Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
albana

Nasze małe codzienne radości

Rekomendowane odpowiedzi

Zaczynam ten temat ,ponieważ czasem jedna mała rzecz, uśmiech moze zmienić nasze podejście chociaż na 1 dzień, czasem dłuzej. Takie malutkie zastrzyki optymizmu pozwalaja nam cieszyć sie życiem i odganiaja ,,te" złe mysli.

Tak więc zaczynam,

Ja naprzykład dziś dostałam swoja ukochana i wymarzoną altówke, na którą zbierałam kase, co prawda muszę ja jeszcze dziś zanieśc do lutnika (dusza w niej lata(taki mały patyczek :lol: )) to jak na nia spogladam gdy lezy w pokoju to swiat wydaje mi się piękniejszy!!!

 

PISZCIE więc o swoich radościach, zastanówcie się czy czasem nie obdarzył was ktos milym usmiechem?Wydaje się to błache???-NIE!!!! jeżeli ktoś sie do nas usmiecha to znaczy ,że dostrzega w nas coś miłego, sympatycznego, akceptuje nas. To ważny sygnał a my tak często go lekcewazymy. Pozdrawiam i przepraszam za błędy :o

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam wiele takich 'radości' i rozumiem jak to jest dostać wymarzony instrument, sam gram od przeszło 16 lat, ale nie na skrzypcach :lol:

niemniej mimo to, na mnie najbardziej działa szum drzew, deszcz, odgłos fal... muza też, ale inaczej, to jest pasja bardziej, a te naturalne dźwięki przyrody to miód dla moich uszu

nienawidzę hałasu miasta, tego zgiełku - gdzieś ktoś kosi trawę, sąsiad wierci w ścianie, jakiś debil włączył stereo w swoim BMW itd...

życie w mieście jest przytłaczające

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, masz rację,przyroda jest cudowna.Miasto faktycznie jest zbyt hałaśliwe, ale pamiętaj zawsze możesz od niego uciec, na szczęście w Polsce mamy jeszcze dużo terenów zielonych!!!!!!!Bywaj na nich jak najczęściej!!!Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aj, BlueOrange również mam takie odczucia.

Kiedyś zamieszkam w zielonej krainie, z dala od miejskiego życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja czuję się w pełni szczęsliwa ,kiedy słyszę w zasięgu mojego ucha ukochaną muzykę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A ja jestem szczęśliwa że mam wspaniałą rodzinę,kochane dwie córki, cudownego męża, własny dom,oni mnie kochają szanują cenią. To jest najważniejsze , radzę sobie z depresją, moimi smutkami bo jestem kochana i akceptowana przez moją kochaną rodzinę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje radości na codzień, hymm dużo ich :smile:

Z takich większych: jestem zdrowa, mam kochającą rodzinkę, przyjaciól, których kocham, fajnego przekochanego piesia, są wakacje, moja sytuacja się bardzo poprawila, sama czuję się dużo lepiej

Z mniejszych: dobre śniadanko, dobry film, muzyka, spotkania ze znajomymi, gorąca kąpiel, rowerek, uśmiech (obcych i znajomych), smsy, telefony i maile od przyjaciol, to jak klade się spać i myślę sobie przed snem o milych rzeczach

i forum oczywiście ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hehe,mnie wystarczy że trawka zielona,motylki latają i ptaszki śpiewają i już chce się żyć ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Umiejętność dostrzegania codziennych radości jest niezwykle ważna.

Dla mnie takim maleńkim, ale jakże ważnym aspektem codzienności, jest po prostu piękno i dobro tego, co mnie otacza.

 

Odwzajemniony uśmiech.

Pewnego dnia, myślać o świecie współczesnym, doszłam do wniosku (heh, jakże głębokiego:P), że... brakuje życzliwości. Postanowiłam przez tydzień po prostu... uśmiechać się do ludzi. I tak też zrobiłam. Pierwszego dnia, kiedy wychodząc ze sklepu powiedziałam do ekspedienta "miłego dnia", popatrzył na mnie jakby conajmniej z Marsa była. Za drugim razem uśmiechnął się do mnie, a kolejnego dnia on pierwszy z wielkim rogalem na twarzy, powiedział do mnie "miłego dnia".

