Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

W sumie to nie mam chyba tak jak Ty. Chyba jestem bardziej egoistą i egocentrykiem niż narcyzem (co mnie cieszy). Właśnie to zarzuca mi dziewczyna (może to dla niej tożsame pojęcia, egocentryk i narcyz). Mi jest obojętny status majątkowy moich znajomych, liczy się dla mnie żeby było mi w ich towarzystwie ciekawie. O dziewczynę dbam i myślę o jej potrzebach. Na początku związku tak nie było ale to był mój pierwszy dłuższy związek i wielu rzeczy dopiero się uczyłem. Jestem jedynakiem i nigdy wcześniej nie musiałem się z nikim liczyć ani o nikogo dbać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej nazywam sie Klaudia mam 21 lat i coż, i wydaje mi sie ze mam mieszankę różnych zaburzeń osobowośći z przewaga narcystyczną, nawet bardzo narcystyczną, ale nie potrafie sie do końca określić, nic co w mojej glowie do konca sie nie okresla, blędne koło trwa, a ja nie wiem czy sobie cos wkręcam czy nie... tak mysle o osobie te wszsytkie wstydliwe w sumie rzeczy bo kto normalny mysli o sobie ze jest zajebisty w kosmos tak, bo tak mysle, a wsrod ludzi pale glupa , stresuje się i zgrywam arogancką, wyniosla itp chociaż tak nie jest, mylse o osbie te wyniosle rzeczy, ale jestem dobra z natury,nie lubie przemocy, klamstwa a tak naprawde sama czesto do uciekam do takich czynów,...i co potem a potem np: w srod ludzi zamykam się, najchetniej nie odzywałabym sie wcale, w pracy 8 godzin potrafilam spedzic mowiąć tylko dzien dobry i do widzenia.. czesto zanim cos powiem np: ide zalatwic jakąs rzecz urzędową i co sie dzieje? układam w glowie caly scenariusz tego jak mam sie zachowac co powiedzieć, zeby bylo ok,zeby nikgo nie urazic, z siebie nie zorbic debila i tak dalej.... o nie... czesto boje sie o przyszlosć, boje sie ze nie wychowam dzieci tak jak bardzo bym tego chciala ( o ile bede mogla je miec) boje sie ze kogos z moich najblizysz spotka cos strasznego, ze potrąci ich samochód i nie poradze sobie z bolem po ich odejsciu, a zarazem tez czesto boje sie o siebie, a brak nadziei na lepsze zycie a w glowie mi cos zaczyna szeptac, jaka ta moja egzystencja jest beznadziejna... są ludzie przy których jestem normalna, a sa ludzie przy których nie wydusze z siebie ani słowa, sa ludzie przy których nie dam sobą pomiatac są ludzie którzy mnie beda ustawiać po kontach, czasem jestem taka, czasem inna, i tak mnie to wkurza okropnie, chciałabym byc jednolita dla kazego...

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O rany Dusiaczek, wszystko co o sobie piszesz to i ja tak mam. Może nie cały czas ale odnalazłem dużo siebie w tym co piszesz. Nie przyszło mi nigdy do głowy połączyć niechęć do rozmawiania z kimkolwiek z narcyzmem... Musze to przemyśleć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
U mnie objawia się m.in. tak że czuję się kimś szczególnym , ponadprzeciętnym.

 

Ja mam to samo. Myślę, że jestem najmądrzejszy; gdy ktoś zdaje się mieć większą wiedzę ode mnie bronię się myślami typu ,,jego wiedza i tak nie ma wartości, liczy się jakość". Ostatnio doszedłem do wniosku, że nie mam z kim rozmawiać bo nikt nie jest tak wtajemniczony (w coś...) jak ja. Siedzę w autobusie i widzę te puste osobniki co to tylko myślą i imprezach, zakupach, wyglądzie i żal mi ich, żal bo nie wiedzą tego co ja wiem. Myślę nawet, że mógłbym nad nimi panować gdybym chciał tzn. zdobyć władzę podstępem i wyniesć się już absolutnie ponad nich wszystkich... ponad Was wszystkich xD

 

Jednocześnie myślę sobie jaki jestem mały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kiedyś natknęłam się na coś takiego, że osoby z narcystycznym zaburzeniem narcystycznym są jednymi z trudniejszych przypadków w leczeniu terapeutycznym. Co o tym sądzicie?

ja z kolei natknęłam się na taką koncepcję terapeutyczną dla borderów, w której celem jest "przesterowanie" bordera w narcyza, bo leczenie bordera jest oporne, a narcyza leczy się dużo łatwiej. ile literatury tyle pomysłów, a profesjonalistą nie jestem, natomiast nie słyszałam, żeby narcyzm był szczególnie oporny w terapii

 

-- 12 kwi 2012, 14:42 --

 

Quantum, ja w tym wyczuwam myśli nadwartościowe :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja chyba też jestem narcyzem. Uważam, że do wszystkiego trzeba dojść ciężką i mądrą pracą, ale sam uważam, że jestem absolutnie wyjątkowy i boje się porażek więc niewiele robię. Ale na zewnątrz taki nie jestem stąd wielu ludzi mnie lubi.

 

Mam dużo w sobie fantazji o przyszłości jaki to będę ważny, będę miał idealną rodzinę i dobry status materialny.

 

Po to, żeby za chwilę zejść na ziemię i zobaczyć, że jestem tak naprawdę jak wielu innych ludzi a od wielu gorszy.

 

Gdy słyszę, że życie polega głównie na prozie, problemach codziennych a wielkie momenty zazwyczaj są incydentalne, to dostaję silnego doła.

I wydaje mi się, że zwykłe codzienne czynności to takie nic. Bo trzeba dokonywać wielkich działań.

 

I jestem antykonformistą. Muszę zawsze być na przekór, żeby inni zwrócili na mnie uwagę i żebym mógł pokazać jaki to jestem fajny.

Zwykli ludzie są jacyś tacy bezwartościowi...

 

Tak mi się zaczęło na studiach, wcześniej byłem bardzo zrównoważony emocjonalnie, powiedziałbym, że to inni mają problemy ze sobą, podchodziłem szalenie racjonalnie do wszystkiego z rozsądkiem i zimnym rachunkiem.

