Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
badek123

Wieczne zamyslenie, brak pewnosci siebie w kontaktach.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Prosiłbym Was o zdiagnozowanie mojego problemu, czy jest to nerwica, czy może coś innego.

Mój problem postaram się opisać najlepiej jak to jest możliwe.

 

Jestem osobą nieśmiałą, długo otwieram się przed nowymi ludzmi, a również w kontaktach ze znajomymi których znam już kilka/kilkanaście lat również potrafie się "zakręcić". Czasem mam tak tak (czyli w praktyce bardzo często) że jestem bardzo zdenerwowany podczas rozmowy ze znajomymi. Znam te osoby już kilka lat, wiemy o sobie prawie wszystko, a ja się bardzo stresuje podczas rozmowy, nie wiem co mam odpowiedziec, nie potrafie zartowac i prowadzic naturalnej rozmowy. Często zapada niezreczna cisza, a ja zeby ja przerwac klepie glupoty. rowniez podczas spotkan w towarzystwie "wiecej osobowym" tj przykladowo 3 znajomych mam problem, malo sie odzywam, mam problem z wyglaszaniem wlasnego zdania, a jak juz cos mowie to mowie to w taki niepewny sposob ze te osoby nie traktuja tego powaznie. A jak juz mam przy tych osobach wykonac jakies rzeczy manualne to jest wogole katastrofa. Cos mi upadnie, cos przewroce, wszystko robie nieporadnie. Podczas poznawania nowych ludzi rowniez mam problemy, jak juz zaczne z kims rozmawiac to podczas rozmowy czuje taki "ucisk w glowie", zamroczenie ze nie moge sie skupic na tym co ta osoba mowi. Z reguly konczy sie to na odpowiedzi "tak, ok, fajnie, hehe" i koniec rozmowy. Z reszta taki "ucisk, zamroczenie na głowie" czuje rowniez podczas rozmowy ze znajomymi. Słabo rowniez dogaduje sie z rodzina, mam dwoch kuzynow w swoim wieku, z zadnym nie utrzymuje blizszego kontaktu, bo poprostu nie potrafie z nimi rozmawiac. Rowniez przez pozostala rodzine jestem postrzegany jako cichy, spokojny, malo pewny siebie. Zacząlem czytac ksiazki na pewnosc siebie i teraz jest troche lepiej, lecz nadal jest daleko do idealu. Przez ostatnie dwa tygodnie, zyskalem pewnosc siebie, rozmawialem, smialem sie, zachowywalem sie naturalniej, lecz ta pewnosc siebie gdzies uciekla i znowu jest zle. Zle chodz troche lepiej niz bylo kiedys. Bylem swobodny w wypowiedzi, lecz nadal nie potrafilem sie zachowywac na tyle pewnie i naturalnie zeby np sie szturchac, zaczepiac i wyglupiac. Bylem swobodny w wypowiedzi. lecz nie w zachowaniu.

Drugim problemem ktory mi strasznie doskwiera, jest "wieczne zamyslenie". Czuje taki jakby ucisk, "kask" na glowie. Bladze caly czas myslami niewiadomo gdzie, jak ktos cos do mnie mowi to czesto nie wiem co powiedzial, co chcial. Dzis np dostalem karteczke z zakupami, poszedlem nie myslac o tym przywiesilem ja na lodowke, a za 3 min mowie do mamy zeby mi napisala w koncu ta kartke z zakupami bo chce isc. Potrafie isc do lazienki z zamiarem mycia zebow, a sie "otrzasam" z nalanym szaponem na rece (!!). Ostatnio nawet wypadlem samochodem z drogi i uderzylem w drzewo, bo jechalem tak zamyslony. Na szczescie predkosc nie byla duza i nic mi sie nie stalo. Czesto jestem tak zamyslony i zestesowany, ze nie potrafie zrozumiec co ktos do mnie powiedzial. Robie tez wiele rzeczy na raz, rzadko tylko jedna w danym momencie. Potrafie na przyklad przy skladaniu rzeczy do szafy w miedzyczasie podejsc do komputera, sprawdzic np fb, potem isc zamyslony do kuchni, wrocic (bo w sumie nie wiem po co tam poszedlem) i dalej skladac rzeczy. Dzis udalo mi sie nawet to zamyslenie pokonac, niestety tylko na okolo godzine. Powiedzialem sobie sam do siebie na glos, ze nie chce tak zyc, chce kontrolowac sytuacje i miec panowanie nad tym co robie. I nagle caly ucisk z glowy zszedl, a ja bylem skupiony i skoncentrowany na tym co robie tu i teraz. Niestety tylko na jakis czas. Mam tez problem z motywacja, odkladam wiele rzeczy na potem i ich nie realizuje, albo sie bardzo dlugo do nich zabieram i nie robie ich do konca.

