tego swojego ulepa na ten temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×