 

 

Leczenie na czym polega w tej sytuacji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedy czytam wasze wypowiedzi pojawia mi sie usmiech na twarzy, ponieważ czuje ze rozmawiam z pokrewnymi duszami :) Milo mi was poznać.

 

Tak, ten paradox chciałabym a nie umiem, nie moge?

 

Natłok bezustannych myśli, drwiących ze wszystkiego na około, wstydze sie tego,

 

Domyslam sie że przy działaniu mózgu narcyza , jezeli sie bardzo chce można wyjsc z "naszego obłedu" bo uwazamy sie za bardzo inteligentnych, więc dobrze uswiadomiona mysl , dobrze na kierunkowana, moze z pomoca specjalisty w pewnym sensie uzdrowic nas.

 

ale moge sie mylić (...)

 

-- 13 kwi 2012, 17:55 --

 

U mnie objawia się m.in. tak że czuję się kimś szczególnym , ponadprzeciętnym.

 

Ostatnio doszedłem do wniosku, że nie mam z kim rozmawiać bo nikt nie jest tak wtajemniczony (w coś...) jak ja. Siedzę w autobusie i widzę te puste osobniki co to tylko myślą i imprezach, zakupach, wyglądzie i żal mi ich, żal bo nie wiedzą tego co ja wiem.

Jednocześnie myślę sobie jaki jestem mały.

 

 

Też często mam takie myśli...

 

oraz nie chce Cie drąznić i wynosic się ponad Ciebie,

 

ale Cie rozumiem

 

-- 13 kwi 2012, 18:04 --

 

Leonie21

 

nie doradzę Ci jak wyglada leczenie,

ale moge Ci powiedzieć, że jestes i tak czy siak wspaniały :) to co napisales mogłabym dopisać sobie, mysle ze tacy ludzie właśnie powinni jakąs siłą wyciągnąć z siebie miłosć do zycia, do zwykłego zycia, spokojnego zycia bez tych wszytskich wartośći, które są dziś modne i cieszyć sie tym co mamy, mi to rzadko sie udaję, ale kiedy o tym mysle, to zawsze powoduje to jakieś działania nad uratowaniem siebie przed tą zapascią szarości.Motywuje mnie nawet by przez chwilę szczerze i z ulgą się uśmiechnąć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja pragnę tylko żeby mój umysł zszedł z poziomu "boskości" i "wydawania się, że inni od ciebie tego oczekują" na poziom normalne zrównoważenie i realizacja swoich mocnych stron. Bo w tej chwili czuje się jakbym miał jakieś rozwarstwienie osobowości.

 

Bo jak uznać sytuację, że wydaje mi się, iż każdy mój błąd w relacji z kobietą spowoduje porzucenie? Jak wytłumaczyć, że po wyidealizowaniu kobiety widzę jej jakąś wadę i nie mam ochoty się w ogóle z nią widzieć?

 

Jak wytłumaczyć swój wyidealizowany obraz świata, który chciałbym zreformować? Jak przestać się nieustannie lękać przed problemami życiowymi, które dotyczą każdego z nas, z którymi sobie radzę, ale nie pokrywają się one z moją patologiczną wizją życia?

 

Jak wytłumaczyć fakt, że mam wewnętrzne poczucie, iż moje życie to po prostu musi być udane bez skazy, bo inaczej jestem gorszy od innych (choć wiem, że to absurd)? Że mnie to musi się absolutnie wszystko udawać, bo miałem wewnętrzne poczucie, że jestem lepszy od innych (ale na poziomie rozumu wiem, że tak nie jest).

 

Jak wytłumaczyć, że często wchodzę w fantazje o swojej wielkości i wyjątkowości i one redukują mój lęk?

 

Jak wytłumaczyć to, że wszyscy inni ludzie pominąwszy znanych i cenionych ludzi, wydają mi się bezbarwni, bezwartościowi - i często myślę, jak oni mogą czuć się szczęśliwi?

 

I pytanie jak się od tego uwolnić? Bo wiedzę to ja mam i wiem, że to nieprawidłowe reakcje. Ale CZUJĘ zupełnie coś innego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Usłyszałam, że mam rane narcystyczną. Czy to jest jednoznaczne z byciem narcyzmem? Bardzo proszę o opinie, bo bardzo mnie to boli i troche sie nie zgadzam, ale jestem masochistka, wiec sama nie wiem

 

Unikam ludzi o wysokim statusie, bo czuję, że do nich nie pasuję, że mogłabym przeszkadzać, mogliby się też ze mnie śmiać i mną pogardzać.

Nie dbam o pieniądze moje ani moich znajomych, już byłam w różnych opałach, ja nawet u faceta nie zwracam uwagi, czy dużo zarabia, bo pieniądze można zawsze stracić. Poza tym u faceta zwracam uwagę głównie na to, czy mi się podoba (chyba normalne) i czy czuję się przy nim spokojna i bezpieczna. Staram się mieć długie związki, ale wcześniej wybierałam facetów, którzy mnie szybko zostawiali, co mnie bolało. Ale to nie tak, że nie utrzymuje długich związków. Chociaż mam coś takiego, że czasem wydaje mi się, że to bez sensu i lepiej się rozstać, ale wystarczy że widzę tego faceta i się uspokajam i jest ok. Często przerywam różne zajęcia, bo zaczynam wątpić w ich sens. Dużo pracowałam za darmo w pełnym wymairze, bo chciałam coś robić, a byłam pewna, że nie zasługuję na płatną pracę.

 

Nie dbam przesadnie o wygląd, chociaż byłam atakowana na ulicy (parę lat temu) i czasem wciąż ktoś się ze mnie śmieje. Nie ma przypadków i myślę, że to kwestia właśnie wyglądu. Boję się takich sytuacji, więc jak wychodze z domu, to zwracam uwagę na strój, nieraz zajmuje mi to więcej czasu niż planowałam. Poza tym pogodziłam się z tym, że nie jestem zbyt ładna.

 

Rzadko czuję złość, ale może dlatego, że unikam kontaktów z ludźmi, których nie znam. Czasami zwracam komuś uwagę, kiedy wydaje mi się, że robi coś, czego nie powinien w grupie, wtedy ta osba najczęściej się obraża. Jest mi wtedy głupio i unikam już tych ludzi potem, nie mam pojęcia jak się godzić. Kiedy mówię przepraszam, to nie działa, a nie chcę kajać się za rzeczy, które wg mnie nie są wcale złe.

