Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
czeliczekm

Stany depresyjne, częste dołki i brak chęci na cokolwiek

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć :) Zarejestrowałem się na tym forum, ponieważ od pewnego czasu w głowie kłębi mi się myśl, że dołki to jednak nie tylko kwestia przypadkowego nastroju. Od zawsze zdarzały mi się okresy beznadziejnego nastroju, często były spowodowane nietolerancją ze strony innych, ponieważ zawsze miałem mocną nadwagę i nie było łatwo. Zajmuję się rozwojem osobistym i odkąd to zacząłem, zrobiłem ogromny postęp. Nie mam tu na myśli głupawego skakania do nieba z okrzykiem "mogę być szczęśliwy". Raczej chodzi mi o to, że udało mi się rozwinąć w sobie bardzo wysoki poziom kompetencji (nie będę pisał o zawodzie bo to nieistotne) i posiadam własną firmę realizując marzenie "nigdy na etat". Mam świadomość, że moja ambicja bierze się z niedowartościowania, bo sam w sobie widzę okresy, kiedy po jakimś sukcesie dosłownie tryskam przechwałkami i muszę to w sobie dusić, bo nie chcę zniechęcać znajomych. Moje dołki zdarzają się dosyć często i dobija mnie wiele rzeczy, szczególnie dziwne wydaje mi się to, że czasami rozmyślam na czyiś temat i gdy wiem o ich problemach, dochodzę do takiego stanu, że całe życie wydaje się bez sensu i nie mogę pojąć, jak mogli zostać tak skrzywdzeni. To samo tyczy się mojego życia, ponieważ cholernie obwiniam rodzinę o to, jak zniszczyła mi zdrowie (teraz dbam o nie sam, ale chodzi mi o wiek dziecięcy, kiedy 5 latek karmiony MC Donaldem nie bardzo miał świadomość, że trzeba dbać o siebie), relacje z ludźmi (teraz rzadko się z nimi spotykam, mam może 4 przyjaciół których i tak uznaję raczej za zamaskowanych cwaniaków sądząc po tym, co robią innym). Mam żal o to, że nigdy nie byłem specjalnie lubiany, zawsze były docinki i nienawiść. Nie płaczę z tego powodu już teraz, raczej mam poczucie pewnego zmarnowanego czasu, który mogłem przeznaczyć na dziewczyny, fajną zabawę, zamiast na dołki i tłumaczenie sobie, że ważniejsza jest ciągła praca i nauka (choć dochodowa i przynosząca uznanie którego nigdy wcześniej nie miałem). Czy coś podobnego jest normalne, czy może to już choroba? Nie oczekuję naiwnego pocieszenia, bo daję sobie jakoś radę i nie mam myśli samobójczych, nauczyłem się "przeczekiwać" te dołki ze świadomością, że przechodzą jak każda emocja. Chciałbym tylko wiedzieć, czy coś takiego ma każdy i czy właśnie to nazywa się zwykłym "złym dniem"? Czy każdy rozmyśla na takie tematy, które "na zimno" wydają się bez sensu i bez znaczenia?

 

Jak widzicie, dość sporo emocji wypieram i rekompensuję sobie je za pomocą ambicji. Też to widzę, proszę mnie za to nie jechać :D

 

