Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

W sumie nie wiem czy to łapie się pod narcyzm...po prostu czuje że gdzieś wewnątrz mam gdzieś takie bzdury jak praca,obowiązki,że nie muszę tolerować niczyich rozkazów,że mógłbym być "ponad" to i to wszystko bez znaczenia. Mam gdzieś większość rzeczy i ludzi,liczy się tylko to by samemu być zadowolonym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
W sumie nie wiem czy to łapie się pod narcyzm...po prostu czuje że gdzieś wewnątrz mam gdzieś takie bzdury jak praca,obowiązki,że nie muszę tolerować niczyich rozkazów,że mógłbym być "ponad" to i to wszystko bez znaczenia. Mam gdzieś większość rzeczy i ludzi,liczy się tylko to by samemu być zadowolonym.

poczekaj jeszcze z tydzień jesli to uczucie nie minie a będzie narastać wtedy trochę możesz się zacząc

martwić ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Trwa ponad rok. Bez narastania do jakichś skrajnych rozmiarów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Stark strach sie bac ;) jakoś nie umiem sobie Ciebie wyobrazic jako narcyza,ale moge sie mylic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie to sie nie lapie pod narcyzm, tylko zobojetnienie - moze byc objawem utajonej depresji albo wynikiem silnego stresu (nie znam sie, tak tylko kombinuje na luzno) ale narcyzm to to na pewno nie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Nie potrafię stworzyć bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Nudzę się ludźmi, przyjaźnie wypalają się, a zresztą nigdy nie są tak naprawdę przyjaźnią z mojej strony. Ta druga osoba lubi mnie i zwierza mi się, ale ja tak naprawdę nie czuję tego samego. To znaczy, owszem, są ludzie, których lubię bardziej niż innych, ale jakby ich tak ziemia wessała... Przejęłabym się tylko dlatego, że nie miałabym z kim spędzić czasu. Ludzie są mi potrzebni, bo chcę, żeby mnie podziwiali, to ja chcę być ciekawa, to ja chcę być poznawana, chcę uzależniać od siebie innych.

 

Nie wiem, kim jestem. Naprawdę nie wiem. Nawet teraz, jak to piszę, nie wiem, czy piszę prawdę. Czasem wydaje mi się, że jestem ósmym cudem świata, a później jestem nikim. Nikim tak bardzo, że aż musiałam pogrubić ;). To zabrzmi zabawnie, ale widzę siebie jako osobę nieproporcjonalną, brzydką... chłonę każdy komplement, pragnę pochwał, podbudowuję się. To, kim jestem, jest całkowicie zależne od tego, kim jestem dla innych. Nie zdejmuję maski. Nie pokazuję, że mam zły dzień, nie pokazuję, że czuję się akurat jak śmieć. Chyba. Mówiłam już, że nie wiem, czy to co piszę, to prawda. Krytyka mnie zabija.

 

Piszę czasem różne historyjki. Ilekroć przeczytam coś, co zapiera mi dech w piersiach, nie jestem w stanie napisać choćby słowa. Nie chcę, żeby wszystko zakończyło się porażką, więc boję się próbować. Chcę tylko i wyłącznie pochwał, chcę być najlepsza, podziwiana, ludzie mają mi zazdrościć, a nie ja zazdrościć ludziom. A zazdroszczę cały czas! Teraz, kiedy to opisuję, coś się we mnie kłóci: jakiś głosik wewnątrz podpowiada, że przecież jestem wyjątkowa... Jezu, jakie to męczące!

 

Ktoś pisał wcześniej (sparafrazuję) - czuję się lepszy, choć na poziomie rozumu wiem, że tak nie jest. Czuję to samo. Choć nie zawsze, jak już mówiłam. Bywa, że czuję się milion razy gorsza. Wstyd towarzyszy mi przez większą część życia, nie umiem być spontaniczna, wyobrażam sobie samą siebie oczami innych, zastanawiam się, jak w danej chwili wyglądałam albo jak mogą odbierać mnie inni... Jeśli wnioski nie są satysfakcjonujące, podejmuję kroki, by poprawić swój wizerunek.

 

Jeśli czytam - to po to, żeby inni uważali mnie za intelektualistkę. Jeśli oglądam ambitne filmy - to samo. Jeśli interesuję się jakimiś egzotycznymi, oryginalnymi rzeczami - chcę być uważana za oryginalną. Boję się przeciętności, choć wiem, że jestem przeciętna.

 

Najbardziej boli mnie myśl, że nic dla tego świata nie znaczę, że nie zapiszę się na kartach historii, a przecież jestem przeznaczona do wielkich celów, a nieograniczona ilość moich talentów powinna mi to ułatwić... Wiecie, co zwykłam myśleć? Że mam talent do WSZYSTKIEGO, tylko nie chce mi się tego szlifować. Że za co się nie wezmę - zrobię dobrze, ale OCH! Jaka szkoda, że tego nie rozwinę.

 

Jestem narcyzem?

Pragnę bliskości, ale boję się jej.