 

Czasami czułam zawiść/ zazdrość wobec czyichś osiągnięć, ale nie było to bardzo silne. Nauczyłam się wykorzystwać to uczucie, by motywować się do pracy. Właściwie często się ciesze, gdy widzę że komuś się układa. Lubię pomagać ludziom tj wspierać ich psychicznie, ale to może być narcystyczne, bo sprawia mi to przyjemność, bo czuję się pożytecznym człowiekiem.

 

Często coś mi odbija i przepraszam za to, że mówię za długo albo że ciągle o sobie. Słyszałam od ludzi, że mam niską samoocenę, powinnam być bardziej pewna siebie, ale przecież narcyz też może mieć niską samoocenę.

 

Umiem przyjąć krytykę jak jest wyrażona merytorycznie i łagodnie, ale jak ktoś mówi do mnie przykrym tonem to się załamuję i potrafię rozpłakać, bo czuję się bezradna i poniżona. Nie zgadzam się z opinią, że jestem narcyzem, ale boję się ją odrzucić, bo może to prawda, której nie mogę zaakceptować.. Bardzo proszę o jakieś opinie...

 

I przepraszam, że tyle się rozpisałam

 

-- 11 cze 2012, 02:22 --

 

Przepraszam ze pisze pod postem. Chyba jednak jestem narcyzem : //// jak mogę to zaakceptować ? jestem przewrażliwiona na swoim punkcie, a jak staram się nie przejmować, to słyszę, że się dystansuję i to też jest złe : /

nie mam tak żebym czuła się wspaniala, wybitna czy niepowtarzalna, czuję się bardzo zła a jak mnie chwalą to mi się wydaje że dali się nabrać : /

nie chce być miła dla ludzi, bo to też może być manipulacja : / a jak mówię wprost, to się obrażają i znowu wychodzi, że jestem narcyz, ranię ludzi : /

nie wiem jak żyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Usłyszałam, że mam rane narcystyczną. Czy to jest jednoznaczne z byciem narcyzmem?

To diagnoza lekarza ?

Nie dbam przesadnie o wygląd, chociaż byłam atakowana na ulicy (parę lat temu) i czasem wciąż ktoś się ze mnie śmieje.

Skąd masz takie przekonanie , że ktoś cie wyśmiewa ?

Czasami zwracam komuś uwagę, kiedy wydaje mi się, że robi coś, czego nie powinien w grupie, wtedy ta osba najczęściej się obraża. Jest mi wtedy głupio i unikam już tych ludzi potem, nie mam pojęcia jak się godzić.

Ta sytuacja raczej wskazuje na zaniżoną samoocenę

Czasami czułam zawiść/ zazdrość wobec czyichś osiągnięć, ale nie było to bardzo silne.

Czasami każdy człowiek odczuwa zazdrość ;)

Lubię pomagać ludziom tj wspierać ich psychicznie, ale to może być narcystyczne, bo sprawia mi to przyjemność, bo czuję się pożytecznym człowiekiem.

To , że czerpiesz satysfakcje z udzielania pomocy , wcale nie jest narcystyczne ,raczej łączysz przyjemne z pożytecznym ;)

Umiem przyjąć krytykę jak jest wyrażona merytorycznie i łagodnie, ale jak ktoś mówi do mnie przykrym tonem to się załamuję

To też wskazuje na niskie poczucie własnej wartość , bo ja na krytykę zawsze reagowałem agresją i się z nią nie zgadzałem

Nie zgadzam się z opinią, że jestem narcyzem, ale boję się ją odrzucić, bo może to prawda, której nie mogę zaakceptować

Mi to nie wygląda na narcyzm , a raczej na przejmowania się opinią innych , przez co do w każdym swoim zachowaniu doszukujesz się cech narcystycznych .

nie mam tak żebym czuła się wspaniala, wybitna czy niepowtarzalna, czuję się bardzo zła a jak mnie chwalą to mi się wydaje że dali się nabrać : /

Poczucie wyjątkowość to główny objaw osobowość narcystycznej , więc trudno znalneżć narcyza ( o ile to możliwe ) który choć od czasu do czasu nie czuję się wyjątkowy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

