Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gabriela1

OBSESYJNA ZAZDROŚĆ i AGRESJA WOBEC PARTNERA :(

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

mam 22 lata i od ponad 2 lat chłopaka na którym bardzo mi zależy. Kiedyś nadszarpnął mojego zaufania i od tamtej pory ja mam chyba popadam coraz bardziej w jakąś psychozę. Przez 3 miesiące nie potrafił spotkać się ze mną bo cos go blokowało - nie napisał smsa, bo nie będzie z telefonem wszędzie chodził, nie zadzwonił w wolnej chwili - bo znajomi dookoła, nie spotkał się ze mną - bo podobno brakowało mu motywacji. Nie rozumiem jak można komuś pisać, że się za nim tęskni, a jednocześnie bez powodu nie chcieć go widzieć... ale odpuściłam. Teraz sytuacja znacznie się pogorszyła. Mieszkalismy ze sobą przez rok, ale nic pozytywnego to nie wniosło do naszego życia. Irytowały mnie niesamowicie jego wieczorne wypady "z kumplami" i powroty o 2 w nocy, kiedy przebywał w swoim rodzinnym domu. Okazało się że oprócz jego kolegów były tam również ich dziewczyny. Wspólnie gadali, chodzili na ogniska, a mnie ani razu tam nie było, bo oczywiście mój facet nie domyślił się, że istnieje taka możliwość. Bylo mi przykro kiedy mi opowiadał o tym, że dziewczyny jego kumpli.... bo mnie nie zaprosił do towarzystwa ani razu. Wytłumaczył się, że ma swoje sprawy rodzinne - ok, rozumiem, ale dogadaliśmy się, a on nadal milczy, mimo, że płyną mi łzy i dostaję szału, gdy znów się okazuje że z nimi wyszedł, nie obchodzi go to wcale. Mówi, że jestem nienormalna, że zachowuję się jak furiatka. Cóż, ma rację... i tu tkwi problem. Nie radzę sobie z tym, że z nimi może się widzieć, a kiedy słyszę, że gada z jakąś dziewczyną, nie umiem pohamować emocji - uderzyłam go nieraz, wyzywałam od najgorszych, krzyczałam, że dość z nami, a potem przepraszałam. I tak jest w kółko. Ja nie umiem powstrzymac moich ataków, a na co dzień płaczę, że znów wychodzi, czekam jak głupia na jego wiadomość i co 5 min zerkam na telefon, czekam po kilka godz na gg, żeby się odezwal... i za każdym razem on zawodzi. Powtarzam sobie, że mieszkamy razem, że przedstawił mnie rodzicom, że płakał przeze mnie nie raz, ale ja nie umiem być spokojna. Agresja nie jest z całą pewnością dobrze wróżącym objawem, dlatego proszę o pomoc... jak z tym walczyć? :(

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie rozumiem po co Ci taki facet. Wy praktycznie nie jesteście nawet parą. Daruj sobie idiotę bo tu chyba nie ma co naprawiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Irytowały mnie niesamowicie jego wieczorne wypady "z kumplami" i powroty o 2 w nocy, kiedy przebywał w swoim rodzinnym domu. Okazało się że oprócz jego kolegów były tam również ich dziewczyny. Wspólnie gadali, chodzili na ogniska, a mnie ani razu tam nie było, bo oczywiście mój facet nie domyślił się, że istnieje taka możliwość.

Nie pojechalas z nim do domu rodzinnego bo ustaliliscie ze jedzie sam czy jak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oboje studiujemy i na co dzień mieszkaliśmy razem, ale na weekendy, święta, wakacje itp zawsze wracał do rodzinnego domu, podobnie jak ja. Tyle ze ja go zapraszałam, a on mnie ani razu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gabriela1, no jak jezdziliscie osobno do domu to przeciez nie bedzie siedzial przed kompem tylko wiadomo, ze sie spotka ze znajomymi. Ja bym sie wkurzala gdyby moj facet rozliczal mnie z tego z kim sie spotkalam i o ktorej wrocilam .

Tyle ze ja go zapraszałam, a on mnie ani razu...