To takie "nic", a jednak takie wielkie COŚ! Nigdy nie zapomnę swojego "eksperymentu" i już zawsze będę uśmiechać się do ludzi:) Bo "uśmiech rozjaśnia świat" :smile::smile::smile:

 

Piękno przyrody jest niemniej ważne. A raczej to, jeśli/że to piękno dostrzegamy. Warto wybrać się czasem na spacer w góry, na plażę, do lasu czy gdzie tam kto ma możliwość i po prostu poobserwować. W zupełnej ciszy wdychać powietrze, słuchać szumu wiatru. W ten sposób naprawdę można dostrzec, jak bardzo zdumiewająca jest rzeczywistość, jak PIĘKNY jest ŚWIAT!

 

Wysiłek również jest dla mnie taką codzienną radością. Pozytywne zmęczenie odczuwa się zupełnie inaczej. Gdy człowiek podejmuje się jakiegoś zadania z myślą o celu, po jego wykonaniu nie ma poczucia bezsensu. Z tym ściśle wiąże się dla mnie wolontariat. Czasem nie mając już na nic sił, myślę o tym dlaczego, po co i dla kogo to robię. Wtedy zwyczajny uśmiech, maleńki przejaw dobra dodają sił. Wszystko zależy od nastawienia:)

 

 

Ech, nieskładnie coś piszę dziś, wybaczcie:/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Postanowiłam przez tydzień po prostu... uśmiechać się do ludzi. I tak też zrobiłam. Pierwszego dnia, kiedy wychodząc ze sklepu powiedziałam do ekspedienta "miłego dnia", popatrzył na mnie jakby conajmniej z Marsa była. Za drugim razem uśmiechnął się do mnie, a kolejnego dnia on pierwszy z wielkim rogalem na twarzy, powiedział do mnie "miłego dnia".

 

Świetna sprawa, naprawdę - niby taka drobnostka, ale az cieszy i bardzo przyjemnie się czyta. Skoro tak wyglądaja Marsjanie, to niech "Marsjanie Atakują" :lol:

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pewnego dnia, myślać o świecie współczesnym, doszłam do wniosku (heh, jakże głębokiego:P), że... brakuje życzliwości. Postanowiłam przez tydzień po prostu... uśmiechać się do ludzi. I tak też zrobiłam. Pierwszego dnia, kiedy wychodząc ze sklepu powiedziałam do ekspedienta "miłego dnia", popatrzył na mnie jakby conajmniej z Marsa była. Za drugim razem uśmiechnął się do mnie, a kolejnego dnia on pierwszy z wielkim rogalem na twarzy, powiedział do mnie "miłego dnia".

To takie "nic", a jednak takie wielkie COŚ! Nigdy nie zapomnę swojego "eksperymentu" i już zawsze będę uśmiechać się do ludzi:) Bo "uśmiech rozjaśnia świat"

Ja też kiedyś próbowałam tego 'eksperymentu'. Mi nie wyszedł. Wytrwałam przez tydzień. Uśmiechałam się do ludzi w autobusie. Nikt nie odwzajemnił uśmiechu. Może byli tacy zmęczeni po pracy? Jedna kobieta aż się na mnie oburzyła.. dziwne to wszystko..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale mi też tak wszystko nie do końca wyszło. Myslisz, że nie spotykam się z oburzeniem? Oczywiście, że tak! Ale nie zrażam się, w końcu coś wychodzi:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W gwiazdy sie gapie. Nocne niebo jest niesamowite. Czuje ze dotykam czegoś wieeeelkiego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MadLuki Wróciłam właśnie z działki. Działka jest na wsi. Położyłam się na dworze i gapiłam się w niebo. Może wiesz, że 4 dni temu wpadało w atmosferę ziemską 'stado' meteorytów. Widzieć ich nie widziałam, bo niebo było zachmurzone. Ale widziałam przedwczoraj ich resztki. To co widziałam było niesamowite. Tak ogromnych spadających gwiazd to ja w życiu jeszcze nie widziałam.. Dosłownie co minutę coś spadało. Byłam na wsi dookoła żadnych świateł więc widoczność jest tam doskonała. Dokładnie widać całą drogę mleczną. Niebo jest po prostu zasiane gwiazdami! Nie to co w mieście, gdzie są 3 gwiazdy na krzyż...