Piszę w tym temacie, bo jakoś ponad tydzień temu moja terapeutka powiedziała, że wg niej nie mam borderline, ale widzi u mnie cechy osobowości narcystycznej. I jest masakra. Strasznie mnie to zdołowało i jestem wprost przerażony taką diagnozą. Najgorsze jest to, że raczej wszystko się zgadza... Leczyłem się od wielu lat na jakieś nerwice, natręctwa, depresje itp. Wtedy koncentrowałem się głównie na oczywistych objawach, czyli np tych somatycznych oraz myślach natrętnych, zmianach nastroju itd. Spotykając się z psychologami/psychiatrami raczej unikałem mówienia o swoim życiu, związkach itp. Koncentrowałem się tylko na objawach. Jednak człowiek robi się starszy i coraz więcej tego najgorszego g&wna zaczyna wychodzić na wierzch i śmierdzieć. Odstawiłem za zgodą psychiatry leki, które brałem przez ponad 6 lat (było ich dużo, ale ostatnio przez 3 lata byłem na wenlafaksynie), bo jego zdaniem potrzebna mi była terapia. Tak naprawdę to jemu powiedziałem o tych wielu niepokojących mnie zachowaniach i to on otworzył mi w pewnym sensie oczy na istotę problemu. Jestem strasznie rozchwiany emocjonalnie, wpadam w ogromne dołki i euforie, kiedy to czuję się niepokonany. I to wszystko w schemacie dziennym, czasami godzinowym. Wydaję mnóstwo pieniędzy, zapuszczam się w kolejne kredyty, a pustkę emocjonalną wypełniam przypadkowym seksem bez zabezpieczenia. Głównie dlatego by coś poczuć, poczuć się Panem własnego marnego życia, mieć nad wszystkim kontrolę i decydować o sobie, na zasadzie, że jeśli coś mi się stanie to tylko dlatego, że sam do tego doprowadziłem, a nie że coś się samo 'przyplątało'. Do tego dochodzą problemy w relacjach z ludźmi: unikanie ich, by potem nagle z hukiem wrócić i znów oczarować swoim blaskiem. Związki? Nie ma czegoś takiego. U mnie to jedno wielkie polowanie, stroszenie piór, uwodzenie, czarowanie dotąd aż zdobędę. A jak zdobędę to wszystko cichnie, emocje opadają, a ja czuję pustkę i odchodzę. Wtedy najczęściej dochodzę do wniosku, że jestem jakimś wstrętnym potworem, że takich ludzi jak ja powinno się trzymać w zamknięciu, żeby nie ranili innych. A ja tak robię. Ranię tym, że porzucam, wcześniej nie dając żadnych znaków, że coś może być nie tak, żywiąc innych swoimi słowami, gestami, obietnicami, które później okazują się być bez pokrycia... I czuję się przy tym wyjątkowy. Zawsze tak było. Nie chciałem być taki jak inni. Na siłę starałem się być inny, żeby wszyscy wokół widzieli jaki jestem niesamowity i mnie podziwiali. Kręciło mnie mówienie znajomym o tym, że jestem gejem - niech widzą, że jestem wyjątkowy, że się tego nie wstydzę, że się tym szczycę, że jest mi z tym tak dobrze. Kręciło mnie dawanie ludziom do zrozumienia, że kobiety też mnie jarają. Że tak naprawdę mogę mieć każdą, a w seksie jestem niepokonany. Nawet to, że leczę się psychiatrycznie uważałem, za oznakę bycia kimś wyjątkowym, bo przecież Ci wszyscy inni wokół mnie są tacy zwykli, normalni, więc niech widzą, że można być ponad tym wszystkim, że można być 'psychicznym' i takim zaje*istym w tym swoim popapraniu, bólu i zaburzeniu. To przy ludziach. A w samotności? Pustka, gniew, żal, wyrzuty sumienia, kolejne autodestrukcyjne działania, kolejne chore znajomości, myśli samobójcze i nieustanne, niestabilne poczucie własnej wartości. Bywają dni, że nie jestem w stanie nadziwić się temu jak ktoś tak cudowny jak ja mógł się narodzić: jestem tak fenomenalnie inteligentny, tak piękny, czarujący, nikt mi się nie oprze, a jeśli ktoś twierdzi inaczej to chętnie udowodnię, że się myli. I później zawracam. Widząc siebie w lustrze mam ochotę zedrzeć z siebie skórę, pokaleczyć się, bo jestem tak szkaradny, taki niedoskonały, pełen mankamentów. I co robię? Na siłownię, biegam, jeżdżę rowerem. Nie tak sobie o, żeby się poruszać. Ćwiczę dotąd aż mi słabo i mam wrażenie, że zaraz padnę. Nigdy nie jest wystarczająco dobrze. Do tego jedzenie. Rzadko zdarza się by w tej materii było stabilnie. Przez kilka dni potrafię jeść wszystko co wpadnie mi w ręce, dotąd aż mi niedobrze. A później kolejne ekstremum: głodówka, bo muszę się ukarać.

 

Bywa, że jest normalnie. Krótko, ale bywa. Wtedy twierdzę, że nie potrzebuję pomocy, że wszystko jest ok i w ogóle sam sobie coś wkręcam. Jednak zawsze wracam do punktu wyjścia i dopiero gdy znów jestem na granicy załamania wołam o pomoc.

 

Teraz jest o tyle inaczej, że zmuszam się do utrzymania związku z terapeutką. Zdałem sobie sprawę z tego, że potrzebuję pomocy i że muszę to wszystko wyprostować. A jeśli się nie da to chociaż być w stanie to kontrolować. I boję się, bo wszędzie czytam, że nie można wyjść z zaburzeń osobowości, nie można się z tego 'wyleczyć', a szczególnie z narcyzmu. Z jednej strony zgadzam się z diagnozą terapeutki, ale z drugiej strony jej zaprzeczam, bo podobno ludzie z narcystycznym zaburzeniem osobowości nie odczuwają empatii, a u mnie jest inaczej. Nie jestem może kimś kto się często wzrusza itp, ale np strasznie nie lubię krzywdzić ludzi. Jak powiem komuś coś niemiłego, czy np kończę kolejną znajomość to strasznie mi źle z faktem, że kolejna osoba przeze mnie cierpi. Może nie jest ze mną aż tak źle? Sam nie wiem. Z drugiej strony np uwielbiam pomagać ludziom, dużo od siebie dawać, poświęcać swój czas i siebie. Tylko, że później dochodzi do mnie, że ja tak naprawdę robię to dlatego, żeby ludzie myśleli, że jestem taki super pomocny, taki do rany przyłóż. I przeraża mnie to, że tak właśnie jest, że jestem interesowny, że wszystko ma drugie dno, że we wszystkim co się dzieje musi być coś co sprawi, że lepiej się poczuję z sobą samym... Pisząc o tym wszystkim jest mi wstyd. Nie potrafię zrozumieć jak mogłem stać się takim człowiekiem, takim potworem...

 

A tutaj piszę, bo widzę, że są też inni, podobni do mnie. I jest mi jakoś lżej. I może ktoś da nadzieję, że można się tego g&wna pozbyć lub chociaż potrafić je kontrolować...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

heh, i narcyz, i border pasują; granice między diagnozami z.o. są płynne.

 

bardzo się cieszę, że się leczysz - jak długo jesteś w terapii? masz za sobą hospitalizację?