I jezdzil z Toba? Dlaczego czekasz az Cie zaprosi...porusz po prostu ten temat ze chcialabys jechac z nim

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gabriela1, no jak jezdziliscie osobno do domu to przeciez nie bedzie siedzial przed kompem tylko wiadomo, ze sie spotka ze znajomymi. Ja bym sie wkurzala gdyby moj facet rozliczal mnie z tego z kim sie spotkalam i o ktorej wrocilam .

Tyle ze ja go zapraszałam, a on mnie ani razu...

I jezdzil z Toba? Dlaczego czekasz az Cie zaprosi...porusz po prostu ten temat ze chcialabys jechac z nim

 

to oczywiste, że nie będzie siedział - nie chcę żeby siedział, ale 3 miesiące wolnego było w poprzednie wakacje - on mnie w ogóle wyrzucił z zycia na tamten czas... nie chodzi o to, że nie pisał ze mną na gg, ale dlaczego mógł się spotkać ze wszystkimi tylko nie ze mną? On to tłumaczy swoim lenistwem, ale dla mnie to nie jest możliwe, że mam chłopaka, a nie myślę o nim wcale, nie pytam o nic. Spotkaliśmy się 2 razy - z mojej inicjatywy. Napisałam mu "mieliśmy iść do kina w lipcu..." - "znów masz fochy?" - chciałam się spotkac, bo mi go brakowało. A odnośnie tych rozliczeń - nie miałabym nic przeciwko gdyby choć raz powiedział "przyjedź' - dziewczyna Karola też będzie... - ale on nie...

Temat z nim poruszyłam - mówi że ma mały dom i sprawy rodzinne - tylko, że sprawy rodzinne się już poukładały - teoretycznie nie ma przede mna tajemnic, a praktycznie wie co mnie boli, a ani razu nie zaprosi do siebie. Z jego wypowiedzi wynika ze mógłby i że chce. Tylko że słyszę to już dość długo i moja nadzieja stopniowo zanika... On unika tematu jak ognia. Ciągle coś mu rzekomo wypada.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W poprzednie wakacje zachowal sie zupelnie niezrozumiale no ale jak widac wybaczylas wiec nie ma co do tego wciaz wracac. Wazne jak teraz sie zachowuje. Moze cos w tym jego domu rodzinnym jest nie hallo? czegos sie wstydzi? o czyms nie chce powiedziec?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Gabriela1, To toksyczne te wasze realcje,stale zabiegasz o jego względy dobrze Ci z tym?On Ci łaske robi?dziewczyno miej swoja godność zakończ to bo te realacje wcześniej czy pózniej się i tak rospadną.Ciągnąc to dalej tylko niszczysz samą siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A rozmawiacie w ogóle? Tak bez krzyków, płaczu i awantury?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Saraid, to, ze zakonczy te relacje nie rozwiaze problemu bo z tym samym zachowaniem wejdzie w nastepny zwiazek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W poprzednie wakacje zachowal sie zupelnie niezrozumiale no ale jak widac wybaczylas wiec nie ma co do tego wciaz wracac. Wazne jak teraz sie zachowuje. Moze cos w tym jego domu rodzinnym jest nie hallo? czegos sie wstydzi? o czyms nie chce powiedziec?

 