Zawsze kiedy tam przyjeżdżam leżę w nocy i obserwuję niebo. Ale taką ilość spadających gwiazd to ja jeszcze nie widziałam. To było wspaniałe! Były ogromne. Czułam że jestem cząstką czegoś ogromnego, czegoś pięknego.. czegoś z czego rzadko człowiek zdaje sobie sprawę.

Leżałam i ubolewałam że ludzie siedzą w domach i niczego nie widzą.. Zawsze chcę się tym wszystkim dzielić. Więc Wparowałam do domku i oznajmiłam, że jest boskie niebo że jest pełno niesamowitych spadających gwiazd, że muszą to zobaczyć. Oni tylko na mnie spojrzeli powiedzieli żeby mnie spławić 'no.. na pewno, to idź obserwować'. Nie wiedzieli co tracą.

Tak sobie myślałam, że ludzie z depresją widzą więcej, bardziej doceniają życie. Nie wiem jak to określić. Jesteśmy o coś bogatsi. Nasze spojrzenie na wszystko jest wyjątkowe. O ile właśnie nie próbujemy się zabić..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O tak! Przyroda! To niesamowite piękno, które nie wszyscy mogą dostrzec. Ja potrafie i to mnie cieszy. Często jestem za miastem i podziwiam drzewa, łąki, staje twarzą do wiatru, pedałuję na rowerze, zmagam się ze słabościami, słucham ptaków, oglądam chmury. Czasem tak jadę rowerem w jedną stronę i pomimo bólu kolan oglądam po drodze chmury. Jest w nich coś magicznego. Zmieniają się z każdym kilometrem. Tak, właśnie wtedy czuję się szczęśliwszy i trochę lepszy od innych.

 

Miałem, nie tak dawno, pewną przygodę związaną z siłami natury. Wracałem prawie 20km w niesamowitej ulewie, w czasie burzy i pod wiatr. To był okres mojego odwyku. Schowałem się pod niskim drzewem i modliłem aby mnie piorun nie trafił. Już chciałem łyknąć tabletkę, ale pomyślałem szybko, że zanim ona zadziała to pewnie burza przejdzie. Było niesamowicie! Przemokłem do suchej nitki. W koło było tylko pole i las. Niesamowity wiatr. Pomyślałem, kurcze, jak w życiu, trzeba jechać, iść do przodu mimo wszystko. Normalnie było by to łatwe, ale ja byłem na odwyku i cały się trząsłem. Lęk mnie ogarniał niesamowity, tysiąc myśli napływało do głowy, serce mi kołatało. Pomyślałem, że nie ma co czekać i wsiadłem na rower. Z drogi zrobił się mały potok i błoto, rower ledwo chodził. Na domiar złego, mając już kilka kilometrów do domu, złapałm gumę. Ale wymieniłem dętkę i pojechałem dalej. Naprawdę włożyłem w to wszystko niesamowicie dużo siły i samozaparcia. Brzmi to pewnie jak zmyślona historyjka, ale dla mnie to było trochę jak znak. Przekonało mnie to wydarzenie, że naprawdę potrafię więcej niż mi się wydaję.

 

Teraz jak tak siedzę i wewnątrz cały drżę, to ciężko mi uwierzyć, że jednak coś mi się udaje. Czasem napisanie posta nie jest dla mnie łatwe. Tak zmienne potrafi być samopoczucie.