 

wspomagasz się farmakolgicznie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mnie to pasuje o wiele bardziej na bordera. narcyz (chyba) nie zachowuje sie tak dalece autodestrukcyjnie. no i chyba nie popada w aż tak skrajne wersje siebie w stylu jestem super/do dupy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chiha, farmakologicznie leczyłem się przez wiele lat, ale obecnie od ponad miesiąca jestem bez leków i chcę by tak pozostało. Tak naprawdę to zarówno będąc na nich, jak i bez nich jest tak samo. Antydepresanty działają na mnie źle: zawsze mam myśli samobójcze i wpadam coś w stylu stanu mieszanego w CHAD. Nie chcę więcej przeżywać takiej katorgi, więc dałem sobie spokój. Co do szpitali to byłem raz, gdy zaczynałem leczenie sertraliną. Wpakowałem się w taki stan, że doprowadziło to do próby samobójczej... Na terapii jestem póki co od dwóch miesięcy, ale i tak będę musiał zrobić przerwę, bo mnie na to nie stać, przynajmniej przez najbliższy miesiąc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tomcio Nerwica! bardzo bardzo dziekuje za te slowa, tak jak mowisz, mocno przejelam sie opinia innych, i nie dawalo mi to spokoju. Teraz sie tez przejmuje tym co piszesz, wyjatkowo podniosles mnie na duchu. hehehe jestem kompletnie zalezna od bodzcow zewnetrznych w moim nastroju ; ]

 

DelRey moze miales zle dobrane leki? Moze sprobuj stabilizatorow nastroju ?

 

-- 12 lip 2012, 10:40 --

 

jednak po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że mam mnóstwo cech narcystycznych, co kwalifikuje mnie nawet do bycia łagodną odmianą narcyza. Czyli mam jakiś kontakt z rzeczywistością, ale trzeba mi zwrócić uwagę lub muszę się mocno skupić. Ponadto moje umniejszanie siebie, przekonanie że przeszkadzam wszystkim moją egzystencją itp jest właśnie objawem narcyzmu połączonego z współwystępującą melancholią. Opis bardzo pasuje do depresji, stąd wydaje mi się, że ludzie, którzy cierpią na depresję oporną na wszelką terapię i leki mogą w rzeczywistości mieć depresję o genezie narcystycznej.

 

Miałam ciężki epizod depresyjny u progu dorosłości i od tamtej pory w takim rozmiarze nie wracał. Za to cechy narcystyczne wyszły na pierwszy plan. I bogu dzięki, przynajmniej wreszcie zajmę się przyczyną a nie licznymi objawami.

 

Owszem, mam niską samoocenę, lecz mówienie mi o moim potencjale tylko bardziej mnie nakręca i pogłębia ból. Skoro mam potencjał, to dlaczego go nie realizuję? Powinnam być "wyjątkowa, doskonała, boska" i tak też się czułam po środkach antydepresyjnych. Jednak jak długo nie nawiążę i nie utrzymam kontaktu z rzeczywistością, tak długo będę cierpieć, bo narcystyczną hipomanią też wykańcza.

 

Moim celem jest odnaleźć i zaakceptować moje miejsce, a nie podsycanie hipomanii. Chociaż zdaję sobie sprawę, że dla sukcesu zawodowego we współczesnym świecie zdominowanym przez korporacje, właśnie narcyz na środkach pobudzających stanowi nowy ideał "człowieczeństwa".

 

Tutaj linki do ciekawych, pogłębionych materiałów nt narcyzmu, które będę dorzucać.

 

audycja z roku 2007 radio BIS http://www2.polskieradio.pl/_files/20070418105453/2007051501442112.mp3

 

http://www.forum.niebieskalinia.pl/viewtopic.php?t=1447 - to chyba esej E.Fromma, dobrze się czyta!

 

http://www.kul.pl/files/61/Studia%20z%20psychologii%20w%20KUL/GalkowskaJakubik.pdf

 

http://www.pfl.uw.edu.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=194

 

Karen Horney: Osobowość narcystyczna naszych czasów, Erich Fromm: Serce człowieka, esej: Narcyzm jednostkowy i zbiorowy

 

Tutaj: nie ma rewelacji ale podsyłam to ludziom, jak chce żeby zrozumieli jak strasznie cierpie ; ) i ze nie jestem psychopatką

http://psychologia.wieszjak.pl/abc-psychologii/262615,Osobowosc-narcystyczna-zaburzenie-osobowosci-czy-zadowolenie-z-siebie.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tomcio Nerwica! bardzo bardzo dziekuje za te slowa, tak jak mowisz, mocno przejelam sie opinia innych, i nie dawalo mi to spokoju. Teraz sie tez przejmuje tym co piszesz, wyjatkowo podniosles mnie na duchu. hehehe jestem kompletnie zalezna od bodzcow zewnetrznych w moim nastroju ; ]

 

DelRey moze miales zle dobrane leki? Moze sprobuj stabilizatorow nastroju ?

 

-- 12 lip 2012, 10:40 --

 

jednak po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że mam mnóstwo cech narcystycznych, co kwalifikuje mnie nawet do bycia łagodną odmianą narcyza. Czyli mam jakiś kontakt z rzeczywistością, ale trzeba mi zwrócić uwagę lub muszę się mocno skupić. Ponadto moje umniejszanie siebie, przekonanie że przeszkadzam wszystkim moją egzystencją itp jest właśnie objawem narcyzmu połączonego z współwystępującą melancholią. Opis bardzo pasuje do depresji, stąd wydaje mi się, że ludzie, którzy cierpią na depresję oporną na wszelką terapię i leki mogą w rzeczywistości mieć depresję o genezie narcystycznej.

 

Miałam ciężki epizod depresyjny u progu dorosłości i od tamtej pory w takim rozmiarze nie wracał. Za to cechy narcystyczne wyszły na pierwszy plan. I bogu dzięki, przynajmniej wreszcie zajmę się przyczyną a nie licznymi objawami.

 

Owszem, mam niską samoocenę, lecz mówienie mi o moim potencjale tylko bardziej mnie nakręca i pogłębia ból. Skoro mam potencjał, to dlaczego go nie realizuję? Powinnam być "wyjątkowa, doskonała, boska" i tak też się czułam po środkach antydepresyjnych. Jednak jak długo nie nawiążę i nie utrzymam kontaktu z rzeczywistością, tak długo będę cierpieć, bo narcystyczną hipomanią też wykańcza.

 

Moim celem jest odnaleźć i zaakceptować moje miejsce, a nie podsycanie hipomanii. Chociaż zdaję sobie sprawę, że dla sukcesu zawodowego we współczesnym świecie zdominowanym przez korporacje, właśnie narcyz na środkach pobudzających stanowi nowy ideał "człowieczeństwa".

 

Tutaj linki do ciekawych, pogłębionych materiałów nt narcyzmu, które będę dorzucać.