Właśnie też przeszło mi to przez myśl. Wiele razy pisał mi coś w rodzaju " nie chcę żeby nasze ewentualne małżeństwo wyglądało jak małżeństwo moich rodziców". To daje do myślenia... Wakacje wybaczyłam i próbuję patrzeć na naszą znajomość w oparciu o to jak było między nami na poczatku. Tylko jest jeszcze jedna sprawa... właśnie wtedy, rok temu, pod koniec czerwca spotkaliśmy się po raz ostatni przed wakacjami i on opowiadał jak to się w poprzednie wspaniale bawił... zapytałam wtedy czy w te też tak będzie się bawił ze mną... zaśmiał się i nie umiał jednoznacznie odpowiedzieć i wtedy po raz pierwszy pojawiły się z mojej strony pewne wątpliwości co do jego osoby. Miałam go za chodzący ideał, ale w tamtej chwili jego słowa wzbudziły we mnie niepewność " no możeee i będziesz..... nie wiem..... " - mówił to jakby wcale mnie tam nie chciał. Nie mogłam uwierzyć i zyłam nadzieją, że jednak będzie dobrze. Nie chciał mnie wcale... obiecywał też że przyjedzie do mnie, że będzie fajnie i gdzie to razem nie pojdziemy i wszystko okazało się być wielką ściemą. Po wakacjach spotkaliśmy się, pogadaliśmy i było fajnie. Tłumaczył się, że jego dom nie wygląda za fajnie i wstydzi się mnie tam zabrać, że przeprasza itd... Zamieszkał ze mną, poznał mnie z rodzicami, bo kiedyś do nas przyjechali... to pozwoliło mi dać mu szansę... Tylko teraz znow są wakacje i sytuacja trochę się powtarza, a ja jestem trochę zmęczona tym wszystkim i dostaję szału kiedy słyszę, że widuje się z kolegami, którzy przyprowadzają do towarzystwa swoje dziewczyny, a on ani razu. jak juz pisałam jego stosunki rodzinne się unormowały, dom ma już odnowiony całkowicie - nawet zdjęcia mi pokazywał, ale problem nadal jest. Obawiam się, że tu chodzi o mnie, że ze mną coś jest źle, a on boi się powiedzieć.... W dodatku teraz skończył studia, podobno szuka pracy i chce nadal ze mną mieszkać, tylko że ostatnio znów miał pewne watpliwości co do tego, czy chce pracować w mieście, w ktorym ja jeszcze studiuję... Raz mówi że tak, za chwilę, że nie wie, innym razem, że chciałby, ale nie wie co los dla niego zgotuje... Na razie jest u siebie i ja nadal nie wiem na czym stoję. Ciężko mi bo robię się agresywna, nie umiem tego powstrzymać, nie chcę go wyzywać ani gnoić, ale nie panuję.... To przechodzi też na moje relacje rodzinne. W domu też mi mówią, żebym się uspokoila.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jak juz pisałam jego stosunki rodzinne się unormowały, dom ma już odnowiony całkowicie - nawet zdjęcia mi pokazywał,

ale rodzice pozostali tacy sami. Cos tam musi byc nie hallo. Szczerze mowiac ja mojego faceta tez do rodzicow nie przyprowadzam bo mam matke wariatke natomiast u niego w domu bywam. Rozne sa sytuacje. Niech jedzie i bawi sie dobrze (moze to jakies odreagowanie od rodzicow) a Ty wykorzystaj czas bez niego na zajecie sie soba. spotkania ze znajomymi i rownie dobra zabawe. Masz w koncu wakacje :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może dla niektórych jestem głupia, ale nie umiem przerwać znajomości, która trwa ponad 2 lata, zwłaszcza, że widzę jak reaguje na moje ataki. Za każdym razem przeprasza, czasem płacze, przysięga że będzie dobrze... Czasem już sama sie poddaję bo nie mam siły, ale on powtarza że muszę trochę nad sobą panować i nauczyć się nie wyrzucać słów, które gnieżdżą się w mojej głowie w przypływie gniewu. Mówi, że to nie jego wina, że idzie do kolegi, a ten ma tam dziewczynę. Jak już ją zobaczy to nie może zabrać się i wyjść... Przysięga, że nie rozmawia z nią, bo po co... Można powiedzieć, że to rozumiem... ale po prostu po tym wszystkim, po 3 miesiącach zycia jedynie jego pustymi słowami, mając na uwadze również naszą przedwakacyjną rozmowę, nie umiem być spokojna. Martwi mnie też to, że nie wiem gdzie znajdzie pracę, czy znajdzie i w ogóle czy będzie szukal. Mocno nadszarpnął mojego zaufania swoją niesłownością i drobnymi kłamstwami - mówił, że tylko koledzy, a potem okazało się, że koleżanki też. Powiedział, że zrobił to, bo bał się mojej reakcji, a nie mogę go zamknąć w klatce i zabronić wychodzić. Ma rację, ale jego zachowanie mimo wszystko niszczy moje zaufanie do niego i przede wszystkim szacunek. Nie jestem święta, czuję się winna i mam wrazenie, ze wszystko się rozpada, a to wina jedynie mojej obsesji. No i właśnie chciałabym ją zwalczyć, albo przynajmniej nauczyć się panować... Minął rok, a mój żal się nie wypalił, gniew jedynie urósł. Początkowo tłumiłam w sobie złe emocje, a dziś nie umiem tak.

