Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć. Długo sie zastanawiałem nad napisaniem tego posta. Mam 20 lat, w sumie w tym roku koncze 20.. I chyba mam depresje... Dużo czytałem na ten temat i wgl.. Od jakiś dwóch lat jestem nikim... Olewałem szkole totalnie, do wszystkiego podchodzę z niechęcią. Wstydze sie tego jak wygladam, co soba reprezentuje ( w zasadzie to nie reperezentuje soba niczego )

Mam kilka wad w swoim wyglądzie, przez które nie potrafię "iść do przodu". Ostatnie miesiace to koszmar... Odizolowałem sie całkowicie od otoczenia, nie wychodze z domu , zero ruchu, zainteresowań, pasjii.. Gdy już wychodze na ulice mam wrażenie ze wszyscy pokazują na mnie palcami , szpecą do siebie i śmieją sie ze mnie.. Nie raz były sytuacje gdy ludzie mijaja mnie na drodze a potem słychac śmiech.. Wtedy moje nogi sa jak z waty i nie marze o niczym innym jak znów byc w domu w 4 scianach swojego pokoju... W dzieciństwie było podobnie... Zawsze z boku , nieakceptowany bo cichy i małomówny, z okropnymi wadami... Czasami poprostu mysle ze urodziłem sie z depresją... ;/ Prace rzuciłem po miesiącu bo nie wytrzymałem psychicznie..

Obserwujac swoich znajomych jak sie rozwijają jak ida do przodu łezka mi sie kreci w oku, bo wiem ze mnie też na to stać, ale przez te wsszystkie problemy które mnie spoktały jest mi ciezko..I nie potrafie sie zebrac w sobie... Czasami mysle że jedeynym rozwiazaniem jest skończenie z sobą, ale brakuje mi odwagi.. Sam nie wiem co mam już robić.. Jestem nikim nikim nikim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie znoszę ludzi w mojej pracy, zadania są znośne. Z tym, że ona nie jest w zawodzie. W zawodzie, jak ostatnio dostałam jedno zlecenie (pracując na etat), to czułam się euforycznie. To tylko pogłębiło moje niezadowolenie z tego, gdzie jestem zatrudniona...

 

Ale nie mogę sobie pozwolić na wpatrywanie się przed siebie, kiedy na biurku leżą papiery, którymi trzeba się zająć i kiedy poza pracą też mam obowiązki. Nie umiem jednak się zebrać w sobie...

 

Leczę się farmakologicznie od czerwca, nie podjęłam terapii, bo po pierwszej poprawie po samych lekach uznałam, że nie jest mi ona potrzebna. Podczas świąt zdarzało mi się pominąć dawkę, co mnie już zupełnie rozstroiło. Nie wiem, co dalej... Magisterka leży, jak tak dalej pójdzie narobię sobie problemów w pracy, studiów nie ogarniam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Obserwujac swoich znajomych jak sie rozwijają jak ida do przodu łezka mi sie kreci w oku, bo wiem ze mnie też na to stać, ale przez te wsszystkie problemy które mnie spoktały jest mi ciezko..I nie potrafie sie zebrac w sobie... Czasami mysle że jedeynym rozwiazaniem jest skończenie z sobą, ale brakuje mi odwagi.. Sam nie wiem co mam już robić.. Jestem nikim nikim nikim.

Blue, przede wszystkim rowiazanie jakie wymysliles nie jest zadnym rozwiazaniem...Doskonale rozumiem jak jest Ci trudno. Wyobraz sobie, ze jestem od Ciebie kilka lat starsza i mam podobnie: widze, jak ludzie wokol mnie ida do przodu, rozwijaja sie, robia kariery..a ja nie moge ruszyc z miejsca.

 

Napisales: ,,Obserwujac swoich znajomych jak sie rozwijają jak ida do przodu łezka mi sie kreci w oku, bo wiem ze mnie też na to stać"

czyli jednak gdzies w glebi samego siebie masz swiadomosc tego, ze nie jestes NIKIM wiesz, ze Ciebie stac na to rowniez:)

 

Jesli chodzi o problemy z Twoim wygladem, to co Twiom zdaniem jest z nim nie tak? (oczywiscie jesli mozesz napisac):)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W interencie nie jest sie anonimowym, i nie chce o tym pisac, mam 2 rece obie nogi.. aby tyle. Tak czy inaczej sa powody zeby sei ze mnie ponabijac powytykac palcami. Jedynym "plusem" tej sytacji jest to ze nauczyłem sie szanowac innych I ICH WYGLAD. Ale w dzisiejszym swiecie jest TO zupełnie zapomniane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak czy inaczej sa powody zeby sei ze mnie ponabijac powytykac palcami.