 

audycja z roku 2007 radio BIS http://www2.polskieradio.pl/_files/20070418105453/2007051501442112.mp3

 

http://www.forum.niebieskalinia.pl/viewtopic.php?t=1447 - to chyba esej E.Fromma, dobrze się czyta!

 

http://www.kul.pl/files/61/Studia%20z%20psychologii%20w%20KUL/GalkowskaJakubik.pdf

 

http://www.pfl.uw.edu.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=194

 

Karen Horney: Osobowość narcystyczna naszych czasów, Erich Fromm: Serce człowieka, esej: Narcyzm jednostkowy i zbiorowy

 

Tutaj: nie ma rewelacji ale podsyłam to ludziom, jak chce żeby zrozumieli jak strasznie cierpie ; ) i ze nie jestem psychopatką

http://psychologia.wieszjak.pl/abc-psychologii/262615,Osobowosc-narcystyczna-zaburzenie-osobowosci-czy-zadowolenie-z-siebie.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie,

 

Ostatnio stwierdzono u mnie ten typ zaburzenia.

Zerwałem ostatnio wieloletnie znajomości z ludźmi (5-7 lat).

Ponieważ, iż czułem, że ściagnałem ich na siebie swoimi negatywnymi cechami.

Czułem się w ich obecności tak jakby korzystali z mojej energi. Wysysali mnie.

Wydaje mi się, że zostałem sam. Spakowałem wszystkich do jednego worka i się pożegnałem.

Dodatkowo pojawiła się u mnie w życiu wstrząsająca sytuacja rodzinna.

Po tych zdarzeniach udałem się do specjalisty gdzie stwierdzono u mnie to zaburzenie.

Gdzię mogę uzyskać pomoc? Jak leczyć to zaburzenie? Co sądzicie o sytuacji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,

 

Po 1 napisz coś więcej o sobie. Diagnoza NPD musiała się skądś wziąc, a to co napisałeś o sobie do tej pory, czyli zerwanie stosunków z ludźmi i wstrząsająca sytuacja w rodzinie daje bardzo mały obraz Ciebie. Po 2 napisz kto Cię tak zdiagnozował. Uczęszczasz na terapię? Widujesz się z psychiatrą? Bierzesz jakieś leki?

 

Zaburzenia osobowości mają to do siebie, że nie sposób ich zdiagnozować na jednej wizycie. Psychiatra/psycholog może mieć pewne podejrzenia, ale żeby się upewnić trzeba więcej rzeczy zbadać.

 

Czy można leczyć? Kwestia sporna. Jedni twierdzą, że tak - jak każde inne zaburzenie. Problem tkwi w wytrwałości pacjenta w terapii. Najpierw zadaj sobie pytanie czy na pewno chcesz się leczyć i zmienić swoje zachowanie. To bardzo ważne. Narcyzi rzadko sami szukają pomocy, głównie dlatego, że nie widzą nic złego w swoim zachowaniu i twierdzą, że to ktoś się myli, nie zna na rzeczy, a oni sami są wszechwiedzący. Z tego co wiem, narcyz najczęściej przychodzi do psychologa/psychiatry podczas depresji, którą chce zaleczyć, a gdy ona mija, ów narcyz wraca do swoich idei wielkościowych, do swej omnipotencji.

 

Czytałem dużo o tym zaburzeniu i warto przede wszystkim wiedzieć skąd ono się wzięło. Z tego co się dowiedziałem wszystko sprowadza się do tzw. rany narcystycznej, czyli sytuacji kiedy dziecko boleśnie zrozumiało, że aby być akceptowanym i docenianym przez rodziców, musi być kimś innym niż rzeczywiście jest. Poniżej to co znalazłem w necie:

 

Rana narcystyczna powstaje gdy opiekunowie wymagają od dziecka aby było pod jakimś względem inne niż jest w rzeczywistości. Rodzice nie odzwierciedlają dziecka, nie są empatyczni i nie zachowują zdrowych granic między sobą a dzieckiem, nie pozwalając w ten sposób na prawidłowy rozwój dopiero wyłaniającej się osobowości - na kształtowanie się prawdziwego “ja”.

 

Przekaz środowiska brzmi: Jeśli przestaniesz być sobą i będziesz tym kim ja chcę abyś był, będę cię kochał.

 

Rodzice idealizują dziecko, wymuszając na nim stworzenie obronnego, kompensacyjnego fałszywego “ja”, które ma zapewnić dziecku bezpieczeństwo związane z zaspokojeniem podstawowych potrzeb. Idealizacja dziecka wiąże się z nieakceptowaniem jego słabości i ograniczeń oraz wyjątkowej w tym okresie podatności na zranienie. Powstałe w wyniku tak głębokiego zranienia fałszywe self będzie zaprzęgało ogromną część energii organizmu w celu osiągnięcia wielkości, bez której osoba ta czuje się skrajnie bezwartościowa lub doznaje dojmującej pustki - uczucia pochodzącego z prawdziwego “ja”, towarzyszącego refleksji, że żyło się nie swoim życiem, w krainie iluzji o swojej omnipotencji.

 

Jeśli dziecko nie było kochane takim jakie jest, jeśli było wykorzystane do realizacji marzeń rodziców lub otrzymało przekaz: “musisz być kimś lepszym” to przez resztę życia będzie mu trudno być sobą lub będzie to w ogóle niemożliwe.

 

 

Polecam również artykuł psychoterapeuty. Link poniżej:

 

http://psycho-fusy.blogspot.com/2008/11/najlepszym-by-zaburzona-osobowo.html

 

Sam chciałbym się dowiedzieć czy można się z tego wyzwolić, bo u mnie stwierdzono cechy osobowości narcystycznej i szczerze to czarno to widzę. Znam biegle angielski i szukając informacji na zagranicznych stronach jedyne co znajdywałem to porady dla osób żyjących w związkach z narcyzami, o tym jak się od nich uwolnić itp. Chcę wierzyć, że można sobie z tym poradzić i żyć jak każdy, mniej zaburzony człowiek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,

 

Dziękuję za odpowiedź.

Problem został zdjagnozowany dopiero teraz.

Mam 31 lat.

Od czasu skończenia 20 lat myślałem że wszystko ze mną w porządku.