 

Jakbym czytał o sobie. Bez kitu. Szczególnie o tych relacjach z ludźmi i tych licznych talentach... Co niektóre fragmenty pogrubiłem, bo czułem jakby mi ktoś je wyjął z ust.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Takie zaburzenie osobowości najłatwiej się leczy ze wszystkich dając odczuć pacjentowi gdzie jest jego miejsce w szeregu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Taaa, byłoby to proste gdyby każda z osób nie miała w siebie żadnego wglądu i silnie wierzyła w swoją wyjątkowość. Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że z innymi jesteśmy na równi. Jeszcze więcej narcyzów czuje się wręcz gorsza od innych. Stąd to wielkościowe podejście do pewnych spraw. Narcyz narcyzowi nierówny, więc uogólnienia są naprawdę zbędne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zbytnie wielkosciowe wyobrażenia o sobie mozna zlikwidowac tylko w jeden sposób .Konsekwentnie karać za to takiego delikwenta .Edukacja jest dobra dla dzieci ,starsi są już zbyt cwani aby wyperswadowac sobie takie urojenia. Jedyne przed czym uciekają to stanowczość i brutalna siła .[Nie chodzi dosłownie o używanie przemocy]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja sie wypowiem ; > jak to karac? mialam wlasnie takie podejscie na terapii, nie pomoglo mi to, tylko wpedzilo w mega dola. Terapeuta nie znajac mojej sytuacji rowno po mnie jechal jak np powiedzialam, ze jestem w czyms dobra (tak samo, jak innych chwalil tez nie zawsze znajac sprawe z pierwszej reki - chodzilo tylko o to, by kogos zrownac w dol a kogos wyniesc w gore)

Wiesz, nie ulega wg mnie watpliwosci, ze wiele osob narcystycznych ma jednak jakies zalety a nawet osiagniecia, wiec dlaczego odmawiac tym osobom prawa do cieszenia sie nimi i dumy? Kazdy ma prawo jesli sa do tego podstawy. Problem z narcyzami jest taki, wg mnie, ze my widzimy siebie tylko przez pryzmat tego, co osiagnelismy i jak inni nas oceniaja. Nie potrafimy dostrzec wlasnej wartosci poza oczami drugiego czlowieka. O ile osoba z depresja szybko odnajdzie sie w szeregu, narcyza moze to wpedzic w zachowania autodestrukcyjne. A tak naprawde wcale mu nie pomaga, tylko napedza jeszcze bardziej kolo zamachowe poniezenia, samooskarzen, leku. Narcyzm to slowo ktorego nie lubie, bo pociaga zle skojarzenia z osoba nadmiernie soba zachwycona, ale to jest bardzo dalekie od prawdy. Narcyzi cierpia i nawet czesto nie umieja o tym powiedziec. Przy okazji rania siebie i innych, ale ludzie z innymi zaburzeniami a nawet i bez, tez potrafia zranic, wiec dlaczego narcyzow traktowac bardziej brutalnie niz inne przypadki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli narcyz ma urojenia wielkościowe i nikogo to nie dotyka ok niech ma .Problem zaczyna się w interakcjach z innymi ludzmi konkretnie zwyczajnie np kogoś tym wkur.....a na to jest jedna rada ... nic tak nie dociera do narcyza jak odczucie na własnej skórze że nie jest nikim wyjątkowym a nawet jest gorszy od innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agonista, ok, rozumiem co masz na mysli (chyba) i sama takich ludzi nie cierpie i zgadzam sie, ze nalezy ich usadzac na swoim miejscu. Ale nie tylko narcyzi tak sie zachowuja ; > Nawiasem mowiac bardzo bym chciala miec urojenia wiekszosciowe, a mam tylko takie mieszane ; >

 

Przepraszam, że się tak wtrącam, ale wydaje mi się, że jestem "narcyzką", więc pomyślałam, że może opiszę swój problem... Nie potrafię stworzyć bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Nudzę się ludźmi, przyjaźnie wypalają się, a zresztą nigdy nie są tak naprawdę przyjaźnią z mojej strony.

 

NIe wypalaja sie moje przyjaznie z mezczyznami, z ktorymi kiedys bylam w czyms w rodzaju zwiazku.. Mam dwoch przyjaciol, obu pozyskanych w ten sposob.. Przy okazji ja mam raczej agresywne i podejrzliwe nastawienie do mezcyzn, w skrocie nienawidze nieznajomych facetow ktorzy chca mnie poznac ; ) ale bliskich bardzo lubie i nie, jakos nimi sie "nie nudze". Natomiast inne relacje z czasem wypalaja sie. Ale nie zawsze z mojej przyczyny. Kiedys sama po sobie jechalam, ze nie umiem utrzymywac kontaktow. A teraz wiem, ze po prostu jak masz 50 znajomych to po 5 latach z tej calej grupy utrzyma sie moze 1 - 2 osoby i nie tylko ja tak mam, tylko tak jest zazwyczaj. Tak wiec tego nie traktuje u siebie jako objawu narcyzmu.

