Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
lillka

dlaczego reaguję płaczem na miłość i dobroć partnera?

Rekomendowane odpowiedzi

Od ponad roku spotykam się z naprawdę super facetem. Jest dobry, kocha mnie, szanuje, dba o mnie, nie mogę złego słowa na niego powiedzieć. Z jego strony wszystko jest tak jak być powinno. Ja staram się dorównać mu kroku, choć w wielu kwestiach się różnimy. Przede wszystkim tym, że on pochodzi z domu przepełnionego miłością, kocha życie, a ja jestem DDD ze stanami depresyjnymi. Czuję się z nim pewnie, wierzę w jego uczucia, bo czuję to i widzę, że mnie kocha. Jego rodzina też mnie zaakceptowała, często bywam u jego rodziców. Jesteśmy blisko emocjonalnie i fizycznie, on wie o moim problemie z DDD od początku związku. Jest dla mnie w tym momencie najważniejszą osobą na świecie i kocham go nad życie. Od samego początku mam problem z reakcją na jego miłość. Wpadam w histerię i zalewam się łzami, gdy mówi jak mnie kocha, ceni, akceptuje, pomaga, że nigdy mnie nie zostawi i tylko ze mną widzi wspólną przyszłość. Nie są to łzy szczęścia, raczej rozpacz, mimo że chce mi zapewnić bezpieczeństwo i jest dla mnie wielkim wsparciem. Nie jest to żadna toksyczna relacja. W domu nigdy nie zaznałam takiej dobroci i czułości, od zawsze musiałam być samodzielna. Po takich poważnych rozmowach z nim mam doła, jestem apatyczna, nic mi się nie chce, izoluję się od ludzi. Dlaczego nie potrafię cieszyć się z naszej miłości skoro wszystko układa się dobrze i naprawdę go kocham?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że reagujesz płaczem, ponieważ w domu nikt nie okazywał Ci miłości lub otrzymywałaś jej za mało. Przy partnerze czujesz się bezpiecznie, ufasz mu i potrafisz się przed nim otworzyć. Chcesz być szczera, więc nie próbujesz ukrywać płaczu. Czujesz, że jest ktoś, na kogo możesz liczyć, ktoś, kto Cię wysucha, wesprze i pomoże, kiedy będziesz w potrzebie. Wiesz, że partner Cię nie wyśmieje, kiedy będziesz płakać.

To bardzo dobrze, że masz tak wspaniałą osobę u swojego boku. Ciesz się i korzystaj z wsparcia z jego strony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie nie potrafię się z tego cieszyć. Wczoraj taka poważna rozmowa miała miejsce, a dziś wcale się do niego nie odzywam, nie odpisuję na jego wiadomości, odpycham. A przecież kocham!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lillka, w domu rodzinnym doświadczyłaś tak dużo negatywnych emocji i uczuć, że teraz być może jesteś zdezorientowana czując się wreszcie kochaną?

Do tego również może chodzić o to, co opisała niejestdobrze, czyli nareszcie znalazłaś osobę, przy której możesz wyrażać swoje uczucia swobodnie i w związku z tym odreagowujesz bolesne doświadczenia z przeszłości?

Nie napisałaś, czy uczestniczysz w terapii. A myślę, że byłoby to wskazane, by nie dopuścić do powstania u Ciebie wątpliwości typu "czy jestem warta takiego mężczyzny", "czy zasługuję na niego", "czy skoro teraz jestem szczęśliwa, to za chwilę stanie się coś złego" itp. :time: Takie wątpliwości mogłyby skutecznie podkopać Wasze szczęście, dlatego najlepiej byłoby zwalczyć je na terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzę do psychologa, ale przyznam, że niezbyt regularnie. Każda wizyta kopie pode mną głębszy dołek, z którego muszę się wygrzebywać od nowa. Paradoksalnie im bardziej jestem świadoma swoich ułomności tym gorzej i tym bardziej się w sobie zapadam.

 

Gods Top 10, wątpliwości są, ogromne, cały czas boję się, że go zawiodę, będę hamować, a miłość zwyczajnie mu przejdzie. Niezłą huśtawkę w sobie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lillka, niezbyt regularne wizyty u psychologa wynikają z ciężaru omawianych tematów (i bólu z nimi związanego), czy z poczucia słabego wspierania przez psychologa?