Jednak właśnie mniej więcej od tego czasu zaczął pojawiać się problem.

Mieszkałem w kilku miejscach na studiach. Za każdym razem najpierw współlokatorzy mi odpowiadali a z biegiem czasu zaczynałem ich nienwidzieć i stronić od przebywania w domu.

Skonczylem studia w 2006 roku z bardzo-dobrym wynikiem.

Przyjąłem się do pracy w dużym mieście.

Jednak od czasu rozpoczęcia pracy w firmie aż do teraz czyli 2006-2012 mój dzień w pracy wygląda tak iż w miarę dobrze wykonuję swoje obowiązki jednak cały dzień czuję skurcze, nerwicę w żołądku, czekam do 17. Nie jadam razem z innymi w kuchni. Stresuje mnie obecność innych ludzi. Codziennie zabieram ze sobą śniadanie do pracy jednak zjem je raz na 2 tyogdnie. Mam poczucie braku czasu. Jakbym musiał się spieszyć. Juz w roku 2007 pojawil sie problem na ktory nie zareagowalem. Po pracy kupowalem 100tke wodki, chodzilem na spacer patrzac na dziewczyny, pary ludzi wmawiajac sobie ze to nie dla mnie. Od 8 lat nie jestem w związku właśnie z powodu tego problemu. Czuję że ktoś odkryje moją tajemnicę - jakiegoś typu, chyba odkryje to iż jestem tak naprawde pesymista a mozna mnie odebrac jako optymiste. Jednak NAJWIĘKSZYM moim problemem są moi znajomi. Poznalem ludzi w wieku 24 lat(w roku 2005) i miałem kontakt aż do teraz z tym że od 4 lat widywalismy sie moze raz na pol roku. Regularnie probowalem sie od nich oderwac. To juz kolejna grupa ludzi ktorymi sie najpierw fascynuje a potem probuje sie od nich oderwac. Od wlasnie tych lat dobieralem do siebie ich slowa ich opinie, krytyki negatywne ktore dobieralem do siebie. Od 3 lat te opinie staly sie dla mnie natretnymi myslami. Powtarzam sobie te mysli bez konca. Przeszkadzaja mi w zyciu codziennym. Od 2 lat moj dzien wygladal tak iz po pracy kupowalem 100 alkoholu i szlajalem sie po miescie popijajac i palac. Wciaz myslac o opiniach innych. Od kilku miesiecy nie pije. Bylem u psychiatry. W kwietniu pojawil sie moj problem rodzinny a w maju zerwalem wiekszosc znajomosci. Przeszkadzaly mi negatywne krytyki w moim kierunku i natretne mysli ktore je reprezentowaly. Nigdy nie powiedzialem nikomu wprost co mnie denerwuje i ukrywalem swoje emocje wmawiajac sobie ze jest cos ze mne nie w porzadku i tez nie ma co reagowac wsciekloscia tylko ukryc emocje. To wszystko sie skumulowalo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmmm, czytając to wszystko ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo szczerze mówiąc, to Twoje objawy można podpiąć pod wiele zaburzeń. Podkreślam, że ja sam nie jestem ani psychiatrą, ani psychologiem. Co zrobiłbym na Twoim miejscu? Zasięgnąłbym drugiej, a nawet trzeciej opinii. Poszedłbym do innego lekarza, później do psychologa. To że masz problem z ludźmi jest niezaprzeczalne. Napisz mi jak Ty sam się z tym czujesz. Przeszkadza Ci to? Utrudnia funkcjonowanie? Czujesz potrzebę przebywania z innymi ludźmi? Chcesz się związać z kobietą? Do czego potrzebni Ci są inni ludzie? Jacy to mają być ludzie? Postaraj się szczerze odpowiedzieć na te pytania. Jeśli nie chcesz pisać tego na forum, możesz mi wysłać prywatną wiadomość. Przede wszystkim nie łam się. Wiem, że jest Ci ciężko, ale warto walczyć i starać się. Poszukaj innego psychiatry, powiedz mu o wszystkim, poproś o skierowanie do psychoterapeuty. Może wcale nie jest aż tak źle, a to, że czujesz się tak jak się czujesz obecnie, spowodowane jest najprawdopodobniej tym, że masz za dużo na głowie i kumulacja tego wszystkiego jest nie do przeskoczenia. Nie trać wiary!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję.

Tak zrobię. Pójdę do kolejnego specjalisty.

Bardzo mi to przeszkadza i utrudnia funkcjonowanie.

Wciąż mam natrętne myśli ludzi w głowie.

Te krytyczne wobec mnie.

Sięgając pamięcią aż do 20 roku życia.

Budzę się w nocy i mi się włączają.

Podobnie jest przez cały dzień.

Każdy padający wzrok ludzi na mnie uważam za jakiś podejrzliwy.

Tak jakby mieli się zaraz o czymś o mnie dowiedziec.

Uciekam od ludzi. Choć mam nieodpartą potrzebę przebywania z nimi.

Potrzebuję ich chyba aby wypełnić moje Ego.

Lubie być chwalony a krytyka jest dla mnie udręką.

Jedno słowo może mnie boleć przez pół roku.

Przez to popadłem w alkohol, choć nie jestem alkoholikiem.

Potrafię odstawić alkohol.

Czuję się lepszy od innych, choć tak naprawde jestem wielkim leniem.

Chcę być podziwiany za byle pierdołę.

Ogolnie bardzo lubię ludzi jednak.

Czuję się niemęski i mam brak poczucia męskości.

Chcę się związać z kobietą jednak podczas przebywania z nią czuję ogromną nerwicę. Nie skupiam się na rozmowie.

Mówię jednak w sposób racjonalny. Z drugiej strony myślę tylko o chwili kiedy będę mógł odejść i odetchnąc i pozbyć się tego napięcia w żołądku.

Wydaje mi się jakbym był za jakąś szybą i spełniał rolę obserwatora świata.

Lubię ludzi, którzy są normalni. Potrafią rozmawiać. Nie kryć się. Takich którzy nie atakują.

Dziękuję za wsparcie jeszcze raz.