Ale w tych zwiazkach i niby zwiazkach zdawalam sobie sprawe, ze nie umiem kochac, nawet nie wiem, co to znaczy. "Milosc" u innych zawsze wydaje mi sie rodzajem mega wkretu i samooszukiwania. Rozbieram milosc na czesci i ja analizuje, rozumiem, ze mozna np byc przywiazanym do kogos, dobrze czuc sie w towarzystwie tej osobny, miec wspaniala chemie i uzaleznic sie od tego wszystkiego i wtedy nazwac to miloscia. Ale ja nie mam takiego slowa w slowniku. I zastanawiam sie, pewnie jakis terapeuta czy psycholog okreslilby mnie znowu jako ohydny przypadek. No ale trudno.

 

 

Nie wiem, kim jestem. Naprawdę nie wiem. Nawet teraz, jak to piszę, nie wiem, czy piszę prawdę. Czasem wydaje mi się, że jestem ósmym cudem świata, a później jestem nikim. Nikim tak bardzo, że aż musiałam pogrubić ;).

 

Znam to : ( Bardzo dziwne. Teraz kiedy biore prozak nie zastanawiam sie nad tym tak bardzo, jestem w pedzie. Mam wyrabane na to, czy jestem czy mnie nie ma. Ludzie po prozaku skarza sie na derealizacje a ja przeciwnie, ciesze sie, ze wreszcie nie mam tego buzujacego gdzies w tle przeswiadczenia, ze nparawde jestem tylko zludzeniem, ze jestem ale tak naprawde rownoczesnie mnie nie ma.

 

To zabrzmi zabawnie, ale widzę siebie jako osobę nieproporcjonalną, brzydką... chłonę każdy komplement, pragnę pochwał, podbudowuję się. To, kim jestem, jest całkowicie zależne od tego, kim jestem dla innych. Nie zdejmuję maski. Nie pokazuję, że mam zły dzień, nie pokazuję, że czuję się akurat jak śmieć. Chyba. Mówiłam już, że nie wiem, czy to co piszę, to prawda.

 

100% podpisuje sie pod tym. Pragne komplementow np jest mi milo, kiedy obcy facet zaczepia mnie na ulicy a jednoczesnie pogardzam nim za to. Jak za malo facetow mnie zaczepi to wpadam w przeswiadczenie, ze pewnie jestem ohydna. Kiedy pisze te slowa, zdaje sobie sprawe, ze pewnie nie jest tak zle, bo ubieram sie normalnie a mimo to, ktos probuje czasem mnie poznac. A jednoczesnie mysle, ze jestem brzydka i ci mezczyzni pomylili sie i troche nimi pogardzam za ich glupote a troche sama czuje sie glupio - i zla! na siebie ze znowu oszukuje. Wlasciwie nienawidze siebie za to, ze ciagle oszukuje innych, a jednoczesnie jak moge byc prawdziwa, skoro "mnie nie ma"?

Wiecie, co zwykłam myśleć? Że mam talent do WSZYSTKIEGO, tylko nie chce mi się tego szlifować. Że za co się nie wezmę - zrobię dobrze, ale OCH! Jaka szkoda, że tego nie rozwinę.

Tak tak, ja tez jestem wszechstronnie uzdolniona, tylko po prostu nic nie robie : ) ale jakbym sie przylozyla to bym zmienila bieg tego swiata... tylko dlaczego jak juz mi cos zaczyna wychodzic rzucam to w polowie? Wlasnie jak idzie dobrze, sa pierwsze pochwaly itp? Dlaczego jak mam wg mnie genialne plany, to zwykle zostaja one tylko na papierze?

 

Jestem narcyzem?

Pragnę bliskości, ale boję się jej.

 

Z tego co pisalas to tak, ale u mnie na terapii mnostwo osob mialo podobne cechy do moich, tylko ze do mnie nie dalo sie przyczepic zadnej innej latki typu depresja lub nerwica wiec zaserwowano mi cechy narcystyczne... ale cechy to jeszcze nie osobowosc... zdaje sie, ze zalezy od natezenia cech, wiekszosc ludzi DDA lub DDD ma mnostwo cech ale nie sa narcyzami. Kwestia nazewnictwa i szufladkowania oraz tego, co dalej z tym zrobisz : )

Mam pytanie przy okazji ( i jak nikt nie odpowie bede bezczelnie narcystycznie je ponawiac ; > ) W jakich sytuacjach mieliscie poczucie, ze istniejecie naprawde?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dużo piszesz a rozwiązanie jest banalnie proste .Masz swiadomość tego co się dzieje, żle ci z tym to nic więcej nie potrzeba jak się zmienić -proste. Wiadomo że nikt za ciebie tego nie zrobi .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

heh jakby to bylo takie proste, to nikt by nie mial problemow ; )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
a ja sie wypowiem ; > jak to karac? mialam wlasnie takie podejscie na terapii, nie pomoglo mi to, tylko wpedzilo w mega dola. Terapeuta nie znajac mojej sytuacji rowno po mnie jechal jak np powiedzialam, ze jestem w czyms dobra (tak samo, jak innych chwalil tez nie zawsze znajac sprawe z pierwszej reki - chodzilo tylko o to, by kogos zrownac w dol a kogos wyniesc w gore)