Paradoksalnie im bardziej jestem świadoma swoich ułomności tym gorzej i tym bardziej się w sobie zapadam.
Po pierwsze, nikt nie jest doskonały (na szczęście!). Każda osoba ma wady, jak i zalety. To przez toksyczne środowiska powstaje fałszywe przekonanie "jestem bardziej wadliwa/y, niż inni".

Po drugie dziwne dla mnie jest, że na tych sesjach pracujecie na negatywnych, zamiast na pozytywnych aspektach Twojej osoby. A jeśli nawet tak negatywny obraz siebie pojawia się u Ciebie poza sesją, to psycholog powinien pomagać przełamać taki obraz. :roll: Wiadomo, że terapeuta sam "nic nie załatwi", nie poukłada za pacjenta jego życia, ale jednocześnie terapeuta powinien wspierać pacjenta.

Może porozmawiaj z psychologiem o tym, jakie emocje towarzyszą Ci w związku z sesjami? Przecież w terapii nie chodzi o to, by "dobić" pacjenta. :roll: W ostateczności może nawet warto pomyśleć o zmianie psychologa.

 

wątpliwości są, ogromne, cały czas boję się, że go zawiodę, będę hamować, a miłość zwyczajnie mu przejdzie. Niezłą huśtawkę w sobie mam.
Ta huśtawka to "spadek po rodzinie". :?

Myślę, że w mniejszym stopniu powinnaś brać pod uwagę to, jak on może podchodzić do Waszego związku - prawdopodobnie w domu rodzinnym tego się nauczyłaś - dostosowywania się do czyichś oczekiwań, najczęściej Twoim kosztem. Warto byłoby coraz bardziej brać pod uwagę również Twoje oczekiwania. On dokonał wyboru - chce być z Tobą - jak widać, nie czuje się zawiedziony czy hamowany i uczucie mu nie przechodzi. A czego Ty oczekujesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gods Top 10, te spotkania są dla mnie po prostu ciężkie, to takie grzebanie w ranie na żywca. Później wracam do domu, analizuję wszystko raz jeszcze, szukam informacji w necie, generalnie wciąż "trawię" i żyję tym, co mam w sobie. Psycholog jest całkiem ok, aczkolwiek nie powiem by odpowiadał mi w 100%. Korzystam z porad na NFZ, nie mam środków na zmianę psychologa, a w moim otoczeniu nie ma ich zbyt wielu.

 

 

Myślę, że w mniejszym stopniu powinnaś brać pod uwagę to, jak on może podchodzić do Waszego związku - prawdopodobnie w domu rodzinnym tego się nauczyłaś - dostosowywania się do czyichś oczekiwań, najczęściej Twoim kosztem. Warto byłoby coraz bardziej brać pod uwagę również Twoje oczekiwania. On dokonał wyboru - chce być z Tobą - jak widać, nie czuje się zawiedziony czy hamowany i uczucie mu nie przechodzi. A czego Ty oczekujesz?

 

Wiesz, że o tym nie pomyślałam? Masz rację. Moja matka jest bardzo władcza, nawet studia musiałam "wybrać" pod jej dyktando.

Czego oczekuję od mojego partnera? Nie wiem czy można to nazwać oczekiwaniami... ale chciałabym żeby udało nam się tworzyć zdrowy związek, szczęśliwy, bardzo chcę żeby on był ze mną szczęśliwy. I żeby zawsze czuł się przeze mnie kochany (mam problemy z okazywaniem uczuć, z wielkiej namiętności potrafię przejść do totalnego chłodu). Oczekuję, że terapia pozwoli mi spojrzeć na siebie, swoje życie i przyszłość w bardziej pozytywnych barwach, że naprowadzi mnie na właściwe tory. To tak mniej więcej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lillka, wiem, jak bolesne może być grzebanie w przyszłości.

Mówiłaś psychologowi, jak się czujesz po sesjach?