Moj problem dotyczy raczej jakiegos nienturalnego leku, stresu, braku pewnosci siebie i niesamowicie uciazliwego zamyslenia. Pomozcie mi prosze jakos to nazwac i okreslic co to dokladnie jest.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam praktycznie dokładnie to samo. Od ok. 2 lat i do tej pory nie wiem co to jest. Tyle że u mnie to jest jakby falowe, bywają momenty że jest dobrze ale głównie czuję się dokładnie jak Ty.

Życzę wytrwałości! ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hejo,

 

Znam też to uczucie ucisku na głowie, kiedy ciężko się myśli. Czasami zdarza mi się obudzić zestresowanym bez wyraźnego powodu. Nie wiem dlaczego tak jest. Może to jakieś problemy hormonalne? Może brak jakichś substancji w organizmie...

 

Rozmawiałeś o tym może z lekarzem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Nie, nie rozmawiałem o tym z lekarzem. Kiedyś bardzo krótki czas chodziłem do psychologa, lecz było to trochę z innego powodu. (Strasznie stresowałem się będąc w grupie, nie potrafiłem się odezwać do obcych, dosłownie ani słowa powiedzieć). Teraz może nadal nie potrafię rozmawiać swobodnie (mam nadzieje, że niedługo się to zmieni ;0 ), lecz chociaż potrafię się odezwać. Analizując moje zachowanie z perspektywy czasu, wiem, że kiedyś byłem dużo bardziej nieśmiały, potrafiłem się jedną rzeczą zamartwiać cały tydzień, nie móc spać w nocy, mieć przez to zepsuty humor itp., teraz jest dużo lepiej choć nadal mi daleko do normalności. Teraz jestem również świadom tego, iż to moje zamyślenie jest skutkiem braku pewności siebie. W myślach wyobrażam sobie jak by jakaś sytuacja wyglądała "w mojej wersji", wtedy, kiedy umiał bym się normalnie zachować (nie mogę się opędzić od tych myśli, przestać sobie tego wyobrażać) lecz gdy dochodzi do konfrontacji, dana sytuacja ma miejsce i nie idzie bo mojej myśli, jestem niepewny siebie, wtedy zaczynam się tym bardzo stresować. Zamyślenie raz jest bardziej intensywne, raz mniej, czasem potrafię chodzić i nie wiedzieć co robię, a czasem jest ok. Ostatnimi czasy byłem tak bardzo zamyślony, ze względu na osobę do której zacząłem czuć coś więcej niż tylko przyjaźń. Wszystko było w miarę ok, dopóki ta osoba nie okazywała mi swojego zainteresowania. Jednak gdy pokazała mi, że jej również na mnie zależy, wszystko się posypało... zacząłem się przy niej bardzo stresować, jak już odpowiadałem to strasznie niepewnym głosem, czasem nawet zaczynałem się jąkać (gdzie nigdy mi się to nie przytrafia). No i oczywiście zacząłem chodzić jak "śpiąca królewna".. wiecznie zamyślony, nie potrafiący się na niczym skupić. Znajdując kilka dni temu to forum i pisząc tu pierwszego posta, uświadomiłem sobie, że chce to zmienić, tym razem na poważnie. Wiele razy chciałem, stosowałem np. autohipnozę., lecz po kilku dniach przestawałem. Ostatnio oglądałem kasetę z dzieciństwa, gdzie byłem wesołym, ruchliwym, uśmiechniętym, pewnym siebie dzieckiem. Zupełne przeciwieństwo tego jaki jestem teraz. Wiem, że wiele w życiu tracę, żyjąc tak jak teraz, wiem, że życie dosłownie ucieka mi między palcami. Od kilku dni intensywnie walczę nad tym aby to zmienić. Przeczytałem już w około 3/4 książkę "Nieśmiałość. Jak się jej pozbyć?" - Aleksandra Łamka, następna w kolejce jest "Odrodzenie Feniksa" - Nikodema Marszałka. Nie wiem jak będzie ta druga, ale ta pierwsza przynosi niesamowite efekty.. wykonując sumiennie wszystkie ćwiczenia w niej zawarte moja pewność siebie wzrosła.. można powiedzieć o 300% ;) (mam tylko nadzieję, że na stałe, a nie tylko do pierwszej nieprzyjemniej sytuacji). Aby tak się nie stało na dobry początek zamierzam przeczytać jeszcze kilka książek na temat pewności siebie, radzenia sobie ze stresem, a także zwiększania swojej motywacji. Zainteresowałem się również techniką EFT, lecz nie wiem czy ona działa, ponieważ jej jeszcze nie próbowałem (wygląda ona trochę jak magia ;)). Troszkę się rozpisałem, ale co tam. Dodam jeszcze tylko, że zwiększyła się również moja motywacja… w 3 dni ogarnąłem pracę na studia do której napisania zabierałem się chyba z miesiąc, oraz pozałatwiałem wszystkie sprawy które normalnie załatwiał bym pewnie przez najbliższe dwa tygodnie. I stwierdzam, że tak jest lepiej.. to również dodaje mi pewności siebie.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja czasami potrafiłem być nawet bardzo zdenerwowany podczas rozmowy z najbliższą rodziną (mama, tata).