Wiesz, nie ulega wg mnie watpliwosci, ze wiele osob narcystycznych ma jednak jakies zalety a nawet osiagniecia, wiec dlaczego odmawiac tym osobom prawa do cieszenia sie nimi i dumy? Kazdy ma prawo jesli sa do tego podstawy. Problem z narcyzami jest taki, wg mnie, ze my widzimy siebie tylko przez pryzmat tego, co osiagnelismy i jak inni nas oceniaja. Nie potrafimy dostrzec wlasnej wartosci poza oczami drugiego czlowieka. O ile osoba z depresja szybko odnajdzie sie w szeregu, narcyza moze to wpedzic w zachowania autodestrukcyjne. A tak naprawde wcale mu nie pomaga, tylko napedza jeszcze bardziej kolo zamachowe poniezenia, samooskarzen, leku. Narcyzm to slowo ktorego nie lubie, bo pociaga zle skojarzenia z osoba nadmiernie soba zachwycona, ale to jest bardzo dalekie od prawdy. Narcyzi cierpia i nawet czesto nie umieja o tym powiedziec. Przy okazji rania siebie i innych, ale ludzie z innymi zaburzeniami a nawet i bez, tez potrafia zranic, wiec dlaczego narcyzow traktowac bardziej brutalnie niz inne przypadki?

 

Ja dowiedziawszy się o swoich cechach narcystycznych wprost runąłem na ziemię. Po pierwsze, dlatego że wszystko co powiedziała terapeutka się zgadzało, a po drugie kiedy zacząłem sobie wyrzucać, że jestem po prostu złym człowiekiem, niegodnym życia wśród ludzi, ranienia ich i siebie. Wpędziło mnie to w takiego doła, że byłem gotów ze sobą skończyć. Źle po prostu zrozumiałem terapeutkę. Nie chodziło jej o zrównanie mnie z ziemią. Chciała bym zaakceptował siebie takiego jakim jestem i z niektórych cech zrobił pożytek, równocześnie starając się zmienić to co dla mnie samego stanowi problem. Terapia narcyzmu zakłada, że aby narcyza uleczyć trzeba mu ponownie zadać tę sławną już ranę narcystyczną. Nie każdy terapeuta potrafi to zrobić, a w niektórych przypadkach (tak jak w moim) jest to wręcz niewskazane, szczególnie gdy klient nie jest typowym narcyzem z objawami z DSM IV, a ma jedynie cechy narcystyczne. Dobrze, że DSM V już zrobi z tym porządek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O kurcze :) To widze, ze jednak ten moj nieszczesny terapeuta wiedzial co robi, tylko ze nie do konca zadzialalo. Ale ok, zwracam szacun, szkoda ze skonczylo sie na tym, ze sie na niego zamknelam & stracil dla mnie wiarygodnosc. Nie wiem, czy rownanie z ziemia ew przywracanie na te ziemie ma sens w przypadku osob, ktore potrafia sie wtedy calkowicie odciac od takiej osoby i udawac, ze ona nie istnieje ; >

DelRey i inni narcyzi wypowiadajacy sie w tym temacie - dziekuje za wszystko co piszecie, czuje nieraz, jakbyscie wyjmowali mi te slowa wprost z glowy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, ja jestem nowy w temacie, bo wcześniej myślałem, że psychiatrzy mówiący 'no u Pana to jest problem z osobowością' mieli na myśli bpd. Poszedłem na terapię i buuuuum - 'ja widzę u Pana cechy narcystyczne'. Strasznie mnie to zdziwiło i zacząłem się śmiać. Wyszedłem z gabinetu zadowolony, myśląc, że taki narcyz to przecież nic takiego. Potem było zaprzeczanie. 'Nie, ja wcale taki nie jestem. Myli się Pani'. Dopiero gdy popatrzyłem na swoje życie z perspektywy (moje czarowanie ludzi, urojenia wielkościowe, wahająca się samoocena i problemy z utrzymaniem jakiegokolwiek związku, odrzucanie każdego kto tylko okaże mi uczucie) okazało się, że wszystko nagle ma sens, że ta diagnoza jest trafna i logiczna. No i wtedy właśnie runąłem... Owszem, pewnie jakieś cechy bpd mam (kto ich nie ma...), ale terapeutyzować się trzeba na co innego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no to i ja sie dołacze. Jeszcze parę dni temu pisałem w wątku o osobowości zależnej, a właśnie się dowiedziałem, ze i ja narcyz :( Trudno mi w to uwierzyć, chciałem protestować, dyskutować, a teraz dziwnie się z tym czuje, bo przez lata terapii przypisywałem sobie całkiem inne zaburzenia ( tzn mam je ale one są niejako uboczne ;)). Czytając Was pozbywam się jednak złudzeń.