 

Nie ma zadnego powodu, zeby sie nabijac z czyjegos wygladu. Jakkolwiek by ten ktos wygladal. Osoby, ktore to robia, nie posiadaja moim zdaniem zbyt wielu wyzszych uczuc lub nie maja swiadomosci, ze krzywdza w ten sposob innych ludzi.

 

Rozumiem, ze kompleksy odnosnie wygladu Cie blokuja. Uwierz, ze przechodzilam przez to samo. Czulam sie brzydka, na kazdym kroku wysmiewana, ze wzgledu na to, ze pochodzilam z niezbyt zamoznej rodziny, kolezanki smialy sie z tego, w co sie ubieralam. Nadal mam, miedzy innymi, z tego powodu problem z pewnoscia siebie, chociaz pozbylam sie wiekszej czesci moich kompleksow zwiazanych z wygladem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

QAbled a z czego piszesz magisterke?:)

 

Ja mam podobny problem z praca. Rowniez czesciowo chodzi o ludzi. Pracuje w firmie w ktorej ludzie wychodza z zalozenia, ze trzeba sie wiecznie spinac, wiecznie gnac przed siebie, depczac po drodze innych. Rozumiem, ze jest to praca odpowiedzialna, jednak ten wyscig szczurow mnie meczy. Okropnie mnie meczy, to, ze kontakty pomiedzy ludzimi, ktorzy tam pracuja, sa plytkie i falszywe. Niby sie do siebie usmiechaja, jednak gdy tylko druga osoba sie odwroci, druga jest jej w stanie wbic noz w plecy. Czuje sie tam zle, bo po pierwsze, nie jest, to cos co chcialabym robic, a nie moge sobie w tej chwili pozwlic na zmiane. Dlatego kazda czynnosc wykonuje jak automat.

Ewelka :brawo: Zgadzam sie z Toba:), jednak blue musimy tez zrozumiec . Wez pod uwage, ze nasze problemy rowniez wydaja sie wiekszosci ludzi blache.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Jestem nowy na forum, mój problem jest dość nietypowy. Rozwiązanie go jest niemożliwe, ale możliwe, że wyżalenie się trochę mi pomoże.

Od dzieciaka moim marzeniem było wojsko, a od 2 klasy gimnazjum zacząłem już poważnie myśleć o tym zawodzie. Spowodowane to było tym, że mój starszy brat poszedł właśnie w tą drogę, a ojciec też kiedyś służył w zasadniczej służbie. W trzeciej klasie liceum to marzenie było tak silne, że zacząłem się uczyć nawet po nocach kilka miesięcy wcześniej byleby jak najlepiej zdać maturę, i udało się. Od tego roku zacząłem studia w szkole oficerskiej. Nie przypuszczałem jednak, że to będzie takie trudne, tyle obowiązków, niepewność co do przyszłości, bardzo rzadko bywam teraz w domu. Teraz z okazji świąt dostałem kilka dni urlopu, przypomniałem sobie jak żyło się w cywilnym życiu, rozleniwiłem się strasznie przez te święta, spadła mi motywacja, która kiedyś była taka silna... Jedną z najgorszych rzeczy jest presja jaką otoczenie wywiera na mnie, rodzice, znajomi itp. Wszyscy są święcie przekonani, że uda mi się skończyć tą szkołę.

Ale kiedy zastanawiam się, co by było gdybym teraz odpuścił, dochodzę do wniosku, że studiowanie na cywilnej uczelni blisko domu było by jeszcze gorsze dla mnie. Wiem, że nie odpuszczę, za daleko zaszedłem, i za dużo poświęceń mnie to kosztowało, ale to czasami jest tak ciężkie, że zastanawiam się czy aby na pewno dam radę.

Możliwe, że to przez te święta przypomniałem sobie jak to jest nie mieć żadnych zmartwień, ale już niedługo nadejdzie czas powrotu i wiem, że nie będzie on wcale taki łatwy, jak się ludziom wydaje...

Nie mogę żalić się ludziom w prawdziwym świecie, więc robię to tutaj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość SmutnaTęcza

Luktar, ale napisałam, że to nie TAKIE lęki... nie takie jak przy nerwicy lękowej (czy jak to się tam nazywa)... To polega na czymś innym, ale nie mam zamiaru tego tłumaczyć. Żeby to zrozumieć, trzeba by wejść mi do głowy. Powiem tyle, że czuję jakiś paraliż, odrętwienie, osłupienie. Ale nieważne, z jakiego powodu, nieważne, co jest tego przyczyną, bo nikt mi nie uwierzy i zostanę tylko wyśmiana.