Nie, będąc dzieckiem byłem bardzo wesoły, wszędzie było mnie pełno.. było to tak do około 10 roku życia.

Potem, "się uspokoiłem" byłem postrzegany jako osoba cicha, spokojna, lecz nie przypominam sobie żeby przez okres podstawówki i gimnazjum miał jakieś problemy z pewnością siebie. Miałem bardzo wielu kolegów, z każdym potrafiłem bez problemu porozmawiać i nie czułem żadnej presji, strachu przed odrzuceniem.

Moje problemy z pewnością siebie, zmiany w zachowaniu zaczęły się gdzieś kolo 15-16 roku życia i praktycznie od tamtego okresu się cały czas pogłębiają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam Cię serdecznie. Mam takie pytanie do Ciebie, ile masz lat?

Chciałam Ci napisać, że miałam tak samo jak Ty, czułam sie bardzo źle ze sobą, nie widziałam żadnego celu w życiu, bałam się ludzi, ich opinii na mój temat, przejmowałam się wszystkim dookoła. I tak samo jak Ty w pewnym momencie, gdy było ze mną bardzo źle postanowiłam, że MUSZĘ coś z tym zrobić, bo czułam, że gdzieś tam głęboko w środku mnie siedzi zupełnie inna osoba, która chce żyć szczęśliwie, spokojnie, chce dobrze te życie wykorzystać.

 

No i w końcu zdecydowałam się na wizytę u psychologa, który zapisał mnie na terapię grupową, na początku byłam bardzo przerażona, bałam się tych ludzi tam, terapeutek, wszystkiego! Jednak postanowiłam sobie, że nawet jeśli będzie bardzo źle to nie zrezygnuję będę tam chodzić nawet jeśli miałabym się zmuszać. I to dało bardzo wielkie efekty.

 

Teraz po półrocznej terapii jestem innym człowiekiem. Zrozumiałam, że to wszystko, te moje problemy wynikały z dzieciństwa, z tego jak mnie rodzice wychowali. I dopiero wtedy gdy zrozumiałam to w czym tkwi przyczyna i pogodziłam się z tym, zaczęłam inaczej patrzeć na świat.

 

Wiem przez co przechodzisz, wiem że może być ciężko ale najbardziej pomocne dla Ciebie byłaby terapia grupowa. Pomyśl o tym. Nie zawsze można samemu sobie pomóc, ja też próbowałam czytać książki itd, jednak tam są najczęściej sposoby, żeby zmniejszyć objawy, a nie żeby zrozumieć skąd to pochodzi. A uważam, że bez zrozumienia tego czemu tak jest, nie da się trwale tego zwalczyć.

 

Nie powiem co Ci dokładnie dolega, bo nie jestem lekarzem ani psychologiem, ale ze swojego doświadczenia mogę przypuszczać, że mogą to być u Ciebie jakieś zaburzenia lękowe, które się leczy i można to wyleczyć całkowicie!

 

Życzę bardzo dużo wytrwałości i wielkiej siły w sobie. Wierzę, że uda Ci się z tego wyjść, ale wiedz, że bez Twojego wysiłku nic sie nie zmieni. To zależy głównie od CIEBIE! Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@zapominalska

 

Witam, i dzięki za słowa wsparcia

Obecnie mam 22 lata.