Znalazłem na forum stary watek gdzie ktoś napisał "Narcyzm w psychopatologii to nie jest narcyzm z jezyka potocznego czyli osoba ktora uwaza siebie za najwspanialsza. Narcyzm to raczej osoba ktora uwaza siebie za bezwartosciowa i jednoczesnie zada od innych powodow uznania bo tylko tak moze podniesc swoja samoocene ” Wy to fajnie rozwineliście. Ale nie o tym chciałem pisać.

Dobiło mnie kolejne zdanie z tej wypowiedzi. „Narcyzm w tym drugim, właściwym rozumieniu, leczy sie szalenie ciężko”. W tym wątku tez ktoś o tym wspomniał. Trochę mnie to zmartwiło. Czy ma ktoś jeszcze jakieś doświadczenia, obserwacje, na temat metod leczenia i rokowań, którymi mógłby się podzielić ? Moze jakieś ciekawe artykuły, książki? Trochę lat na karku juz mam i boje sie, czy te wszytskie moje obecne starania nie są oby trochę za późno :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dodam od siebie coś zabawnego :) Z osobowością narcystyczną zawsze kojarzyła mi się główna bohaterka tego brytyjskiego serialu:

 

[videoyoutube=qwqlm1Kk1DY][/videoyoutube]

 

-- 20 wrz 2012, 10:18 --

 

Kilka słów o os. narcystycznej. Podejście poznawcze:

 

Osoby z tym zaburzeniem zgłaszają się na terapię ze względu na wyzwania świata zewnętrznego, które zagrażają poczuciu własnej wartości. Często wydaje im się, że zafascynują terapeutę wyjątkową złożonością swoich problemów. Mogą też zgłaszać się na terapię na żądanie sfrustrowanych osób znaczących lub w wyniku problemów spowodowanych wykorzystaniem, agresją czy nadużyciem władzy.

 

Badania i dane empiryczne

 

Badania pokazują związek pomiędzy narcyzmem i wysoką samooceną, a agresją i przemocą.

Odkryto korelację pomiędzy związkiem a dominacją i wrogością (Baskin, Novacek, Hogan 1991), a także urojeniami wielkościowymi, ekshibicjonizmem i nieposzanowaniem innych osób (Wink 1991). Skłonność osób narcystycznych do agresywnych zachowań może być napędzana konkretnym zagrożeniem dla ego – np. złą oceną. Bushman i Baumeister (1998): „osoba z wysoką samooceną dobrze o sobie myśli, osoba narcystyczna natomiast żarliwe pragnie dobrze o sobie myśleć”.

 

Diagnoza różnicowa

 

Osobowość narcystyczna występuje u 2-16% populacji pacjentów (DSM-IV-TR). Inne współwystępujące zaburzenia to np.: zaburzenia nastroju, zwłaszcza z hipomanią, anoreksja, zaburzenia związane ze stosowaniem substancji psychoaktywnych (m.in. kokainy) oraz inne zaburzenia osobowości, najczęściej: histrioniczna, z pogranicza, antyspołeczna i paranoiczna. Osobowość ta jest szczególnie narażona na zaburzenia adaptacyjne. Czynnikiem, który pomaga w rozpoznaniu psychopatologii narcystycznej w ujęciu poznawczym jest przekonanie pacjenta, że bez wyjątkowych osiągnięć jest się kimś nieważnym i bezwartościowym.

Pacjent ma niewielki wgląd w rzeczywisty stosunek zasług bądź przywilejów.

 

 

Konceptualizacja

 

„Obelga narcystyczna” – zagrożenie dla wizerunku osoby narcystycznej (np. gorszy wygląd, utrata wyjątkowego statusu, konfrontacja z ograniczeniami). Pod wpływem wywołanego nią stresu, pacjent wpada w złość, przyjmuje postawę obronną i może okazać zadziwiające nieposzanowanie innych. Taka narastająca spirala negatywnych przeżyć występuje gdy egocentryczne zachowania pacjenta, wywołują w otoczeniu sprzeciw, dezaprobatę lub niesmak. Osoby narcystyczne przejawiają niską tolerancję na stres i negatywne emocje. Skargi, roszczenia czy napady furii dają im poczucie władzy i często skutecznie pomagają w przywróceniu poczucia wyższości.

 

 

Narcystyczne przekonania kluczowe

 

Przekonanie kluczowe typowe dla osobowości narcystycznej wiąże się z niższością i nieważnością. Można je zaobserwować przede wszystkim w sytuacji zagrożenia samooceny pacjenta. Charakterystyczne jest kompensacyjne przekonanie o wyższości: „jestem osobą wyjątkową i rzadką” lub „jestem lepszy od innych”. Inne kompensacyjne przekonanie to: „inni ludzie powinni dostrzec moją wyjątkowość”. W przebiegu terapii pacjent narcystyczny szuka uznania dla swoich wyjątkowych zalet, natomiast stawia opór, kiedy ma przeanalizować poczucie niższości. Woli doszukiwać się przyczyn swoim problemów w świecie zewnętrznym.