Pozdrawiam, Marcin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czeliczekm, przeczytałam Twój wpis i tak się zastanawiam, czy jest Ci dobrze w obecnej sytuacji? Jesteś zadowolony ze swojego życia, tego, jak funkcjonujesz? To jest tak naprawdę najważniejszą kwestią. Jeśli zazwyczaj czujesz się spełniony, to ok, to może tylko wahania nastroju dnia codziennego. Ale jeśli gdzieś w głębi czujesz, że czegoś Ci brakuje, coś jest nie tak, to może warto tego poszukać? Poza tym, jak sam zauważyłeś wypierasz emocje. A one muszą znaleźć gdzieś ujście. Może to jest przyczyną Twoich dołków? Nie myślałeś, żeby zacząć pracować nad emocjami zamiast je wypierać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie do końca wiem, jak pracować na najgłębszym poziomie emocji. Przykładowo, jestem w stanie sporo zmienić na szybko, jako że z psychologią bawiłem się od paru lat, tyle tylko, że np. nigdy nie udało mi się porządnie zmienić swojej nieśmiałości i kompleksów odnośnie tego, jak wyglądam, toteż odpada u mnie opcja poznawania nowych ludzi, czy kobiet. Zabawne jest to, że gdy jakakolwiek dziewczyna zaczyna mi się podobać albo ja jej (co nieracjonalnie uważam za niemożliwe, przez co sabotuję każdą akcję szukając w głowie powodu, dla którego nie warto się z nią widywać), to zaczynam się tak napinać i denerwować, że albo w ogóle kończe znajomość, albo moje napięcie po prostu ją odstrasza. Oczywiście nikomu tego nie pokazałem i wie o tym tylko parę osób, przy reszcie po prostu nie daję tego poznać. Cały problem z tym, że nie lubię siebie i nie uważam za atrakcyjnego fizycznie (bo intelektualnie bardzo, to jedyne na czym opieram te resztki pewności siebie) do tego stopnia, że nie spotykam się z dziewczynami. W ogóle. Jak widzisz, to nie jest normalna osobowość. Inna sprawa to to, że jestem cholernie krytyczny wobec ludzi (przerośnięte ego i odrzucenie ludzi z cechami, których boję się mieć u siebie ). Taka mieszanka sprawia, że co prawda jestem bardzo produktywny (bo nie dość że spędzam masę czasu sam to jeszcze cały testosteron z uwodzenia przerzuciłem na podbijanie rynku, mówiąc pół serio :D ) i mogę sobie podbudować ego podziwem, ale nie mogę zaspokoić podstawowej potrzeby posiadania przyjaciela, czy partnerki. Tragedia.

 

Okropnie martwią mnie też rzeczy, które normalny człowiek bagatelizuje. Nie tylko to, o czym mówiłem wcześniej, ale też np. sytuacja z wojną, która może się nieciekawie rozkręcić. Ostatnie dwa dni, gdy dowiedziałem się o poborze do wojska ludzi nigdy nie będących rezerwistami (na razie dla ochotników), nie mogłem prawie spać przez dwie noce. Czy to normalne? Nie, ale nie umiem inaczej.

 

Najśmieszniejsze jest to, że gdy wkraczam w tematykę związaną z biznesem, czy nauką nowych umiejętności, mogę debatować z największymi szychami i nie mam za grosz niepewności, bo czuję się jak ryba w wodzie. Zabawne, że można być tak różnym zależnie od kontekstu życiowego i kompletnie nie radzić sobie z podstawami.

 

Podsumowując, moje dołki biorą się z tego, że po wielkiej radości z tego, co mi się udaje, dochodzę do wniosku że w końcu trzeba wrócić do pustego mieszkania i nie ma z kim podzielić się sukcesem, nikt nie czeka, nie ma przyjaciół z ktorymi można o tym porozmawiać, bo większość z nich jest zbyt gnuśna, by cokolwiek osiągnąć i krytykują/zazdroszczą każdemu, kto powie cokolwiek o powodzeniu. Tak więc jestem samotny, nienawidzę ludzi za to że tak strasznie ich potrzebuję, a nie mam nikogo.

 

EDIT: Co do pytania o schudnięcie, jak najbardziej działam w tym temacie :) Problem jest jednak z tym, że jestem po mocnej kontuzji nogi i praktycznie 90% ćwiczeń obecnie odpada. Sprawę komplikuje też kłopot z tarczycą. Wg endokrynologa, nie jest u mnie możliwe zdrowe zejście z wagi szybciej, niż 1kg miesięcznie, a i to przy świetnej diecie. Przy szybszym tempie po prostu niszczą się włosy i występują problemy z hormonem TSH. Ale nadwaga to tylko część problemu, sama ona to kwestia techniczna, w głowie pozostają inne rzeczy. Wiesz, ktoś kto boi się biedy może zarobić kasę a nadal się bać, że go okradną i nie wytłumaczysz mu, że już nie ma czego się bać :) To coś takiego, nie szukaj tu racjonalnego wyjaśnienia, bo jest ich masa, tyle że nie działają, tak samo jak nie działa przekonanie kogoś, że powinien przestać kochać partnera, gdy ten go zdradził. Emocje a logika, nie do końca działają w zgodzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czeliczekm, znam się na odchudzaniu znakomicie i nie przekonasz mnie do uzasadnienia Twych krągłych ksztaltów :P

tez mialam kontuzję i to powazna. hormony to pikuś przy wspolczesnej medycynie.