Nie zawsze się kłócimy, choć coraz częściej... jest nam dobrze, kiedy jesteśmy razem i coś przypadkiem nie zainicjuje mojego ataku. Dziewczyna z mieszkania jak się odezwie do niego, do bulgotam ze złosci, bo mam wrażenie że za mną nie przepada. Z resztą ona, jej chlopak i mój oczywiście razem się wybrali kiedyś na wycieczkę rowerową w wakcje - podobno przez przypadek to wyszło i odkad o tym wiem, nienawidzę jej. Czsem na fb napisze coś dzieczyna, z którą mój facet był kilka lat temu na studniówce - to też jest motorem do moich chorych ataków... wiele rzeczy tak na mnie działa...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

on powtarza że muszę trochę nad sobą panować i nauczyć się nie wyrzucać słów, które gnieżdżą się w mojej głowie w przypływie gniewu.

Ma racje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Owszem ma racje,ale nie tylko to jest problemem w relacjach wg, mnie jak juz napisalam nic z tego nie bedzie.Jezeli chlopak by ja kochal dbal by o nia ,a nie unikal spotkan z milionek wymowek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obydwoje na psychoterapię sięwybierzcie, jeśli Wam zależy na sobie i chcecie zawalczyć o Wasz związek.

Za dużo trudności Was dzieli Gabrielo1.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Saraid, ale to bylo dawno na poczatku ich zwiazku. Teraz po prostu nie chce jej zabrac do swojego toksycznego z tego co mowi domu rodzinnego i pewnie wkurza sie, ze zamiast zrozumienia dostaje awanture

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Candy rozumien to ,ale i tak relacje ich sa toksyczne.Tak dobrze napisano powyzej psychoterapia dla obojga.Moze wtedy ?pojda?watpie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie dziwię Ci się, jesteś agresywna bo partner nie zaspokoja Twojej największej potrzeby: miłości. Nie przebywa z Tobą za często, nie zabiera na spotkania, nie zaprasza do domu rodzinnego. Musisz sie zastanowić czego chcesz. Jezeli Ci odpowiada taka sytuacja to zostań z nim i nie narzekaj, albo stawiasz mu ultimatum i jak nie pomoze to sie rozstajesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie dziwię Ci się, jesteś agresywna bo partner nie zaspokoja Twojej największej potrzeby

Bo zupa byla za slona? co to za wytlumaczenie dla agresji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Candy14, nie piszemy tu o słonej zupie, tylko o tym co wyzej: nie traktuje jej powaznie a jak produkt zastępczy kiedy mu sie podoba, to z nią jest a kiedy nie, to odstawia na boczny tor. Po pewnym czasie kiedy czlowiek sie czuje odrzucany, to rodzi sie w nim agresja i poczucie niepewnosci. Co doprowadza do kłotni, zazdrosci w koncu do rekoczynow( zazwyczaj). Jezeli w zwiazku nie sa zaspokojane potrzeby obojga partnerow to jest to rownia pochyła. Nie piszę tu o przypadkach skrajnych, kiedy ktoś przejawia elementy osobowosci dyssocjalnej, ale ogolnie o mniej wiecej zdrowych jednostkach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kiedy czlowiek sie czuje odrzucany, to rodzi sie w nim agresja i poczucie niepewnosci. Co doprowadza do kłotni, zazdrosci w koncu do rekoczynow( zazwyczaj).

:shock: a to w jakiejs innej bajce zyjemy bo nie wyobrazam sobie, ze zamiast pogadac z partnerem ze jestem na niego zla bo to czy tamto zachowywac sie agresywnie i tluc go.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

kiedy czlowiek sie czuje odrzucany, to rodzi sie w nim agresja i poczucie niepewnosci. Co doprowadza do kłotni, zazdrosci w koncu do rekoczynow( zazwyczaj).