 

Aranjani,

Przeczysz sama sobie

Nie przeczę - jak nie wiesz, to nie pisz - w końcu udało mi się coś tam przeczytać, ale wściekam się z racji tego, że jest to cholernie nudne i bez sensu. Jakiś bałwan i życiowy nieudacznik nie miał pewnie co zrobić ze swoim życiem, to pisał takie pseudointeligentne filozoficzne śmieci.

 

A jesli chodzi o Twoje jęczenie... weź się kobieto w garść! Jest Ci z czymś źle... to spróbuj to zmienić bo to uja nikt tego za Ciebie nie zrobi.

I tak jak napisał kolekcjoner snów... szczęście samo nie przychodzi.

 

A... i zapisz się gdzieś na terapię...

Przecież właśnie w tym ostatnim jęczeniu napisałam, że próbowałam coś zmienić... Radzę nauczyć się czytać ze zrozumieniem. ;) Ciekawe, czy wam wszystko tak szybko i łatwo przyszło. Ciekawam, jak wy reagowaliście, gdy życie was w ch*ja robiło mimo usilnych starań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hed123 ty nie masz depresji,ciebie dopadło zwątpienie,ale realizujesz marzenia-tyle dobrego. Każdy czasem sie zatrzymuje i widzi że dorosłe życie jest trudne. To nic nowego. Hed,która to klasa/rok? Nie rezygnuj z tego, twoje marzenie sie spełnia,moje chyba nigdy...myślę że jak wrócisz to wszystko wróci do normy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

>>>>zmęczona_wszystkim

 

Można próbować i próbować i czasami po prostu coś nie "zaskoczy". Bo jedna osoba może chcieć, a ta druga nie, albo odwrotnie. Oprócz prób i starań jest jeszcze ten łut szczęścia, którego się nie da wypracować i który nie zależy od nas.

 

Jasne, że nie da się nikogo do miłości zmusić. Ci, którzy przeżyli taką nieodwzajemnioną (ech..) doskonale o tym wiedzą. Tak dobrze nie ma. Jednakże będę się trzymał tego, że zawsze da się zmienić siebie i swoje życie na tyle aby wzbudzić zainteresowanie kogoś, aby dać sobie szansę na bycie w związku. Na tym właśnie polega to próbowanie, o którym pisałem - próbowanie z większą ilością osób, w większej ilości sytuacji. Jeżeli rezygnuje się z potencjalnych szans, bo chce się być tylko z osobą, dla której akurat my, z różnych przyczyn nie jesteśmy atrakcyjni to już jest nasz wybór. Ale szanse na pewno się pojawią. Próby i starania są podstawą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

elo po czym, w jakiej dawce?

 

Jestem żałosną podróbką faceta i pizdą- mam coraz silniejsze wrażenie, że dla siebie nie potrafię zrobić nic dobrego obecnie, że potrzebuję partnerki, dla której wezmę się w garść i znajdę sens istnienia, to trochę żałosne..zwłaszcza obdarzenie jej takim podświadomym ciężarem, mam nadzieję, że mi przejdzie w końcu to.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Życie w biedzie nie jest mi straszne Ellwe. Towarzyszyła mi odkąd pamietam. Ale moje rodzeństwo pokazało ze nie jest to przeszkodą w życiu, oczywiscie bardzo je utrudnia ale nie jest niedopokonania. Sam gdy pracowałem, zarabiałem niezłe pieniądze... A teraz siedze w domu, marnuje czas i czekam na nie wiadomo co.

 

ewelka91 Nie nie wygladam jak Ci ludzie ze zdj, i dzieki bogu ze tak nie jest. Ale nie można też myslec w stylu "ciesz sie ze wygladasz troche źle bo mogłes wygladac gorzej...." Takie myslenie nie poprawia mojego mniemania o sobie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Reiben, Daj spokój z tym duszkiem... ;)

Doświadczyłam stanu obniżonego nastroju i depresji... zresztą każdy, nawet niezdiagnozowany doświadczył, wiem, że ciężko odbić się od przysłowiowego dna... ale jak sobie sami nie pomożemy, nie zaczniemy szukać alternatywnych rozwiązań, nikt tego za nas nie zrobi.

Zauważ, że nawet, gdy napotka się na swojej drodze kogoś, kto chce wyciągnąć tzw. pomocną dłoń... to nie zawsze chcemy czy też potrafimy skorzystać z ów oferty... pytanie rodzi się jedno "Dlaczego"?