 

Przekonania (założenia) warunkowe

*Argumenty na rzecz wyższości

Osoba narcystyczna zakłada, że określone okoliczności i namacalne dobra stanowią potwierdzenie jej wyższości, wyjątkowego statusu oraz ważności. „Muszę odnieść sukces, aby udowodnić, że jestem lepszy”. „Jeśli nie odnoszę sukcesów, to znaczy że jestem bezwartościowy”.

 

*Związki z innymi jako narzędzia

Osoby narcystyczne traktują innych ludzi jako przedmioty czy narzędzia, które mogą im pomóc w zdobywaniu wyróżnień. Porównują się z innymi i szacują ich wartość. Jeżeli dana osoba może się na coś przydać, będzie ją idealizować i szukać kontaktu. Wartość innych zależy od tego, jak można ich wykorzystać i w jakim stopniu są gotowi podziwiać osobę narcystyczną. Pacjenci narcystyczni odczuwają lęk, gdy są przekonani że ktoś inny zaprząta uwagę ważnych dla nich osób.

 

*Władza i przywileje

Osoby narcystyczne uważają, że władza i przywileje to dowód czyjejś wyższości. „Jeśli będę potężny, to mogę być w 100% pewny siebie i nie mieć żadnych wątpliwości”. Ich procesy poznawcze cechuje rozumowanie „wszystko albo nic”. Mają przekonanie, że nie obowiązują ich zwyczajne przepisy czy zasady. „Jestem wyjątkiem, ujdzie mi to płazem”. Pacjent narcystyczny zakłada dwa warunki posiadanej władzy: „inni ludzie powinni zaspokajać moje potrzeby” oraz „potrzeby innych ludzi nie powinny kolidować z moimi”.

 

*Zachowanie wizerunku

Dla osób narcystycznych „liczy się wyłącznie wizerunek”, ponieważ jest tarczą ich wartości. Pacjent zawsze czuje się wystawiony na pokaz. Przekonanie o znaczeniu wyglądu i pozorów często obejmuje osoby, które pacjent uważa za przedłużenie siebie (żonę, męża, dziecko). „Moje dziecko/mąż/żona musi dobrze o mnie świadczyć”. Jeżeli bliskim nie uda się wzbudzić podziwu to można ich ośmieszyć, ukarać.

 

*Przekonanie o zasługach

Osoby narcystyczne starają się stwarzać okazje do zyskania korzyści wyolbrzymiając potrzeby i słabości innych oraz podkreślając własne zasługi i zalety. „Potrzebują mnie”, „robię im przysługę”.

 

*Przekonania o emocjach

Pacjenci narcystyczni uważają że takie uczucia jak smutek, poczucie winy, niepewność są dowodem słabości wewnętrznej i zagrażają pozytywnemu wizerunkowi. Przejawiają niską tolerancję na frustrację. „Jeśli czegoś chcę, to bezwarunkowo muszę to dostać”. „Jeżeli ja nie jestem szczęśliwy, to nikt nie może być szczęśliwy”.

 

Aktywne strategie kompensacyjne

 

Osoby narcystyczne podejmują stosunkowo aktywne próby wzmocnienia przekonań o własnej ważności, a także unikają doświadczeń, w których czują dyskomfort i słabość. Mają duże ambicje. Stosują co najmniej 3 strategie.

 

Strategie wzmacniania siebie

Os. N. szukają wzmocnienia swojej władzy i ważności. „Tylko spójrzcie jaki jestem ważny i potężny!”

 

Strategie zwiększania własnej wartości

Gromadzenie symbolicznych oznak statusu, władzy i perfekcji. „To co najlepsze jest dla mnie wystarczająco dobre”.

 

Strategie samoobrony

Mają na celu odepchnięcie wszystkiego tego, co zagraża zniekształconemu wizerunkowi siebie.

 

Strategie i metody leczenia

 

Pacjenci narcystyczni często zgłaszają się na terapię w fazie „antykontemplacji” (Frejman, Dolan, 2001). Faza ta sytuuje się między przedkontemplacją a kontemplacją. Na tym etapie pacjent buntuje się przeciwko wszelkim zmianom. „Jest mi dobrze z tym jaki jestem, nie muszę tu być, nie muszę się zmieniać. I tak nie możecie mnie zmusić do zmiany”.

 

Strategia współpracy

Strategią interpersonalną osób narcystycznych jest krytyka albo pochlebstwo. Bezwzględnie należy wyczulić się na takie strategie, ponieważ pacjent narcystyczny będzie je stosował również wobec terapeuty. Plan terapeuty polega na konsekwentnej pracy z konceptualizacją narcystycznych przekonań i strategii pacjenta oraz kontroli własnych oczekiwań co do jego reakcji. Dla os. N. terapia bywa zagrożeniem, dlatego trzeba ją przedstawić jako okazję do wzbogacenia siebie. W procesie terapii należy chwalić i wspierać silne strony pacjenta oraz poczynione przez niego postępy, a także dostosowywać strukturę terapii do potrzeb sytuacji. Przychylne refleksje i komentarze są konieczne, aby sprostać oczekiwaniom jakie pacjent ma względem relacji oraz utrzymać jego zaangażowanie w proces terapii. Zastosowanie ich należy jednak strategicznie przemyśleć, by wzmacniały pozytywne zachowania. Czasami reakcje emocjonalne na pacjentów narcystycznych wykraczają poza normę, stają się zbyt pozytywne lub negatywne. W obu przypadkach pojawia się groźba naruszenia integralności terapii, więc należy sformułować konceptualizację możliwych reakcji terapeuty.