:shock: a to w jakiejs innej bajce zyjemy bo nie wyobrazam sobie, ze zamiast pogadac z partnerem ze jestem na niego zla bo to czy tamto zachowywac sie agresywnie i tluc go.

No ja też nie ,tak czytam to i aż sie dziwie rękoczyny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

próbuję z nim rozmawiać, pytam... z jednej strony mówi "wszystko spoko, zabiorę cię, zobaczysz. masz rację tak nie może być", ale wciąż tego nie zrobił... ile mozna słuchać? To nieprawda, że od razu go biję. Czasem po prostu nie wytrzymuję kiedy dociera do mnie, że stać go na spotkanie z kumplami i ich laskami, a mnie ma centralnie w d***e... Zalezy mi, bo razem wiele przeszliśmy. Kiedyś miał wypadek i pamiętam do dziś co przeżywałam, kiedy powiedziano mi, że nie wiadomo co z nim - stan cięzki bardzo, brak kontaktu całkowity... Wiem jak mi jest źle, gdy go nie ma i on mi powtarza to samo

 

-- 09 lip 2013, 19:02 --

 

i nie tłukę go zamiast rozmowy... Wielokrotnie pisałam już, że pytam, rozmawiam... i nie wiem dlaczego powtarza mi, że spoko, mam rację, zabierze mnie, bo on tego chce, ale nic z tym nie robi... I dla jasności nie sięgam po to co mam pod ręką i nie biję go z całych sił, ale w nerwach szarpę nim, popycham, raz dałam z liścia. Martwię się, że to będzie szło coraz dalej... Kiedyś tak nie było, hamowałam się... Nawet nie wiem, w którym momencie emocje zaczęły mną rządzić. Teraz wyzywam go, kiedy jestem zła, krzyczę, że go nienawidzę, że mam go gdzieś. Chciałabym przestać, tylko że ja wiem, że jeśli cały czas będę z boku to nic się nie zmieni. Ja mam na tym punkcie takiego p*******a, że niedługo to zajdzie jeszcze dalej. Nie chciałabym tego... ROZMAWIAĆ - ROZMAWIAM Z NIM ZAWSZE. TYLKO CZUJĘ SIĘ TROCHĘ OSZUKIWANA, BO OBIECUJE I NIC NIE MA Z TEGO. NIE BYŁAM U NIEGO, NIE ZNAM JEGO ZNAJOMYCH. NIE TŁUKĘ ZAMIAST ROZMOWY, ALE JAK JAKIŚ BODZIEC ZAINICJUJE WE MNIE TĄ AGRESJĘ. CZUJĘ SIĘ ZAGROŻONA KAŻDĄ INNĄ DZIEWCZYNĄ, CHOCIAŻ MÓJ FACET NIE JEST JAKIMŚ UWODZICIELEM, ROMANTYKIEM CHWIEJNEJ NATURY I NIGDY MNIE NIE ZDRADZIŁ. Boli, że jestem jakby tylko dla niego, kiedy on tego chce, a jak przyjdą te cholerne wakacje to ląduję na dnie. Ja wiem że on i tak przeprosi i tak nie będzie chciał żebym odeszła... było wiele takich sytuacji, a on naprawdę sporo i tak mi pokazał. Na moja prośbę wykasował wszystkie dziewczyny z książki adresowej gg, pokazał swoje rozmowy... Ale mnie nie przeszkadza ich osoba, tylko to, ze on jest w ich towarzystwie, a mnie ani razu... To się nie może zmienić i prowokuje mnie, z dnia na dzień utwierdza w przekonaniu, że jestem nikim. CHCIALABYM PRZESTAĆ BYĆ AGRESYWNA I NAUCZYĆ SIĘ ZAPOBIEGAĆ NIEKONTROLOWANYM WYBUCHOM WŚCIEKŁOŚCI. JA SAMA CZUJĘ SIĘ WTEDY JAK SMIEĆ, NIKT... MAM WRAŻENIE ŻE TO MOJE PODEJŚCIE DO PSRAWY MNIE ZABIJA... NIE WIEM CO Z TYM ZROBIĆ.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×