Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Wołodi

Wiemy co nas uszkodziło - co dalej?

Rekomendowane odpowiedzi

Głównym punktem zwrotnym w terapii jest rozpoznanie przyczyny złego stanu, tego że ktoś bliski źle nas traktował, że nastąpiło pojedyncze ale mocno stresogenne wydarzenie. Następnie się to przepracowuje. W jaki sposób się takie przepracowanie odbywa? W domu miałem fajnie ale w przedszkolu tak mnie gnębiono że byłem przez wiele za dużą część czasu przeziębiony, na tle nerwowym zapewne bo nie wyrzucano mnie na klatkę schodową bez ubrania (chyba że czegoś nie pamiętam ;>). Emocjonalnie było bardzo słabo z rówieśnikami, same zdarzenia nie wydają się tragiczne, ot takie wyśmiewanie, zamykanie w kiblu, gonienie przez salę hooy wie po co (pewnie inni też mieli z tym do czynienia jako uczestnicy lub obserwatorzy - kozioł ofiarny ucieka jak szalony przed "strażnikami selekcji naturalnej" mimo że nie chcą go zgwałcić ani połamać), na szczęście odkryłem biologię ewolucyjną i już wiem że nie warto żałować braku znajomych, lepiej mieć psa niż grupkę atencyjnych dziwek na fb :] skoro każdym kieruje egoizm to znaczy że każdego powinienem mieć w dupie :D Wracając.. załóżmy że jestem na terapii i oficjalnie stwierdzamy że przyczyną mojego chociażby uzależnienia są tamte przeżycia - co dalej? Mam namierzać tamtych bachorów żeby im wpie.. tzn. pogadać i przekonać się że to równi goście (a ja tym samym sam sobie winien hehe), napisać list wybaczający który zamoczę w oliwie z pierszego tłoczenia, owinę w czerwoną wstążkę i wyrzucę do rzeki czy jeszcze coś innego? Wiem że każda terapia jest inna ale chciałbym żebyście napisali jak z grubsza to wygląda (chcę przyoszczędzić na hajsie i w miarę możliwości zrobić to sam).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
... w przedszkolu tak mnie gnębiono że byłem przez wiele za dużą część czasu przeziębiony, na tle nerwowym zapewne...

 

Sam to stwierdziłeś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też nie wierzę w takie teorie że źródłem wszystkich problemów jest nieszczęśliwe dzieciństwo, dla mnie to szukanie na siłę, bo porównując np z dziećmi alkoholików moje dzieciństwo nie było takie złe. Poza tym skoro nie pamiętam co jadłam wczoraj na obiad, to skąd mam pamiętać jakieś traumy z dzieciństwa ze szczegółami. Pamięć potrafi przekłamywać, możemy zapamiętać jakieś wydarzenie, a inna osoba co tam też była może pamiętać je zupełnie inaczej. I jaka jest prawda? Dla mnie to co było kiedyś nie ma znaczenia, bo już nad tym nie panuję, myśląc o tym można wpaść w pułapkę "cholera gdyby dało się cofnąć czas ale bym jej wtedy powiedziała" i człowiek tylko kumuluje złość niepotrzebnie zużywa przy tym energię.

 

Istnienie jednego głównego punktu zwrotnego powodującego zły stan to naciągane ckliwe pierdhonauki, jeśli Ci tak terapeuta powiedział to lepiej go zwolnij bo jest beznadziejny.

Przepracowanie? Wałkując jeden temat do zmęczenia neuronów i totalnego znudzenia samym sobą chyba o to chodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powróćmy do tematu. Dla wielu osób oczywiste jest, ze źródłem ich obecnego stanu psychicznego są przeżycia z dzieciństwa, sposób wychowywania itp. Jak ktoś się z tym nie zgodzi to ma do tego prawo. Koniec.

