Skocz do zawartości
Nerwica.com
Jeźdźczyni Rohanu

toksyczni rodzice - po konfrontacji

Rekomendowane odpowiedzi

Kto czytał książkę Susan Forward będzie wiedział o czym piszę.

Z dzieciństwa nie pamiętam zbyt wielu szczęśliwych chwil, jeśli w ogóle jakieś. Pewnie były, ale to co zostało we mnie to momenty kiedy byłam bita i poczucie odrzucenia. Dorastając konflikt przerodził się z fizycznego w werbalny, ale kiedy okres buntu minął wszystko się unormowało. W czasie studiów i po nich nasze kontakty stały się naprawdę dobre, wręcz lepsze niż większość dorosłych ludzi ma ze swoimi rodzicami. Nie zmienia to faktu, że mój stosunek do otoczenia i do siebie samej został ukształtowany przez te lata kiedy byłam małą nieszczęśliwą dziewczynką, której za nic nie mogę się z siebie pozbyć.

No i ostatnio im to wygarnęłam. Nie było to zaplanowane ani przemyślane, po prostu emocje chlusnęły ze mnie tak intensywnie, że nawet ja byłam w szoku. I powiedziałam więcej niż chciałam, niż myślałam, że kiedykolwiek komuś wyjawię, niż słyszał ode mnie którykolwiek psycholog czy psychiatra, ale były to myśli kołatające we mnie od bardzo dawna. I moi rodzice, z którymi świetnie się dogaduję od plus minus 10 lat, przekonani, że radzę sobie w życiu bardzo dobrze, byli w ogromnym szoku intensywnością bólu jaki się ze mnie wylał.

Problem w tym, że oczywiście zaprzeczali. Ok, byłam bita, ale 'jak każde dziecko", na pewno nie tak często i nie tak mocno jak mi się wydaje. Ich główna reakcja - przesadzam. Nie spodziewałam się, że przyjmą na siebie odpowiedzialność, właściwie nie mogłam się niczego spodziewać, bo tego nie planowałam, ale zastanowiła mnie jedna rzecz. Przyznali się do kilku razów, kiedy mnie uderzyli, pamiętali czemu to się stało i to faktycznie są zdarzenia, które ja pamiętam. Nie potrafiłam im jednak podać innych przykładów, choć wydaje mi się, że to się działo ciągle, no nie wiem, powiedzmy raz w tygodniu? A oni się upierają, że to się stało może kilka razy przez całe moje dzieciństwo. Czy to jest możliwe, żebym tak bardzo przeżywała tamte sytuacje, że ubzdurałam sobie, że tak było? Czy to po prostu moje chore zapadki z głowie znów próbują ich tłumaczyć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jeźdźczyni Rohanu, nie wiem czy masz chore zapadki, czy tak naprawde bylo, czy sobie to wyolbrzymilas...Natomiast z kolei tez piszesz ze masz dobre kontakty z rodzicami a okres negatywny byl w trakcie Twojego buntu. Moze w jakis spoob zapadlo to w Twoja podswiadomosc jak sama piszesz czulas sie wyobcowana odrzucona, to Twoje odczucia mogly byc takie, jak czulas, tyle, ze w okresie buntu szaleja hormony, rozne sa dziwne reakcje ale moze to było cos dla Ciebie nie do zaakceptowania. Niemniej dziecka sie bic nie powinno, sama tez dostawalam w tylek, ale nie uwazam zeby to byla metoda. Dla niektorych dzieci bicie bardzo zapada w pamiec, jako bardzo duze krzywdzenie, ponizenie, odrzucenie i dlatego nie powinno sie tego robic. Byc moze rodzice nie potrafia pojac ze Ciebie tym skrzywdzili, pewnie oni byli bici przez swoich rodzicow i takie zachowanie uwazaja za normalne. Co mozesz zrobic kontynuuowac terapie, starac sie byc szczesliwa i potrafic do tego zamknac drzwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeźdźczyni Rohanu,