grubi faceci kojarzą się z ludźmi o słabej woli i potencji seksualnej, ze juz nie wspomne o lenistwie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czeliczekm, to może potrzebna Ci pomoc z zewnątrz, żeby przepracować to, co Ci najbardziej przeszkadza? Wiesz...nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić we własnym zakresie. Nie wiem, jaki masz stosunek do psychoterapii, ale może zastanów się nad tym? I nie mówię tutaj o zwykłych spotkaniach z psychologiem tylko regularnej terapii. Twoje problemy sięgają głęboko i żeby coś z tym zrobić, trzeba dużo pracy. Hamuje Cię tak naprawdę coś, co sięga dzieciństwa. Nie jest wcale łatwo coś z tym zrobić. Owszem, jak sam napisałeś, z pewnymi rzeczami można sobie poradzić samemu, ale nie ze wszystkim. I w tym tkwi problem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zima, to nie moje uzasadnienie, tylko opinia ludzi zajmujących się tematyka ortopedii i endokrynologii od dekady, więc to bez różnicy czy to co mówię jest przekonujące dla Ciebie. Gdyby było to możliwe, dawno bym sobie z wagą poradził, bo mam znajomego trenera personalnego i nie ma żadnego problemu z dostępem do siłowni, czy dietetyka. Mam wrażenie, że z mojego postu odczytałaś "czuję się źle ze swoją wagą, dlatego tyję 10kg tygodniowo i nie chcę schudnąć". Jeśli tak, to przeczytaj jeszcze raz :) Jak już mówiłem, mając "zabronione" przez ortopedę wykonywanie ćwiczeń takich jak bieganie, przysiady, rower, czy godzinny spacer, nie bardzo mam ochotę ryzykować pogorszenie i ponowną rehabilitację. Temat ten nie dotyczy odchudzania.

 

Artemizja, może rozważę to, ale pisałem tutaj właśnie po to, żeby nie musieć :) Nie jestem przekonany do lekarzy, którzy każdy temat załatwiają tabletką (mam znajomego, który od psychiatry z powodu stresu szkolnego od razu dostał tabletki i rozmowa dotyczyła jedynie diagnozy, mój ojciec w nerwicy również tylko tyle uświadczył, a wizyty załatwiał z 5 minut, bo lekarz uznał, że wystarczy wypisać receptę i spytać czy pomaga) i grzebią w dzieciństwie. Znam sporo osób, którym "chorobę" wkręcono dopiero na terapii, nie licząc już perfidnego przedłużania terapii, byleby mieć stałego, wiernego klienta. Spotkałem się też z wrednym wykorzystywaniem efektu horoskopowego (czyli używania truizmów prawdziwych dla większości ludzi) i przypisywaniem wszystkich możliwych "objawów" do założonej od początku choroby, byleby tylko przekonać delikwenta, że potrzebna mu pomoc.

 

Nie kojarzysz może metod, które można stosować samemu? Leków na pewno nie wezmę, a mam dość silny autorytet wewnętrzny i nie widzę siebie spowiadającego się panu specjaliście :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czeliczekm, nieeee, z Twojego postu wyczytalam tyle by uznac ze jestes dla mnie pretensjonalny.

uwazasz sie za lepszego mimo ze jestes gruby, to straszne.

 

-- 13 mar 2015, 22:28 --

 

w ogole widzę ze uwazasz się za lepszego. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
czeliczekm, znam się na odchudzaniu znakomicie i nie przekonasz mnie do uzasadnienia Twych krągłych ksztaltów :P

tez mialam kontuzję i to powazna. hormony to pikuś przy wspolczesnej medycynie.

grubi faceci kojarzą się z ludźmi o słabej woli i potencji seksualnej, ze juz nie wspomne o lenistwie.

 

 

Najgorsze jest to że było się chudym a po lekach zamieniono się w shreka :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czeliczekm, ale ja nie miałam na myśli psychiatry i leków, a psychoterapię. I można mieć psychoterapię w ramach NFZ, więc Ty byś nic nie stracił. Tak jak napisałam wyżej, z pewnymi sprawami jesteśmy w stanie sobie poradzić, a z innymi ktoś musi Nam pomóc. Oczywiście ktoś, kto jest kompetentny i nie chce Nas naciągnąć. Sama przeszłam psychoterapię i to z ramienia NFZ - prawie trzyletnią. I pomogło mi to z problemami, z którymi borykałam się tak naprawdę od dzieciństwa. Pomogło mi je dostrzec, przetrawić i nauczyć się sobie radzić. No, ale to już kwestia wyboru. Nic na siłę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie uważam, by można było określić lepszość/gorszość uniwersalną dla wszystkich, także nie mogę odpowiadać za to, co sądzisz, że uważam. Zawsze pozostaje nie rozmawiać ze mną, jeśli czujesz się traktowana gorzej (a w tym wypadku polecam zmienić sygnaturkę, by nie wprowadzać w błąd tych, którzy zwrócą się do Ciebie o pomoc). Zwróciłem uwagę, że żadnej porady nie udzieliłaś, a jeśli masz ochotę kogoś urazić to niestety nie jestem na to zbyt czuły - jedna z zalet ciągłego ryzyka.