 

Wybrane metody interwencji

Najważniejsze cele interwencji terapeutycznych:

1) poprawa umiejętności samodoskonalenia i realizacji celów oraz przeanalizowanie znaczenia sukcesu

2) wzrost świadomości granic oraz innych punktów widzenia

3) analizowanie emocji i przekonań o własnej wartości oraz wypracowanie konstruktywnych alternatyw

Wykorzystywane techniki:

- technika „części tortu” – wykres kołowy przyczyn powstawania danego problemu

- skalowanie

- odgrywanie i zamiana ról

- ustalenie celów oraz konsekwencja w stopniowaniu trudności zadań

- zróżnicowane pytania w dialogu kierowanym

- hipnoterapia poznawcza

 

Lista problemów, plan sesji i motywacja

Warto zająć się:

1) sytuacją kryzysową lub destrukcyjnym zachowaniem, które ma miejsce w tym momencie

2) skupić się na objawach osi pierwszej

3) zmodyfikować leżące u ich podstaw przekonania za pomocą eksperymentów oraz dialogu kierowanego

 

Lista problemów:

Osiąganie celów i znaczenie sukcesu

Granice w relacjach interpersonalnych i punkt widzenia innych osób

Nieprzystosowawcze przekonania o sobie i emocjach

Testowanie przekonań nieprzystosowawczych i utrwalenie przekonań funkcjonalnych

Utrzymywanie postępów

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Badam temat odkąd mam świadomość, że dręczą mnie cechy narcystyczne. Są moim utrapieniem, są też nadzieją. Myślę, że pewne nasze cechy są już z nami na stałe i nie ma sensu z nimi walczyć, zwłaszcza że można je wykorzystać z pożytkiem. Np ambicja, przedsiębiorczość, pomysłowość, szybkość otrząsania się z klęsk.. nawet nadwrażliwość jeśli się ja przepracuje i weźmie w ryzy może być zaletą

Moim problemem jako narcyza były relacje z ludźmi i właśnie owa nadwrazliwość, która sprawiała mi ból i wywoływała lęki w większości kontaktów. Patrząc po objawach narcyzmu oraz jego genezie można wysnuć sąd, że jest on rodzajem lekkiej depresji. Dziecko, które nie czuło się kochane za to kim jest w dzieciństwie, tylko za pozy, maski i osiągnięcia, potem w dorosłym zyciu jest przygnębione smutkiem i radzi sobie z nim zakładając maski, które z kolei nie pozwalają wyjść do otoczenia i znależć miłość. Dlatego należy usunąć źródło, czyli ten smutek, to przygnębienie, to poczucie, że jest się dla innych nic nie wartym, że się nie istnieje. Leki antydepresyjne bardzo mi pomogły wydobyć się z przygnębienia i niskiej samooceny. Sądzę, że tak właśnie powinno się leczyć ludzi z zaburzeniami narcystycznymi, oczywiście mając na uwadze także fakt, że łatwo u nich może dojść do hipomanii, więc warto kontrolować sytuacje.

 

Drugim moim przemysleniem jest to, że narcyzi dobrze czują się z innymi narcyzami, przyciąga ich ku sobie. Pewien poziom inteligencji, czy też może - ukwieconej, wyrafinowanej formy wyrazu, komplementowanie i uważność by nie zranić w fazie zapoznawczej, bo samy się tego również obawiamy - sprawia, że jeden narcyz z drugim doskonale znajdują z sobą język, lepiej nawet niż z innymi.

Ponadto często psychoterapeuci mają cecy narcystyczne, chociaż mam nadzieję, że w większości przypadków są one przezwyciężone. I dlatego skuteczna terapia narcyzmu powinna odbywać się przy udziale terapeuty, który jest w stanie naturalnie wczuć się w swojego pacjenta. Np nie widzę potrzeby ranienia nas, przy komunikowaniu nam przykrych rzeczy. Prawda nie zawsze jest przyjemna, ale jeśli widzę wysiłek drugiej strony, by mi nie sprawić przykrości, to jest mi łatwiej ją przyjąć, nie ważne jak boli. Sama również z tego powodu bardzo delikatnie wyrażam krytykę wobec innych, bardziej niż niektórzy moi znajomi niedotknięci narcyzmem, więc przykro mi, kiedy słyszę, jacy to jesteśmy źli i niedobrzy.

 

Jesteśmy przeczuleni, bo kiedyś nas zraniono. Nie potrafimy kochać, bo samych siebie nie kochamy. Jesteśmy pełni lęku i napięcia. Ale to wszystko to nie powód by nas demonizować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, są narcyzi nieświadomi i takie przypadki leczy się najciężej, bo Ci ludzie nie wiedzą i nie wierzą, że coś z nimi jest nie tak.