 

Ale co dalej?! Wiemy co może być przyczyną złego funkcjonowania, złego samopoczucia no i co z tym dalej zrobić? Ja też teoretycznie wszystko wiem i rozumiem co do swoich zaburzeń, ale nie przynosi mi to pożytku, bo czasu nie cofnę, nie zmienię osób wokół siebie. Co mam dalej zrobić z tą wiedzą, z samoświadomością? One same w sobie nic mi nie dają!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monster6, "zmień siebie" to jest pusty slogan. Bo co mam zrobić? Owszem, nauczyłam się nie reagować na niektóre sprawy (duszenie ich w sobie to też nie najlepszy pomysł), w niektórych na odwrót, zabierać głos, ale sa pewne granice. Nie zmienię się całkowicie. Jak miałabym to zrobić? Mam lęki, opory, których nie jestem w stanie pokonać. Zauważyłam już jakiś czas temu, że funkcjonuję świetnie w odpowiednim otoczeniu, wśród odpowiednich osób. Ale to jest wyjątkowe środowisko, którego na co dzień i w każdej sytuacji mieć nie mogę. Co konkretnie mam zrobić? I w jaki sposób można zmieniać nastawienie, sposób myślenia? To często słyszę, że trzeba zmienić, ale jak?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monster6, no to ja nic nie jestem w stanie zrobić :D

świadomość mam, analizowałam. Wiem, w czym problem. Ale problem tkwi w przeszłości, której nie zmienię. Wyjścia nie ma. Ja z nikim poza moim chłopakiem nie czuję się dobrze, nie mam nikogo oprócz niego a on sam ma problemy. To jest niewystarczające wsparcie. Powinnam je mieć na co dzień w domu, w pracy, a tego nie mam i mieć nie będę. Im bardziej się otwieram tym gorzej się kończy. Zdrowia nie mam i też lepiej z nim nie będzie, bo to nieuleczalne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
w przedszkolu tak mnie gnębiono że byłem przez wiele za dużą część czasu przeziębiony, na tle nerwowym zapewne
- większość dzieciaków w wieku przedszkolnym dużą część czasu odchorowuje, bo w tym wieku układ odpornościowy jest słabszy - wystarczy, że jedno dziecko przyjdzie z grypą, a cała grupa będzie zarażona.

 

Choćby ten przykład pokazuje, że jednak nie wszystko da sie zrobić samemu, np. przeprowadzenie na sobie samym psychoterapii. Warto by ktoś spojrzał na twoje problemy z dystansu, trudno abyśmy mieli dystans do swoich problemów, do nieraz bolesnej przeszłości , warto by był to też ktoś godny zaufania.

 

ryska, przeszłości nie zmienisz, ale możesz wpływać na to co dzieje się teraz. Po analizie tego co się działo kiedyś możesz zaobserwować jakie szkodliwe schematy powtarzasz, dlaczego wybierasz otoczenie takich a nie innych ludzi. W jaki sposób odtwarzasz relacje z członkami rodziny w relacjach ze znajomymi lub ludźmi w pracy. Myślę, że później problem tkwi nie w sposobie poradzenia sobie z danymi problemami, lecz w lęku przed zmianami. Lęk nieraz jest tak duży, że wolimy zostać w swoim smrodku niż zmienić cokolwiek na lepsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Monster6, "zmień siebie" to jest pusty slogan. Bo co mam zrobić? Owszem, nauczyłam się nie reagować na niektóre sprawy (duszenie ich w sobie to też nie najlepszy pomysł), w niektórych na odwrót, zabierać głos, ale sa pewne granice. Nie zmienię się całkowicie. Jak miałabym to zrobić? Mam lęki, opory, których nie jestem w stanie pokonać. Zauważyłam już jakiś czas temu, że funkcjonuję świetnie w odpowiednim otoczeniu, wśród odpowiednich osób. Ale to jest wyjątkowe środowisko, którego na co dzień i w każdej sytuacji mieć nie mogę. Co konkretnie mam zrobić? I w jaki sposób można zmieniać nastawienie, sposób myślenia? To często słyszę, że trzeba zmienić, ale jak?!

Mowa trawa to zmień siebie. Polecam lekturę funpage "magazyn porażka". Przednia beka z lobby kołczerskiego.