Myślę ze mi „dolega” to sam co kiedyś dolegało i Tobie. Również, tak jak Ty kiedyś bardzo przejmuję się tym co inni o mnie myślą, i przejmuję się opiniami na swój temat.

Myślę, że taka terapia grupowa, również i mi bardzo by pomogła. W związku z czym mam pytania:

Z jakimi objawami trafiłaś na taką terapię? Czy ten lęk ma jakąś swoją fachową nazwę?

Czy jest możliwe odbycie takiej terapii poprzez NFZ, czy tylko prywatnie? I ile to ewentualnie kosztuje?

Nie wracają do Ciebie czasem stare schematy myślenia?

Wiem, że książki nt. zwalczania nieśmiałości, zwiększania pewności siebie, stosowania afirmacji potrafią jedynie zmniejszyć objawy, poczuć się lepiej i że potrzebne jest zwalczenie problemu „od środka”. Chciałbym się tego problemu pozbyć raz na zawsze, bo już wystarczająco długo się z tym męczę, a skoro pomogło Tobie to mam nadzieję, że pomoże i mi. Twoje stare schematy myślenia to wypisz, wymaluj moje obecne myślenie. Udało mi się jedynie przez ostatni czas je trochę załagodzić.. Kiedyś dużo bardziej przejmowałem się opinią innych jakąś krytyczną uwaga w moją stronę. Teraz również się przejmuję, ale już trochę mniej, bo wie, że problem leży tylko w mojej psychice.. i to nie, że inni są źli, nie robią tego specjalnie, nie mają na celu uprzykrzyć mi życia.. Ja to tylko na wyrost odbieram i za bardzo się tym przejmuję. Sam często moim brakiem pewności siebie daję innym „ pole do popisu” ponieważ mam wtedy taką blokadę w głowie, że nie potrafię się bronić. A ludzie niestety są jacy są. Wiem, że to zależy tylko i wyłącznie od mojego zachowania, bo w okresach gdy „jestem na fali” nie stresuję się, rozmawiam z innymi i zachowuję się naturalnie. Jednak wystarczy kilka krytyczniejszych uwag w moją stronę, nawet powiedzianych na żarty i moja pewność siebie słabnie. Każdą uwagę odbieram zbyt dosłownie, uwaga skierowana w moją stronę potrafi zaburzyć moją pewność siebie, mimo iż na początku rozmawiało mi się na luzie, po takiej uwadze zaczynam bardzo często odpowiadać niepewnie. Zawsze najgorzej jest mi na początku spotkania, ponieważ podświadomie nie wiem czemu, ale oczekuję ataku od innych ludzi. Przed spotkaniem stresuję się tym, że inni powiedzą mi coś niemiłego. Gdy takie coś nie następuję, a uda mi się porozmawiać bardziej na luzie z innymi wtedy jest OK. Jednak mimo wszystko zawsze mam taki lęk, nawet podczas bardzo przyjemnej i miłej rozmowy, że ta druga osoba zacznie mi dokuczać i to powoduję, że tracę pewność siebie na samym rozmyślaniu o tym i podświadomym wyczekiwaniu ataku od drugiej osoby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja chodziłam na terapię z NFZ, akurat fajnie się złożyło, że od razu mnie przyjęli i jak wchodziłam do grupy to były tylko 3 osoby.

Sposób myślenia i podchodzenia do spraw całkowicie mi się zmienił, lecz czasami jak jest jakaś sytuacja to przypomina mi się jak kiedyś bym zareagowała i w tym danym momencie jestem pod wrażeniem, że teraz myślę inaczej w identycznej sytuacji. Miałam tak samo jak opisujesz. A teraz jeśli z kimś rozmawiam to prawie wcale nie interesuje mnie to, czy przypadkiem coś złego sobie o mnie pomyśli ( no za wyjątkiem przyjaciół, bo ich zdanie jest dla mnie ważne). Teraz mówię to co czuję, nie kontroluję się, jestem spontaniczna, umiem żartować, nie jestem taka sztywna jak kiedyś, no po prostu szczęśliwa jestem :)

 

I na pewno jest duuża szansa, że Tobie też takie coś pomoże. Jak byłam na terapii to wszystkim osobom coś pomogła, niektórzy musieli dłużej dojść do przyczyny, inni szybciej, ale zmiana była u wszystkich duża.