 

Jeszcze wrócę do Twoich wątpliwości odnośnie związku. Ilekroć one się pojawiają, proponuję przeciwstawiać im fakty przemawiające za, a nie przeciw Tobie. Np. gdy obawiasz się, że go zawiedziesz, to można im przeciwstawić te wszystkie sytuacje, gdy mógł na Tobie polegać. Gdy podejrzewasz, że go hamujesz, to może on tego tak nie odbiera? A może wręcz dzięki zwolnieniu tempa i zastanowieniu się nad tym, co się dzieje, relacja między Wami staje się głębsza? Może wręcz ceni Cię za to, że "uczysz" go refleksji? :great:

 

Pytając Cię o Twoje oczekiwania miałem na myśli nie tylko te, które wiążą się z Waszym związkiem, ale również Twoje oczekiwania odnośnie Twojego życia, Twoje plany na przyszłość. ;)

Co Twoim zdaniem byłoby potrzebne do spełnienia tych oczekiwań? :smile:

Co do budowania zdrowego związku - oboje już jesteście na tej drodze, skoro prowadzicie ze sobą długie i szczere rozmowy. A to bardzo silny fundament związków. :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, nie rozmawiałam o tym z psychologiem. A pewnie powinnam.

 

On twierdzi, że go w niczym nie hamuję, ale... głupia sytuacja. On chce iść na koncert/jechać na wakacje/kupić coś extra, u mnie od razu pojawia się myślenie, że to zbędne, że choć marzę o np. danym koncercie nie pójdę na niego, mogę bez tego żyć, szkoda kasy. Plus jak mogę się bawić, matka jak się dowie pewnie znów będzie mi wytykać, że jestem rozrzutna, głupia, że ona haruje, a ja się bawię itp. Schemat prosty, powielany - najpierw coś daje mi szczęście, a później muszę za to zapłacić wyrzutami matki, wyrzutami sumienia... Nie potrafię korzystać z życia.

 

Plany... chcę skończyć studia, o których zawsze marzyłam i oczywiście pracować w zawodzie. Chcę wrócić do miasta, w którym zostawiłam wszystkich przyjaciół, które jest bliskie mojemu sercu, w którym po raz pierwszym poczułam, że jestem we właściwym miejscu - MOIM miejscu na ziemi. Chcę założyć rodzinę. Przebiegnę kiedyś maraton i schudnę do określonej wagi (tzn. już chudnę, ale powoli... uroki innych chorób ;)) :lol: Marzę o podróży w pewne dość odległe miejsce :) I chciałabym być dobrym, szczęśliwym człowiekiem. Uczciwie szczęśliwym.

 

Co Twoim zdaniem byłoby potrzebne do spełnienia tych oczekiwań? :smile:

 

Dużo pracy, zarówno nad sobą jak i tej, dzięki której uda mi się zgromadzić środki finansowe. I cholernie potrzebuję dobrych ludzi wokół siebie, z pozytywną energią, nastawieniem. Czerpię od nich mnóstwo życiowej siły i dużo się uczę.

 

Mój facet jest wspaniały, naprawdę. Znosi moje histerie, gorsze dni, wie już jak się ze mną obchodzić, nie naciska, gdy widzi, że muszę na chwilę sobie "uciec" w swoje paranoje. Może nie do końca rozumie co mam w głowie, ale stara się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fajnie,ze masz kogos takiego przy sobie to pomaga, ktos kto rozumie i jest wsparciem to bardzo wazne i za bardzo nie przejmuj sie tym co mowei mama, tylko idź sobie na koncert jak masz ochote, czasem trzeba sie pobawic gdzies i doceń ,ze masz kogos takiego bo później moze byc ktos kto bedzie cie wykorzystywał

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
głupia sytuacja. On chce iść na koncert/jechać na wakacje/kupić coś extra, u mnie od razu pojawia się myślenie, że to zbędne, że choć marzę o np. danym koncercie nie pójdę na niego, mogę bez tego żyć, szkoda kasy. Plus jak mogę się bawić, matka jak się dowie pewnie znów będzie mi wytykać, że jestem rozrzutna, głupia, że ona haruje, a ja się bawię itp.
Brzmi znajomo. :roll:

Przypuszczam, że za Twoimi wyrzutami sumienia kryją się destrukcyjne przekonania, wśród których dorastałaś. Mogą one brzmieć np. tak: "nie zasługujesz na to, by się bawić", "nie zasługujesz na to, co dobre", "matka jest ważniejsza, niż ty". :hide:

 

Szczęściem w nieszczęściu mogą być właśnie wyrzuty sumienia. Pojawiają się właśnie wtedy, gdy chciałabyś zrobić coś wbrew wpojonym Ci "zasadom". Można to wykorzystać: gdy tylko pojawiają się wyrzuty sumienia (jak lampka ostrzegawcza), warto się zastanowić, co się za nimi kryje. Czym są uzasadnione? Jeśli przekonaniem np. "najpierw wszyscy inni, a ja na końcu" :? , to warto je zmieniać na takie, które nie szkodzą Tobie, ani nikomu innemu. :yeah:

 

Sztuką w takich sytuacjach, gdy jesteś rozdarta pomiędzy dwie opcje, jest podejmować decyzje w oparciu o własne potrzeby. Nawet jeśli decyzje miałyby się pokrywać z np. z oczekiwaniami matki, to i tak najcenniejsze jest, by to były Twoje decyzje, by wynikały przede wszystkim z Twojego postanowienia, Twoich potrzeb i Twoich oczekiwań! :great:

 

Plany... chcę skończyć studia, o których zawsze marzyłam i oczywiście pracować w zawodzie. Chcę wrócić do miasta, w którym zostawiłam wszystkich przyjaciół, które jest bliskie mojemu sercu, w którym po raz pierwszym poczułam, że jestem we właściwym miejscu - MOIM miejscu na ziemi. Chcę założyć rodzinę. Przebiegnę kiedyś maraton i schudnę do określonej wagi (tzn. już chudnę, ale powoli... uroki innych chorób ;)) :lol: Marzę o podróży w pewne dość odległe miejsce :) I chciałabym być dobrym, szczęśliwym człowiekiem. Uczciwie szczęśliwym.
Wg mnie te plany brzmią rozsądnie i są jak najbardziej osiągalne. :great: Co więcej, jestem przekonany, że to Ty jesteś najwłaściwszą osobą do ich realizacji. Nikt nie jest w stanie zrealizować ich tak wspaniale, jak Ty! :D

 

Mój facet jest wspaniały, naprawdę. Znosi moje histerie, gorsze dni, wie już jak się ze mną obchodzić, nie naciska, gdy widzi, że muszę na chwilę sobie "uciec" w swoje paranoje. Może nie do końca rozumie co mam w głowie, ale stara się.
Krążą legendy, że mężczyźni również mają takie sekretne miejsca w swoim umyśle, do których nie dopuszczają kobiet swojego życia. ;) Jeśli z Twoim mężczyzną jest podobnie, tym łatwiej będzie Ci go zrozumieć, gdy zapragnie pobyć sam na sam. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Płaczem na miłość i dobroć? Kiedyś bym się zaśmiał z tego.. A tu puff! i u mnie się to pojawiło. Też nie wiedziałem jaki ogrom miłości można dostać od drugiej osoby, i jej rodziny. Byłem tak jakby zacofany wobec nich, emocjonalnie. Tylko nieszczęsne nerwice depresje i wszystko poszło się...

Masz naprawdę dobrego partnera, dobrze że rozmawiacie długo i szczerze na wszystkie tematy. On wie na pewno że przez DDD możesz być tak jakby inną osobą. I musisz szybko zwalczyć myśli "czy on jest szczęśliwy ze mną" itp.. To jest takie ustrojstwo ze aż mdło się robi.. Mogę powiedzieć że miałem tak samo jak Ty, tylko troszkę w innej wersji, i inaczej się to potoczyło.

Trzymaj się mocno :papa:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 7.07.2014 o 23:25, Kamiru napisał:

Płaczem na miłość i dobroć? Kiedyś bym się zaśmiał z tego.. A tu puff! i u mnie się to pojawiło. Też nie wiedziałem jaki ogrom miłości można dostać od drugiej osoby, i jej rodziny. Byłem tak jakby zacofany wobec nich, emocjonalnie. Tylko nieszczęsne nerwice depresje i wszystko poszło się...

 

Też tak miałam. Co z ludźmi potrafi zrobić dda i ddd. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×