 

Jeśli w życiu coś sobie udowodnimy, to potem jest trochę łatwiej. Gdybym tak tygodniami siedział i rozmyślał to nigdy bym siebie z tej drugiej strony nie poznał. Nie chciał bym stracić siły do sportu, to by mnie moglo zabić...

 

Znam chłopaka, który mimo inwalidztwa porusza się na rowerze w lecie i zimie. Widać, że jest mu niesłychanie ciężko. Chłopak jezdzi więcej ode mnie pomimo kalectwa! Widziałem go nawet po zmroku w zimie jak wracał oświetlony do domu! Podziwiam go i gdy jest mi żle to często o nim myślę. Oglądałem, w telewizji, czlowieka, który bierze udział w jednym z najtrudniejszych wyścigów rowerowych.... a człowiek ten... uwaga... ma tylko jedną nogę! To niesamowite i piękne zarazem ile czasem ludzie mają w sobie samozaparcia.

Może to z takich ludzi warto brać przykład...

 

Szkoda,że tak mało tu wpisów. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!! Witam!!

Ja tak dla śmiechu i wzbudzenia usmiechu napisze, że od jakiegoś tygodnie prześladuje mnie pech-wpadkowy:) tak to ujmę. Tzn. pewnego dnia wróciłam po pracy do domku i zasiadłam z laptopem na sofie czytając, co??oczywiście posty na Naszym blogu. Z kuchni dobiegł okrzyk ''obiad!!!'', który wydał mój szwagier i zaczął przynosił talerze pełne spagetti z sosikiem pomidorowym mniammmm:) Pomyślałam, że nie zmienie miejsca, w którym siedze, by móc spokojnie delektować się obiadkiem i czytać co nowego na forum. I jak tylko otrzymałam talerzyk z daniem i chciałam usadowić się wygodnie, tak szybko pół samokowitego papu znalazło się na moich udach i sofie!!! Szybko posprzątałam by nikt nie spostrzegł, że zabrudziłam sofe, ja to pół biedy. Na drugi dzień, zbiegałam po schodach na dół w dość szybkim tępie i nie wyrobiłam na zakręcie, a na dodatek moje jakże antypoślizgowe ;) skarpetki spowodowały, że miałam bliskie spotkanie -na czworaka- z ziemią. Sama z siebie się śmiałam, ale najlepsze jest w tym wszystkim to, że spadłam z ostatniego schodka!! To dopiero sztuka hehe No a dzisiaj, to zato wchodząc po schodach na góre-również dość szybko- ramieniem zahaczyłam o spód słupka, który jest od barierki. Wyobrażcie sobie, że ma on jeszcze coś w rodzaju daszku jak grzyby, no i jak właśnie pod tym daszkiem się zaklinowałam ramieniem chcąc wejść na góre :D Już nie wspomnę co się teraz znajduje na moim ramieniu, ale z czerwonym nie jest mi do twarzy :P Coś mam czutkę, że to jeszcze nie koniec... Jak mnie jeszcze coś dopadnie to Wam napisze.

 

 

Pozdrawiam!!!!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:D Każdy nowy dzień przynosi piękne chwile, zanim pojawiły się moje lęki, pewnie zaśmiałabym się pod nosem słysząc takie stwierdzenie, bo niby oczywistość a nadal łapię się czasami na tym, jak trudno przychodzi mi spontaniczna radość z samego faktu, że żyje.

Ostatnio po przebudzeniu zobaczyłam mokre ulice za oknem i pomyślałam, że jest super , bo tak dawno już nie padał deszcz..Po prostu zmienilam podejście, staram się być wdzięczna za każdą piękną chwilę , za moje życie.

Przychodzi lęk, niechciane myśli a ja sobie myślę jak fajnie,że studiuję, to co uwielbiam, że mam super rodzinę, że spotkam się z kolegą, jest tyle powodów dla których na twarzy może pojawić się uśmiech..

Dzisiaj tuliłam mojego kiciusia i nawet mnie nie drapnął :lol:

Pozdrawiam wszystkich

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×