Ty zajmujesz się psychologią z zamiłowania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

głupio mi tak zachwalać leki w prawie każdym wątku, ale wg mnie po co masz wpadać w alkoholizm, jak są lepsze środki? Poszłabym do psychiatry i na psychoterapie, zamiast sięgać po alkohol.

 

jeśli chodzi o wyzwolenie z cech narcystycznych, to nie wiem jak to w ogole wygląda, wiem za to, że miałam straszliwe jazdy związane z tym, co inni o mnie myślą, jak mnie oceniają i co mówią o mnie innym pod moją nieobecność. Ale udaje mi się to zwalczać. Po prostu wyobraziłam sobie tę "lepszą mnie" którą nie jestem, ale którą powinnam być i którą staram się być na początku znajomości - potem nie mam siły podtrzymywać wrażenia tak długo, zwłaszcza jak jest grupa i musiaabym kontrolować każdego w niej, więc po prostu odchodzę : ] Ale teraz zaczęłam wyobrażać sobie, że ja, którą muszę ukrywać i ta osoba, którą udawałam, że jestem, żeby zrobić dobre pierwsze wrażenie - to tak naprawdę jedna i ta sama osoba. Wyobrażam sobie, że patrzę na siebie oczami "tej lepszej" a dzięki temu obrazy dwu osób nakładają się na siebie i zyskuję pewność siebie, spokój i szczęście. Zaczyna mnie coraz mniej interesować jak moje "błędy" ocenią inni ludzie. Zaczynam godzić się z tym, że mam prawo popełniać gafy, bo to nie znaczy, że przestanę "istnieć" w sensie - przestanie istnieć "dobra" rdzaa a będzie tylko ta zła, czyli kompletne zero, którego istnienie nie było w ogóle przyjmowane do wiadomości przez moich rodziców.

Nie wiem, czy to zrozumiałe co napisałam, być może to trochę nie jasne : ) ale może komuś się przyda

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak doskonale wiem o czym mówisz.

Probuje wyobrazic sobie wszystko tak jak Ty to robisz. Jednak wciąż czuję, że coś ukrywam lub od czegoś uciekam oraz czuję ścisk, nerwice w żołądku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam, że się tak wtrącam, ale wydaje mi się, że jestem "narcyzką", więc pomyślałam, że może opiszę swój problem...

 

Nie potrafię stworzyć bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Nudzę się ludźmi, przyjaźnie wypalają się, a zresztą nigdy nie są tak naprawdę przyjaźnią z mojej strony. Ta druga osoba lubi mnie i zwierza mi się, ale ja tak naprawdę nie czuję tego samego. To znaczy, owszem, są ludzie, których lubię bardziej niż innych, ale jakby ich tak ziemia wessała... Przejęłabym się tylko dlatego, że nie miałabym z kim spędzić czasu. Ludzie są mi potrzebni, bo chcę, żeby mnie podziwiali, to ja chcę być ciekawa, to ja chcę być poznawana, chcę uzależniać od siebie innych.

 

Nie wiem, kim jestem. Naprawdę nie wiem. Nawet teraz, jak to piszę, nie wiem, czy piszę prawdę. Czasem wydaje mi się, że jestem ósmym cudem świata, a później jestem nikim. Nikim tak bardzo, że aż musiałam pogrubić ;). To zabrzmi zabawnie, ale widzę siebie jako osobę nieproporcjonalną, brzydką... chłonę każdy komplement, pragnę pochwał, podbudowuję się. To, kim jestem, jest całkowicie zależne od tego, kim jestem dla innych. Nie zdejmuję maski. Nie pokazuję, że mam zły dzień, nie pokazuję, że czuję się akurat jak śmieć. Chyba. Mówiłam już, że nie wiem, czy to co piszę, to prawda. Krytyka mnie zabija.

 

Piszę czasem różne historyjki. Ilekroć przeczytam coś, co zapiera mi dech w piersiach, nie jestem w stanie napisać choćby słowa. Nie chcę, żeby wszystko zakończyło się porażką, więc boję się próbować. Chcę tylko i wyłącznie pochwał, chcę być najlepsza, podziwiana, ludzie mają mi zazdrościć, a nie ja zazdrościć ludziom. A zazdroszczę cały czas! Teraz, kiedy to opisuję, coś się we mnie kłóci: jakiś głosik wewnątrz podpowiada, że przecież jestem wyjątkowa... Jezu, jakie to męczące!

 

Ktoś pisał wcześniej (sparafrazuję) - czuję się lepszy, choć na poziomie rozumu wiem, że tak nie jest. Czuję to samo. Choć nie zawsze, jak już mówiłam. Bywa, że czuję się milion razy gorsza. Wstyd towarzyszy mi przez większą część życia, nie umiem być spontaniczna, wyobrażam sobie samą siebie oczami innych, zastanawiam się, jak w danej chwili wyglądałam albo jak mogą odbierać mnie inni... Jeśli wnioski nie są satysfakcjonujące, podejmuję kroki, by poprawić swój wizerunek.

 

Jeśli czytam - to po to, żeby inni uważali mnie za intelektualistkę. Jeśli oglądam ambitne filmy - to samo. Jeśli interesuję się jakimiś egzotycznymi, oryginalnymi rzeczami - chcę być uważana za oryginalną. Boję się przeciętności, choć wiem, że jestem przeciętna.

 

Najbardziej boli mnie myśl, że nic dla tego świata nie znaczę, że nie zapiszę się na kartach historii, a przecież jestem przeznaczona do wielkich celów, a nieograniczona ilość moich talentów powinna mi to ułatwić... Wiecie, co zwykłam myśleć? Że mam talent do WSZYSTKIEGO, tylko nie chce mi się tego szlifować. Że za co się nie wezmę - zrobię dobrze, ale OCH! Jaka szkoda, że tego nie rozwinę.

 

Jestem narcyzem?

Pragnę bliskości, ale boję się jej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aimx, dziękuję za Twoją wypowiedź. chociaż problem mnie bezpośrednio nie dotyczy, bardzo pomógł mi w kwestii rozjaśnienia w głowie n/t pewnej bliskiej mi osoby... dziękuję. chociaż teraz to mam wrażenie, że wiele osób z mojego otoczenia to narcyzy... być może zawsze się takimi otaczałam aby móc podbudowywać ich ego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×