 

Artemizja - dzięki za pomoc :) Przypomniałem sobie, że znam jedną psycholożkę, zapytam ją o sprawę, jeśli nadal pracuje w branży. Może coś się dowiem i zaczniemy działać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czeliczekm, to życzę powodzenia i mam nadzieję, że z pomocą, czy też we własnym zakresie, uda Ci się uporać z trudnościami. No a jesli chodzi o pisanie na Forum, to zawsze możesz napisać - może coś Ci się z tego, co ktoś napisze przyda ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Petek, moze czas zmienic leki :D

 

ja nie pomagam, ja mowie jak jest, w zyciu nie ma ofiar.

nie jestem matką teresą, jam jest tarzan i jane w jednej osobie.

przecietny facet znajdzie milion usprawiedliwien dlaczego cos mu sie nie udaje. więc albo zanizysz loty albo wezmiesz sie za siebie, bo najprawdopodobniej celujesz nie do tych kobiet co trzeba albo niewiele jestes w stanie im zaoferowac.

profile-photo-331297.kobieta+i+lew..jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zima, A może to baby za wiele chcą kurwa mać, wiecznie im jest zle, zapierdalasz, przychodzisz na czas na chate, starasz się, nie pijesz nie ćpasz gdzie koledzy imprezują i maja w dupie wszystko, a twoja dupa na końcu wali cie po rogach, robi z ciebie złego człowieka, typa który nie interesuje się dziećmi, pije robi awantury itd, i zabiera ci ostatni grosz z kieszeni, trochę samokrytyki drogie panie. :time:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zima, nie chciało mi się czytać całego wątku ale mówiłaś coś o hormonach i odchudzaniu. Mogłabyś rozwinąć wątek. Ja mam problemy z tarczycą i hashimoto. Ciężko mi schudnąć mimo iż biorę regularnie leki hormonalne i mam ustabilizowane tsh.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zupapomidorowa, noo, setra robi na poczatku jadlowstret. nie wiem ja anorektyczki dochodza do tej choroby za pomoca mysli. bo to fizjologiczny stan chorobowy powiedzialabym.patrzysz na pysznego kebaba i nagle czujesz wstret- ciezko Ci przelknac jakikolwiek kęs.

 

-- 17 mar 2015, 22:46 --

 

Patryk29, a seks tez był na czas???? bo jak nie, to sie nie dziwię :-P

jedna baba drugiej babie wbije w plecy grabie.--oto samokrytyka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zima, brałam setre i rzeczywiście na początku jak mi postawili ulubioną pizzę przed nosem to chciało mi się rzygać. Ale po roku brania zaczęłam tyć i dorobiłam się hashimoto. Zresztą mówi się że po ssri na początku się chudnie, a pózniej tyjesz.

No właśnie jak to jest z anorektyczkami. Jak one to robią, że przygłodzone kilka dni, widzą pączka... i nic. No jak?! Może jakieś teorie ktos ma?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Eeee, dobre pytanie. Też się chętnie dowiem, bo zgaduję że jakaś turbo magiczna substancja w obiegu u nich, prawda

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rebelia, no nie inaczej, kurde wafel. Znajomy mówił, że pracował w psychiatryku i że one sobie parówki, szynki w pochwę chowają przed personelem. Bardzo wytrwałe są w tym. No ale w psychiatryku środki pomocnicze? no jak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zupapomidorowa, a moze Sibutramina?
zima, czy Twoje znanie się na odchudzaniu polega właśnie na łykaniu tabletek? Jeśli tak, to współczuję...

 

 

A wracając do tematu - autorze, myślę że psychoterapia naprawdę mogłaby Ci pomóc. Wg mnie to dobre wyjście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×