A nie jest tak, że czasem łatwiej tkwić w ówczesnym stanie? Od tak... z wygodnictwa... bo tak jest lepiej, łatwiej i bez wysiłku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Juz bez glebszych, bolesnych emocji - tak sobie mysle i analizuje. Ze wlasciwie od samego poczatku ludzie ze mnie rezygnowali (matka biologiczna, rodzice adopcyjni, nauczyciele w szkole, wielu znajomych i tzw przyjaciol, partnerzy zyciowi i nie wiem, czy tez nie dzieci), nikt nie chcial zawalczyc, nikt nie chcial mnie poznac - albo odchodzili, odwracali sie totalnie - albo mnie przerabiali na swoja modle za pomoca manipulacji, szantazu, prosb, grozb, kija i marchewki, poczucia winy i wstydu, wmwiania, ze sama sobie nie poradze, ze zgine... Ale tylko jeden czlowiek w moim dosc dlugim zyciu zadal sobie trud i staral sie mnie poznac taka, jaka jestem. Nie oceniajac - akceptujac bezwarunkowo. Dajac zaufanie i wsparcie bez wzgledu na cokolwiek. Prawdziwa przyjazn.

Dla mnie te wspomnienia sa jak oltarz dla wierzacego.

Czasem zastanawiam sie, czy mam jeszcze szanse spotkac kogos o podobnym podejsciu do zycia. Bo przez prawie cwierc wieku nie spotkalam, a znalam troche ludzi w tym okresie.

Jesli tacy ludzie istnieja - to gdzie ich szukac? Moze nie tyle gdzie co jak?

Byc soba. Nie bac sie bycia soba, nie udawac, nie nadskakiwac, nie robic nic "pod kogos" bo wtedy mamy szanse co najwyzej na kolejnego blazna i pieczeniarza, manipulanta.

Jesli jestem soba to dochodzi do naturalnej selekcji - czyli nieodpowiednie osobniki odpadaja.

Wtedy jak sobie przypominam bylam na zakrecie zyciowym, w trudnej sytuacji, podjelam decyzje ktora mscila sie na mnie przez wiele lat - i jaks na poczatku znajomosci wywalilam to wszystko bo mnie przerastalo, nie moglam juz dusic w sobie. I zaraz po wyslaniu tego listu (TAK! Wtedy pisalo sie listy i wrzucalo do skrzynki! Tesknie za tamtymi czasami i nawet mysle zeby z kims popisac, tak dla zwyklej przyjemnosci bo to bylo bardzo fajme, ta cala otoczka, oczekiwanie na odpowiedz. I niekoniecznie od kogos do kogo cos sie czulo ale od przyjaciol, rodziny itp. Super sprawa!) pozalowalam bo fajnie sie znajomosc zapowiadala, fajnie nam sie korespondowalo, to byly dwa dialogi bo on czytal moje wypowiedzi i polemizowal albo sie zgadzal ale zawsze bylo ciekawe uzasadnienie, nie jakies pustoslowe wodolejstwo. I byl przerazajaco inteligentny - to mi z jednej strony imponowalo a z drugiej troche sie obawialam, ze jakby co do czego doszlo to mnie zdominuje. Ale mysle sobie: jak nei odpisze to trudno, nie ma nic jeszcze miedzy nami, bedzie troche zalu ale nic poza tym, zadnych dramatow.

Ale... odpisal. Bardzo dlugi list. Miedzy innymi ze zaimponowalam mu otwartoscia i odwaga. I pamietam jak dzis jego slowa: a moze myslalas, ze przestrasze sie i uciekne jak wiekszosc przede mna?

Ja mu tego nie napisalam, on wiedzial. Nasza pozniejsza znajomosc, zwiazek i wiez byla tego potwierdzeniem, jak wiele o mnie wiedzial bez pytania. Tylko obserwujac i sluchajac. Na poczatku balam sie tego (wszyscy znamy owo uczucie, nie moge pokazac swojej prawdziwej twarzy bo jak mnie poznaja to uciekna albo jeszcze gorzej: ukarza mnie za bycie soba ale czy znalismy inna rzeczywistosc?) ale z czasem przekonalam sie ze nie ma nic bezpieczniejszego (o paradoksie!) jak bliski czlowiek ktory nas poznaje a ktoremu ufamy, bo dal na to wiele dowodow.

Nigdy nie czulam sie az tak bezpiecznie i pewnie emocjonalnie.

Moglam nareszcie byc soba i nikt mnie za to nie karal, nie probowal wtloczyc w swoja matryce - tylko akceptowal. Tak po prostu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×