ja mam z moja mam tak samo, ojciec nie zyje a jak jej zaczynam sypac przykładami to słysze ,ze byłam niedobrym dzieckiem i mi sie nalezało bo powinnam siedziec cicho zamiast sie stawiać , gówno tam prawda co oni nie umieli sobie małym dzieckiem poradzic , chciałabym usłyszec przepraszam takie szczere ,ze ona rozumie o co mi chodzi, a tylko słysze jak tak bardzo chcesz to przepraszam a ja bym chciała zeby po prostu kiedys sama przyszła i powiedziała przepraszam od siebie po prostu, wiem ,ze raczej nie usłysze tego nigdy a jednak po tym jednym głupim słowie byłó by p[rosciej i łatwiej zyc, na co dzień nie mam z tym problemu , ale jak cos czasem przeskoczy to jest mi przykro i to bardzo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie jest tak, ze dziecinstwo toksyczne, wyzwiska, bicie, krytyka i wieczne tzw rozmowy: one (mama i babcia) siedza i godzinami nadaja, jaka ja jestem wredna, zle uczesana, beznadziejna itp a ja slucham i placze. Podobnie, w miare przyjazne stosunki po wyprowadzce, ale niedawno zaczelam matce wygarniac. Odpowiedz, takie byly czasy, ja tez mialam ciezkie zycie i najlepsze: wychowalam cie na dobrego czlowieka!!!!!!!!!!!!! Jakby to byla jej zasluga, tak naprawde wszystko w zyciu robie inaczej niz ona, dlatego jakos sobie radze. Grrrr. Oni sie nigdy nie przyznaja do bledu, ci toksyczni :(

Skoro pamietasz, ze cie bili, to cie bili, mysle, ze teraz sama temu zaprzeczasz, bo podswiadomie chcesz wybielic rodzicow, bo przeciez kazdy chce miec fantastyczna rodzine, a nie jakichs oprawcow...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Też jestem w przykrych relacjach ze swoją mamą. Od roku szukam pracy i niestety nie dostałam przez ten czas żadnej propozycji pracy, a byłam na kilkunastu rozmowach przez ten czas. Na początku byłam załamana tym. Był to też okres kiedy przechodziłam załamanie w psychoterapii, wiele spraw złożyło się na to gorsze samopoczucie, brak pracy właśnie, relacje z rodzicami i między nimi, mówienie o trudnych sprawach. Niestety od mojej mamy mogę liczyć tylko wsparcie materialne. Chociaż w ostatnich miesiącach to też zaczyna być powodem kłótni. Rozumiem ją, że jest jej ciężko, bo mój tata nie mieszka z nami, jest na rencie. Relacje między rodzicami są trudne. Mój tata kiedyś nadużywał alkoholu, bił mamę. Tak było przez jakieś 20 lat mojego życia. Potem zachorował na schizofrenię, na zmianę z depresją i innymi zaburzeniami. W tej pogmatwanej sytuacji rodzinnej potrafię zrozumieć każdego. Bo każdy może się pogubić. Tylko moja matka nie chce ani trochę wczuć się w moją sytuację. A jest mi trudno bez pracy. Chciałabym usamodzielnić się, mieć swoje pieniądze. Jeszcze nigdy tak bardzo się nie starałam, co tez jest dla mnie czymś odkrywczym. Nie wiedziałam, że mam w sobie tyle determinacji. Moja matka wytyka mi, że widocznie za mało się staram skoro nic mi z tego nie wychodzi. Podkreśla, że ona tak ciężko pracuje, że oddaje mi dużą część swojej pensji, że mi jest chyba tak wygodnie. Mam 26 lat i jeszcze dużo dziecięcych pragnień. Czy jest czymś nie na miejscu pragnienie, by matka wspierała? Żeby zamiast wpędzać w poczucie winy, żeby zapewniła że wierzy, że się uda. Mieszkam na szczęście kilkadziesiąt kilometrów od niej z ludźmi, którzy są dla mnie przesympatyczni. Z nimi można porozmawiać, zwykle wysłuchują co u każdego słychać. Z mamą próbowałam rozmawiać, ale zwykle rozmowy kończą się kłótnią. Nie mam pojęcia co mogę zrobić, żeby ostatecznie uciąć to co nas łączy, to finansowe wsparcie. Szukanie pracy byłoby przyjemniejsze, gdyby ona miała inną postawę. Ale chyba na to się nie zanosi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agnieszka_K, jestem w podobnej życiowej sytuacji co Ty. Jestem co prawda rok starsza, w lutym broniłam magisterki. 3 miesiące temu dosłownie uciekłam z domu, rodzinnego miasta. Udało mi się na początku znaleźć jedną pracę, wstawałam codziennie o 3 nad ranem, zapierniczałam ale nie musiałam pracę zmienić. Tzw. ciągle szukam od 3 miesięcy, byłam na około 8 rozmowach. Ciężko jest. Marzę o tym by się od nich uwolnić finansowo. Nie wyobrażam sobie że to może trwać jeszcze dłużej, np. rok jak u Ciebie. Co za chory kraj w którym w ogóle mieć w miarę dobrą, normalną pracę to luksus. Tak niewiele dzieli mnie od wolności...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×