 

Ja leczyłem się na natręctwa i zaburzenia nastroju odkąd pamiętam. Dopiero jak poszedłem na terapię to zrozumiałem skąd się to wszystko wzięło... Jak usłyszałem, że mam NPD to śmiałem się pół dnia. Później zacząłem się nad tym zastanawiać i wpadłem w taki dół, że chciałem się zabić, bo wszystko nagle nabrało sensu...

 

Jest lepiej, ale z pewnymi rzeczami nadal sobie nie radzę. Czuję, że MUSZĘ na ludziach robić wrażenie. Nie mogę być postrzegany jako zwykły człowiek, bo wtedy czuję, że nie istnieję. Ma to swoje odbicie w różnych dziedzinach życia, począwszy od wyglądu, przez moje zdolności artystyczne i dość wysokie IQ aż po seks. Robię wszystko, żeby ktoś mnie pochwalił, powiedział jakiś komplement itp. Jeśli tak się nie dzieje lub na swojej drodze spotykam kogoś kto na pierwszy rzut oka wydaje się być bardziej interesujący niż ja to wpadam w taką okropną złość, zazdrość i nienawiść do siebie, że mam ochotę się zabić. I mój chory tok myślenia: mogę być szczęśliwy tylko wtedy gdy będę zarabiał mnóstwo kasy, będę chodził w samych drogich, markowych ciuchach, miał świetny samochód i zaznam idealnej miłości, bez skazy.

 

Terapia trwa i jest naprawdę lepiej, ale czuję, że to będzie walka na całe życie... Szkoda, bo mam wrażenie, że marnuję najlepsze lata swojego życia, ale mimo wszystko warto...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy ktokolwiek z Was myślał kiedyś, że sobie ten narcyzm wymyśla, żeby poczuć się bardziej wyjątkowo? Bo ja tak myślę nieustannie. Też nie wiecie, jacy jesteście? Ja nie mam pojęcia. Jak się "wpatruję w siebie", to widzę zupełną pustkę. Człowieka bez osobowości, bez niczego. Zastanawia mnie, czy ktoś jeszcze czuje to samo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A czy ktokolwiek z Was myślał kiedyś, że sobie ten narcyzm wymyśla, żeby poczuć się bardziej wyjątkowo? Bo ja tak myślę nieustannie. Też nie wiecie, jacy jesteście? Ja nie mam pojęcia. Jak się "wpatruję w siebie", to widzę zupełną pustkę. Człowieka bez osobowości, bez niczego. Zastanawia mnie, czy ktoś jeszcze czuje to samo.

 

Dla mnie tekst o "osobowości narcystycznej" w wypisie ze szpitala przez moment sprawił, że poczułam się wyjątkowo. Jakby to było coś lepszego niż "zwykła" depresja. Ale potem już nie, tak jak gdyby to znaczyło, że jestem zła lub przynajmniej ludzie mnie za taką uważają. Nie wiem, czy warto szukać potwierdzenia takiej diagnozy.

Widziałam kilka Twoich postów, dostrzegam pewne podobieństwo. Czasem myślę lub mówię o sobie, że jestem nikim, ale to w sumie nieprawda. Chodzi bardziej o to, że nie mam specjalnych osiągnięć, niewiele przeżyłam, jestem mało atrakcyjna towarzysko. Moja osobowość istnieje, ale wydaje mi się poplątana, zmienna, nieokreślona. Nie jestem niczego pewna.

A jeśli to wcale nie jest nienormalne? Pocieszam się myślą, że może wszelkie etykietki są tylko próbą sztucznego uporządkowania rzeczywistości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zołzik,

wydaje mi się, że jakby mi ktoś zdiagnozował choćby depresję, to poczułabym się a)wyjątkowo, b) poczułabym ulgę, że to wszystko jednak nie jest normalne.

Inna sprawa, że problem stałby się dostrzegalny nie tylko dla mnie. Czytałam gdzieś, że narcyzi nie widzą swoich problemów, dopóki nie spadnie im na głowę jakaś katastrofa, więc nie wiem, czy rzeczywiście takim narcyzem jestem, ale chciałabym się wreszcie czegoś o sobie dowiedzieć.

 

Mam też kłopot z natury takiej, że nie wyobrażam sobie wizyty u specjalisty. Przychodzę i co? Zaczynam jakąś litanię? Już to widzę w swoim wykonaniu. "Nie wiem, po co przyszłam, w sumie wszystko jest okej..."

 

Łeb mi pęka, ugh. I znów zastanawiam się, czy wszystko, co tutaj napisałam, jest prawdą. Od zarania dziejów mam coś takiego. Rozmyślam sobie nad czymś i nagle - "ale czy ja rzeczywiście tak myślę?"... i wkładam wielki wysiłek w to, by odkryć, co rzeczywiście myślę, i nie wiem. Każda moja myśl wydaje mi się niesprawdzona, niegodna wiary (teraz nie wiem, czy to co napisałam o tym myśleniu jest prawdą :shock::mrgreen: ). Przepraszam, zagalopowałam się trochę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×