Bardzo dobrze, że zdajesz sobie sprawę, że chcesz coś zmienić, że coś Ci dokucza w życiu. I też bardzo fajnie, że jesteś w takim młodym wieku, bo z mojego doświadczenia widzę, że jeśli ktoś jest młodszy to szybciej z tego wychodzi :)

 

Jeśli masz jakieś pytania to pytaj śmiało, pomogę jak tylko będę umiała :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby się dostać na taką terapię, to muszę iść na początek do psychologa? I dopiero on skieruje mnie na taką terapie?

Czy wystarczy, że pójdę do jakiegoś ośrodka zajmującego się tego typu pomocą, działającego w ramach refundacji NFZ i powiem, że mam taki a taki problem i chciałbym się na taką terapię zapisać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W każdej takiej poradni co prowadzi terapie powinien być psycholog i lekarz i tak, najpierw do psychologa. Jesteś może ze śląska ? Może akurat będziesz miał blisko tam gdzie ja chodziłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja niestety jestem z Wielkopolski, więc miastem gdzie mogę takiej pomocy szukać jest Poznań. Mam do niego stosunkowo niedaleko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@zapominalska

A jak oceniasz skalę swojego lęku tak w skali 1-10?

Bardzo mocno się tym wszystkim przejmowałaś, czy może jakoś w miarę dawałaś sobie z tym radę?

 

Piszesz, że pół roku wystarczyło Ci na zmianę Twojego podejścia.. chciałbym wiedzieć czy to dużo czy mało patrząc na skalę Twojego problemu.

Terapię już zakończyłaś, czy nadal na nią uczęszczasz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale skalę lęku teraz czy wcześniej?

Przejmowałam się bardzo mocno, bałam się panicznie ludzi, nawet przy znajomych nie czułam się do końca pewnie.

Jeśli patrząc wstecz to te pół roku to według mnie było malutko jak na takie efekty duże. Bo niektórzy kilka lat się leczą nawet.

Terapię zakończyłam tydzień temu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzi mi skalę Twojego lęku wcześniej, zanim zaczęłaś chodzić na terapię.

Ja skalę swojego lęku oceniam na około 6-7/10 i tak chciałem wiedzieć czy jest szansa żebym wyszedł z tego w około pół roku tak jak Ty, chodź wiem, że jest to kwestia indywidualna i jednej osobie zajmie to pół roku, innej 2 lata. Chciałem mieć takie mniej więcej porównanie.

Nie boję się ludzi nieznajomych, nie mam żadnego problemu w porozmawianiu z przypadkowymi osobami w sklepie, na ulicy, jeśli jest to spotkanie tylko na chwilę. Jeśli już miałbym spędzić z taką nieznajomą osobą powiedzmy godzinę, wtedy zaczyna się problem.. w takiej sytuacji osoba poznaje mnie lepiej, muszę przez tą godzinę podtrzymywać konwersację z tą osobą, i boję się, że wydam się takiemu komuś nudny, nie będę umiał ciekawie z nią rozmawiać. Zaczynam się tym stresować i wtedy z racji z tego stresu zaczynam mówić nieskładnie i potrafię coś mówiąc się nieźle zakręcić.. tak, że często niewiadomo o co mi chodzi.

Jutro będę w Poznaniu, znalazłem już jeden ośrodek leczący na NFZ, pójdę tam jutro i postaram się czegoś dowiedzieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ja bym tak dała może 7/10. Na prawdę w najgorszym momencie było bardzo źle.

Też tak miałam, jak wiedziałam, że z kimś tylko chwilę pogadać to jeszcze okej, ale jak byłam tak jakby skazana na kogoś towarzystwo dłużej to się męczyłam, a najdziwniejsze jest to, że na początku znajomości zawsze fajnie, a jeśli druga osoba mnie poznawała coraz bardziej to ja z lęku uciekałam wtedy, oddalałam się od takich osób, bałam się bliskości.

Ojj nie możesz zakładać ile czasu będziesz wychodzić z tego, pójdziesz, zapiszesz się, pochodzisz trochę i sam wtedy będziesz wiedział, czy Ci to pomaga i czy chcesz dalej na takie coś chodzić. Ja też na początku zakładałam, że tylko 3 miesiące i koniec, ale potrzebowałam więcej i plany mi się pozmieniały. I nie żałuję, że to wydłużam, bo dopiero po takim czasie byłam w pełni gotowa na radzenie sobie już sama.

Ooo super, że idziesz tam, życzę powodzenia i obyś się zapisał. Będzie dobrze ! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×