Kotek em - ręki sobie nie dam uciąć bo wiadomo - nie miałbym jej :D Właściwie to wiem od mamy (ojca nigdy nie było) że "bardzo często chorowałeś, pewnie ze stresu i w końcu trzeba było cię stamtąd zabrać" a własne wspomnienia z przedszkola też mam fatalne. Czyli jak zapewne zaraz ktoś zwróci uwagę - związek odporności z przeżyciami nie jest oczywisty, ta dam! ;) Tylko kurna jak ja pamiętam tylko pojedyncze klisze to czemu mam wierzyć?! Poza tym to był - mimo rozpisania się - tylko przykład. Tzn inaczej.. tak było naprawdę i to jest fakt ale faktem niekoniecznie jest wpływ tamtych wydarzeń na moją słabą wolę do trzymania rączek na kołderce, w ten sposób.

bedzielepiej - ty możesz świadomie tego nie pamiętać ale Twoje szlaki neuronowe już tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może niepotrzebnie się przyczepiłam tego przykładu, może w sumie u ciebie miało to jakiś związek ze stresem. Ważne są emocje i przeżycia związane z danym zdarzenie, niezależnie jak irracjonalne mogłyby się wydawać. Być może na to jak źle przeżywałeś przedszkole miało nie tylko wpływ zachowywania się innych dzieci, ale również postawa rodziców, pełna lęku? Z resztą nie ważne, nie chcę tu przeprowadzać jakiś pseudobadań.

 

A co do coachingu i psychoanalizy to są moim zdaniem dwie zupełnie inne rzeczy, czy ty Wołodi, i bedzielepiej, próbowaliście jakichkolwiek z tych metod? Ja akurat mam jakieś doświadczenie i z jednym i z drugim. Moim zdaniem coaching to wytwór dla młodych jeleni biznesu, a nie dla ludzi zaburzonych lub znerwicowanych.

 

Wiadomo, że pod wpływem terapii nie staniemy się nagle innymi ludźmi, ale można jednak jakość tego życia podnieść, w takim stopniu w jakim jest to nam potrzebne. Może u ciebie bedzielepiej, te wyjątkowe środowisko ci wystarcza, jakoś sobie funkcjonujesz na tym świecie. Ja poszłam do terapeuty, bo już nie mogłam tak żyć jak żyłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ej no kur.. zrobiłem specjalnie dla was :mrgreen: kącik do pisania a nadal nie wiem na czym polega owe przepracowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A co do coachingu i psychoanalizy to są moim zdaniem dwie zupełnie inne rzeczy, czy ty Wołodi, i bedzielepiej, próbowaliście jakichkolwiek z tych metod? Ja akurat mam jakieś doświadczenie i z jednym i z drugim. Moim zdaniem coaching to wytwór dla młodych jeleni biznesu, a nie dla ludzi zaburzonych lub znerwicowanych.

 

Wiadomo, że pod wpływem terapii nie staniemy się nagle innymi ludźmi, ale można jednak jakość tego życia podnieść, w takim stopniu w jakim jest to nam potrzebne. Może u ciebie bedzielepiej, te wyjątkowe środowisko ci wystarcza, jakoś sobie funkcjonujesz na tym świecie. Ja poszłam do terapeuty, bo już nie mogłam tak żyć jak żyłam.

Ja w tej chwili zastanawiam się nad hipnoterapeutą. Mam w swoim mieście takiego cudaka co zbiera same laury na necie (chociaż dziwi mnie brak minusów w postach - powszechny na forach, szczególnie w tak kontrowersyjnym temacie), obawiam się jednak potencjalnego czasu trwania terapii mimo że hipnoza działa dużo szybciej. Mój problem jest tak rozwinięty że może ona zająć nawet naście drogich sesji a z hajsem cienko. Chyba że jakoś wytłumaczę mamie że będzie to dla niej finansowo opłacalne w dalszej perspektywie (wreszcie stanę się zdolny do pracy zarobkowej innej niż przerzucanie gnoju).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×